Szymon Lewicki: “Przestałem już marzyć i myśleć o ekstraklasie”

Szymon Lewicki to zawodnik, który zagrał kilka znakomitych sezonów w I lidze. Jak na razie jednak ekstraklasa unika go jak może. Gdy wydawało się, że będzie występować w Rakowie w tym sezonie, napastnik trafił do GKS-u Tychy. W rozmowie z zawodnikiem zapytaliśmy o ekstraklasę, trenera Marka Papszuna i nie tylko.

Odbierz zakład bez ryzyka z kodem GRAMGRUBO500 w BETCLIC – jest już legalny w Polsce!

Drugiego września wylądował pan w Tychach. Jak się panu tutaj podoba?

Stadion ładny, dobra drużyna, wygrywamy. Nie ma mi się tu co nie podobać, wszystko jest w porządku.

A jak się pan zapatruje na rywalizację z Mateuszem Piątkowskim o miejsce w składzie?

Mateusz jest tu dłuższy czas tutaj, spędził dobrze okres przygotowawczy, świetnie się w nim prezentował. Teraz na boisku też wygląda nieźle. Czekam na jego gorsze mecze i może wtedy trener da mi szansę gry od początku.

Miał pan oferty z innych klubów zanim trafił do GKS-u Tychy? 

Było kilka zapytań, ale bez konkretów. Temat był cały czas otwarty. Tutaj GKS wykazał się największą determinacją. Widać było, że chcą mnie pozyskać. Propozycji było jednak niewiele, bo sam nie spodziewałem się, że mogę opuścić klub. Tam były dosłownie dwa-trzy zapytania i nie przebierałem w zbyt wielu ofertach

To dlaczego musiał pan szukać nowego klubu? Szczególnie po całkiem udanym sezonie w Rakowie.

Trener miał inną koncepcję. Chyba nie pasowałem do jego stylu gry i taką podjął decyzję. Ostatecznie musiałem szukać klubu na ostatni moment.

W tym sezonie jednak pan dostał szansę gry w ekstraklasie. Można jednak powiedzieć, że ta liga trochę pana unika, patrząc na dotychczasową karierę.

Nie wiem, czemu tak się dzieje. Nikt nie chce dać mi szansy rozegrania paru meczów, sprawdzenia czy ta liga mnie zweryfikuje. Tylko na starcie mi mówią, że sobie nie dam rady. Ciężko mi powiedzieć, co się dzieje. Dochodzę do ekstraklasy i staję przed ścianą, nie mogę jej przebić. Może kiedyś jeszcze… Chociaż przestałem ostatnio o tym już marzyć i myśleć.

Tak samo było również w Arce? Liczył pan na szansę?

Zarówno w Arce, jak i Zagłębiu Sosnowiec, gdzie zrobiłem awans, liczyłem że będę mógł zagrać w ekstraklasie. Pewnych rzeczy czasem nie przeskoczę i nie mam na nie wpływu, że dzieje się tak, a nie inaczej.

Z trenerem Markiem Papszunem dwukrotnie spotkał się w klubowej karierze. Najpierw Legionovii Legionowo, a w ostatnim czasie w Rakowie. Czy to była burzliwa współpraca?

Nie, raczej była spokojna i opanowana. Z trenerem mieliśmy raczej dobry kontakt i jak były jakieś niejasności, zawsze rozmawialiśmy. I rozstaliśmy się w dobrych relacjach.

Nawet pomimo ostatnich tygodni w Rakowie?

Żadnych animozji nie było i nie będzie. Rozstaliśmy się w kulturalny sposób.

Jakie są cele GKS-u na ten sezon? Awans do ekstraklasy czy stopniowy rozwój?

Myślę, że 75% drużyn myśli o ekstraklasie. Szczególnie, że ta szansa pojawił się z miejsc 3-6. My też mamy na to chrapkę, nasza ekipa jest dobra i poukładana, stadion jest świetny. Nie widzę przeciwwskazań dla których GKS nie miałby walczyć o awans.

Rozmawialiśmy o Marku Papszunie. A pracę z którym trenerem w karierze wspomina pan najlepiej?

Na pewno u trenera Papszuna wiele się nauczyłem. Pewnych rzeczy, przychodząc do Rakowa, nie wiedziałem. Myślę, że u niego zrobiłem duży progres. Zwracał uwagę na takie detale, o których nawet wcześniej nie pomyślałem. Na przykład jak przyjmować piłkę. Zawsze mnie uczono, że tyłem do bramki, a u trenera Papszuna inaczej to wyglądało. Parę taki niuansów technicznych i taktycznych poznałem i dzięki temu stałem się lepszym zawodnikiem. Ciężko mi jednak wyróżnić konkretnego trenera, z którym pracowało mi się najlepiej.

A śledzi pan Legionovię? Ostatnio awansowała do III ligi, ale nie układa im się najlepiej w ostatnim czasie, pracę stracił tam trener Marcin Sasal.

Oczywiście, że śledzę, tak jak każdy klub, w którym grałem. Czy to Legionovia, czy to Świt Nowy Dwór czy nawet Hutnik Warszawa. Wciąż nie zapomniałem o tych klubach, bez względu na to, że grają w niższych ligach. Sprawdzam, jak chłopaki sobie radzą.

Czyli nie pali pan za sobą mostów.

Oczywiście, że nie. Mam w Świcie kolegów, w Legionovii. Świat piłkarski jest mały i ja też nie mam problemów z utrzymywaniem z nimi kontaktu.

A który zawodnik, z którym pan grał w zespole, był według pana najlepszy?

Tych paru dobrych zawodników się przewinęło. Najbardziej jednak w pamięci utkwili mi Daniel Bartl, Miłosz Szczepański i Michał Janota. Tym dwóm ostatnim odebrać piłkę to naprawdę sztuka. A Daniel ma takie pokrętełko w nodze i szybkość – klasa zawodnik, naprawdę.

Czy gdyby mógł pan cofnąć jakąś decyzję w karierze, co by to było? 

Nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Ja nie lubię wracać do przeszłości i obmyślać, co by było gdyby. Nie, nic bym nie zmienił.

A myśli pan o tym, co robić po zakończeniu kariery piłkarskiej?

Czasami zastanawiam się, w czym bym się odnalazł. Chodzą po głowie różne pomysły. Myślałem o trenerce, skautingu, ale zobaczymy, czy będę w ogóle chciał zostać przy piłce.

Jakie są pana plany na najbliższą przyszłość?

Wskoczyć do jedenastki, strzelać bramki i grać regularnie. A pozasportowo, mam rodzinę i to jej szczęście jest dla mnie najważniejsze.

Fot. YouTube

Odbierz zakład bez ryzyka z kodem GRAMGRUBO500 w BETCLIC – jest już legalny w Polsce!

1000PLN
Oferta VIP!
GRAMGRUBO