Valerijs Sabala: “Chciałbym pozostać w Polsce”
Ostatnia aktualizacja 22 maja, 2020 o 14:12

Valerijs Sabala od trzech lat mieszka w Polsce. W ostatnim czasie rozwiązał kontrakt z Miedzią Legnica, jednak zapewnia, że wciąż chce mieszkać i występować w naszym kraju. Jak wyglądało jego rozstanie się z legnickim klubem? Dlaczego łotewski futbol przeżywa regres? Co słychać u Artjomsa Rudnevsa? Więcej w naszej rozmowie

***

Dlaczego doszło do twojego rozstania z Miedzią?

Już na początku roku dowiedziałem się, że nie widzi dla mnie miejsca w pierwszym składzie. Potem przyszła pandemia i po prostu wtedy rozwiązałem kontrakt z Miedzią.

Jak wyglądała atmosfera w klubie w ostatnim czasie? Pojawiały się różne doniesienia o tym, że Dominik Nowak wkrótce straci pracę, przewijały się nazwiska następców. Jak to odbieraliście?

Najwięcej gadania było po tym, jak przegraliśmy 0:3 z Odrą Opole. Wtedy zaczęły się pojawiać plotki o tym, że nasz trener mógłby być zwolniony. Właściciel klubu w jednym z wywiadów nawet stwierdził, że myślał o zmianie na tym stanowisku. Później potwierdził jednak, że trener na pewno zostanie do końca sezonu. W szatni było jednak przez moment trochę nerwowo.

Sądzisz, że w tym sezonie w Miedzi mogłeś zrobić więcej? Zdobyłeś tylko dwie bramki.

Oczywiście, że mogłem. Źle zacząłem sezon, potem przez moment było już trochę lepiej. Niestety nie utrzymałem dobrej formy na dłużej.

Nie żałujesz, że w ubiegłym roku odszedłeś z Podbeskidzia?

Miałem opcję przedłużenia kontraktu. Nie dogadaliśmy się pod względem finansowym, ale wpłynęły na to również inne czynniki. Rozegrałem tam naprawdę dobry sezon, ale zdecydowałem się odejść, gdy dostałem ofertę z Miedzi. Potem myślałem o tym trochę, co by było, gdybym został.

Co teraz? Zostaniesz w Polsce, wrócisz na Łotwę, a może będziesz chciał spróbować sił w innej lidze?

Teraz trudno mi powiedzieć, co z moją przyszłością. Muszę poczekać na koniec sezonu, wtedy zdecyduję. W tej chwili jednak chciałbym zostać w Polsce. Zresztą po rozwiązaniu kontraktu wciąż przebywam w Legnicy.

Zmieńmy temat. Pamiętasz swój pierwszy mecz, który rozegrałeś w Polsce. Przyjechałeś wtedy z łotewską reprezentacją młodzieżową…

Tak, dostałem wtedy czerwoną kartkę, chociaż nic wtedy nie zrobiłem. To wyglądało tak, że nasz zawodnik brutalnie sfaulował któregoś z Polaków. Potem rozpoczęły się zwykłe przepychanki między piłkarzami. Wtedy sędzia dał czerwoną kartkę mi, ale także zawodnikowi z Polski.

To był twój pierwszy raz w Polsce?

Tak, chyba pierwszy raz. Nawet nie pamiętam, gdzie dokładnie graliśmy. Od razu było widać, że piłka nożna tutaj jest na dobrym poziomie. Zobaczyłem też wasze boiska, całą infrastrukturę i byłem pod wrażeniem. Zdecydowanie różni się to od tego, co widziałem wcześniej na Łotwie. U nas wszystkiego pod tym względem brakuje. Nie ma tylu stadionów, boisk czy akademii.

Gdy przeprowadziłeś się do Polski, coś cię zaskoczyło? Pod względem kultury, życia codziennego.

Nie, mogę powiedzieć, że tutaj wszystko jest bardzo podobne, nawet jedzenie.

Język też nie okazał się barierą? W Polsce są piłkarze, którzy grają tu tyle czasu, co ty, a wciąż mają problem z językiem.

Łatwo mi było z tego powodu, że u mnie w domu mówiło się po rosyjsku. Poza tym, gdy przyjechałem do Podbeskidzia, mało kto mówił po angielsku. Dlatego, żeby się zaaklimatyzować w zespole, musiałem jak najszybciej nauczyć się języka polskiego.

Cofnijmy się jeszcze bardziej. Przez jakiś czas byłeś piłkarzem Club Brugge.

