(Nie)oczekiwana zmiana warty. Rozliczamy La Liga: styczeń
01.02.2020
Ostatnia aktualizacja 3 marca, 2020 o 22:43

Za nami miesiąc, który (poza okresem letnim) śmiało można nazwać jednym z najmniej intensywnych całym sezonie. Krótka przerwa zimowa, do tego rozgrywki o Puchar Króla, a w efekcie rozegrane zaledwie trzy ligowe kolejki. Mało, by wysuwać daleko idące wnioski w niektórych kwestiach, ale wystarczająco dużo, by spróbować ocenić “tu i teraz”. Poza zawodzącym Athletikiem, który nie może przestać remisować, czy też pnącym się wciąż Villarrealem, najważniejsza zmiana – jak można się domyślać – miała miejsce na szczycie tabeli. Przechodząca przez problemy Barcelona (nie)oczekiwanie poległa z kretesem przeciwko Valencii, oddając tym samym prowadzenie Realowi Madryt. To jednak niejedyna zmiana…

Największe zaskoczenie: Quique Setien w Barcelonie

Zostawiając z boku kwestię zwolnienia Ernesto Valverde, można było wskazać naprawdę wielu potencjalnych kandydatów do objęcia stołka trenerskiego w Barcelonie. Setiena z Barceloną do tej pory mogło łączyć jedynie to, że kocha ofensywny futbol i określony sposób gry. Podobnie jak np. taki Marcelo Bielsa, dla którego szansa poprowadzenia “Dumy Katalonii” była podobna, czyli niemal równa zeru.

Potrzeba było kilku sprzyjających okoliczności, kilku odmów (m.in. tej Xaviego), by ostatecznie, trochę z braku laku, sięgnąć po 61-latka. Na pierwszy rzut oka był to pomysł szalony, choć mający sens. Zarzutem Barcelony w ostatnich miesiącach był przede wszystkim koszmarny styl gry, a raczej jego brak. Setien faktycznie przywrócił na Camp Nou obsesyjne “klepanie” piłki, ale na ten moment można to nazwać jedynie sztuką dla sztuki. Czas pokaże, czy poza efektownością pojawi się także efektywność.

Największy kozak: Portu

Ściągnięty latem z Girony piłkarz z miesiąca na miesiąc radzi sobie coraz lepiej. Biorąc pod uwagę zaledwie nowy, 2020 rok, można nawet powiedzieć, że udało mu się przyćmić wielkie gwiazdy Realu Sociedad, czyli Martina Odegaarda i Mikela Oyarzabala. 27-latek dopisał do swojego konta bramkę oraz trzy asysty, a najbardziej “kozackim” był jego występ przeciwko Mallorce. W wygranym 3:0 meczu miał bezpośredni udział przy każdej z bramek.

Najlepszy trener: Zinedine Zidane

Kiedy Zinedine Zidane po raz drugi obejmował Real Madryt, wiele osób zadawało sobie pytanie: “Po co mu to?” Mając na koncie trzy triumfy w Lidze Mistrzów mógł cieszyć się chwałą do końca życia, nie narażając jej w Madrycie na jakikolwiek uszczerbek. Francuz zaryzykował, a po pierwszych tygodniach, czy nawet miesiącach, naprawdę mogło zrobić się go szkoda.

Jednak cierpliwie, krok po kroku, popularny “Zizou” robił swoje. Efekt? Po trzech remisach pod koniec 2019 roku, “Królewscy” w styczniu wygrali wszystkie siedem spotkań. Real znów może się podobać, znów staje się niezwykle groźny, a co najważniejsze dla kibiców – wrócił na czoło tabeli. Tak wygląda miesiąc idealny.

Największa kontrowersja: Zwolnienie Ernesto Valverde

Tu wracamy do punktu numer jeden i największego zaskoczenia, jakim było zatrudnienie Quique Setiena. Nie byłoby całej tej sytuacji, gdyby nie pożegnanie się Barcelony z Ernesto Valverde. Podopieczni 55-latka prezentowali się słabo, powodzenie bądź niepowodzenie w meczach opierało się głównie na dyspozycji Messiego, Suareza i Ter Stegena, nie było w tym wszystkim ani koszty wigoru czy pomysłu.

