Ura bura szef podwóra. Gabigol i jego powrót do Europy
21.12.2019

W Brazylii strzela jak na zawołanie, a w Europie totalna klapa. Za niedługo jego wypożyczenie do Flamengo się skończy i czy to czas na powrót na Stary Kontynent? Są tacy zawodnicy, którzy dobrze sobie radzą u siebie, ale jeśli trzeba wyjechać gdzieś poza dobrze znane sobie rejony. Tak do tej pory wygląda kariera Gabriela Barbosy znanego powszechnie jako Gabigol.

Przypomnijmy sobie tekst o Flamengo sprzed finału Copa Libertadores, w którym wskazywaliśmy Gabigola jako gwiazdę numer 1, jeśli chodzi o drużynę z Rio de Janeiro.

Gabriel Barbosa ma duże szansę by zostać pierwszym zawodnikiem, który zdobędzie koronę króla strzelców dwa razy z rzędu od 1995 roku! Wtedy i rok wcześniej Tulio Maravilha z Botafogo był najlepszym snajperem ligowym. Wychowanek Santosu po tym jak kompletnie zawiódł w Europie, teraz odbudował się w ojczyźnie i znowu wyrasta na gorący towar transferowy. Oczywiście potencjalny nabywca dwa razy zastanowi się nad jego kupnem, mając w pamięci przygodę w Interze i wypożyczenie do Benfiki, ale jednak mowa o zawodniku, który licząc 2018 i 2019 rok strzelił łącznie 65 goli, z czego 38 w obecnym i ma duże szansę na przekroczenie granicy 40. bramek!

To już wszystko nieaktualne. Od tej pory Gabigol strzelił dwa gole w finale Libertadores, czym zapewnił pierwszy, od 1981 tytuł Puchary Wyzwolicieli oraz drugi w historii, a także dorzucił dublet w meczu ligowym z Palmeirasem i trafienie ze zdegradowanym już Avai. Obecnie jego dorobek w 2019 roku to 43 sztuki, a przed nim jeszcze finałowy mecz tego roku, czyli prestiżowe starcie z Liverpoolem. Liczby iście kosmiczne, bo w perspektywie dwóch lat mowa o 68. trafieniach, a zatem jest szansa – nieduża, ale jednak – że dobije do 70!

Gabi-no-gol

Po niedawnym finale Copa Libertadores na temat Gabigola wypowiedział się Frank de Boer, który był trenerem Interu w momencie, gdy Brazylijczyk przyjeżdżał do Mediolanu. W wywiadzie dla FOX Sports mówił, że Gabigol przyjeżdżał jako gwiazda, wraz z osobami odpowiadającymi za jego media społecznościowe, a także z ochroniarzem, ale nic więcej nie zrobił.

Wszyscy nazywali go Gabigol, ale my nazywaliśmy go później Gabi-no-gol – kontynuował de Boer niejako podsumowując ówczesne “osiągnięcia” napastnika.

Pisał o tym niedawno Bartłomiej Rabij w tygodniku Piłka Nożna. Gabigol jeszcze przed wylotem do Europy był gwiazdorem w całej krasie tego słowa. Mnóstwo tatuaży, cały czas podążała za nim chmara ludzi. Krótko mówiąc nie było dobrze. Z drugiej strony podobnie zachowywał się Neymar przed wyjazdem do Barcelony. Tyle że na miejscu Ney wiedział, że nie będzie nr 1, tylko musi się podporządkować Messiemu i jego ekipie. Inna sprawa, że Gabigol nie do końca był przekonany do Mediolanu, co też miało zapewne swoje skutki w postaci występów na San Siro.

Gdyby spojrzeć na Gabigola czysto piłkarsko, mówimy o naprawdę klasowym zawodniku, który ma wszystko w swoich nogach, by grać w topowych ligach i czołowych klubach. Tyle że coraz więcej osób ze świata piłki powtarza jak mantrę, że w piłkę gra się głową. To ona jest decydująca i niestety w tym aspekcie uwidacznia się coraz więcej braków.

