Rynek transferowy w dobie koronawirusa. Zapomnijmy o całym szaleństwie
27.03.2020

Jeszcze w lutym piłkarscy kibice radowali się z powrotu do gry Ligi Mistrzów. Mało kto wówczas zdawał sobie jednak sprawę, że to ostatnie tygodnie przed długim rozbratem z futbolem i transferowym szaleństwem. Przerwa w rozgrywkach sprawia bowiem, że wielkie hity transferowe i kwoty powyżej 100 milionów mogą niebawem odejść całkowicie w zapomnienie.

Wybuch koronawirusa dotknął piłkę nożną na całym świecie. Przełożenie EURO, zawieszenie wielu lig, a także zakaz podróży między krajami sprawiają, że trwająca kwarantanna jest dość trudna. Sport zawsze był pewną odskocznią od codziennych problemów rodzinnych lub w pracy. Jak mawiał Włodzimierz Szaranowicz w obliczu zakończenia kariery przez Adama Małysza „żyliśmy jak w telenoweli”. Dziś tej telenoweli zabrakło i został nam Netflix i ciepły koc. Nie tak sobie wyobrażaliśmy jednak marcowe wieczory i zwyczajnie czegoś nam brakuje.

Naturalnie w obecnej sytuacji rosną obawy dotyczące rynku transferowego. W momencie, kiedy kluby walczą o redukcję kontraktów zawodników, nikt tak naprawdę nie planuje letniej działalności na tym obszarze. Za jakiś czas może bowiem brakować pieniędzy na normalną egzystencję, a brak dochodów z dni meczowych, klubowych sklepów czy wizyt w muzeum to tylko część problemów, z którymi trzeba sobie poradzić.

Zagraj w BETFAN pierwszy kupon BEZ RYZYKA! Jeśli przegrasz, zwrot do 100 PLN trafi na Twoje KONTO GŁÓWNE z możliwością natychmiastowej wypłaty!

Ostrzeżenie Hoenessa

Były prezydent Bayernu Monachium Uli Hoeness stwierdził wczoraj, że futbol zmienił się raz na zawsze. Epidemia koronawirusa ma sprawić, że kluby rozsądniej będą podchodzić do pewnych wydatków i nadejdzie „era normalności”. Jak prawie każda liga na całym świecie, Bundesliga przygotowuje się na ekonomiczne skutki kryzysu. Dochody niemieckich klubów oparte są na trzech filarach – sprzedaży biletów, pieniędzy z praw telewizyjnych i szeroko pojętego sponsoringu.

– Wszystko stoi i istnieje ryzyko, że możemy nie zagrać w tym sezonie. Mecze bez kibiców nadal gwarantują podział dochodów z telewizji, a jeśli kluby zarobią w ten sposób, nie będzie żadnych problemów w sezonie 2019-20. Jednak jeśli nie będziemy mogli grać do Bożego Narodzenia – jak sugerują najgorsze prognozy – istnienie całej ligi będzie zagrożone.

– Musimy czekać. Ci, którzy przewidują powrót piłki nożnej, są niczym innym jak szarlatanami. Nie można niczego wykluczać, ale sądzę, że opłaty transferowe przekraczające 100 milionów będą już przeszłością przez kilka następnych lat. Kwoty za te transakcje spadną i nie powrócą do obecnego poziomu w ciągu najbliższych dwóch, trzech lat. Dotyczy to wszystkich krajów. Najprawdopodobniej powstanie nowy świat futbolu.

Kilka klubów zapowiedziało, że napotkają spore problemy, gdyby sezon został całkowicie odwołany, a zawodnicy i pracownicy Borussii Monchengladbach, Borussii Dortmund i Unionu Berlin już zgodzili się zrezygnować z części swoich pensji. Inne zespoły, w tym Bayern i Schalke, powinny pójść w ich ślady w ciągu najbliższych dni. Według niektórych informacji, nawet 10 klubów z Bundesligi może mieć problem z dotrwaniem do kolejnego sezonu, jeśli ten obecny nie zostanie rozegrany do końca.

Takie kwoty płacone za graczy odejdą w zapomnienie?

Reakcja FIFA

Obecna sytuacja wymaga od organów piłkarskich reakcji. FIFA zorganizowała grupę roboczą, która debatuje nad modyfikacją letniego okienka, które mogłoby pozostać otwarte nawet do stycznia. Miałoby to pomóc drużynom w skompletowaniu kadr, kiedy kryzys dobiegnie końca. Premier League dodatkowo przygląda się alternatywnym opcjom, ale ich decyzje muszą zostać podjęte w zgodzie z przepisami FIFA.