Przyjechałem tam jako młody zawodnik, miałem może 17-18 lat. Już na samym początku mi powiedziano, że będę trenować z pierwszym zespołem, ale grać będę w drugim. A później poszedłem na wypożyczenie…

Myślisz, że dobrze zrobiłeś?

Teraz sobie myślę, że mogłem nie podejmować takiej decyzji. Mogłem tam zostać chociaż rok dłużej. Uważam, że mógłbym się przebić do pierwszego zespołu, bo w końcu z nim na co dzień trenowałem.

Wyjazd do Belgii z Łotwy to był dla ciebie pewnie spory przeskok?

Wszystko się tam różniło od tego, co widziałem do tamtej pory. Nawet nie można tego porównywać z Polską. Tam podczas treningów stało przy nas dwunastu trenerów, do dyspozycji jest siedmiu masażystów. Masz tam wszystko – gdy tam byłem, nie mogłem myśleć o niczym innym, tylko o piłce.

Porozmawiajmy teraz o reprezentacji. Zadebiutowałeś w niej już jako młody zawodnik, a w wieku 25 lat masz już ponad pięćdziesiąt meczów na koncie. Czujesz się gwiazdą w swoim kraju?

Nie, na Łotwie nie ma czegoś takiego, że jesteś piłkarzem i ludzie cię poznają na ulicy, zaczepiają. Myślę, że nawet gdybym zagrał dwieście meczów w reprezentacji – wyszedłbym do sklepu i nikt by mnie tam nie poznał.

Ile osób chodzi na mecze w Łotwie?

Gdy grałem w lidze i przyszło tysiąc osób to już było dużo. Gdy grałem w Polsce w I lidze, przychodziły na mecze po pięć tysięcy. A w pierwszym sezonie w Podbeskidziu gdy graliśmy derby z Katowicami to było dwanaście i pół tysiąca! Na Łotwie nawet na reprezentację rzadko tyle chodzi. Nie mamy nawet żadnego stadionu na 20 tysięcy osób.

I nie widać żadnych zmian?

Nie, nic u nas się nie rusza pod tym względem. Na razie tylko gadanie. Już od pięciu lat słyszę, że coś będą robić, ale wszystko stoi, nie widać zmian.

Czyli domyślam się, że nie chciałbyś wrócić do ligi łotewskiej?

Nie.

Wasza reprezentacja ma ostatnio trudny czas. Fakt, wygraliście ostatnio z Austrią, ale to była jedyna wygrana od ponad roku. Co się u was dzieje?

Zaczęliśmy zmieniać trenerów co pół roku. Najwięcej to jednak wynika z tego, że dużo piłkarzy występujących za granicą nagle wróciło do Łotwy. Nasze kluby zaoferowały im niezłe pieniądze i część zawodników uznała, że powrót to dla nich dobra opcja. Można powiedzieć, że nie podnieśli oni poziomu ligi, tylko się do niego dostosowali, a nie jest on wysoki.

Czyli uważasz, że gdyby zostali w zagranicznych ligach, kadra byłaby na wyższym poziomie?

Tak, zdecydowanie. Przypomnę teraz eliminacje do Mistrzostw Europy 2016. Nie wygraliśmy wtedy żadnego meczu, ale mieliśmy naprawdę trudną grupę. Tam były Holandia, Czechy, Islandia, Turcja. Z Czechami wywalczyliśmy remis i tak samo dwa razy z Turkami. Graliśmy wtedy naprawdę fajnie, bo z 23 zawodników siedemnastu albo osiemnastu grało za granicą.

A jak teraz wyglądają te proporcje?

Z 23 zawodników tylko siedmiu gra w zagranicznych ligach. To niestety wpłynęło na spadek naszego poziomu.

Wspomniałeś o meczach z Turcją. Dobrze pamiętam, że to właśnie z tym rywalem dwa razy trafiłeś do siatki w eliminacjach?

Zagrałem z nimi jeszcze wcześniej, to był mój drugi mecz w kadrze i zdobyłem wtedy w niej moje dwie pierwsze bramki. To był mecz towarzyski, graliśmy w Niemczech. Wszedłem wtedy na boisko w przerwie i moje trafienia pomogły nam zremisować 3:3. Łącznie z Turcją strzeliłem cztery gole w trzech meczach, chyba faktycznie coś w tym jest.

To może powinieneś za jakiś czas trafić do ligi tureckiej?

