Nikt tak pięknie nie wydawał pieniędzy. Pep Guardiola, czyli “doceniajcie, póki możecie”
10.11.2019

“Manchester City” – słyszycie, jak to brzmi? Dla osoby bezstronnej, interesującej się dobrym futbolem, ta nazwa stała się niemal synonimem potęgi, piękna, stabilności i siły w najlepszym piłkarskim wydaniu. Jeszcze nieco ponad dziesięć lat temu, kiedy szejkowie przejmowali “Obywateli”, wydawało się absolutnie niemożliwym, by w świecie futbolu to klub z niebieskiej części Manchesteru był tym poważniejszym, bardziej szanowanym. Z całym szacunkiem do fanów “Czerwonych Diabłów”, którzy mogą poczuć się urażeni, ale obecnie właśnie tak to wygląda.

Głównym “czynnikiem wielkości” okazały się oczywiście pieniądze, bez których obecny mistrz Anglii nie mógłby w tak krótkim czasie pozyskać tak wielu jakościowych zawodników, co w okolicach 2010 roku i nieco później. Różnica na przestrzeni zaledwie 2-3 sezonów stała się ogromna. Duże, bardzo duże, żeby nie powiedzieć, że gigantyczne grono osób, właśnie z tego powodu umniejsza “Citizens”. Bo przecież “skoro ma się kasę i można kupić każdego, to chyba oczywiste, że automatycznie ma się najlepszą drużynę”. Cóż… Ta “oczywistość” jest największym problemem wielu topowych klubów, bo mimo że każdy wydaje i każdy próbuje wdrapać się na absolutny szczyt, udaje się mało komu.

Najważniejsze ogniwo

Patrząc na obecną formę czołowych europejskich klubów, których lekką ręką moglibyśmy naliczyć 15-20, Manchester City bezdyskusyjnie należy do pierwszej piątki. Być można nawet trójki. Co więcej, taki stan rzeczy nie jest przypadkowym odchyłem, a angielska drużyna utrzymuje go od – lekką ręką – około dwóch lat. Nawet Barcelona, Real, Juventus, Bayern i wszyscy inni giganci, zaliczają widoczne dołki formy. “Citizens” są jedną z najrówniejszych drużyn, ale nie jest to największą zasługą Kevina De Bruyne, Raheema Sterlinga, Sergio Aguero, czy jakiegokolwiek innego piłkarza. Nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie człowiek, który wyniósł ich na wyższy poziom. Który sprawił, że piłka na Wyspach ewoluowała.

Pep Guardiola – to właśnie on jest najważniejszą osobą w Manchesterze City. Jest kimś, na kogo władze klubu muszą chuchać i dmuchać, nosić na rękach. Dlaczego? Bo po prostu nie ma nikogo, dosłownie nikogo, kto byłby w stanie nie tylko zbudować to, co Hiszpan, ale nawet utrzymać obecny stan rzeczy. Do momentu przybycia byłego trenera Barcelony i Bayernu Monachium, “Obywatele” notowali sezony, które były… różne. Tylko dwa razy (kiedy zdobywali mistrzostwo), przekroczyli barierę 80 punktów, ale w innych rozgrywkach było dużo gorzej. Pamiętacie pamiętny sezon, w którym o mistrzostwie zadecydował gol Kuna Aguero w ostatnich sekundach meczu z QPR? Kilka miesięcy później, Manchester City zajął ostatnie miejsce w grupie Ligi Mistrzów, nie wygrywając ani jednego meczu (rywalami byli Borussia, Real i Ajax). Kiedy kroczył po drugi tytuł (2013/2014), co prawda w grupie poradził sobie świetnie, ale w 1/8 finału poległ 1:4 z Barceloną, która była wtedy daleka od swojej świetności. Coś za coś…

Stabilizacja na samym szczycie

Tę huśtawkę zatrzymał dopiero właśnie Guardiola, przejmując po Pellegrinim drużynę, która przegrała w lidze dziesięć spotkań i zdobyła zaledwie 66 punktów. Zaczęła się mocna, choć stopniowa przebudowa. Do klubu za – bagatela – 200 milionów euro przybyli Stones, Sane, Gabriel Jesus, Gundogan i Bravo, a filozofia Hiszpana zaczęła być wdrażana. Początki były dość trudne. Ci, którzy uważali, że Guardiola z miejsca zdominuje ligę i Europę, mieli powody do rozczarowania. Natomiast ci, którzy widzieli w nim “przehajpowanego” trenera biorącego tylko “gotowce”, niemal toczyli ślinę ciesząc się z kolejnych wpadek i wykrzykując, że Guardiola w końcu został zweryfikowany. Liga Mistrzów zakończyła się na 1/8 finału po 6:6 w dwumeczu z Monaco, natomiast w Premier League z dorobkiem 78 punktów Manchester City zajął trzecie miejsce.

