Futbol w szpilkach: Jeden cel Polek – wywalczyć historyczny awans
15.02.2020

Przed reprezentacją Polski kobiet nadchodzi kluczowy czas. Już za niecały miesiąc naszą kadrę czekają ważne mecze w eliminacjach do przyszłorocznego EURO. Czy podopieczne Miłosza Stępińskiego stać na awans do imprezy w Anglii? Łatwo na pewno nie będzie, ale jak nie teraz to kiedy?

Doskonale pamiętamy radość po tym jak Leo Beenhakker wprowadził w 2007 roku reprezentacje mężczyzn do mistrzostw Europy. Historyczna chwila przerodziła się w wielką euforię, która trwała niestety tylko do drugiego grupowego meczu z Austrią. Wiele za taki scenariusz daliby sympatycy żeńskiej kadry, którzy do tej pory jeszcze nigdy nie mieli okazji kibicować na wielkiej imprezie „swojej” ekipie.

Teraz będzie inaczej?

Polki rozpoczęły kwalifikacje do EURO 2021 od meczu z Hiszpankami. Remis z wielkim faworytem tej grupy okazał się dobrym prognostykiem na kolejną część eliminacji. Ten wynik na pewno budzi wrażenie, jeśli spojrzymy na pozostałe rezultaty tej drużyny. 4:0 z Azerkami, 6:1 z Czeszkami – przy takich pogromach, skromne 0:0 wygląda doprawdy nieźle. Nie zapominajmy także, że Hiszpanki to ćwierćfinalistki dwóch ostatnich EURO, zaś rok temu podczas kobiecego mundialu dotarły do 1/8 finału. Na tle całe grupy są po prostu hegemonkami.

O awans powalczymy jednak przede wszystkim ze wspomnianą reprezentacją Czech. Potwierdzają to chociażby miejsca w rankingu FIFA naszych rywalek:

Hiszpania – 13, Czechy – 28, POLSKA – 30, Azerbejdżan – 75, Mołdawia – 90.

W marcu podopieczne Stępińskiego staną w szranki przeciwko dwóm najniżej sklasyfikowanym zespołom. Sześć punktów wyglądałoby okazale, co także pozwoliłoby przesunąć się na drugą lub pierwszą lokatę w grupie. Podczas najbliższego miesiąca swoje mecze rozegrają tylko Polki, ponieważ we wrześniu z powodu zatrucia pokarmowego przełożono nasz mecz z Czeszkami.

Jak wygląda sprawa awansu? Do turnieju finałowego awansuje łącznie 16 zespołów:

– gospodarz (Anglia),

– dziewięciu zwycięzców grup,

– trzy zespoły z najlepszych dorobkiem punktowym, biorąc pod uwagę drugie miejsca w grupie,

– trzy zespoły, które awansują z play-offów. Weźmie w nich udział sześć pozostałych drużyn znajdujących się na drugich miejscach.

Konkludując: jeśli Polki zajmą minimum drugą lokatę, to albo zapewnią sobie bezpośrednio awans, albo zagrają w barażach. Trzecia lokata w grupie całkowicie eliminuje taki scenariusz i pozbawi nas marzeń.

Czy mamy kim straszyć?

Nawet kibice obserwujący jedynie męską reprezentację z pewnością natknęli się na nazwisko Ewy Pajor. Zawodniczka Wolfsburga jakiś czas temu po raz drugi z rzędu odebrała nagrodę dla piłkarki roku w plebiscycie tygodnika „Piłka Nożna”. W ostatnim sezonie niemieckiej Bundesligi okazała się najskuteczniejszą piłkarką w całej lidze. Łącznie zdobyła 24 gole, choć jej przygoda z niemieckim zespołem była na początku trudna. Do zachodnich sąsiadów przeniosła się w 2015 roku, a dopiero tak naprawdę od sezonu 2017/2018 pełni rolę kluczowej zawodniczki.

23-latka nie rozważa dróg na skróty. Przenosiny do jednej z najlepszych niemieckich ekip w historii (w ostatnich siedmiu sezonach zdobyły pięć razy krajowe mistrzostwo oraz dwukrotnie Ligę Mistrzyń), pokazują z jaką zawodniczką mamy do czynienia. Pajor to dziś gwiazda klasy światowej, a w tak młodym wieku brakuje jej już tylko siedmiu trafień do pobicia rekordu strzelonych bramek w kadrze należący do Marty Otrębskiej (48 goli).

