Sebastian Mila: – Myślę, że często kompleksy w przypadku Arki biorą górę

Chociaż Lechia i Arka w tym sezonie mają zupełnie inne cele i nie walczą bezpośrednio o to samo, dla kibiców obu drużyn derby Trójmiasta są najważniejszym meczem w sezonie. Jednym z najbardziej znanych wychowanków gdańszczan jest Sebastian Mila, którego zapytaliśmy o wspomnienia związane z pojedynkami z lokalnymi rywalami.

***

Pamięta pan pierwsze derby Trójmiasta, w których brał pan udział?

Po raz pierwszy zagrałem przeciwko Arce w zespole juniorów, 28 lat temu. Już wtedy mogłem odczuć, że mecze z Arką mają zupełnie inne znaczenie niż pozostałe. Wszyscy mieliśmy w sobie zaszczepione trójmiejskie DNA. Później zagrałem jeszcze w kilku sparingach, ale mój oficjalny debiut w derbach miał miejsce dopiero po moim powrocie do Gdańska.

Zawsze derby wywoływały dużą adrenalinę, były dodatkowym zastrzykiem emocji. Miło wspominam te mecze i po zakończeniu kariery na pewno mi ich brakuje.

Któryś z zawodników szczególnie nadepnął panu na odcisk podczas derbów?

Nigdy się nie koncentrowałem na przeciwnikach. Zawsze większą uwagę zwracałem na tych, którzy mnie uczyli futbolu, pokazywali miejsce w szeregu. Ostatnio zresztą wspominałem na Twitterze czasy, gdy Lampard z Gerrardem zrobili mi lekcję pokory. Nie przypominam sobie piłkarza Arki, który mnie czegoś nauczył.

Widziałem, że jakiś czas temu opublikował pan zestawienie najlepszych piłkarzy, przeciwko którym pan zagrał. Same wielkie nazwiska.

Wróciłem wtedy do korzeni, tego co się wydarzyło wcześniej. Później trochę faktów mogło mi uciec, dlatego czas pandemii pozwolił mi trochę sięgnąć pamięcią. Przypomniałem sobie, jaka to była czysta przyjemność mierzyć się z tymi piłkarzami.

Wróćmy do derbów Trójmiasta. Któreś starcie szczególnie zapadło panu w pamięć?

Najbardziej mi utkwił w pamięci mecz, w którym Flavio Paixao strzelił gola w 90. minucie, to było dość niedawno.

Sprawdzałem pana występy i faktycznie, mimo lat spędzonych w Lechii, mecze z Arką trochę pana omijały.

W wieku 18. lat wyjechałem z Gdańska i wróciłem jako 32-latek. Jedyne wspomnienia, jakie mam z tych meczów to właśnie z czasów juniorskich, ostatnich lat i kilku sparingów. Można powiedzieć, że większą historię tych pojedynków ode mnie ma Flavio Paixao, który w dodatku zawsze miał patent na Arkę.

Mimo tych niewielu występów, kibice rywali jednak pamiętali, skąd się pan wywodzi.

To prawda, dwie takie pozasportowe sytuacje utkwiły mi w pamięci. Pierwsza, gdy jeszcze byłem 17-18-latkiem, który wchodził do pierwszej drużyny Lechii. W kolejce miejskiej spotkało mnie kilku delikwentów i to spotkanie nie należało do najmilszych.

Drugi incydent, który dobrze zapamiętałem, miał miejsce już po moim powrocie do Gdańska. Graliśmy wtedy mecz w Gdyni i kibice zawiesili na trybunie dmuchaną laleczkę w koszulce Śląska Wrocław.

A zdarza się, że fani Arki wypisują do pana na Twitterze?

Dość rzadko, nie spotkałem się z większym hejtem do tej pory. Osoby, które mnie obserwują i kibicują Arce po prostu zdają sobie sprawę z tego, że do końca swoich dni będę kibicować Lechii. Oczywiście lubię dogryzać i gdy ktoś inny też dogryza. Zawsze traktowałem piłkę nożną jako rywalizację, ale nie coś ważniejszego niż rodzina i moje życie prywatne.

Jakiego spotkania spodziewa się pan w niedzielę? Ostatnio zakończyło się remisem 2:2, mimo że Lechia miała dwubramkową przewagę, a Arce i tak niewiele zabrakło do zwycięstwa.

Tutaj wydawało się, że wszystko jest pod kontrolą, prowadzenie 2:0 i wszystko wskazywało, że Lechia ten wynik dowiezie do końca. Szczególnie, że od kiedy Piotr Stokowiec prowadzi ten zespół, bardzo trudno mu wyrwać punkty. To było ogromne rozczarowanie. A końcówka meczu była bardzo nerwowa, Arka napierała i rzeczywiście mogliby sobie zapisać plusik za ten mecz.

Patrząc jednak na historię, w której też w mniejszym stopniu brałem udział, Arka nigdy nie otarła się o zwycięstwo z Lechią. Zespół z Gdańska nigdy nie przegrał tych pojedynków w ekstraklasie, można powiedzieć, że mamy na nich patent.

Myślę, że często kompleksy w przypadku Arki biorą górę. Pamiętam jak Arka była po wygranej w Pucharze Polski i Superpucharze. Mimo tych sukcesów, przyjeżdżając do Gdańska, nie miała żadnych szans.

Najbliższy mecz odbędzie się w Gdańsku. Myśli pan, że będzie miało to wpływ nawet jeśli spotkanie odbędzie się bez udziału kibiców?

