“Zwykły trener, który pracuje w elicie”. Zapraszamy do Eibar
19.10.2019
Ostatnia aktualizacja 22 maja, 2020 o 13:54

Jeśli ktoś 1 listopada 2012 roku zamiast pójść na któryś z cmentarzy wybrał, że w samo południe obejrzy mecz Pucharu Króla, w którym trzecioligowy Eibar nieoczekiwanie zremisował 0:0 z wielkim Athletikiem, to nieświadomie wybrał moment, od którego Los Armeros zaczęli piąć się nie tylko w świadomości zwykłego kibica hiszpańskiego futbolu, ale przede wszystkim w hierarchii tejże piłki.

Z perspektywy czasu warto prześledzić jaką kadrę miał wtedy do dyspozycji… Gaizka Garitano, obecny trener Athletiku Bilbao. M.in. Dani Garcia, Ander Capa czy Yuri Berchiche, a więc kolejni zawodnicy, którzy po latach zasilili szeregi najpopularniejszego klubu z Kraju Basków. Poza tym awans w rewanżu na San Mames zapewnił niejaki Mikkel Arruabarrena, czyli ten, którego osoba będzie prawdopodobnie do końca życia wytykana Mirosławowi Trzeciakowi za tekst “Nie potrzebny nam Lewandowski, bo mamy Arruabarrenę”. Cóż Arru nijak do Lewego porównywać się nie może, ale mimo wszystko 9 goli w sezonie 2014/15 Primera Division wstydu mu nie przynosi, jak również 11 goli dla AEL-u Limassol w rozgrywkach cypryjskiej ekstraklasy.

Od tamtej pory Eibar awansowało do Segunda Division, a w kolejnym sezonie mieli być głównym kandydatem do spadku, który skończył się… awansem do LaLiga. Kto był jednym z bohaterów awansu? M.in. Jose Luis Morales, czyli jedna z gwiazd LaLiga w ostatnich dwóch sezonach w barwach Levante.

Po promocji pojawił się wtedy kłopot z wielkością stadionu, a raczej jego pojemnością. Krakowskim targiem stanęło na niewielkiej rozbudowie, wszak nie było zbyt wielkiego pola manewru i możliwości oraz sensu. Kto, mimo wielu lat w najwyższej klasie rozgrywkowej, jeszcze nie wie, że Eibar to niewielki klub z małej miejscowości, którą zamieszkuje 30 tysięcy osób! Krótko mówiąc mniej więcej Górnik Łęczna grający w naszej Ekstraklasie. Różnica jest taka, że do Łęcznej przyjeżdżały Legia, Wisła czy Lech, a na Ipurua rokrocznie Real, Barcelona czy Atletico.

Człowiek orkiestra

Tyle najnowsza historia, ale najważniejsze i najciekawsze jest to, co się w klubie dzieje dzisiaj. Eibar od strony piłkarskiej to przede wszystkim Jose Luis Mendilibar. Jeśli dalej ktoś oczekuje historii o tiki-tace, o budowaniu posiadania z niebotycznymi liczbami procentów i wymieniania tysiąca podań, już teraz może sobie dać spokój. Tylko że nie zawsze ten sposób jest najlepszy, bo Mendilibar ma swoją filozofię futbolu, w której wszystko ma uzasadnienie.

Przede wszystkim Eibar lubi grać piłkę bezpośrednią i szybką. Zresztą sam Mendilibar o tym opowiadał w rozmowie z Aleksandrem Kowalczykiem sprzed dwóch lat.  Potwierdza to Kowalczyk, którego tradycyjnie zapytaliśmy o zdanie w kwestii trenerów pracujących w Kraju Basków. – Mendilibar jest zwolennikiem wysokiego pressingu i bezpośredniej gry oraz nie lubi długiego utrzymywania się przy piłce bez możliwości zagrożenia bramce rywala. Tak samo gra w bocznych sektorach – nie chce utrzymywania piłki w środku boiska. Pamiętam, że byłem świadkiem takiej gry na utrzymanie, w której on się ustawił na środku z piłkami i zabronił grać zawodnikom przez środek. Wszystko miało iść do zewnątrz. Dlatego Eibar to jest drużyna, która dużo czasu spędza na połowie przeciwnika i unikają gry na własnej. Dzięki temu są blisko bramki przeciwnika i łatwiej im zdobyć gola – wspomina nasz ekspert.