Wracając do wspomnianej grupy roboczej – czym konkretnie ma się zająć? Przede wszystkim oceni konieczność wprowadzania zmian lub chwilowych odstępstw od zasad światowej federacji. Póki co jednak nie pojawiły się żadne oficjalne informacje w tej sprawie, a pogłoski donoszą o możliwym automatycznym przedłużeniu kontraktów zawodników na dodatkowe kilka miesięcy.

Zapomnijmy o bzdurach

Rok temu w tym samym momencie rozpoczynaliśmy masę spekulacji na temat letniego okienka transferowego. Do Chelsea trafił już Christian Pulisic, a saga z Neymarem kręciła się w tradycyjnym stylu. Tymczasem obecnie mało kogo obchodzi, czy Brazylijczyk zmieni klub, a Paul Pogba w końcu uwolni się z Manchesteru United. Nikt bowiem nie wie, kiedy wrócą rozgrywki, więc ten temat po prostu nie jest uznawany za priorytet.

W badaniu przeprowadzonym przez KPMG w zeszłym tygodniu oszacowano, że anulowanie pozostałej części sezonu kosztowałoby kluby z pięciu najlepszych lig europejskich nawet 4 miliardy euro dochodów. Kluby, które zatem funkcjonowały ze sprzedaży graczy, obecnie są w dramatycznej sytuacji. Mowa tutaj między innymi o Monaco. Klub z Księstwa od kilku lat wyprzedaje latem swoje najlepsze laurki, inwestując pieniądze w prowadzenie działalności skautingowej. Patrząc na ich zyski z ostatnich lat, dziś możemy się zastanowić, jaki klub zapłaciłby tak gigantyczne pieniądze za Kyliana Mbappe, Benjamina Mendy’ego czy Thomasa Lemara.

Głównie z tego powodu w cenie mogą być gracze z wygasającymi umowa. David Silva, Willian, Pedro, Thiago Silva, Edinson Cavani czy nawet Olivier Giroud to obecnie lista najgorętszych kąsków.

O ile te bardziej zamożne kluby jakoś sobie poradzą, tak te mniejsze mogą zostać ofiarami głównie właśnie na rynku. To kupujący narzuci swoje ceny, a biedniejsze zespoły w obliczu problemów finansowych mogą zostać poszkodowane. Z pewnością zechcą wykorzystać to także piłkarscy agenci. Mino Raiola na pewno ma w głowie już jakiś ruch, który będzie miał mało wspólnego z etyką, ale przyniesie mu gigantyczną prowizję.

Paniczne czy rozsądne ruchy?

Czy taki trudny czas sprawi, że kluby będą dokonywać panicznych ruchów? Zastanówmy się bowiem, jak w obecnej sytuacji mogą działać skauci? Brak dostępu do spotkań i działanie w okresie, gdy podróże stają się coraz trudniejsze (i zapewne potrwa to przez jakiś czas nawet po wznowieniu rozgrywek) nie pozwala na dokładną ocenę potencjału zawodnika. Wyscout czy raporty z InStat nie pozwolą przeprowadzić dokładnej oceny, a żadne piłkarskie wideo nie działa lepiej aniżeli ludzkie oko na stadionie.

Dla branży, która działa w oparciu o bliskie relacje i gdzie kluczowe decyzje są podejmowane osobiście, wideokonferencje są niezadowalającą alternatywą. Kultura tajnych spotkań w hotelach ma na celu ukrywanie szczegółów kontraktów, a o wiele trudniej jest to zrobić chociażby online.

Może to oznaczać, że kluby całkowicie przemyślą swoją strategię transferową. Kryzys finansowy to jedno, ale niepewność dotycząca wznowienia rozgrywek może powodować pytania: czy ten zawodnik jest mi aktualnie potrzebny i opłacanie jego wielkiej pensji ma jakiekolwiek sens? Przykładowo, czy borykająca się dziś z problemami finansowymi Barcelona rozważa w ogóle transfer Neymara i ma w sakiewce przygotowane ponad 200 milionów euro na ten cel?

A może dzięki temu rozwinie się także rynek krajowy? Jeśli tak, to zapewne większe ryby będą pożerać te słabsze, jednocześnie pozwalając im na normalną egzystencję za pieniądze pozyskane z transferów. Legia czy Lech mogą w spokoju za kilka miesięcy wykupić dowolnego gracza Arki, zważywszy na ich problemy.

Rynek finansowy naturalnie jest wrażliwy na działanie koronawirusa. Obecnie nie mamy zielonego pojęcia, jak długo ta sytuacja potrwa i jakie straty poniosą konkretne ligi. Póki co, żyjemy w ciągłej niepewności, a klubowi dyrektorzy nerwowo obgryzają paznokcie spoglądając na codzienne raporty zawierające liczbę zakażonych i zgonów. Jeśli ten trend nadal będzie się utrzymywał, nikt tak naprawdę nie będzie zaprzątał sobie głowy ruchami rodem z Football Managera.

500PLN
GRAMGRUBO
GRAMGRUBO