Koniec ery Mamrota w Jagiellonii. Co z niej zapamiętamy?

Po 2,5 roku Ireneusz Mamrot nie jest już trenerem Jagiellonii. Przesądziły o tym słabsze wyniki i dopiero 9. miejsce klubu w lidze po osiemnastu kolejkach. Czy białostocki klub może uznać ten czas za udany? Czas na podsumowanie.

Ze średniaka I ligi do wicemistrza

Czerwiec 2017. Z Jagiellonią żegna się Michał Probierz, który liczy na ofertę z zagranicznego klubu (choć ostatecznie trafił do Cracovii). W jego do Białegostoku trafia Ireneusz Mamrot, szkoleniowiec Chrobrego Głogów przez ostatnie siedem sezonów. W zasadzie zespół z Dolnego Śląska do dziś może zawdzięczać urodzonemu w Trzebnicy trenerowi to, gdzie się znajduje w hierarchii polskiego futbolu. Pod jego wodzą, głogowianie przeszli drogę od trzeciej do pierwszej ligi. Raz nawet zajęli szóste miejsce w drugiej klasie rozgrywkowej. Nic dziwnego, że kluby ekstraklasy zaczęły się nim interesować pomimo że nigdy nie pracował w najwyższej lidze.

Co było najtrudniejszym wyzwaniem Mamrota na początku przygody z Jagiellonią? Batalia o europejskie puchary, budowanie zespołu bez Jacka Góralskiego? A może samo zastąpienie Michała Probierza, który przez trzy lata wdrożył do klubu własną filozofię tak bardzo, że nie wyobrażaliśmy sobie w roli trenera klubu nikogo innego? Pierwsza misja zakończyła się niepowodzeniem, gdyż Jagiellonia przegrała w drugiej rundzie eliminacji do Ligi Europy z azerską Qabalą. Z drugą misją wyszło nieco lepiej, Mamrot zrezygnował z 4-4-2 preferowanego przez poprzedniego trenera i okazało się, że duet Grzyb-Romanczuk spełnia się dobrze w tym systemie. A jak podejść do trzeciej? Na początku owszem, Mamrot mógł czuć na barkach oddech byłego szkoleniowca. Koniec końców, sam wdrożył swoją filozofię.

Od Rio Ave do Zagłębia Lubin

Pierwszy sezon w roli trenera Jagiellonii był dla Mamrota całkiem udany. Zespół powtórzył drugie miejsce w lidze. Tym razem szkoleniowiec powalczył o puchary już swoją drużyną, a nie zbudowaną przez Michała Probierza. To właśnie wtedy klub z Białegostoku rozegrał mecz, który można uznać za jedno z najbardziej emocjonujących starć polskich klubów w pucharach w ostatniej dekadzie. Jagiellonia zremisowała 4:4 z portugalskim Rio Ave (pierwszy mecz 1:0 dla białostoczan) i awansowała do następnej rundy. Tam trafiła na belgijski Gent. Podopieczni Mamrota nie byli faworytem i ostatecznie odpadli z zderzeniu z tą przeszkodą. Za starcie z Rio Ave należały im się jednak pochwały. Kibice “Jagi” nie zapomną go przez długie lata!

W rundzie wiosennej sezonu 2018/2019 do Jagiellonii zawitał pierwszy poważny kryzys. Zespół nie wygrał sześciu kolejnych ligowych spotkań. Z powodzeniem za to walczył w Pucharze Polski, gdzie dotarł do finału, w którym przegrał z Lechią. Zresztą w lidze też dość niewiele zabrakło białostoczanom do gry w pucharach. Drużyna zajęła 5. miejsce w lidze i miała 57 punktów – tyle samo, co czwarta Cracovia. Rezultat słabszy niż w poprzednim w poprzednim sezonie, ale przyzwoity patrząc na to, że drużyna przez pewien czas zmagała się z kryzysem, a Ireneusz Mamrot pomógł jej się podnieść.

Obecny sezon zaczął się dla Jagiellonii dość dobrze. Po siedmiu kolejkach zespół na moment wskoczył na pozycję lidera ekstraklasy. Co więcej, miał na koncie pięć meczów bez porażki i potem przedłużył tę passę do siedmiu. Tercet Imaz-Klimala-Bida rozstawiał rywali po kątach, a jeśli oni mieli gorsze chwile, robił to duet stoperów Runje-Arsenić. Spotkania z Górnikiem, Legią, a później Cracovią to przykłady konsekwentnej gry podopiecznych Mamrota. Później jednak czegoś zabrakło. Jagiellonią zaczęła na zmianę wygrywać i przegrywać i przesuwała się w tabeli coraz niżej. Decydującym pojedynkiem było spotkanie z Zagłębiem Lubin, w którym podopieczni Mamrota byli zdecydowanie słabsi, choć to nie był najlepszy mecz “Miedziowych” w tym sezonie. Po tym meczu klamka zapadła i trener pożegnał się z klubem.

Dobre i złe konsekwencje

Spójrzmy na liczby. Średnia punktów na mecz zespołu Mamrota wynosi 1,63. To nieco więcej niż drużyny prowadzonej przez wcześniejsze trzy lata przez Michała Probierza (1,59). Poza tym trener trzymał się określonej filozofii. Przed sezonem przyznawał, że ma po dwóch dobrych zawodników na każdą pozycję, aczkolwiek finalnie okazało się, że nie każdy pasuje do jego stylu gry. Między innymi pozyskany latem Ognjen Mudrinski, o czym trener przyznał w rozmowie z nami.

– Ognjen Mudrinski to też zawodnik, który ma określone parametry, które drużyna powinna wykorzystywać. Nie zawsze potrafimy dostarczać mu piłkę w polu karnym. A to piłkarz, który dobrze gra głową, ma dobre uderzenie. – przyznał Ireneusz Mamrot.

Mamrot wróci do ekstraklasy?

Co pozostawił po sobie w Białymstoku były trener? Teraz możemy mówić, że kryzys, ale za jakiś czas przypomnimy sobie mecze z Rio Ave albo zwycięskie starcia z Legią czy 4:1 z Lechią w pierwszym sezonie szkoleniowca w Jagiellonii. Trzeba stwierdzić, że Mamrot początkowo podołał wyzwaniu, zbudował silny trzon zespołu. Problem w tym, że drużyna  w ostatnim czasie zapadła w marazm, a zmiennicy nie są w stanie zastąpić podstawowych zawodników. Mecz z Zagłębiem był jednym wielkim aktem kapitulacji trenera i całej drużyny. Może już po prostu ta formuła się wypaliła?

Niewątpliwie jednak Ireneusz Mamrot powinien jeszcze dostać szansę prowadzenia klubu najwyższej ligi. W Jagiellonii udowodnił, że ekstraklasa to nie są za wysokie progi dla niego, choć zamienił średniaka I ligi na zespół walczący o europejskie puchary. Dlatego można się spodziewać, że w 2020 roku szkoleniowiec trafi do innego, nawet dość mocnego klubu.

Fot. YouTube

100PLN
bez ryzyka
GRAMGRUBO