  • 33. kolejka: Flamengo gra wyjazdowy mecz z Gremio, chwilę przed finałem Libertadores. Gabigol strzelił gola w pierwszej połowie, który okazał się być zwycięskim. W drugiej połowie faul pod polem karnym Flamengo, w którym Gabigol nie uczestniczył. Niestety, Brazylijczyk nie wytrzymał ciśnienia i zwrócił uwagę asystentowi arbitra, za co dostał żółtą kartkę. Ta decyzja jeszcze bardziej go rozsierdziła i postanowił “pogratulować” sędziemu ironicznymi brawami. W efekcie szybka druga żółta kartka i mógł iść pod prysznic. Nie byłby jednak sobą, gdyby nie… prowokacja w stronę wygwizdujących go kibiców. Wskazał na pięć palców, czyli przypomniał niedawne starcie w półfinale Libertadores, gdy Flamengo ograli Gremio 5:0, a on strzelił dwa gole.

  • Finał Libertadores. Ostatnia z doliczonych minut i… Gabigol wylatuje z boiska za obsceniczne gesty w kierunku przeciwnika.

  • Ostatnia kolejka ligowa i mecz z Santosem. Dla Fla mecz o pietruszkę, bo w kraju i na kontynencie zdobyli swoje, a za moment wyjazd do Kataru. Rozluźniony mistrz kraju przegrywa 0:4 z Santosem, a Gabigol niepotrzebnie prowokuje kibiców Peixe… odsłaniając spodenki i wskazując na udo, na którym znajdował się wytatuowany puchar za wygraną w Copa Libertadores! Tak, wiemy, że takich prowokacji w historii futbolu były setki, ale jednak trzeba wiedzieć, gdzie, kogo i kiedy można prowokować. Wydaje się, że kibiców klubu, w którym się wychował można było odpuścić.

Antonio Conte, obecny trener Interu, również nie jest zwolennikiem powrotu Gabigola i trudno mu się dziwić. Po takim sezonie, gdy zdobył podwójną koronę, dodatkowo okraszoną królem strzelców w lidze – drugim z rzędu – raczej nikt nie chciałby usiąść na ławce. Gabigol jakkolwiek nie sposób nie docenić jego klasy piłkarskiej i strzeleckiej, na dzisiaj nie ma zbyt dużych szans na rywalizacje z duetem Lautaro Martinez, Romelu Lukaku i czekałaby na niego ławka. To z kolei mogłoby się przełożyć na nastroje w drużynie.

Zainteresowanie

Skoro szansę na powrót do Interu są niewielkie, zatem gdzie wyląduje Gabigol? To jest bardzo dobre pytanie i jeszcze bardziej zasadne, bo wypożyczenie do Flamengo kończy się za niecały miesiąc. Od dłuższego czasu Fla próbuje zaproponować satysfakcjonującą Włochów kwotę. Kłopot w tym, że… Gabigol swoją kapitalną grą i kolejnymi bramkami nie pomaga. Taki jest paradoks, że w tym momencie cena tylko rośnie, a Inter mający u swoich sterów Beppe Marottę na pewno za frytki nie odda zawodnika, którym jest zainteresowanych coraz więcej klubów.

W tym momencie wymienia się, że Crystal Palace, West Ham, Sevilla, Atletico Madryt i Schalke są lub mogą być, zainteresowane pozyskaniem Brazylijczyka. Nieoficjalnie Gabigol chciałby pozostać w Brazylii, ale jednocześnie wiadomo, że możliwości finansowe Flamengo są najmniejsze z grupy tych klubów. Inna sprawa, że jeśli klub z Rio byłby w stanie uszczęśliwić Inter, to jeszcze pozostaje kwestia uszczęśliwienia zawodnika odpowiednią pensją. Mówi się nawet o kwocie 5 milionów euro za sezon, jakie Gabigol miałby otrzymać w klubie.

***

Gabigol zapewne niedługo wróci na Stary Kontynent, ale musi sobie zdać sprawę z kilku rzeczy. Przede wszystkim, że ma w tym momencie jeden argument w ręce. Bardzo duży, bo jest nim klasa piłkarska, ale tylko jeden. Przeciwko niemu świadczyć mogą w niebiesko-czarnej części Mediolanu oraz w Lizbonie. Również powyższe historie okołosportowe będą ciągnęły się za nim jeszcze bardzo długo. Krótko mówiąc musi nieco swój temperament poskromić, choć jak mówił Jorge Jesus, gdyby Gabigol był grzeczny, prawdopodobnie nie byłby takim piłkarzem, jakim jest. Być może coś w tym jest, ale najpierw niech wróci do Europy i w niej udowodni, że jest kozakiem na boisku, a dopiero później prezentuje resztę swoich wyczynów.

100PLN
bez ryzyka
GRAMGRUBO