Trudno szukać nawet resztek wyjątkowości. Ostateczny upadek Mourinho już dziś?
10.03.2020

Zaskakująco słoneczny marcowy wtorek, zbliżająca się Liga Mistrzów, a w niej finalista poprzedniej edycji kontra kompletny kopciuszek, jeśli weźmiemy pod uwagę fazę pucharową. Faworyt? Sugerując się wspomnianymi rzeczami, nie powinno być tu żadnych wątpliwości. W świecie piłki wystarczy jednak zaledwie kilka miesięcy, by ze szczytu znaleźć się w wielkich tarapatach i odwrotnie. Do czyniena z czymś podobnym mamy właśnie za sprawą meczu Lipsk – Tottenham, który wyłoni jednego z dwóch pierwszych ćwierćfinalistów UEFA Champions League. W lepszej sytuacji jest niemiecka drużyna i to nie tylko dlatego, że gra u siebie i ma zaliczkę z pierwszego meczu…

Niezrozumiałe zjazdy formy to coś, co w piłce było, jest i będzie. Nie tylko nie zawsze da się uchronić przed tak zwanym “wyczerpaniem materiału”, ale przede wszystkim przewidzieć, kiedy to się stanie. Kryzys przychodzi znikąd i trzeba mocnej, zdecydowanej reakcji, by mu się postawić. W innym razie zapaść może stać się jeszcze większa. Nie trzeba szukać daleko, by znaleźć przykłady nawet wśród absolutnie ikonicznych klubów. Milan, Manchester United – te kluby przechodziły (bądź przechodzą) przez naprawdę trudny okres.

Taki okres przytrafił się Tottenhamowi i tylko od klubowych decyzji zależy, co dalej się z nim stanie. Ugaszenie pożaru i stopniowa odbudowa pewnej do niedawna pozycji w angielskim TOP4? A może szereg złych decyzji, które zniweczą trudy ostatnich lat w budowaniu swojej pozycji i marki? W Londynie uznano, że odpowiednią osobą, której warto powierzyć tę odpowiedzialność, będzie Jose Mourinho. Nie Mauricio Pochettino, którego gracze kochali, któremu wielu z nich zawdzięczało wejście na najwyższy poziom. Ta decyzja z pewnością była dla władz klubu niezwykle trudna. Teraz jednak nie ma powrotu – trzeba powoli spijać piwo, które się sobie nawarzyło.

Zagraj w BETFAN pierwszy kupon BEZ RYZYKA! Jeśli przegrasz, zwrot do 100 PLN trafi na Twoje KONTO GŁÓWNE z możliwością natychmiastowej wypłaty!

Kiedy Portugalczyk przejmował zespół, nastroje blisko klubu były bardzo pozytywne i waleczne. Jak donosił “Independent”, Mourinho miał przekonać Levy’a m.in. “rozwijaniem swojej filozofii przez ostatnie miesiące”, czy też obietnicą promowania młodych graczy i nieoczekiwania wielkich transferów, bo “uważa skład Tottenhamu za jeden z najlepszych w lidze”. Nowy sztab, odmieniony, zrelaksowany Mourinho, do tego pamiętne analizy, kiedy ten był ekspertem w telewizji. To wszystko naprawdę wyglądało całkiem ładnie i obiecująco, podobnie jak pierwsze tygodnie 57-latka w nowym klubie.

“Oops! I did it again”

Optymiści wierzyli w nagłą przemianę, ale nie każdy dał sobie mydlić oczy, czekając tylko na to, kiedy w końcu piękna bańka pryśnie. I nie mówimy tu jedynie o tych, którzy nie trawią Portugalczyka, czy są wręcz jego hejterami. Wątpliwości mógł (i powinien) mieć każdy trzeźwo myślący fan futbolu. W końcu Portugalczyk już niejednokrotnie próbował wracać na szczyt, zawsze z takim samym skutkiem – wprowadzając “ferment”, podpadając szatni, czy wręcz obrzydzając zawodnikom piłkę nożną. Nie ma przypadku w tym, że po zmianie barw, czy też odejściu 57-latka, wielu graczy wyraźnie odżywało. Umówmy się – Mourinho jest wyjątkowy, oryginalny, jego cięte riposty i sposób bycia wciąż się podobają. Ale czy o to chodzi w jego fachu?

Tottenham jakimś cudem jednak awansuje? Zagraj po kursie 5,70!