Co jest więc tą kontrowersją? Przede wszystkim sposób, w jaki zarząd Barcelony “dogrywał” zwolnienie. Miało ono miejsce kilka dni po jednym z lepszych meczów w sezonie (przynajmniej aż do ostatnich minut starcia z Atletico), po tym, jak zapewniano o braku jakichkolwiek radykalnych ruchów. W myśl hasła “mes que un club” nie było z pewnością także szukanie nowego trenera – wiedział o tym cały świat, a Valverde mógł co chwilę czytać w prasie nazwiska, które potencjalnie go zastąpią. Zrobiono to po prostu słabo.

Najlepszy bramkarz: Thibaut Courtois

Niewielu było zawodników Realu Madryt, którzy w ostatnich miesiącach byliby wyszydzani tak bardzo, jak Thibaut. Nazywanie go “ręcznikiem” było wręcz na porządku dziennym, a każdy celny strzał w kierunku bramki “Królewskich” traktowano jako poważną okazję do gola dla rywali. Teraz, wraz z poprawą gry całej defensywy, Courtois jest jednym z pewniejszych punktów zespołu. Wystarczy spojrzeć na jego liczby – te jak na bramkarza są wręcz wyborne. Belg w styczniu w lidze wpuścił tylko jednego gola, w wygranym 2:1 meczu z Sevillą.

Najlepszy obrońca: Emerson

Prawy obrońca, który niedawno obchodził 21. urodziny, do Europy wszedł naprawdę z przytupem. Po tym, jak przed rokiem Real Betis wypożyczył go na kilka miesięcy z brazylijskiego Atletico Mineiro, momentalnie zainteresowały się nim wielki kluby. Ostatecznie najskuteczniejsza okazała się Barcelona, która wydała na Emersona 12 milionów, po czym… momentalnie wypożyczyła go własnie do klubu z Sewilli.

Gracz porównywany przez niektórych do Daniego Alvesa rozwija się w świetny sposób, co potwierdził właśnie w dwóch styczniowych występach. Dwóch, bo niedawny mecz z Getafe musiał oglądać z ławki z powodu zebrania pięciu żółtych kartek. Możne właśnie dlatego “Beticos” przegrali 0:1…

Wracając do Brazylijczyka, zdobył on gola przeciwko Deportivo Alaves w pierwszym tegorocznym występie, po czym był jednym z najlepszych na placu gry, gdy Betis pokonywał 3:0 mocny Real Sociedad (zanotował asystę). Kto wie, czy nie obserwujemy właśnie gracza, który już za kilka miesięcy wskoczy do pierwszego składu Barcelony…

Najlepszy pomocnik: Casemiro

Jak coś idzie, to na całego. Formą imponuje cały Real Madryt, a to przekłada się także na odbiór indywidualności. Po wyróżnieniu Thibauta Courtoisa nie można przejść obojętnie obok Casemiro, który praktycznie nigdy nie schodzi poniżej określonego, bardzo wysokiego poziomu. Jego perełką w styczniowej koronie był mecz z Sevillą (2:1), w którym zdobył dwie bramki, jak się okazało – na wagę zwycięstwa i trzech punktów. Współpraca z Zidane’em zdecydowanie mu służy.

Najlepszy napastnik: Luuk de Jong

W tym miejscu spodziewalibyśmy się wielu nazwisk, ale raczej nie byłoby wśród nich Holendra. Zawodnik, który w przeszłości nieskutecznie próbował wojować w Bundeslidze i Premier League, dostał szansę w LaLiga. W pierwszych tygodniach trochę prześmiewczo mówiło się o nim, że “naprawdę wiele rzeczy robi dobrze i jest świetny, po prostu nie strzela bramek”.

Było w tym sporo racji – 29-latek po raz pierwszy trafił w lidze 20 października , a kolejny trzy tygodnie później. Na tym zamknął się jego dorobek w 2019 roku.

Najlepsza bramka: Leo Messi przeciwko Granadzie

500PLN
brak kodu
Brak kodu