Cztery lata od uciszenia całej Francji. Co słychać u Edera?
01.05.2020

James Rodriguez jest bez wątpienia modelowym przykładem zawodnika jednego turnieju. Kolumbijczyk przez kilka tygodni podczas mundialu w Brazylii zapracował na transfer do upragnionego Realu Madryt i nawet jeśli kilka lat po zakończeniu tej imprezy jego kariera nie poszła tak, jak mogliśmy się tego spodziewać, to pomocnik do końca życia będzie zapamiętamy jako gwiazda mistrzostw świata. Nieco inaczej potoczyła się kariera Edera. Reprezentant Portugalii jednym strzałem uciszył całą Francję, ale dziś o tym piłkarzu już mało kto pamięta.

– Brzydkie kaczątko wybiegło na boisko i trafiło gola. Teraz jest pięknym łabędziem – stwierdził po meczu szkoleniowiec Portugalii. Wówczas Fernando Santos miał nadzieję, że kariera napastnika po tym ekscytującym momencie ruszy do przodu po wielu perturbacjach. Życie napisało dla zawodnika jednak inny scenariusz.

Portugalia miała ubaw

W karierze piłkarza bywają pewne ważne momenty, które zmieniają karierę. Jedni je wykorzystują lepiej, inni kompletnie nie potrafią z tego czerpać. Niestety, do tej drugiej grupy zaliczymy Edera. 32-latek najlepsze lata ma już dawno za sobą i czeka go jedynie zjazd w dół.

Portugalczycy przez lata byli przyzwyczajeni do w miarę dobrych lub solidnych napastników. Pedro Pauleta czy Nuno Gomes nigdy może nie otarli się o Złotą Piłkę, ale wiedzieli na czym polega futbol. Kadra zawsze mogła liczyć na pomoc mobilnych i dobrych technicznie graczy na tej pozycji. Jednak w ostatniej dekadzie brakowało takich snajperów i Fernando Santos musiał rzeźbić w tym, co ma. A miał niewiele. Głównie dlatego często w roli środkowych napastników wystawiał naturalnych skrzydłowych, czyli Naniego i oczywiście Cristiano Ronaldo.

Możecie zatem się spodziewać, jakie zdziwienie wywołało w narodzie, kiedy klon Emmanuela Adebayora przyjechał na kadrę? Pozycja dziewiątki była do tego stopnia kojarzona z marazmem, że w kontekście powołania na EURO 2016 debatowano nad nazwiskami Hugo Vieiry (wówczas Crvena Zvezda Belgrad) i Bruno Moreiry. Jeśli nie kojarzycie tego drugiego nazwiska, to nie macie czego żałować. Tuż po turnieju zamienił portugalskiego przeciętniaka na tajlandzki Buriram United. Polscy kibice doskonale pamiętają także plotki w 2014 roku o powołaniu dla Flavio Paixao. Porównując to obecnie nawet do naszej kadry – żyjemy w błogim dobrobycie.

Ostatecznie jednak Santos zdecydował się na piłkarza urodzonego Gwinei. Czy z perspektywy czasu żałuje? Ani trochę.

Wymarzona Anglia

Bramka w finale EURO mogłaby zbudować karierę niejednego młodego zawodnika. Eder w tamtym momencie był dla wielu anonimowy. Znali go niektórzy fani Premier League czy Ligue 1, ale szerszej publiczności jego nazwisko nie przychodziło do głowy. Kompletnie nie poradził sobie w Swansea i nie potrafił przebić się do składu nawet po odejściu Wilfrieda Bony’ego czy podczas kontuzji Bafetimbiego Gomisa. U Garry’ego Monka zagrał łącznie kilkanaście spotkań, w tym pięć od pierwszej minuty. Po pół roku został oddany bez żadnego żalu.

Anglia w jego życiu przewija się od wielu lat. Mowa niestety także o tych złych powiązaniach, ponieważ jego ojciec na Wyspach przez 16 lat przebywał w więzieniu za zabicie macochy Edera.

– Od momentu, gdy trafiłem do Academica Coimbra i zacząłem zarabiać pieniądze, mogłem latać samolotem do Anglii, aby odwiedzić go w więzieniu. Kiedy miałem tylko wolnych kilka dni, to pakowałem walizki i wyruszałem w podróż, aby się z nim zobaczyć – wspomina zawodnik.