Atut własnego boiska zawsze traci, gdy nie masz za sobą kibiców, wtedy staje się on mniej znaczący. Nie sądzę jednak, żeby coś się tu miało wydarzyć. Lechia jest drużyną lepszą i powinna odnieść zwycięstwo. Chociaż ostatnio trenerem Arki został Ireneusz Mamrot, którego bardzo cenię jako człowieka i szkoleniowca. Uważam, że będzie to dla zespołu duże wzmocnienie.

W naszej rozmowie już dwukrotnie padło nazwisko Flavio Paixao. Jak pan wspomniał, Portugalczyk ma prawdziwy patent na Arkę, zarówno patrząc na jego występy w Lechii, jak i w Śląsku. Co on robi, że mimo blisko 36. lat wciąż jest ważną postacią zespołu i całej ligi?

Właśnie, zanim przejdziemy do Flavio Paixao, przypomniało mi się, że w sumie lepiej szło mi w meczach z Arką, gdy grałem w Śląsku niż w Lechii. Strzeliłem i u siebie, i na wyjeździe, pamiętam też mecz Pucharu Polski, w którym zdobyłem dwie bramki.

Podobnie Flavio – strzelał tu i tu. Jego długowieczność jest spowodowana tym, że jest to prawdziwy profesjonalista. Pierwszy przychodził na trening i ostatni go opuszczał, zawsze się dobrze prowadził. Poza tym wyróżnia go na tle innych wyjątkowa mentalność zwycięzcy, czego można się od niego uczyć. Myślę, że widać tutaj drogowskaz wyznaczony przez jego rodaka, Cristiano Ronaldo, który pokazuje, że można być w tym wieku wciąż w dobrej dyspozycji.

Flavio Paixao będzie mieć w meczu z Arką kluczowe znaczenie? Czy tym razem zobaczymy nieco więcej gry defensywnej?

Zawsze uważałem, że cała drużyna jest kluczem do zwycięstwa. Nigdy nie można bazować tylko na jednym zawodniku. To nie jest koszykówka, gdzie Michael Jordan pokazał, że samemu można wiele zdziałać. W piłce nożnej jest to zdecydowanie trudniejsze i rzadko to zdaje egzamin.

Drużyna potrzebuje jednak osoby, która jest w stanie przesądzić o losach meczu. zmierzam tu do Flavio, który w kluczowych momentach Lechii jest w stanie przesądzić zwycięstwo na jej korzyść. Tak było już w wielu spotkaniach, gdy drużyny były blisko siebie, trwała zacięta rywalizacja. Wtedy ważne są indywidualności takie jak właśnie Flavio. Startuje się jednak od drużyny i tego, by drużyna dobrze wyglądała.

Poruszyłem temat defensywy ze względu na Błażeja Augustyna, który jeszcze niedawno był ważną postacią Lechii i trudno było wyobrazić sobie bez niego skład. W ostatnich dniach przesunięto go jednak do rezerw i wiele wskazuje na to, że wkrótce odejdzie z Gdańska. Może to mieć wpływ na grę zespołu po powrocie?

Uważam, że Błażej Augustyn był bardzo ważną postacią podczas ostatnich sukcesów Lechii – 3. miejsca w lidze i Pucharu Polski. To był generał obrony i sam wielokrotnie mówiłem, że nie byłbym zaskoczony, gdyby dostał powołanie do reprezentacji. Tym bardziej byłem zaskoczony, że piłkarza, który trzymał obronę, a Lechia w poprzednim sezonie przecież stała defensywą, można się tak łatwo pozbyć. Na pewno jest to dla mnie duże zaskoczenie.

Mówi się, że wpływ na decyzję mogą mieć jego wypowiedzi na temat obniżek pensji w czasie zawieszenia ligi.

Nie chcę zajmować się tym, co dany piłkarz mówi na temat swoich finansów. Czy zarabia dużo, czy mało. Nawet gdyby zarabiał 200 tysięcy miesięcznie, nie obchodzi mnie to absolutnie. Wolę się koncentrować na poziomie sportowym. Poza tym nie wiem, jak naprawdę wyglądały rozmowy w Lechii.

Lechia ma szanse na to, żeby włączyć się do walki o europejskie puchary? Zajmuje w tej chwili 7. miejsce, ale strata zespołu do wyższych pozycji jest dość niewielka.

Tam jest bardzo ciasno. Jedynie Legia zrobiła sobie dość dużą przewagę, ale nie na tyle, by nikt nie był w stanie jej zniwelować. A jeśli chodzi o Lechię, jest jeszcze jedenaście kolejek do końca i wszystko się może zdarzyć. Tym bardziej, że gra u siebie teraz z Arką i można jej dopisać te trzy punkty (śmiech).

Myślę, że będzie się zbliżać do czołówki, wszystko jest otwarte. Ścisk jest jednak spowodowany tym, że wiele drużyn bierze udział w walce o puchary. Dlatego Lechia nie będzie mogła tylko patrzeć na jedną czy dwie drużyny, tylko na trzy-cztery. Na pewno będzie ciekawie, ale liczę na to, że powalczy o grę w Europie w przyszłym sezonie.

A Arka według pana może się utrzymać? Ostatnio doszło tam do kilku zmian – przede wszystkim właściciela i trenera.

Różnice punktowe nie są jeszcze tak duże, żeby kogoś uznać już teraz za spadkowicza. Zresztą myślę, że nawet ŁKS może jeszcze myśleć o pozostaniu w ekstraklasie. Dlatego też nie przekreślałbym Arki.

ROZMAWIAŁ: PRZEMYSŁAW CHLEBICKI

Fot. YouTube/TVP Sport

100PLN
bez ryzyka
GRAMGRUBO