Analizujemy dlaczego Chelsea powinna obawiać się o ofensywę
05.08.2019

Kiedy Frank Lampard przejmował posadę szkoleniowca Chelsea z pewnością nie sądził, że czeka go w Londynie tyle problemów. Największy pojawił się oczywiście na pozycji napastnika, gdzie Anglik tylko pozornie posiada kłopot bogactwa. Ale czy to samo możemy powiedzieć patrząc na jakość trójki snajperów?

Poprzedni sezon dla „The Blues” okazał się ciężkim kawałkiem chleba dla ofensywnych piłkarzy. Najwięcej do powiedzenia miał oczywiście Eden Hazard, który często w pojedynkę ratował zespół przed stratą punktów. 21 bramek oraz 17 asyst w całym sezonie przy odpowiedniej pomocy napastników dawało nadzieję na coś więcej aniżeli bezpieczne miejsce w czołowej czwórce. Tak się jednak nie stało.

Odbierz zakład bez ryzyka z kodem GRAMGRUBO500 w BETCLIC – jest już legalny w Polsce!

Giroud, Higuain i wcześniej Morata podarowali drużynie zaledwie 12 trafień w Premier League. Oczywiście – Francuz prezentował się z lepszej strony w innych rozgrywkach, między innymi w Lidze Europy, ale pokonywanie bramkarzy PAOK-u Saloniki czy Slavii Praga nie przynoszą raczej dumy zawodnikowi takiego kalibru. Najbardziej zaskoczył – niestety na minus – „Pipita”, który nawet pod okiem trenerskiego mentora kompletnie przepadł w Londynie i jego wypożyczenie nie zostało ostatecznie przedłużone o kolejny rok. Czy to był dobry pomysł? Na to pytanie odpowiedział nam dziennikarz portalu “Łączy nas piłka” i prywatnie sympatyk ekipy ze Stamford Bridge, Michał Zachodny.

– Widziałem tylko przebłyski dawnego Higuaina, widział to również Maurizio Sarri, widzieli to szefowie klubu. Nie sądzę, by pozostawienie Argentyńczyka było nawet rozpatrywane w kontekście coraz większej świadomości, że dojdzie do zmiany szkoleniowca. Lepiej dać szansę komuś młodemu, kto nabiera tej skuteczności (jak Tammy Abraham w Championship), niż zawodnikowi, który tę iskrę zatracił lub stopniowo traci.

Wraz z nowym sezonem w tej formacji zapanowała pewna czystka. Michał wspomniał o powrocie Abrahama, do którego dołączył także Michy Batshuayi. Belg ma za sobą nieudany sezon, podczas którego zmarnował kompletnie pół roku w Valencii. W zimowym okienku przeniósł się do Crystal Palace, ale także i tam nie zachwycał.

Pozostanie w Londynie Giroud oznacza, że Lampard musi wybierać z trzech opcji: młodego i niedoświadczonego Anglika, zawodzącego w ostatnim czasie Belga oraz Francuza niepasującego do taktyki trenera. Poniekąd przypomina to pierwszy sezon Jose Mourinho w drugiej kadencji jego pracy w stolicy Anglii. Wówczas „The Special One” miał do dyspozycji Fernando Torresa, Samuela Eto’o oraz Dembe Ba. Można powiedzieć, że historia zatoczyła koło, lecz być może do końca okienka jeden z nich opuści zespół. Czy byłby to dobry pomysł?

– Myślę, że to byłby błąd, który już kilka razy w Chelsea popełniono i w połowie sezonu okazywało się, że tylko dwie opcje do ataku to za mało, a więc musi tam grać ktoś z innej pozycji. Rywalizacja musi być mocna, jest trzech powiedziałbym równych sobie napastników, ale będących na bardzo różnym poziomie i w różnych momentach karier – stwierdził Zachodny.

Mimo to pojawią się w mediach informacje na temat możliwego wypożyczenia Belga, który przez ostatnie lata nie potrafił przekonać kolejnych menedżerów w stolicy Anglii.

– Batshuayi jeszcze ma te pół roku, rok szansy. Ale w zasadzie tylko od niego zależy, jak ją wykorzysta. W jednym z ostatnich sparingów wszedł na końcówkę i strzelił Salzburgowi gola: nawet jeśli jego rola będzie ograniczona do skutecznego zmiennika, to już będzie oznaczało, że przynajmniej na Belga jest w Chelsea jakiś plan. Dotychczas z kolejnymi transferami utalentowanych młodzieżowców do klubu to był największy problem: ktoś był dobry, kupowano go, ale nic za tym nie szło, bo w zasadzie ścieżki do pierwszej jedenastki czy pomysłu na wkomponowanie go w taktykę brakowało. Batshuayi na tym cierpiał, choć on sam dawał mało powodów (zwłaszcza na wypożyczeniach), by nagle ściągnąć go z powrotem i wybrać jako podstawowego piłkarza.