Oddajmy głos jednemu z uczestników staży organizowanych przez Aleksandra Kowalczyka:

Jest to mały klub, stadion mieści 7 tys. i jest najmniejszym w lidze hiszpańskiej, ale radzi sobie bardzo dobrze za sprawą trenera Luisa Mendilibara, z którym mieliśmy przyjemność się spotkać i porozmawiać. Człowiek bardzo otwarty i też pełen pasji, wiedzy i poświęcenia. Jeśli chodzi o specyfikę treningu, widziałem trening pierwszego zespołu, który składał się z trzech elementów: gry taktycznej oraz dwóch gier zadaniowych. Duża intensywność , to od razu rzuca się w oczy, skupianie się na prostych elementach i doskonalenie ich do perfekcji.

Intensywność to niejako słowo klucz w tym przypadku. – Jego treningi są krótkie, ale bardzo intensywne, bez żadnej przerwy. Cały czas koryguje. Jest zwolennikiem 60-75 minut maksymalnie, zamiast dwugodzinnych jednostek – dodaje Kowalczyk.

Jose Luis Mendilibar to przede wszystkim, jako się rzekło w tytule, zwykły człowiek pracujący w elicie. – Zdarza mu się używać mocnych słów w stronę zawodników w czasie treningów czy meczów, ale później też wiedzą, że on podejdzie i porozmawia normalnie. Bo jest taki bardzo ludzki trener – wie kiedy ciebie opieprzyć, a kiedy normalnie porozmawiać – kontynuuje Kowalczyk i dodaje ciekawą anegdotę. – Pamiętam też, gdy byliśmy z trenerami z Polski na stażu u niego i zapytałem się go, bo było bardzo zimno, czy ma ochotę pójść z nami na herbatę. On odpowiedział, że herbatę to może nie, ale na piwko bardzo chętnie! Mega zwykły trener, który pracuje w elicie.

Do tego potrafił spieniężyć dla klubu rozwój najlepszych zawodników. Florian Lejeune odszedł do Newcastle za 10 milionów euro, mimo że rok wcześniej Eibar przygarnęło go za 1/10 tej kwoty! Joan Jordan kompletnie olany w macierzystym Espanyolu, po dwóch udanych sezonach na Ipurua, poszedł do Sevilli za 14 milionów! Oczywiście utratę najważniejszych piłkarzy nie jest łatwo załatać. Jednak chyba nikt nie ma wątpliwości, że Mendilibar potrafiący wydobyć z piłkarzy nie 100, a 200% mocy, jest tym, który może kolejnych, niby niepozornych zawodników wnieść na wyższy poziom, a co za tym idzie najpierw pomóc zespołowi sportowo, a później finansowo!

To wszystko bez nowoczesnej technologii. W czasach, gdy wszyscy starają się korzystać z dobrodziejstw XXI wieku, Mendilibar zdecydowanie bardziej wierzy w swoje metody, aniżeli w suche liczby oraz analizy. – Analizy, nowinki techniczne czy choćby GPS-y do pomiarów zawodników. On z tego nie korzysta, bo uważa, że jeśli chodzi o przygotowanie fizyczne, wszystko siedzi w głowie. Tak samo nie analizuje przeciwnika, bardziej skupia się na własnej drużynie. Jeśli ty dobrze się czujesz w swoim sposobie gry to jest najważniejsze – kończy Kowalczyk i pokazuje, że szkoleniowiec Rusznikarzy jest swego rodzaju ewenementem. Z drugiej strony, mówi się, że nie ma jednej sprawdzonej metody, więc jedni korzystają z bajerów i techniki, a drudzy pozostają wierni swoim metodom i wcale na tym źle nie wychodzą, bo Eibar kolejny sezon gra w hiszpańskiej elicie.

 

500PLN
GRAMGRUBO
GRAMGRUBO