Dlaczego Śląsk jest liderem ekstraklasy?

PKO Ekstraklasa w tym sezonie to jedna wielka sinusoida, co może potwierdzić postawa większości jej klubów. Jednym z nich jest Śląsk Wrocław, który po jedenastu kolejkach wrócił na pozycję lidera.

Seria za serią

Podopieczni Vitezslava Lavicki mogą przyznać, że w tym sezonie mieli już na koncie trzy serie. Najpierw meczów bez porażki – od 1. do 9. kolejki. W międzyczasie zaczęła się jednak passa spotkań bez zwycięstwa – od szóstej do dwunastej – na którą złożyło się pięć remisów i dwie porażki. 27 października Śląsk rozpoczął kolejną serię – pokonał u siebie 2:1 Arkę Gdynia i od tamtej pory pokonał każdego, kto stanął na jego drodze.

Ostatnio najbardziej brutalnie przekonał się o tym mistrz Polski. Piast Gliwice przegrał u siebie 3:0, a we wrocławskim zespole niemal wszystko zagrało tak, jak należy. Chwalony w tym sezonie Hateley został zdominowany w środku pola przez duet Mączyński-Łabojko. Drugi z pomocników Śląska również trafił do siatki. Kolejny dobry mecz zaliczył Przemysław Płacheta, który po wzlotach i upadkach znowu wrócił do optymalnej dyspozycji. Swoją cegiełkę do zwycięstwa dołożył także Robert Pich. Wykorzystał jedenastkę, a także kilkakrotnie wyróżniał się dobrym rozegraniem w ofensywie. Oczywiście nie można zapomnieć o Matusu Putnockym. Bramkarz podczas meczu z Piastem obronił osiem strzałów! Czy można było się do czegoś przyczepić? Prawie do niczego.

Hamulec w ataku?

Oczywiście poza tym elementem zespołu, który nie bez powodu jest najczęściej krytykowany w tym sezonie w zespole Śląska. Mowa oczywiście o napastniku, Eriku Exposito. Hiszpan miał się okazać tym, kim był Carlitos dla Wisły, a później Legii. Na razie można go nazwać “one match wonder” – jego hat-trick przeciwko Zagłębiu Lubin już na stałe utkwi w świadomości kibiców wrocławskiego klubu. Od tamtego czasu minęło już jednak osiem kolejek. Przez ten czas 23-latek zaledwie raz trafił do siatki, w spotkaniu z Arką Gdynia. Gdyby tak policzyć, ile sytuacji wykreowanych przez Picha, Płachetę, Chrapka i innych Hiszpan zmarnował przez ten czas… Trochę się tego nazbierało. Aż szkoda liczyć.

Brozia da się zastąpić

Głównym bohaterem początku powieści pod tytułem “Śląsk Wrocław w sezonie 2019/2020” był Łukasz Broź. Prawy obrońca po pierwszych kolejkach nawet prowadził w klasyfikacji strzelców. Z powodu zerwanych więzadeł zawodnik jednak nie zagra do końca sezonu. Dlatego od dwóch kolejek gra Kamil Dankowski. Do niedawna twitterowicze spekulowali o jego odejściu. Prawy obrońca nie liczył się w walce o miejsce w składzie Vitezslava Lavicki. Pojawiły się plotki, że Śląsk chciałby pozyskać na prawą obronę byłego reprezentanta Hiszpanii U-19, Antonio Marina. Dankowski jednak spisywał się ostatnio przyzwoicie. Owszem, zespołowi z Wrocławia niewątpliwie przyda się uzupełnienie składu w zimowym oknie transferowym. Tylko czy na pewno warto pozyskiwać piłkarza, który od lipca pozostaje bez klubu?

Siła doświadczenia

Gdzie nikt nie może, tam Pich pomoże. Doświadczony Słowak trzykrotnie otworzył wynik meczu Śląska w tym sezonie. Z Pogonią i Piastem dokonał tego w pierwszych minutach, natomiast z Cracovią w drugiej połowie, gdy zespoły męczyły się ze sobą i nawet prowadziły się ze sobą pojedynek na ślepe naboje. To właśnie 31-latek, a nie wspomniany wcześniej Erik Exposito ma najwięcej bramek na koncie w zespole Śląska. Co więcej, Słowak często jest kreatorem gry. O ile Płacheta bazuje dość często na indywidualnej grze, Pich jest w ofensywnych akcjach mózgiem zespołu. Może ma na koncie tylko dwie asysty w tym sezonie, ale nieprzypadkowo. Gdyby Exposito częściej trafiał do siatki, w tej statystyce liczby skrzydłowego byłyby nieco lepsze.

Pojedynek na szczycie

W najbliższej kolejce czeka nas spotkanie na szczycie. Śląsk zmierzy się u siebie z Legią. Oba zespoły w sześciu ostatnich kolejkach zanotowały pięć zwycięstw. Stołeczny klub przegrał z Pogonią, natomiast wrocławianie z Rakowem.

Legioniści są zespołem nieco silniejszym na papierze, aczkolwiek rozpędzony Śląsk u siebie może być groźny. Szczególnie, że w tym sezonie zespół jeszcze nie przegrał u siebie. Spotkanie w Warszawie zakończyło się bezbramkowym remisem po wyrównanej grze. Wiele wskazuje na to, że we Wrocławiu może być podobnie.

Fot. YouTube

500PLN
GRAMGRUBO
GRAMGRUBO