Świetny snajper i jeszcze większy zakapior. Alfredo Morelos rozbije mur Legii?
21.08.2019

Jeśli Legia przed spotkaniem z Rangersami powinna obawiać się jakiegokolwiek zawodnika, to z pewnością nasz typ wędruje do Alfredo Morelosa. Kolumbijczyk o wybuchowym temperamencie od dwóch lat jest zmorą szkockich bramkarzy oraz obrońców, którzy nie tylko z powodu zdobywanych przez niego bramek mogą nie darzyć go sympatią. Jutro 23-latek przyjedzie na Łazienkowską, aby napsuć krwi kolejnym defensorom.

Wybitni napastnicy zwykle długo nie zabawiają w Szkocji. Odkąd Celtic na dobre przestał osiągać dobre wyniki w europejskich pucharach, piłkarscy skauci traktuję te rozgrywki nieco po macoszemu. Mimo to wynik 30 bramek w 48 spotkaniach jest rezultatem, obok którego nie można przejść obojętnie.

Latem o Morelosa pytało kilka zespołów na czele z West Hamem oraz Crystal Palace. Władze londyńskich zespołów ostatecznie rezygnowali z zakupu reprezentanta Kolumbii. Powodem był nieokiełznany temperament snajpera, który w poprzednim sezonie nie pozwolił dokończyć zawodnikowi aż pięciu spotkań, dodatkowo doliczając do tego kilkanaście (!) żółtych kartoników.

– Potrafi kapitalnie grać w piłkę, ale jest chuliganem. Możesz nakręcić go jak zegarek. Podczas ważnych spotkań, gdzie piłkarze odczuwają presję, menedżerowie potrzebują swoich najważniejszych graczy. Morelos nie radzi sobie w takich sytuacjach i pozostawia swoich kolegów na lodzie – takimi słowami opisał napastnika Alan Brazil, były reprezentant Szkocji.

Kartki pokazywane przez arbitrów oczywiście odpychają, ale obok jego wyników bramkowych nie można przejść obojętnie. Na niekorzyść Legii przemawia fakt, że Morelos także w tym sezonie trafia regularnie do siatki, co tylko napędza jego karierę. A wszystko rozpoczęło się dość niewinnie – w biednej kolumbijskiej dzielnicy.

Informacje na temat jego wczesnego dzieciństwa postanowiła zebrać klubowa telewizja Rangersów. W dokumencie zatytułowanym „Soy Morelos” piłkarz zdradził przerażające chwile ze swojego życia.

– Historia mojej młodszej siostry była dla mnie sporą motywacją. Po jej śmierci przyrzekłem matce, że zajmę się moja rodziną. Byliśmy biedną familią zamieszkałą w Cerete. To małe miasteczko i wszyscy mnie tam znają oraz wspierają. Dzięki Bogu teraz mamy się naprawdę dobrze.

Początek jego kariery miał miejsce w największym kolumbijskim klubie – Deportivo Independiente Medellin, znanym jako DM. Po kilkunastu spotkaniach odpalono go jednak na wypożyczenie do Finlandii. Z perspektywy czasu można to nazwać dość dziwnym kierunkiem dla piłkarza, który marzy o wielkiej karierze. Czas pokazał, że ta decyzja okazała się odpowiednia.

Alfredo w Helsinkach momentalnie zaczął zdobywać bramkami. W pierwszym sezonie 26, w drugim 20. Momentalnie fińska ekstraklasa zrobiła się dla niego za ciasna i szkocki klub po raz pierwszy zainteresował się snajperem. Ekipa z Glasgow sporo ryzykowała, ale ich przedstawiciele wierzyli, że ściągają do siebie przyszłą gwiazdę światowego formatu. Choć nie mieli co do tego żadnych gwarancji. Co ciekawe, napastnika obserwowali także działacze Utrechtu. Jeden ze skautów klubu, Michael Mols, wspomina tę sytuację:

