Majdan: Piłkarze Pogoni o tym nie powiedzą, ale na pewno myślą o mistrzostwie

Człowiek-orkiestra. Chociaż zakończył karierę już parę ładnych lat temu, wciąż mówi się o nim całkiem sporo. Były reprezentant Polski jest ekspertem telewizji Canal+, prezesem firmy kosmetycznej, a także wciąż zdarza mu się występować na boisku. Niedawno wystąpił w meczu dawnych gwiazd reprezentacji Polski przeciwko Brazylii. O grze przeciwko Rivaldo, interesach i przede wszystkim jego ukochanej Pogoni rozmawialiśmy z Radosławem Majdanem.

 Odbierz zakład bez ryzyka z kodem GRAMGRUBO530 w BETCLIC – jest już legalny w Polsce!

Po meczu zespołów złożonych z byłych reprezentacji Polski i Brazylii, Rivaldo pozytywnie wypowiedział się o waszej kadrze. A co pan może powiedzieć o starciu z legendą brazylijskiego futbolu?

Zastanawiałem się, jak taki piłkarz jak Rivaldo wygląda dobrych kilka lat po zakończeniu kariery. I muszę powiedzieć, że się nie rozczarowałem. Zasada jest taka, że jeśli podczas kariery bazowałeś na szybkości i wydolności, na emeryturze szybko to tracisz. W przypadku  takich graczy jak Rivaldo, którzy bazowali na technice i kreatywności, wygląda to zupełnie inaczej. Po prostu tego się nie zapomina. Były momenty w tym meczu, gdy trzech-czterech zawodników mu przeszkadzało, a on i tak potrafił wyjść z tej sytuacji jednym zwodem. Jak to się mówi, człowiek bez układu nerwowego. Na początku sprawiał jednak wrażenie, że bieganie przysparza mu problemów, czyli trochę odczuwał skutki kariery.

W tym meczu wystąpiło jeszcze kilku dobrych zawodników. Edmilson, Amaral, z którym grałem w Pogoni i był takim przecinakiem. Był taki moment po wyrównującej bramce dla nas, gdzie właśnie Brazylijczycy się zmobilizowali i zaczęli grać na sto procent swoich umiejętności. Mecz miał naprawdę ciekawe momenty. Można było zobaczyć kawał dobrej piłki w wykonaniu mistrzów świata.

Jak doszło do organizacji tego spotkania?

Zorganizowała go firma polonijna z Chicago. Tak naprawdę kontaktem był tutaj Tomek Frankowski, który grał w tym mieście. Ktoś wpadł na taki pomysł, żeby zrobić mecz z Brazylią. Z tego co wiem, byli zadowoleni i myślą o tym, żeby w przyszłym roku zagrać mecz z Meksykiem. A może rewanż z nami już w Polsce? Zobaczymy.

Sam pomysł jednak wypalił. Mimo tego, że padał deszcz, przyszło około dziesięć tysięcy kibiców. Myślę, że gdyby pogoda była lepsza, przyszłoby około piętnaście tysięcy. Atmosfera była fantastyczna. Zwłaszcza dla Polaków, który kilkadziesiąt lat nie byli w kraju. Jechali na nasz mecz po piętnaście godzin, by posłuchać hymnu, zobaczyć pierwiastek polskości. Gdybyśmy policzyli występy nas wszystkich w reprezentacji, wyszłoby osiemset albo dziewięćset. Ten mecz dla kibiców mógł być więc sentymentalny.

Można powiedzieć, że to była gratka dla kibiców, którzy z zapartych tchem śledzili Mundial 2002. Dużo piłkarzy z tamtej kadry zagrało w tym meczu. 

To prawda. I byli również Brazylijczycy, którzy wtedy zdobyli mistrzostwo świata. Dużo kibiców, którzy pamiętali ten turniej, przychodziło z dziećmi. Starali się im to wszystko przekazać. My już dawno w piłkę nie gramy, ale młodzież, która wiedzę czerpie z internetu wiedziała o nas dość dużo, jak o zawodnikach.

To prawda, teraz z łatwością na YouTubie można znaleźć powtórki spotkań z tamtego mundialu. 

Jeżeli ktoś poszuka i zada sobie trud. Internet to przestrzeń młodych ludzi i oni wiedzą, jak to zrobić. Jeśli ktoś szedł na ten mecz, była wcześniej opublikowana lista nazwisk, więc myślę że niektórzy poszukali różnych urywków naszych występów w reprezentacji i nie tylko.