Menedżer “Spurs” pokazuje, że najlepiej wychodzi mu narzekanie. Oczywiście, obecnie ma do tego powody, bo wielu podstawowych graczy boryka się z kontuzjami. Jednak nawet w takiej sytuacji można próbować skupić się na pozytywach i budować coś, co zaprocentuje w przyszłości. Mourinho tego nie robi. Mourinho wchodzi na ścieżkę pt. “wszystko jest do d*py, cały świat przeciwko mnie, nawet ja i moja za*ebistość nie są w stanie nic zdziałać”. To nie pomaga ani jemu, ani przede wszystkim zawodnikom, w których pojawia się coraz większe napięcie.

Pamiętając ostatnie lata Jose Mourinho, można mieć pewnego rodzaju deja vu. Nerwy, frustracja i czepianie się konkretnych zawodników pojawiło się już w Realu Madryt, następnie w Chelsea, Manchesterze United… W Tottenhamie, mimo zaledwie kilku miesięcy – także. Przekonał się o tym choćby Ndombele, który chyba podziękowałby, gdyby jego współpraca z Portugalczykiem się skończyła. Coś nam mówi, że nie tylko on…

Kiedyś to było…

Cechą trenera z najwyższej półki jest to, że już na wejściu do klubu, nawet rozbitego, podnosi morale graczy i sprawia, że ci grają lepiej, pewniej, zaczynają wierzyć, że są w stanie zdziałać wiele. Mourinho nim nie jest. Albo inaczej: już nie jest. Magia “The Special One” przed laty naprawdę istniała i działała cuda. Pierwszy sezon w Chelsea? Zaledwie jedna ligowa porażka i 15 (!) straconych bramek. Do tego 25 czystych kont w 38 kolejkach. Liga Mistrzów? Odpadnięcie dopiero w półfinale z Liverpoolem. Stamford Bridge jako forteca, która nie padła ani razu. Co więcej, pierwszy ligowy mecz u siebie Mourinho przegrał dopiero w… 2011 roku. Wcześniej, przez 151 gier, był niepokonany. Pierwsze domowe spotkanie w Premier League przegrał dopiero w 2014 roku. Zaszczepiał w swoich zawodnikach niebywałą determinację, potrafił dotrzeć do ich głów jak nikt inny. Teraz? Teraz do tych głów wprowadza głównie zamęt.

Zagraj w BETFAN pierwszy kupon BEZ RYZYKA! Jeśli przegrasz, zwrot do 100 PLN trafi na Twoje KONTO GŁÓWNE z możliwością natychmiastowej wypłaty!

Kolejna “świątynia” runęła kilka dni temu, kiedy Portugalczyk po raz pierwszy w karierze przegrał domowy mecz, w którym jego drużyna prowadziła do przerwy (2:3 z Wolverhampton). Cała wyjątkowość Mourinho kryje się w jego osobowości, która niestety przestała działać na zawodników. Potraficie wskazać zawodnika, który przy Mourinho “urósł” w ostatnich latach w niezwykły sposób, wdrapując się na światowy, albo przynajmniej europejski poziom? Cóż – my też nie. A właśnie to jest cechą wielkich menedżerów, którą Mourinho miał zarówno w Chelsea, jak i w Interze. To już jednak przeszłość.

Portugalczyk jest o krok od tego, by odpaść z Champions League z młokosem. Z prawie dwa razy młodszym od siebie trenerem, który debiutuje w fazie pucharowej podobnie jak prowadzony przez niego klub. Taka sytuacja kilka lat temu byłaby nie do pomyślenia. Obecnie to nie rywale Mourinho drżą przed jego zespołem, a on sam pewnie drży o to, żeby jednak coś zaskoczyło, żeby odnieść korzystny wynik, żeby się kolejny raz nie skompromitować. Plusem po pierwszym meczu z Lipskiem był mimo wszystko wynik i “tylko” 0:1. Przyjezdni z Niemiec mogli zamknąć sprawę awansu w Londynie, gdyby nie m.in. świetnie spisujący się Hugo Lloris. Mourinho stoi nad przepaścią, do której w ostatnich kilku latach naprzemian zbliża się i nieznacznie oddala. Wszystko wskazuje na to, że kiedyś spadnie. To “kiedyś” wydaje się być coraz bliżej…

Czy Lipsk tym razem będzie skuteczniejszy i strzeli min. trzy gole? Zagraj to wydarzenie po kursie 2,67

3000PLN
Bonusu
GRAMGRUBO