– Nie mieliśmy wystarczająco pieniędzy na jego zakup. Milion funtów jaki otrzymał klub z Helsinek od Rangersów wydają się dziś niebywałą okazją, jeśli popatrzymy na obecny rynek. Nasz menedżer w tym czasie przeszedł do Ajaksu, a ja nigdy z nim nie porozmawiałem na ten temat. Przekazałem swoją opinię tylko głównemu skautowi, który następnie dyskutował o tym z dyrektorem sportowym. Od początku wydawał mi się na strzelca idealnie pasującego do pola karnego. Porównuję go do Luisa Suareza. Obaj pochodzą z Ameryki Południowej i widać podobieństwo w ich charakterze. Może być to pomocne, ale także i szkodliwe. Urugwajczyk w swojej karierze zrobił kilka głupich rzeczy, np. niejednokrotnie gryzł swoich rywali. Póki co Alfredo nie dopuścił się do takiego czynu, lecz ma w zwyczaju robić pewne głupstwa na murawie, które mogą kosztować stratę punktów. Jeśli uda mu się okiełznać swoją głowę, zrobi kolejny krok w karierze.

Dziś wspomniany milion funtów to być może zaledwie jedna dwudziesta z obecnej wartości tego zawodnika. W ciągu dwóch lat od pana „kto?” został jednym z najlepszych zawodników szkockiej Premiership.

Szyderczy uśmiech Scotta Browna

Steven Gerrard oczywiście na przestrzeni ostatniego sezonu chwalił swojego asa, ale trudno uciec od wszystkich wybryków piłkarza. Sympatycy Rangersów zarzucają Morelosowi przede wszystkim używanie peleryny niewidki w najważniejszych spotkaniach. A jeśli mówimy o Szkocji, takich w sezonie jest trzy lub cztery – wszystkie oczywiście przeciwko największemu rywalowi z Glasgow. Do tej pory Kolumbijczyk wziął udział w dziewięciu spotkaniach przeciwko aktualnemu mistrzowi kraju i ani razu nie potrafi znaleźć drogi do siatki. Najboleśniej w pamięci zapadnie mu oczywiście mecz z marca tego roku, kiedy uderzył łokciem w twarz Scotta Browna i w 33 minucie musiał opuścić boisko.

Ta mina mówi wszystko…

Jego gorącą głowę z pewnością mogą wykorzystać piłkarze Legii. Odpowiednio sprowokowany, z pewnością może dokonać jakiegoś wybryku. Sam Morelos przyznaje, że zwykle w newralgicznych sytuacjach nie zamierza odpuszczać: – Jestem bardzo „gorącym” piłkarzem. Lubię jednak w sobie te cechę. Kiedy rywalizuję, mogę dokonać wszystkiego. Nigdy nie zmienię tego, kim jestem. Twarda gra, pojedynki w powietrzu – to wszystko mi odpowiada. Uwielbiam frustrować obronę rywali.

We wrześniu ubiegłego roku Morelos otrzymał powołanie do narodowej kadry. Pomimo rozegrania trzech spotkań, napastnika zabrakło na liście 23 piłkarzy, którzy wystąpili na boiskach w Brazylii podczas Copa America 2019. Decyzja Carlosa Queiroza nie podłamała napastnika, a latem wokół jego osoby pojawiło się sporo spekulacji.

Rangersi wśród wielu zapytań ustalili cenę za swojego zawodnika w okolicach 25 milionów funtów. Pojawiły się wstępne rozmowy z angielskimi oraz chińskimi klubami. Najkonkretniejsze zainteresowanie wykazało Hebei China Fortune, które było w stanie zaoferować nieco mniejszą kwotę za samego zawodnika, ale sam Alfredo mógłby liczyć na wynagrodzenie rzędu 10 milionów funtów rocznie. Jego odejście jest oczywiście nieuniknione, ponieważ tak jak w przypadku ligi finlandzkiej, tym razem szkocka Premiership z meczu na mecz robi się dla niego zwyczajnie za mała.

Póki co 23-latkowi bardzo dobrze w Glasgow i trudno się spodziewać, że w nadchodzących dniach zmieni swoją sytuację klubową. To niestety zła informacja dla fanów wicemistrza Polski, który musi się odpowiednio przygotować do tego starcia. Dynamika, świetny drybling i doskonała umiejętność kończenia wypracowanych okazji może wywołać ogromne problemy w defensywie Legii, która jak dotąd w tegorocznych europejskich pucharach nadal nie straciła bramki. Jeśli po raz pierwszy dokona tego Morelos, ekipa Aleksandra Vukovicia nie będzie miała się czego wstydzić.

FOT: Twitter

Odbierz zakład bez ryzyka z kodem GRAMGRUBO500 w BETCLIC – jest już legalny w Polsce!

3000PLN
KOD BONUSU:
FNVIP