A czy była okazja, żeby porozmawiać z kibicami bliżej o tym, co było kiedyś?

Mieliśmy spotkanie w hotelu, gdzie mogliśmy zobaczyć się z naszymi rodakami. Był oficjalny bankiet, w którym udział wzięło kilkaset osób. Gdzieś tam się mieszaliśmy, rozmawialiśmy z nimi i trwało to dobrych kilka godzin. Godzinę po samym meczu rozdawaliśmy autografy, robiliśmy zdjęcia z kibicami. Chcieliśmy im podziękować. Przejechali kilkanaście godzin i pomimo deszczu, tak gorąco nam kibicowali. Stworzyli naprawdę fantastyczną atmosferę na trybunach. Mieliśmy dosyć szeroki kontakt z nimi.

Przejdźmy teraz do Pogoni. Pewnie, jako byłego zawodnika, rozpiera pana duma, że Portowcy są liderem ekstraklasy?

Zawsze Pogoń będzie dla mnie klubem bardzo bliskim i będę jej kibicował. Muszę powiedzieć, że już od paru sezonów widać progres, że to idzie ku lepszemu. Pogoń miała swój bardzo trudny moment rok temu, gdy po ósmej kolejce okupowała strefę spadkową, wspólnie z Cracovią. Paradoksalnie, teraz oba kluby są na czele naszej ekstraklasy. Co ważne, z tymi samymi trenerami. Pogoń trafiła na bardzo dobrego specjalistę. Kosta Runjaić to trener, który ma swoją filozofię i co najważniejsze, potrafi ją wcielić poprzez trening. Stąd też zespół się nie męczy prowadząc grę, grając atakiem pozycyjnym. Tego nie można powiedzieć o wszystkich drużynach.

Jego zaletą było, że potrafił zadziałać w momencie kryzysowym. Są trenerzy, którzy mają z tym problem. Gdy drużyna wpada w dołek, trzeba ją z niego wyciągnąć. A Runjaić potrafił to zrobić w zeszłym sezonie. Pogoń wygrała wtedy kilka meczów z rzędu, była blisko swojego rekordu.

Przed sezonem doszło do kilku zmian w składzie. Głównie w obronie, ale przyszedł także choćby Damian Dąbrowski.

Świetną robotę tutaj wykonali Darek Adamczuk i Sławek Rafałowicz. Mam na myśli ściągnięcia Zecha i Kostasa, dwóch środkowych obrońców i Dante Stipicę. Czyli można powiedzieć, że ten newralgiczny trójkąt, odpowiedzialny za obronę bramki. Po prostu to były strzały w dziesiątkę, ale to jest ciężka praca. Wiem o tym, bo mam kontakt ze Sławkiem i z Darkiem i wiem, jak wiele wykonali jeżeli chodzi o te pozycje. Obejrzeli naprawdę masę zawodników, żeby wybrać tych, którzy się zaaklimatyzują i będą spełniali oczekiwania. Zawsze jest to ryzyko, choćby ściągając bramkarza, a tutaj naprawdę trafili. Do tego, co już było Pogoń dodała bardzo solidną defensywę.

Nawet pomimo tego, że rozsypał im się środek – ten firmowy znak w postaci Drygasa, Podstawskiego i Kozulja. Wydawało się, że to jest serce Pogoni i dzięki tym trzem piłkarzom zespół tak dobrze radzi sobie w ekstraklasie. W tym momencie Drygas ma ciężką kontuzję, przez którą nie zagra do końca roku. Podstawski też nie mógł zagrać. Został tylko Kozulj, ale za to przyszedł Dąbrowski. Cały czas ci zawodnicy, którzy są ściągani do Pogoni, przychodzą na pozycje, których brakuje. Tam nie ma powielania i zbędnych osób, które też mogą mieć wpływ na zepsucie atmosfery, bo ona jest dobra. I do tego jest Buksa, który potrafi być ważny nie tylko w polu karnym. Pogoń jest zespołem, który w tym sezonie na pewno będzie się liczyć i na pewno będzie w tej czołówce.

Kosta Runjaić ma też dryg do młodych zawodników. Patrząc na to, co prezentuje Sebastian Kowalczyk, który pod nieobecność Adama Frączczaka był kapitanem zespołu. Spisywał się dobrze w tej roli i nie było widać, że ma dopiero 21 lat.

