Koronawirus: czy piłce grozi paraliż? Ciemny lud to jedno, oby ciemne nie były też władze
05.03.2020

Piłka nożna ma być przede wszystkim piłką nożną. Sportem, piękną rywalizacją, ucztą dla kibiców, nieprzesiąkniętą niczym jej niepotrzebnym. Nie lubimy – można nawet powiedzieć, że wręcz nienawidzimy – kiedy w kontekście futbolu poruszane są inne sprawy, takie jak polityka, wszelkie “poprawności” i wiele innych, które z tym co dzieje się na boisku, nie mają nic wspólnego. Jeśli pisać o piłce, to tylko stricte o niej. Czasami pojawiają się jednak okoliczności, w których trzeba zahaczyć o coś teoretycznie zupełnie niezwiązanego ani ze światem futbolu, ani ogólnie sportu. Takim czymś jest obecnie koronawirus.

Nie jesteśmy żadnymi ekspertami dziedziny, nie będziemy więc rozpisywali się o wirusie naukowym językiem, który tak czy siak musielibyśmy zapożyczyć ze specjalistycznych stron. Możemy jedynie przypomnieć, że koronawirus swój początek miał w chińskim mieście Wuhan i mimo wielu starań nie udało się go stłumić w zarodku. Co więcej, wydostał się nie tylko poza miasto, ale i Chiny. Obecnie grasuje po całym świecie, niemal codziennie pojawiając się w jakimś nowym miejscu.

Zagraj w BETFAN pierwszy kupon BEZ RYZYKA! Jeśli przegrasz, zwrot do 100 PLN trafi na Twoje KONTO GŁÓWNE z możliwością natychmiastowej wypłaty!

Może zabrzmi to nieco dziwnie, ale ludzie… totalnie zgłupieli. Patrząc na wielkie przerażenie, powielane plotki, czy także pustoszejące sklepowe półki, można odnieść wrażenie, że ludzie szykują się na nadejście drugiej dżumy. Choroby, która w XIV wieku spowodowała śmierć ok. 30-60% mieszkańców Europy. Tej, której śmiertelność przekraczała nawet 90%. Zarażony nie miał prawie żadnych szans, by przeżyć. Obecna panika sugeruje właśnie coś takiego: pojawia się koronawirus – zarażasz się i jest po tobie. Co z tego, że w praktyce choroba nim spowodowana jest na poziomie śmiertelności przekraczającej nieco ponad 3%. Co z tego, że najbardziej zagrożone są osoby starsze, o obniżonej odporności, których organizmy miałyby duże problemy także ze “zwykłym” zapaleniem płuc.

W całym tym zamieszaniu nie chodzi o to, że istnieje obawa, że zginą dziesiątki tysięcy ludzi. Tego możemy być (raczej) pewni. Największym problemem jest jego rozprzestrzenianie się, które spowoduje, że szpitale nie nadążą z udzielaniem pomocy. Czynniki ekonomiczne także są tu dosyć istotne. To dlatego w obszarach, w których pojawiły się nowe ogniska wirusa, próbuje się je jak najszybciej “odciąć” i zażegnać. Także dlatego – w ramach prewencji – podejmuje się bardziej drastyczne decyzje, takie jak np. ta:

Panika nie ma żadnego sensu ani podstaw, potrzeba po prostu chłodnej głowy i ostrożności. Tu przenosimy się do świata piłki, który nadal nie do końca wie, co ma robić. Brak jednej konkretnej decyzji powoduje chaos i dezorganizację całych rozgrywek, w tym przypadku właśnie w kraju wskazanym wyżej. Niektóre mecze są przekładane, inne rozgrywane, jeszcze w innych pojawiają się pomysły o grze bez udziału kibiców. Potem dochodzi do sytuacji, w której stracone kolejki trzeba nadrabiać, nie wiedząc za bardzo, gdzie je wcisnąć. Kibice, obserwując takie wariactwa nawet z odległości kilku tysięcy kilometrów, sami zaczynają czuć niepokój. Najnowszy przykład? Mecz Inter – Napoli w Pucharze Włoch, przesunięty na “kiedyś”. Takie działania na pewno nie pomagają.

