Jedna decyzja, wielkie konsekwencje
17.10.2019

Co łączy kryzys Sampdorii i wielkie problemy Milanu? W obu klubach pracował w ostatnim czasie Marco Giampaolo. Włoski szkoleniowiec w kilka miesięcy mocno nadszarpnął swoją opinię, którą budował w Genui przez trzy lata. Decyzja trenera spowodowała, że obecnie aż dwa zespoły walczą z ogromnymi problemami. Pozostaje zatem jedno, zasadnicze pytanie. Czy warto było?

Przychodząc do Sampdorii w 2016 roku, Marco Giampaolo podjął się trudnego zadania. 52-latek opuścił wtedy Empoli, z którym zajął 11. miejsce w Serie A, by objąć 15 drużynę sezonu 2015/2016. Zespół, który był w całkowitej rozsypce po fatalnej pracy Vincenzo Montelii. Żeby tego było mało, Giampaolo nie mógł liczyć na wielkie wzmocnienia składu po kiepskim sezonie. Do klubowej kasy wpłynęło 80 milionów euro z tytułu sprzedaży takich zawodników jak Correa, Soriano, Fernando, Eder czy Duncan. Drużynę zasilili natomiast Praet, Verre, Schick, Quagliarella czy Karol Linetty. Najdroższym transferem został belgijski pomocnik (Dennis Praet), za którego Sampdoria zapłaciła 8 milionów euro.

W swojej pierwszej kampanii, Giampaolo zrobił zadowalający wynik. Zespół zajął ostatecznie 10. miejsce w lidze, a strzałem w dziesiątkę okazał się transfer Fabio Quagliarelli, który strzelił 12 goli oraz zanotował 4 asysty. Podsumowując pracę Marco w Sampdorii można użyć jednego słowa – stabilizacja. W kolejnych sezonach drużyna dwukrotnie zajęła dziewiąte miejsce. Największym sukcesem Marco była jednak wizja, którą wprowadził do klubu przez trzy lata pracy. Sampdoria miała swój styl, który mógł podobać się wielu kibicom włoskiej piłki. U boku tego trenera prawdziwą, drugą młodość przeżywał Fabio Quagliarella. Sezon 2018/2019, 36-latek zakończył z 26 trafieniami w Serie A, zostając tym samym królem strzelców. Doświadczony Włoch wyprzedził w klasyfikacji takich graczy jak Zapata, Piątek, Ronaldo, Milik czy Mertens.

Nie zaskoczył zatem specjalnie fakt, iż Milan upatrzył sobie w szkoleniowcu nowego trenera swojego zespołu. Marco Giampaolo otrzymując propozycję stanął przed bardzo trudną decyzją. 52-latek musiał wybrać między stabilizacją, jaką miał niewątpliwie w Sampdorii, a nowym wyzwaniem z większymi możliwościami, ale również większym ryzykiem. Giampaolo postawił wszystko na jedną kartę. Wyruszył do Mediolanu, by zrobić kolejny krok w swojej trenerskiej karierze.

Tuż po zamknięciu okna transferowego, podsumowywano działalność Milanu na rynku. Pojawiły się pierwsze wątpliwości. Czy zespół wykonał odpowiednie wzmocnienia? Zdania w tej kwestii były podzielone. Z jednej strony lokalny rywal, czyli Inter przeprowadził znacznie większe transakcje. Z drugiej, na papierze transfery klubu nie wyglądały najgorzej. Rafael Leao, Theo Hernandez, Ismael Bennacer czy Ante Rebic. Nie są to topowi gracze, lecz zawodnicy, którzy już udowodnili (pomimo dość młodego wieku), że mają spory potencjał.

I tutaj tkwi największa porażka Giampaolo podczas swojej pracy w Milanie. Włoch kompletnie nie potrafił wykorzystać nowej siły drużyny. Dodatkowo pod okiem 52-latka całkowicie zniknął Krzysztof Piątek. Stracił również wiele Lucas Paqueta, który po transferze do Włoch prezentował się u Gattuso całkiem przyzwoicie. Giampaolo miał wprowadzić nową jakość w ofensywie, a tymczasem najlepsi atakujący gracze zamiast prezentować się lepiej, grali znacznie gorzej niż w ubiegłym sezonie.