Z nim to jest ciekawa historia. To jest wychowanek Pogoni, młody chłopak. Natomiast to nie przypadek, że jest kapitanem. On ma cechy przywódcze i takie, które pomagają zrobić dobrą atmosferę. On w szatni po meczu wskakuje na stół i krzyczy “za Pogoń!” i fetuje zdobycie trzech punktów. Swoim zachowaniem ciągnie za sobą chłopaków. Do tego olbrzymią wartością jest to, że jest wychowankiem. Sam jestem wychowankiem i wraz z Maćkiem Stolarczykiem czy Tomkiem Moskalem bardzo nam zależało na tym, żeby zespół radził sobie jak najlepiej. Oddawaliśmy serce, byliśmy zaangażowani i tak samo jest teraz w przypadku Kowalczyka. To młody chłopak, ale jego temperament i charakter pozwalają mu już teraz pełnić funkcję kapitana.

Co do Runjaicia, nie znam go osobiście, ale wydaje się być okej facetem. Stąd ma łatwość w komunikacji z zawodnikami, zawsze jest szczery i otwarty. I też ma dosyć ciekawy mix charakteru. To w końcu Niemiec z bałkańską zadziornością. To też mu pomaga jeśli chodzi o kontakt z drużyną. Kiedy trzeba, jest wymagający, ale czasami też po treningu przyjdzie do szatni, pożartuje z zawodnikami ujmując ich. Ma to też wpływ na atmosferę.

Wracając do tego kryzysu, to jest moment, który weryfikuje trenera. Kiedy było źle, on nie zwalał wszystkiego na drużynę. Mówił, że my ciężko pracujemy i te efekty przyjdą. Oczywiście, w międzyczasie pozbył się kilku piłkarzy, między innymi Spasa Delewa. Uznał, że nie pasuje do jego koncepcji. Ta jego świadomość, kogo potrzebuje w zespole, nie tylko pod względem umiejętności, ale i charakteru, jest dużą wartością jako człowieka, który buduje Pogoń. To zespół, który ma walczyć o sukcesy, bo ta atmosfera jest bardzo ważna, żeby coś osiągnąć. Są takie kluby, gdzie jest potencjał piłkarski, ale nie ma chemii między trenerem a zawodnikami i wtedy drużyna nie potrafi zagrać na miarę swoich możliwości.

W co według pana powinna celować Pogoń w tym sezonie?

Na pewno grać o puchary. Czy gramy o mistrzostwo Polski? Dobrze ostatnio zauważył Michał Probierz, że jeśli wszyscy mamy zero punktów, każdy ma szansę. A już na pewno te drużyny, które są w pierwszej szóstce-siódemce. Dzisiaj nie ma faworyta. Ostatni sezon to pokazał. Piast, na którego nikt nie wskazywał, zdobył to mistrzostwo. Nasza liga jest bardzo wyrównana. A nawet te drużyny z czołówki potrafią grać nierówno. Potrafią raz zagrać dobry mecz, a tydzień później przegrywają z drużyną niżej notowaną. Jak choćby Legia przegrywająca w Płocku z Wisłą. Przez takie wyniki w naszej lidze, ciężko wyrokować.

Myślę, że ani trener ani piłkarze w Pogoni nie będą mówić, że grają o mistrzostwo Polski, ale oni na pewno o tym myślą. I sądzę, że jeżeli nadarza się szansa, trzeba ją wykorzystać. Natomiast to o czym mówię to boisko, gra, wygrywanie. A nie to, jak się mówi w wywiadach. Różnie się zdarzało, choćby w ostatnim sezonie Carlitos powiedział, że Legia na pewno będzie mistrzem. Teoria i gawęda są dobre, ale nie zawsze się sprawdzają.

W najbliższej kolejce Pogoń zmierzy się z Rakowem. I to może być przykład takiego nieprzyjemnego rywala, ponieważ ten zespół wygrał z Piastem i Lechią. Również Lech Poznań się z nim męczył. Czego według pana Pogoń powinna się obawiać ze strony klubu z Częstochowy?

Piłkarze Pogoni nie mogą popełniać indywidualnych błędów. Raków to drużyna, która bardzo dobrze zagęszcza środek pola. To zespół, który walczy i ma charakter. Trzeba się wystrzegać na pewno błędów w defensywie. Myślę, że jeśli żaden piłkarz nie popełni indywidualnego błędu, powinno być dobrze. Raków jest jednak niewygodną drużyną i podczas tych dwóch ostatnich meczów, które przegrali, nic na to nie wskazywało. A już na pewno w poprzednim spotkaniu, gdzie sędzia nie podyktował dwóch karnych. Mając VAR, to jest zadziwiające, gdyż tak naprawdę arbiter wypaczył wynik. Raków na pewno nie powinien przegrać z Wisłą.

