Dylemat nowego prezesa PZPN. Czy Brzęczek dotrwa do EURO?
30.03.2020

Wygrane w cuglach eliminacje do EURO 2020 nie zbliżyły sympatyków reprezentacji Polski do Jerzego Brzęczka. Selekcjoner nadal nie ma zbyt wielu zwolenników, choć wyniki osiągane w 2019 roku były przecież zadowalające. Osiem zwycięstw, zaledwie pięć straconych bramek i brak jakichkolwiek nerwowych momentów od marca do listopada. Dlaczego zatem wciąż powstają pytania, czy Jerzy Brzęczek pozostanie selekcjonerem kadry na przyszłoroczną imprezę?

Zbigniew Boniek wielokrotnie w wywiadach potwierdzał, że nie ma zamiaru pozostawiać nowego prezesa PZPN z „problemem”. Mowa tutaj oczywiście o trenerze związanym z kontraktem na długie lata. Planowo nowe wybory na szefa związku rozpoczną się w październiku, ale w obliczu obecnej pandemii trudno ten termin traktować jako pewnik. Bazując jednak na tych informacjach, przyszłość Brzęczka pozostaje niepewna.

Prawdopodobny następca Bońka, czyli Marek Koźmiński, nie wygląda na największego entuzjastę obecnego selekcjonera. Być może przesadzamy, ale podczas występów byłego piłkarza w przeróżnych programach, raczej nie jesteśmy pewni, czy Brzęczek dotrwa do EURO. Koźmiński kilkukrotnie podczas ostatniej kadencji wspominał, że w PZPN-ie nie panuje jednomyślność w wielu sprawach i często dochodzi do pewnych wymian zdań. Czy jednym z takich powodów w ostatnich latach był wybór nowego trenera?

Zagraj w BETFAN pierwszy kupon BEZ RYZYKA! Jeśli przegrasz, zwrot do 100 PLN trafi na Twoje KONTO GŁÓWNE z możliwością natychmiastowej wypłaty!

Jak to jednak wygląda z prawnego punktu widzenia? Kontrakt szkoleniowca wygasa w lipcu 2020 roku. Możemy jedynie przypuszczać, że zostanie on przedłużony na kolejne miesiące. Pytanie tylko do kiedy? Czy będzie to 2021 rok czy może tylko np. październik 2020, aby nowy prezes dokonał autonomicznego wyboru?

– Selekcjoner ma ważny kontrakt do 30 lipca 2020 roku. Na razie nie ma tematu, co będzie po tym terminie. Żyjemy w świecie, który od dwóch tygodni nieco się zmienił. To nie jest odpowiedni czas na takie dywagacje – stwierdził ponad tydzień temu wiceprezes PZPN.

Wygląda więc na to, że nic nadal nie jest potwierdzone. Jednak z drugiej strony, czy Koźmiński rzeczywiście takim ruchem chciałby rozpoczynać swoją kadencję na nowym stanowisku? Byłby to bezprecedensowy przypadek. Zwolnienie trenera po wygranych eliminacjach, nawet pomimo niechęci ze strony niektórych mediów czy kibiców, to zawsze spore ryzyko. Nawet ci, którzy obecnie krytykują Brzęczka, mogliby za kilka miesięcy krytykować ten ruch, nazwać go absurdalnym i pozbawionym logiki. I poniekąd mieliby racje.

Ożywiona dyskusja

Jednak nowy film twórców „Łączy nas piłka” po raz kolejny obudził dyskusję na temat tego, czy 49-latek powinien zachować posadę. „Niekochani” zdradza kulisy z życia reprezentacji Polski podczas trudnej końcówki 2018 roku, kiedy to między innymi kadra przegrała trzy mecze z rzędu. Wówczas cała drużyna otrzymała wiele krytycznych słów, z którymi trener niezbyt dobrze sobie radził.

Spoglądając na tę produkcję klaruje nam się obraz chaotycznego wodza, słabego mówcy, którego wyręczać musiał chociażby Jakub Błaszczykowski. Wiemy, że nikt nie rodzi się selekcjonerem, trzeba do tego krok po kroku dojść, ale pewne cechy w tym zawodzie są pożądane. Tym bardziej na najwyższym szczeblu, a za taki uważamy posadę 49-latka.

Tymczasem ponad pół godziny materiału obnażyło Brzęczka. Wulgaryzmy, brak konstruktywnych komunikatów i mało konkretów. Tak pokrótce możemy nazwać jego przemowy. Trzeba przyznać, ze wypada to blado. Trudno zobaczyć w nim osobę, która porwie zespół w przerwie do lepszej gry. Zdajemy sobie sprawę, że ten film to zaledwie cząstka jego pracy, ale z drugiej strony czy bez kamery rzeczywiście wygląda to inaczej?

Zapewne każdy z nas w klasie posiadał osobę, która potrafiła na wypracowaniach lać wodę. Jerzy Brzęczek w szkole na pewno posiadał taką łatkę. Jego „Panowie” wypowiadane co kilka chwil, jako przerywnik od…innego przerywnika, stało się w ciągu jednego dnia viralem w mediach społecznościowych.