Na chłopski rozum to Olivier Giroud wydaję się najmniej ryzykownym wbyorem. Największe doświadczenie, w miarę dobry poprzedni sezon i pozycja typowego „target mana”, dzięki któremu swój talent mogą pokazać Christian Pulisic czy Mason Mount. Lampard może zobaczyć w nim pewnego rodzaju lidera,  poruszającego się także świetnie bez piłki.

– Giroud wydaje się najbezpieczniejszą opcją, ale czy pasującą do futbolu pełnego energii, jaki zdaje się preferować Lampard? Batshuayi ma pewnie ostatnią szansę, by w Chelsea zaistnieć – a w zasadzie w ogóle w futbolu na najwyższym poziomie – i być zapamiętanym inaczej, niż przez wesołe wrzutki w mediach społecznościowych. Ta determinacja może być jednak jego jedynym, choć największym atutem. Czy może więcej ognia da Tammy Abraham, wyrastający na podstawową dziewiątkę? On mówił przed sezonem, że dla niego i innych młodych piłkarzy to „tu i teraz”. Ja takie podejście rozumiem, nawet patrząc z zewnątrz mogę powiedzieć, że Lampardowi wypada zazdrościć takiej determinacji u jego piłkarzy. Ale za tym musi pójść jakość i przede wszystkim gole. Może tym razem odpowiedzialność za bramki zostanie rozdzielona między większą liczbę zawodników, zwłaszcza tych grających w środku pola?

Można zatem dojść do konkluzji, ze żaden z nich nie wyrasta ponad resztę. Giroud charakterystyką przypomina zawodnika do gry, w której Chelsea dominuje rywala (kto wie, być może dlatego niejako wygryzł Higuaina?), ale to nie jest znak rozpoznawalny drużyny Lamparda. Batshuayi z łatwością dochodzi do sytuacji, z kolei Abraham wydaje się najbardziej kompaktowym napastnikiem, który – niestety – często ucieka ze strefy pola karnego. Wszyscy trzej w sezonie przygotowawczym zaliczali trafienia, natomiast żaden z nich tak naprawdę nie pokazał, że pasuje w pełni do filozofii swojego szkoleniowca.

Statystyki Tammy’ego Abrahama z poprzedniego sezonu (fot. transfermarkt.de)
Statystyki Oliviera Giroud z poprzedniego sezonu (fot. transfermarkt.de)
Statystyki Michy’ego Batshuayia z poprzedniego sezonu (fot. transfermarkt.de)

Drużynie to jednak nie przeszkadza. Lampard nie wymaga, aby napastnik kończył akcję całego zespołu. We wszystkich sezonach po przejęciu klubu przez Romana Abramowicza, napastnicy zaledwie w 9 z 16 sezonów kończyli rozgrywki z największą liczbą bramek. Sam Anglik aż czterokrotnie piastował ten zaszczyt. Weźmy pod lupę np. spotkanie z Red Bull Salzburg. „The Blues” zdobyli pięć bramek, ale tylko jedna z nich trafiła na konto napastnika.

– Lampard musi zdawać sobie sprawę z ograniczeń tych zawodników, których ma przygotowywanych na pozycję numeru dziewięć. Jak temu będzie zapobiegał w trakcie sezonu, czy często rotując, czy wybierając ich pod przeciwnika lub okoliczność – dziś trudno jest na dobrą sprawę powiedzieć. Ale wydaje mi się, że te problemy lub sposób ich rozwiązania mogą zdefiniować jego pierwszy sezon w roli menedżera na najwyższym poziomie – ocenia Zachodny.

Na kogokolwiek Lampard postawi, ten nie będzie mógł liczyć na rozumienie w przypadku braku bramek. Zastąpienie Edena Hazarda i przejęcie minimum części bramek na swoje barki to ogromna odpowiedzialność. Czy ktokolwiek z trójki Abraham, Giroud, Batshuayi zdoła sobie z tym poradzić? Na kilka dni przed rozpoczęciem sezonu można mieć co do tego ogromne wątpliwości.

Odbierz zakład bez ryzyka z kodem GRAMGRUBO500 w BETCLIC – jest już legalny w Polsce!

500PLN
GRAMGRUBO
GRAMGRUBO