Anglia jest także krajem, w którym mieszkały jego dwie siostry. Jedna studiowała w Wolverhampton, zaś druga poleciała tam do pracy. Z tym krajem wiąże się także historia nieudanego transferu. Andre Villas-Boas kiedy pracował we wspomnianym portugalskim klubie wypatrzył Edera i kilka lat później planował sprowadzić go do Tottenhamu. Wówczas napastnik Bragi dobrze prezentował się w lidze, a także w Champions League, w której pokazał się z dobrej strony podczas potyczek przeciwko Manchesterowi United. Kiedy jednak „Koguty” rozpoczęły negocjacje, to piłkarz nagle zerwał więzadła krzyżowe i rozmowy szybko zostały zerwane.

Czy ktoś wówczas spodziewał się, że w 110 minucie finału EURO podaruje tyle radości swojemu narodowi? Do spotkania w Paryżu Portugalczycy nie prezentowali się z dobrej strony. Trzy remisy w grupie nie zwiastowały niczego dobrego. Wygrana po dogrywce z Chorwacją oraz pamiętne starcie z Polakami także nie wyglądał najlepiej. Przełomowy okazał się mecz z Walią, a na tej fali udało się wygrać w finale. Przeciwko Griezmannowi, Pogbie czy Kante. Do ostatecznego spotkania Eder zagrał 13 minut w turnieju. Z pewnością nie pojawiłby się także na boisku, gdyby nie kontuzja kolana Cristiano Ronaldo. Ta historia to splot nieoczekiwanych wydarzeń.

Powrót do rzeczywistości

Kilka tygodni po euforii Eder wrócił do normalnego życia. O ile kilku Portugalczyków, tak jak Renato Sanches czy Joao Mario, zmienili barwy klubowe na Bayern czy Inter, tak gwiazda finału wróciła do Lille, który w tamtym okresie piastował role zwykłego średniaka. Było tam kilku obiecujących młodych graczy, ale nic poza tym. Sezon zakończył z 6 bramkami. Większej tragedii nikt nie robił, ale na pewno kibice liczyli na dwucyfrowy wynik.

Duży cios otrzymał także od Fernando Santosa rok później. Brak powołania na Puchar Konfederacji przyszedł dość nieoczekiwanie, choć przecież to on zapewnił go całej drużynie swoim trafieniem. Po turnieju we Francji zebrał tylko sześć występów dla kadry i zdobył jednego gola. Wyłączając historyczne trafienie w 2016 roku nie potrafił trafić do siatki w jakimkolwiek meczu „o punkty”.

Od niecałych trzech lat swoje miejsce na ziemi znalazł w Rosji. Jako klubowy kolega Grzegorza Krychowiaka świętował przez trzy lata mistrzostwo, puchar oraz superpuchar. Pod kątem liczb nadal wygląda to jednak kiepsko. 13 bramek w 86 spotkaniach. Takie statystyki mogłyby ucieszyć pomocnika czy skrzydłowego, ale nie snajpera.

Nic zatem dziwnego, że wraz z końcem tego sezonu Lokomotiw nie ma zamiaru przedłużać umowy z Portugalczykiem. Tym bardziej, że podczas negocjacji ws. obniżki pensji stanął w opozycji między innymi wraz ze swoim rodakiem Joao Mario. Media wspominają o możliwym kierunku tureckim, konkretnie do Goztepe. Jeśli transfer doszedłby do skutku, to zostałby klubowym kolegą Kamila Wilczka, który nie znalazł się nawet w szerokiej kadrze Adama Nawałki na ten piękny turniej dla Portugalczyka.

Przez całą historię futbolu gigantyczna liczba piłkarzy marzyła o niesamowitym momencie w swojej karierze, jaki przydarzył się Ederowi. Przechadzając się po Portugalii zapewne już do końca życia będzie zatrzymywany na ulicach i proszony o zdjęcie czy autograf. Mamy jednak wrażenie, że coś w tej karierze poszło nie tak. Może na przeszkodzie stanęło zdrowie, może problemy rodzinne, a może…zwyczajnie na tyle było go stać, a gol podczas finału EURO wszyscy uznali za jednorazowy wybryk?

500PLN
GRAMGRUBO
GRAMGRUBO