Wróćmy także do wulgaryzmów. Zdajemy sobie sprawę, że szatnia piłkarska to nie teatr. Często padają tam mocne słowa, lecz powinniśmy pamiętać, że rzucanie kur**mi przez trenera musi mieć pewien cel. Jeśli ktoś przesadza, robi to w złym momencie i regularnie – staje się to karykaturalne niczym w filmach Patryka Vegi.

To nie XX wiek, kiedy Janusz Wójcik lubował się w przeróżnych dziwnych przemowach. Obecne pokolenie piłkarzy oczekuje czegoś więcej. Tym bardziej mowa tu o takich graczach jak Lewandowski, Milik, Zieliński, Szczęsny czy Piątek, którzy pracowali z najlepszymi trenerami na świecie. Czy tacy piłkarze kupią polecenia trenera oparte na nerwowości, bluzgach i chaosie?

Zresztą poniekąd ten film niczego nowego nam nie zdradził. Przez półtora roku obcowaliśmy z nietypowymi wypowiedziami selekcjonera. Można wysnuć tezę, że Brzęczek nie potrafił sprzedać swojego sukcesu. Od marca do listopada media ciągle wypominały mu przeróżne gafy. Od Zielińskiego po piłkarzy, którzy dzięki dobrej pracy na zgrupowaniach wracają do klubów i seriami notują świetne występy. To tylko przykłady, które w ogólnym rozrachunku odpychały, aniżeli przyciągały do kadry pomimo solidnych wyników.

W tym czasie selekcjonerowi oberwało się także od graczy reprezentacji. Między innymi od Macieja Rybusa, który w wywiadzie po jednym z meczów zdradził, że zespół nie miał pojęcia jak naprawdę grać. Z kolei Lewandowski odniósł się do taktyki preferowanej przez Brzęczka. Bazując na całych eliminacjach, a nie tylko ich końcówce, napastnik Bayernu nie potrafił wkomponować się do zespołu. Po owocnych latach z Nawałką i zdobyciu dwukrotnie króla strzelców eliminacji, tym razem trafienia z jego strony padały sporadycznie. Wrześniowe zgrupowanie 30-latek kończył z dwiema bramkami i dopiero na finiszu poprawił wynik do sześciu goli.

Lepszy od Janasa

Wróćmy jeszcze na chwilę do tematu zwolnienia. Biorąc pod uwagę statystyki w eliminacjach, żaden z trenerów polskiej kadry w XXI wieku nie punktował lepiej aniżeli Brzęczek. 2,5 punktu na mecz i średnio 0,5 bramki straconej na jedno spotkanie. Lepszych liczb nie wypracował nawet Paweł Janas w kwalifikacjach do mundialu w 2006 roku. Chociaż z drugiej strony 66-latek wówczas mierzył się z Anglią, z którą potrafił na Wembley stoczyć równorzędny pojedynek. Resztę spotkań jego podopieczni wygrali, ale nie przyniosło to pozytywnego rezultatu na mundialu. Do obecnych eliminacji zostaliśmy dolosowani jeszcze z pierwszego koszyka, co podarowało nam wymarzonych rywali. Mimo to z Austrią, czyli jedynym zespołem na poziomie rangi mistrzostw Europy, wyglądaliśmy przeciętnie, a mecz uratował nam Piątek.

Dodatkowo Brzęczek po Nawałce nie otrzymał spalonej ziemi, tak jak miało to miejsce po Smudzie czy Fornaliku, kiedy kadra wyglądała dramatycznie. Oczywiście – o czym przypominali kadrowicze we wspomnianej powyżej produkcji – kadra musiała nagle zmienić nico swoje myślenie i zmierzyć się z krytyką, ale trener nadal posiadał graczy klasy światowej. Mistrzostwa świata podłamały ich psychicznie, lecz do momentu startu eliminacji minęło 8 miesięcy, więc piłkarze powinni poukładać to sobie w głowie. Tymczasem w wielu spotkaniach wyglądało to niezbyt entuzjastycznie.

Czy jednak istnieją podstawy do jego zwolnienia? W czasie kiedy tak naprawdę nikt nie wie, jak potoczą się dalej rozgrywki piłkarskie, ten temat odszedł w zapomnienie. W głowach zarządców PZPN-u na pewno jednak kiełkuje myśl, co dalej zrobić z selekcjonerem. Materiały wideo wypuszczone przez ŁNP nie pomogły ocieplić wizerunku trenera. Wręczenie mu wymówienia będzie naturalnie wiązało się ze sporym ryzykiem. Pytanie tylko, czy nowy prezes zechce dokonać takiego ruchu i czy rzeczywiście w przyszłości będzie potrafił obronić się z tej decyzji. Nos nam mówi, że niekoniecznie, dlatego jeszcze przez ponad rok Brzęczek może spać spokojnie. Nawet, jeśli w kolejnych częściach produkcji „Niekochani” pojawią się jeszcze gorsze przebitki, aniżeli w pierwszym odcinku.

500PLN
GRAMGRUBO
GRAMGRUBO