Marcin Mięciel: “Miałem ofertę z Wisły Kraków”
Ostatnia aktualizacja 22 maja, 2020 o 14:26

Ponad dziesięć lat temu spotkania Legii z Wisłą Kraków elektryzowały całą Polskę. Były niezwykłe nie tylko dla fanów, ale również samych zawodników. Między innymi Marcina Mięciela (piłkarz Legii w latach 1994-2001 oraz 2009-2010), z którym porozmawialiśmy o specyfice rywalizacji z Białą Gwiazdą, jej kibicach oraz dlaczego odrzucił propozycję klubu.

Grał pan przeciwko Wiśle w barwach Legii osiem razy. Który mecz pamięta pan najbardziej?

Pamiętam bramkę, którą strzeliłem Wiśle w ostatniej minucie, chyba na 1:0, albo 1:1. Wtedy naszym trenerem był Franciszek Smuda. To była bramka ważna w kontekście wyniku. Wszystkie nasze mecze stały na wysokim poziomie – mierzyły się ze sobą dwa silne zespoły. Na Wiśle zawsze fajnie się grało, bo był tam, jak na tamte czasy, dobry stadion. Sporo kibiców chodziło na te mecze.

Czym się różniły te spotkania od innych pod względem atmosfery i całej otoczki?

Wisła to był top pod względem piłkarskim, ale również kibicowskim. Na takie mecze się czekało. W tamtych czasach rzeczywiście nie było super stadionów. Tylko Wisła, Lech i Legia miały się czym pochwalić. Na pozostałe nie chodziło dużo kibiców i warunki na nich też nie były najlepsze. Mecze między nami a Wisłą to zawsze było ważne wydarzenie.

Te spotkania faktycznie stały na wysokim poziomie. Obie drużyny składały się w większości z reprezentantów Polski. To były fajne mecze zarówno dla nas, jak i dla kibiców.

Był pan w kadrze Legii w latach 90., ale również pod koniec następnej dekady. Jak zmieniała się ta rywalizacja na przestrzeni lat?

Mecze między nami były różne. Na początku gdy grałem przeciwko Wiśle, nie była mocnym zespołem. Nie miała pieniędzy, nie była mocnym zespołem. Później przyszła era Cupiała i “Biała Gwiazda” zaczęła kupować najlepszych zawodników. Mnie również chciała kupić, ale oczywiście nie było to możliwe. Ktoś z zarządu zadzwonił najpierw do Legii, później do mnie. Nie byłem jednak tym zainteresowany, Legia podobnie.

Nie zgodził się pan na transfer tylko dlatego, że był pan piłkarzem Legii?

Legia jest wielkim klubem, jeśli nie największym w Polsce. Nie widziałem wtedy sensu przejścia do Wisły. Bardziej interesował mnie wtedy wyjazd za granicę. W Legii też mieliśmy dobry skład i duże pieniądze. Dlatego też transfer do Krakowa nie był dla mnie jakimś wyzwaniem.

Spotkał się pan z jakimiś incydentami ze strony kibiców Wisły?

Na wielu stadionach miałem problemy z kibicami, gdyż byłem wyróżniającym się zawodnikiem. Na Widzewie, Lechu czy Wiśle – tam zawsze były jakieś wyzwiska. Przy tej bramce w ostatniej minucie, o której mówiłem wcześniej, trochę ich uciszyłem.

Pamiętam też taki epizod podczas zgrupowania kadry za trenera Wójcika. Graliśmy wtedy w Krakowie i słyszałem różne epitety podczas treningów na zgrupowaniu. To nie powinno się zdarzać. Gdy jesteśmy w reprezentacji to gramy przecież dla niej, a nie dla klubów.

Których zawodników najbardziej pan kojarzy z tamtą Wisłą? Najczęściej grał pan przeciwko Marcinowi Baszczyńskiemu, jak podają statystyki.

Baszczu, Żurawski, Frankowski, Moskalewicz… W kadrach młodzieżowych graliśmy często razem. I w zasadzie kolegujemy się do dzisiaj. To był dobry zespół, ale przede wszystkim rywalizowaliśmy ze sobą na boisku. Poza nim mieliśmy normalne relacje.

Nie było żadnych przytyków wobec siebie na boisku?

Nie, zachowywaliśmy się w każdym meczu jak profesjonaliści.

Uważa pan, że obecne starcie między tymi dwoma zespołami to już nie to samo, co wtedy, gdy oba zespoły walczyły o najwyższe cele?

Wisła wróciła do tego, co było ponad dwadzieścia lat temu. Znowu nie ma pieniędzy i już nie walczy o mistrza. Wszyscy może chwalili Wisłę pół roku temu, gdy w klubie nie było pieniędzy, a pomimo tego piłkarze dawali z siebie maksa. Kiedyś już coś takiego powiedziałem, że chodziło tam bardziej o pokazanie się z dobrej strony. Grali dla siebie i dla kibiców. Błaszczykowski, Peszko… Teraz to się pozmieniało i rzeczywiście Wisła nie zachwyca. Może piłkarsko wygląda to nie najgorzej, ale wyniki są słabe. Ten klub ma teraz duży problem, dlatego starcie w niedzielę będzie zupełnie inne.

Myślę, że Legia będzie walczyć o mistrzostwo do końca rozgrywek. A Wisła? Niestety będzie musiała obrać inne cele.

Jakiego meczu się pan spodziewa w niedzielę?

Legia powoli wraca na właściwe tory po zwycięstwie nad Lechem. Wisła ma duży problem, dlatego zespół Vukovicia będzie kontrolować przebieg spotkania i zdobędzie trzy punkty.

ROZMAWIAŁ: PRZEMYSŁAW CHLEBICKI

Fot. YouTube

500PLN
GRAMGRUBO
GRAMGRUBO