“Przez dwa lata jeździłem na wózku” – Martin Braithwaite o trudnej drodze do marzeń
28.02.2020

W piłkarskim światku jest wiele postaci, które zasłużyły sobie na to, by pojawiły się wokół nich kontrowersje. Są też jednak takie, które zostały rzucone “na pożarcie” nie ze swojej winy, w których przypadku krytyka jest po prostu krzywdząca. Jednym z takich zawodników stał się właśnie Martin Braithwaite, za sprawą transferu do Barcelony.

Pechowe okoliczności i dramatyczne planowanie kadry przez osoby za to odpowiedzialne, zmusiły Barcelonę do szukania nietypowych wzmocnień. Wybór padł ostatecznie właśnie na Duńczyka. Umówmy się – niecodziennie tacy gracze trafiają na Camp Nou. A jeśli już się to zdarza, dowiadują się oni jak bardzo są beznadziejni i jak bardzo nie zasługują, by być w tym miejscu. Hej wylewa się zanim jeszcze cokolwiek zrobią.

Martin Braithwaite w swoim 20-minutowym debiucie pokazał, żeby nie skreślać go na starcie. Napastnik wyglądał nieźle, a co najważniejsze, miał bardzo duży udział przy dwóch ostatnich trafieniach. W całej tej przypadkowej i trudnej drodze 28-latka do zespołu mistrza Hiszpanii, warto także znać inne problemy i trudności, z jakimi się mierzył.

– Przez dwa lata musiałem poruszać się na wózku inwalidzkim z powodu choroby bioder. To problem, z którym zmagają się niektóre dzieci. Musiałem odpoczywać, nie mogłem wysilać nóg. Dla takiego dziecka jak ja, które już grało w futbol, było to bardzo trudne. Nie rozumiałem tego, a także się wstydziłem, ponieważ kiedy byłem bardzo mały, wszyscy mnie obserwowali i byłem w centrum uwagi – zdradził napastnik.

Zamiast na starcie skreślać, lepiej byłoby dopingować i trzymać kciuki. Tym bardziej znając m.in. takie fakty. Czy Braithwaite jest za słaby? Być może, ale zdarzają się niespodzianki. Skoro zawodzili nawet gracze za ponad 100 milionów (Coutinho, Dembele), może zaskoczy właśnie ten ściągnięty za 18…

500PLN
brak kodu
Brak kodu