Potęgowana niepewność

My także zadajemy sobie wiele pytań, nie mając pojęcia co dalej nie tylko z rozgrywkami ligowymi, ale także wielkimi międzynarodowymi turniejami, jakim bez wątpienia będzie EURO2020. Tym bardziej, że mistrzostwa nie zostaną rozegrane w jednym czy dwóch krajach, ale w całej Europie. Przemieszczające się po Europie dziesiątki tysięcy kibiców, przebywających między sobą nie tylko na trybunach, nie brzmi jak coś bezpiecznego. Co powinny zrobić władze? Odwołać turniej albo przełożyć go np. na kolejny rok? Jednym kibicom pozwolić udawać się na mecze, a innym nie? Poza północą Włoch, jest tak m.in. w Heinsberg pod Moenchengladbach, gdzie koronawirus został potwierdzony tydzień temu (sklepowe półki są tam już oczywiście puste). Borussia (ta “zielona”) poprosiła kibiców z Heinsberg, by nie jechali na mecz z Borussią Dortmund. Dostaną oni zwrot pieniędzy i darmowy bilet na europejskie puchary w następnym sezonie. Jest to jakieś wyjście, ale także nie do końca sprawiedliwe.

Zagraj w BETFAN pierwszy kupon BEZ RYZYKA! Jeśli przegrasz, zwrot do 100 PLN trafi na Twoje KONTO GŁÓWNE z możliwością natychmiastowej wypłaty!

Czy mecze powinno się dalej odwoływać? Czy na chaos skazane są także mistrzostwa Europy? Czy największe rozgrywki a także turniej mogą zostać odwołane? Jeśli do lata sytuacja nie ulegnie poprawie, albo co gorsza będzie jeszcze poważniejsza, możemy spodziewać się dosłownie wszystkiego. Już teraz odwoływane są choćby Grand Prix w MotoGP czy Formule 1 (w tej na razie oficjalnie “przesunięte”), storpedowane zostały plany kibiców udających się na IEM w Katowicach, a szwajcarska liga została nawet zawieszona. Nie da się nie odczuć atmosfery kompletnego paraliżu, ale przecież nie musi tak być.

Coś za coś

Najrozsądniejszym wyjściem – odnosząc się do rozgrywek piłkarskich – byłaby… gra przy pustych trybunach. Niezbyt przyjemna dla piłkarzy oraz organizatorów, którzy straciliby duże pieniądze, ale biorąc pod uwagę sytuację, trudno wymyślić coś lepszego. Jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma i działa to w dwie strony – byłby to pewien kompromis zarówno dla kibiców, jak i tych, którzy zarobiliby nieco mniej, ale jednak zawsze coś (prawa TV). Kierując się zasadą “show must go on”, dostalibyśmy wtedy dość sprawiedliwe rozstrzygnięcia lig (mowa tu głównie o Serie A, w której już “rozbito” kilka kolejek i myśli się o zawieszeniu rozgrywek na miesiąc) i nie byłoby niepotrzebnej paniki i dramatu pod tytułem: “Przez koronawirus odwołali nawet Euro, na pewno wszyscy zginiemy!”. Sytuacja jest jaka jest i trzeba się do niej dostosować, ale z rozsądkiem i jednym, stałym, ściśle określonym planem.

Tymczasem nakręcaną wciąż spiralę robienia z koronawirusa zagrożenia dla ludzkości i poruszania jego tematu przy każdej możliwej okazji, warto nieco wstrzymać, choćby słuchając Juergena Kloppa. – To, czego nie lubię w życiu, to jedna bardzo ważna rzecz – że opinia trenera piłkarskiego jest istotna. Nie rozumiem tego, naprawdę. Jeśli zapytam o to ciebie, sytuacja będzie dokładnie taka sama. Nie liczy się to, co mówią sławni ludzie. Mówimy zacząć rozmawiać o rzeczach we właściwy sposób. Nie z ludźmi bez wiedzy jak ja. Rozmawiając o czymś, mówić powinny osoby z wiedzą na dany temat i przekazać, co należy robić, co nie, i czy wszystko będzie dobrze, czy nie. Nie trenerzy piłkarscy, bo ja tego nie rozumiem. Poglądy polityczne, koronawirus – dlaczego ja? – odpowiedział Niemiec na pytanie dziennikarza właśnie o to, co dalej z tym nieszczęsnym koronawirusem. Każdy powinien wziąć to sobie do serca, słuchać specjalistów i nie przekręcać rzeczywistości. Wtedy wszystko będzie dobrze.

500PLN
GRAMGRUBO
GRAMGRUBO