W drugim letnim okienku transferowym Guardiola wydał na wzmocnienia około… 300 milionów euro. Dużo, ale wracamy tu do początku tekstu – każdy czołowy klub świata zgodziłby się na taki wydatek, jeśli miałby gwarancję, że zdobędzie 100 punktów w lidze i stanie się czołową drużyną świata. Kolejny raz odniesiemy się do rywala zza miedzy, na którego przykładzie dobrze widzimy, że wydawanie wielkich pieniędzy nie zawsze idzie w parze z ich jakością i rozwojem zespołu. To ogromne ułatwienie, ale nie jest receptą na wszystko. Laporte, Mendy, Walker, Bernardo, Ederson, Danilo – to ich “namaścił” Guardiola i jak czas pokazał, raczej się nie mylił co do ich jakości. Większość z nich odegrała znaczną rolę w drużynie, która po ich pozyskaniu zdobyła 100 punktów w Premier League, notując między 3. a 20. kolejką 18 kolejnych ligowych zwycięstw.

Hiszpański trener dostał odpowiednie narzędzia, ale jako jeden z niewielu na świecie potrafił z nich skorzystać w tak doskonały sposób. Dokładając do tego poprzedni sezon z fantastyczną, zwycięską walką z Liverpoolem i angielską potrójną koronę, mamy odpowiedź na to, czy wielkie pieniądze zostały wydane w odpowiedni sposób. Nieco ponad rok zajęło Guardioli stworzenie tej maszyny i dopracowanie wszystkich jej trybów. Od tamtej pory Hiszpan jedynie “serwisuje” pojawiające się niedoskonałości, a biorąc pod uwagę duże nazwiska, do klubu w ciągu ostatnich dwóch lat trafili jedynie Mahrez, Rodri i Cancelo. Tak zwana kosmetyka.

Brakująca wisienka na torcie

Jedyną skazą na trwającym od 2016 roku projekcie, jest brak triumfu w Lidze Mistrzów. Ba – nawet awansu poza fazę ćwierćfinałów. Być może właśnie dlatego jeszcze nie słyszymy o możliwym końcu przygody Hiszpana z “Obywatelami”, ponieważ i on sam czuje, że nie wykonał swojej misji w pełni. Liga Mistrzów to najważniejsze europejskie rozgrywki, w których triumf smakuje jak nic innego w klubowej piłce. Jednocześnie są to jednak potwornie loteryjne rozgrywki, w których będąc niemal nieomylnym, wystarczy gorsze 15 minut, by trudy całego sezonu poszły na zmarnowanie. W tych rozgrywkach pamiętamy jedynie zwycięzców, ale analizując ich ścieżki doskonale widzimy, że większość z nich miała po drodze całą furę szczęścia.

Guardiola to trenerski geniusz. Spadkobierca filozofii Cruyffa, członek słynnego “Dream Teamu” i przede wszystkim niesamowicie inteligentny, charyzmatyczny i wyciągający wnioski człowiek. Wielu trenerów ma świetny warsztat, dla wielu futbol jest wręcz obsesją, za którą mogliby oddać życie. Jednak tacy, którzy potrafią przełożyć to na grę, wyniki, czy wręcz umysły piłkarzy, to nieprawdopodobne ewenementy. Manchester City Pepa Guardioli na krajowym podwórku ustanowił już tuzin rekordów, które przez lata prawdopodobnie będą poza zasięgiem jakiejkolwiek innej drużyny. Hiszpan stworzył zespół, któremu rzadko kiedy zdarzają się wyraźne dołki formy, a nawet jeśli się pojawią, są błyskawicznie zasypywane. Ci, którzy nie potrafią tego docenić, tracą naprawdę wielki kawał piszącej się właśnie historii.

500PLN
brak kodu
Brak kodu