Reprezentacje Azerbejdżanu oraz Mołdawii powinny także obawiać się Eweliny Kamczyk. Rówieśniczka Pajor wymiata w tym sezonie ekstraligi. 21 bramek w 10 spotkaniach to statystyki do jakich przyzwyczaił nas niemalże Erling Haaland. Piłkarka Górnika Łęczna nad drugą w klasyfikacji strzelców Nikolą Karczewską ma 8 goli przewagi. Obie prowadzą swój zespół do trzeciego zwycięstwa w lidze z rzędu. Jeśli Medyk Konin nie poprawi swojej formy z końcówki rundy jesiennej, to dominacja aktualnego lidera tabeli Górnika nie zostanie przerwana.

Duet w PSG

O ile polscy piłkarze w PSG raczej nie potrafią osiedlić się na dłużej, tak piłkarki już wręcz przeciwnie. W stolicy Francji reprezentują nas bowiem aż dwie zawodniczki – Katarzyna Kiedrzynek oraz Paulina Dudek. Ta pierwsze oczywiście z powodu zajmowanej pozycji bramkarza raczej nie postraszy za kilka tygodni defensyw rywali, ale może z pewnością utrudnić życie ich atakującym. Ostatnimi czasy wychowanka Motoru Lublin raczej przesiaduje na ławce rezerwowych w klubie, lecz w reprezentacji to nadal numer jeden i pewny punkt drużyny.

Wręcz przeciwnie, co nas cieszy, wygląda sytuacja u Pauliny Dudek, która notuje regularne występy w defensywie francuskiego zespołu na pozycji lewego obrońcy. Po prawej stronie w kadrze hasa z kolei Aleksandra Sikora. Piłkarka Juventusu po wielu sukcesach w ekstralidze, dwa lata temu przeniosła się do żeńskiej sekcji drużyny z Turynu, która obecnie prowadzi w Serie A kobiet. We Włoszech futbol kobiecy powoli prze do przodu, o czym w rozmowie z naszym portalem niedawno wspominała między innymi Hanna Urbaniak:

– W ogóle to, co się dzieje we Włoszech, gdzie inicjatywa wyszła tak naprawdę od ludzi. Tam po prostu kibice chcą chodzić na sekcje kobiece i szybko się to rozwija. Z niczego w przeciągu trzech lat powstała fajna liga. Może jeszcze sportowo są średniakami, ale marketingowo zaczynają dobijać do najlepszej czwórki – stwierdziła dziennikarza “Gazety Wyborczej”.

Wielkim talentem dysponuje także Małgorzata Mesjasz. Oprócz Pajor oraz Patrycji Balcerzak to kolejna reprezentantka Polski w Bundeslidze. W kadrze zadebiutowała we wrześniu 2018 roku i od tamtego momentu nie oddała miejsca w podstawowym składzie. Regularnie występuje także w krajowej lidze, choć Potsdam w tym sezonie raczej nie ma co liczyć na awans do Ligi Mistrzyń. Mimo to dla Mesjasz najważniejsze powinno być łapanie doświadczenia i kto wie, być może w przyszłości uda się dołączyć do zespołu Pajor lub Bayernu Monachium, czyli do dwóch najlepszych ekip w Niemczech.

Kobiecy futbol z coraz większą widownią

Dla kobiecej reprezentacji Polski mecz z Mołdawią będzie pierwszym spotkaniem w swojej 39-letniej historii rozegranym w Warszawie. Oczywiście nie mamy tutaj na myśli PGE Narodowego, ale obiekt przy Konwiktorskiej. Niedawne starcie w Lublinie potrafiło skupić uwagę około 7 tysięcy kibiców. Podczas ubiegłorocznej edycji Copa America wybuchła spora dyskusja na Twitterze, którą zaognił Marek Szkolnikowski. Szef TVP Sport co jakiś czas publikował wyniki oglądalności mistrzostw Ameryki Południowej i zestawiał je z liczbą widzów mundialu kobiet. Średnio fazę grupową mistrzostw świata oglądało około 100 tysięcy widzów (Copa America na tym samym etapie rozgrywek do 30 tysięcy), co musi cieszyć chociażby nasze kadrowiczki.

Telewizja publiczna zatem chce stawiać na kobiecą piłkę. Mecze naszych reprezentantek zostaną pokazane w otwartej telewizji, a taka promocja na pewno pomoże spopularyzować futbol kobiecy. Nie mówiąc już o większej liczbie chętnych sponsorów, którzy zapewne wraz z przykładowym awansem na EURO nieco mocniej wejdą w promocje kadry.

500PLN
brak kodu
Brak kodu