W sumie czemu nie! Myślę, że byłoby fajnie. Moim marzeniem zawsze jednak była gra w Anglii, może trochę ze względu na Didiera Drogbę, który jest moim piłkarskim idolem. Gość miał absolutnie wszystko – był dobry technicznie, silny, umiał się ustawiać. Nie wspominając już o skuteczności, bo zdobył dużo bramek.

W polskiej lidze przez jakiś czas ze skuteczności słynął Artjoms Rudnevs. Dzięki niemu polskie kluby zaczęły pozyskiwać Łotyszy. A jak to wyglądało z waszej perspektywy? Dał wam nadzieję na to, że gra w Polsce może być przepustką do silniejszej ligi?

Oczywiście. Szczególnie, że to nie był nigdy jakiś mega talent. Gość dużo pracował nad sobą i to potem przekładało się na bramki. Naprawdę umiał strzelać! Potem do Polski za nim przyjechało bardzo dużo zawodników. Można powiedzieć, że zrobił naszej piłce dobrą reklamę.

Nawiązując do wcześniejszego pytania, Rudnevs był u was uważany za gwiazdę?

Tak, trafił w końcu do Bundesligi. Nie mieliśmy zbyt wiele takich zawodników, którzy grali w czołowych europejskich ligach. Rudnevs rzeczywiście był u nas gwiazdą, kimś wyjątkowym.

Szkoda, że musiał dość szybko zakończyć karierę z przyczyn osobistych.

Nikt tak naprawdę nie wie, co tam się zdarzyło. Obecnie nie ma z nim żadnego kontaktu. Z Andrisem Vaninsem – bramkarzem naszej kadry, przez wiele lat byli przyjaciółmi, a nawet on nie wie, co się dzieje u Rudnevsa. Kilka razy pytaliśmy go, ale on mówił że próbował się do niego dodzwonić i nic z tego. Nie wiadomo nawet, gdzie on w tej chwili przebywa, czy na Łotwie, czy w Niemczech.

Można powiedzieć, że Rudnevs zamknął się przed wszystkimi. Pisano o jego sytuacji dużo w internecie, ale jak było naprawdę? Do tego raczej nie dojdziemy, a sam nikomu nic nie powiedział. Wszyscy to szanujemy, ale szkoda że nie ma z nim żadnego kontaktu.

Wrócę teraz do tego, że wielu łotewskich piłkarzy w ostatnich latach trafiało do Polski. Co jest powodem waszego wyboru właśnie tego kierunku?

Po pierwsze, w Polsce poziom piłkarski jest zdecydowanie lepszy. Poza tym, tak jak wcześniej wspomniałem, codzienne życie i otoczenie jest podobne do naszego. Nie musisz zbyt dużo zmieniać, przyzwyczajać się przez pół roku. W dodatku dość blisko domu. Jedyne, co może na początku sprawiać trudność to język.

A jak Łotwa poradziła sobie z koronawirusem? Ostatnio słyszałem, że otworzyliście granice.

Po prostu na początku pandemii nie było u nas od razu wielu zakażonych. A trochę ludzi do nas wróciło z Włoch. Również to dotyczy Estończyków, którzy najpierw przylatują do nas, a potem jadą do swojego kraju. Szybko sobie z tym poradzili, chociaż nie było takich obostrzeń jak w Polsce. Galerie handlowe było otwarte, restauracje też.

Według ciebie pandemia wpłynie jakoś piłkę nożną na Łotwie?

Trudno mi powiedzieć, ale myślę że jakieś problemy będą. Wpływ może mieć na to fakt, że niewiele klubów jest finansowanych przez łotewskie firmy. Więcej jest inwestorów z Rosji czy Ukrainy.

A gdyby ktoś z Polski chciał zainwestować w łotewski klub piłkarski, byłaby taka możliwość?

Myślę, że spokojnie. Łotwa jest otwarta, nie ma za dużo inwestycji z kraju. Gdy ktoś przyjeżdża z zewnątrz, zawsze jest dobrze przyjmowany.

Na koniec zapytam, czego można ci życzyć?

Przede wszystkim tego, żebym znalazł klub w Polsce. Jak wspomniałem, bardzo mi się tu podoba i naprawdę chcę tu zostać. Rozmawiałem już z menedżerami, ale oni mi powiedzieli, że najpierw ten sezon musi się skończyć. No cóż, trzeba czekać na okienko transferowe.

ROZMAWIAŁ: PRZEMYSŁAW CHLEBICKI

Fot. YouTube

500PLN
GRAMGRUBO
GRAMGRUBO