Egzaminu nie zdała również taktyka, którą Marco wybierał podczas pracy w Sampdorii. Ustawienie 4-3-1-2 w Milanie wyglądało wręcz tragicznie. Borini poruszający się w środku pola podczas spotkania z Udinese był tego idealnym przykładem. Dodatkowo Samu Castillejo we wspominanym spotkaniu pełniący rolę partnera Krzysztofa Piątka. Oczywiście po tych błędnych decyzjach, Włoch zmienił wyjściowy skład, decydując się z reguły na duet Piątek-Leao w ataku, a za plecami tych zawodników był Suso. Mimo to, kibice mogli odnieść wrażenie, że Marco Giampaolo na siłę próbuje użyć swojego sztandarowego ustawienia.

Efekt pracy szkoleniowca był taki, iż w ofensywie Milan nie miał większych argumentów, prezentując bardzo bezbarwną piłkę, natomiast defensywa zespołu również pozostawiała wiele do życzenia oraz spisywała się gorzej, niż pod wodzą Gattuso. Zwolnienie Marco było zatem kwestią czasu. Klub zdecydował się na zmianę podczas przerwy reprezentacyjnej. Do mediolańskiej ekipy przybył Stefano Pioli, choć kibice oczekiwali Luciano Spallettiego. Milan ponownie zaczyna od punktu startowego, mając tym razem sporą stratę do rywali.

Tęsknota?

W jednym miejscu Giampaolo nie jest specjalnie mile widziany, w innym natomiast kibice zapewne tęsknią za szkoleniowcem. Mowa oczywiście o Genui, gdzie swoją siedzibę ma Sampdoria. Zespół Bartosza Bereszyńskiego oraz Karola Linetty’ego zanotował katastrofalny start sezonu, wygrywając zaledwie jedno z siedmiu ligowych spotkań. Eusebio Di Francesco odniósł wielką, trenerską porażkę. Pomysł byłego szkoleniowca Romy w Sampdorii kompletnie nie wypalił. Co prawda zmiana ustawienia na taktykę z trójką obrońców spowodowała, iż klub tracił nieco mniej bramek (7 straconych goli w dwóch pierwszych meczach przy 9 straconych na pięć spotkań), jednakże zespół miał ogromne problemy ze zdobywaniem bramek. Wystarczy powiedzieć, że gorszą ofensywę w Serie A ma na ten moment tylko Udinese. Różnica jest taka, że ekipa z Udine znacznie lepiej radzi sobie w defensywie.

Podobnie jak w przypadku Milanu, szkoleniowiec także pożegnał się ze stanowiskiem. Eusebio zastąpił Claudio Ranieri. Oznacza to, iż jesteśmy świadkami takiego samego scenariusza, jak w Romie. Czy zatem historia potoczy się podobnie, a Ranieri wróci z drużyną na właściwą ścieżkę? Można mieć pewne wątpliwości. Po pierwsze, Roma w momencie, gdy przejął ją Ranieri nie była w ogromnym kryzysie. Prawdą jest, że zespół zaliczył kilka rozczarowujących wyników, jak chociażby porażka na własnym obiekcie z Napoli 1-4 czy przegrany mecz na wyjeździe 1-2 ze Spal.

Nie można jednak porównać postawy rzymskiej ekipy z ubiegłego sezonu do obecnej sytuacji w Sampdorii. Wielki kryzys drużyny jest dla Ranieriego ogromnym wyzwaniem. Czy były szkoleniowiec Leicester sobie z tym poradzi? Historia pracy tego trenera w Fulham pokazuje, że niekoniecznie. Przychodząc do londyńskiego klubu, Włoch miał jedno zadanie – utrzymać zespół w lidze. Ta sztuka Ranieriemu się nie udała. Biorąc pod uwagę obecną sytuację Sampdorii, cel szkoleniowca zapewne będzie bardzo podobny.

Spróbujmy zatem poczuć się jak Giampaolo i odpowiedzmy sobie na pytanie, które zadaliśmy na początku tekstu. Czy warto było? Zapewne nie. Projekt w Milanie nie wypalił, a powrót do Genui jest na ten moment niemożliwy. Strata drużyny, którą budował Włoch przez trzy lata jest z pewnością bolesna, gdy weźmiemy pod uwagę fakt, jak krótka trwała przygoda szkoleniowca w Mediolanie.

Odbierz zakład bez ryzyka z kodem GRAMGRUBO530 w BETCLIC – jest już legalny w Polsce!

 

 

3000PLN
3000 zł!
GRAMGRUBO