Ważna będzie też skuteczność. Przypomnę tutaj wcześniejszy mecz Pogoni. Gdyby Jagiellonia potrafiła zamknąć akcje, Pogoń do przerwy przegrywałaby 3:0. Chcę przez to powiedzieć, że mało naszych zespołów potrafi zagrać na tym samym poziomie przez 90 minut. Jeśli nie udokumentujesz przewagi bramkami, wtedy jest problem. Pogoń też miała wcześniej takie momenty, że była lepsza, ale nie zdobywała bramek i wtedy remisowała bądź traciła punkty. Reasumując, jeśli żaden piłkarz nie popełni rażącego błędu z tyłu, a Pogoń zagra skutecznie, powinna wygrać. Będzie to jednak dla tych piłkarzy ciężki mecz.

Ostatnio zespół Śląska Wrocław w blind football, z którym pan współpracuje, zdobył srebrny medal podczas turnieju w Pradze. Czy w najbliższym czasie zapowiada się powrót pana do gry?

Pod koniec października wyjeżdżamy na Klubowe Mistrzostwa Świata. To jest coś, co zaplanowaliśmy już na samym początku. Myślałem o tym, żeby pojechać z nimi na ten turniej do Pragi. Natomiast podczas meczu z Brazylią naciągnąłem sobie dwugłowy mięsień. Dlatego nie za bardzo mogłem nawet im jakoś pomóc na boisku. Myślę że jeszcze przed tym wyjazdem do Bułgarii będę chciał przyjechać na jakiś sparing albo trening, żeby z chłopakami ze Śląska potrenować.

Ten zespół naprawdę świetnie sobie radzi. Turniej w Pradze, wcześniej mieli serię meczów bez porażki.

To bardzo dobra drużyna. Byłem bardzo zaskoczony, gdy na treningu otwartym, ale również wewnętrznym zobaczyłem system rozgrywania akcji, zaangażowanie zawodników, ich umiejętności. Byłem pod ogromnym wrażeniem. Dobra dyspozycja na turniejach nie jest przypadkowa. Z tego, co widziałem na treningu, prezentują oni naprawdę wysoki poziom.

Czy ma pan jeszcze jakieś sportowe plany?

Występuję w Reprezentacji Artystów Polskich. Akurat niedługo wylatujemy do Londynu, bo w niedzielę gramy mecz z okazji 250-lecia stosunków dyplomatycznych z Wielką Brytanią. Zagramy z tamtejszą reprezentacją artystów. Ponadto jestem związany ze stacją Canal+ i cały czas śledzę to, co się dzieje w ekstraklasie. I oczywiście przygotowuję się do Klubowych Mistrzostw Świata w blind footballu. To są moje najbliższe plany na ten miesiąc.

A plany, które niekoniecznie są związane ze światem sportu?

Cały czas rozwijam markę kosmetyczną Vabun. Perfumy są już w prawie sześciuset punktach w Polsce, w drogeriach Hebe i Natura między innymi, w salonach mody męskiej Pako Lorente. Teraz jesteśmy na etapie wprowadzenia kolejnego damskiego zapachu, a także pracujemy nad kolejnym męskim. W tej chwili proponujemy trzy męskie, jeden damski, więc niedługo pojawi się coś nowego dla kobiet. Ten, który w pewnym momencie firma Chanel nam przyblokowała. Bardzo aktywnie uczestniczę w kreacji zapachu i w kierunku, w jakim idzie firma, której jestem prezesem. Nie nudzę się więc w tym życiu poza piłką.

Jak pan znajduje czas na to wszystko? Perfumy, telewizja, występy w meczach, jak pan to godzi?

Wydaje mi się, że mam tyle energii, że daję sobie z tym radę i czerpię z tego radość. I tak chciałem żyć. Gdy kończyłem sportową karierę, byłem przyzwyczajony, że w moim życiu działo się bardzo dużo. Po zakończeniu kariery piłkarskiej różnie to bywa, dlatego się starałem, żeby moje życie pozostało takie dynamiczne. I ono takie jest, mam jeszcze kilkanaście lat na spożytkowanie energii na różne rzeczy. Myślę, że bujany fotel i pełen relaks jeszcze daleko przede mną.

ROZMAWIAŁ: PRZEMYSŁAW CHLEBICKI

Fot. YouTube

 Odbierz zakład bez ryzyka z kodem GRAMGRUBO530 w BETCLIC – jest już legalny w Polsce!

3000PLN
3000 zł!
GRAMGRUBO