Karlo Muhar – osłabienie zespołu Lecha czy tylko kozioł ofiarny?

O większości piłkarzy można powiedzieć, że mają swoich fanów, ale i przeciwników. Karlo Muhar do nich nie należy – przez ostatnie miesięcy zraził do siebie większość fanów nie tylko Lecha, ale i całej ekstraklasy. Mimo to Dariusz Żuraw wciąż na niego konsekwentnie stawia.

Wyróżniał się na tle chorwackiego przeciętniaka

Gdy Karlo Muhar trafił latem do “Kolejorza”, mógł być traktowany jako poważne wzmocnienie. Spójrzmy jednak najpierw, jak prezentował się w Interze Zapresić. Można powiedzieć, że wyróżniał się na tle kolegów, ale oni dołowali w lidze. W kilku meczach postawa defensywy zespołu była wręcz katastrofalna – 0:7 z Rijeką (wtedy Muhar nie zagrał), 0:6 z Osijekiem, 0:4 z Lokomotivą i ponownie z Rijeką. Chorwacki pomocnik wyróżniał się jednak na tle całej drużyny – zarówno pod względem gry, jak i charakteru. Po pół roku pobytu w Interze Zapresić, został kapitanem. Jego odejście z zespołu, który zajął ostatnie miejsce nad strefą spadkową, było przesądzone.

Mógł być drugim Injacem?

Cofnijmy się o trzynaście lat. Wówczas do Lecha przychodził inny defensywny pomocnik z Bałkanów. Nie mógł zagrzać miejsca w lidze serbskiej i trafił do przeciętnej Slavii Sarajewo, w której się wyróżniał. Dobra gra w jego przypadku również zaowocowała transferem do Polski, gdzie dość szybko zaaklimatyzował się pod okiem Franciszka Smudy. W “Kolejorzu”] spędził sześć lat, a kibice zespołu z Poznania do dziś pamiętają jego znakomity występ w meczu z Manchesterem City, w którym zresztą trafił do siatki. Mowa oczywiście o Dimitrije Injacu.

Transfer Karlo Muhara trochę przypominał ruch Lecha sprzed trzynastu lat. Co więcej, ten krok wydawał się o tyle bardziej sensowny również ze względu na wiek zawodnika. Chorwat trafił bowiem do “Kolejorza” jako 23-latek, więc był młodszy o trzy lata niż Injac, gdy przyszedł do Poznania.

Defensywny pomocnik potrzebny od zaraz

Z perspektywy taktycznej, Karlo Muhar też wydawał się udanym ruchem. W poprzednim sezonie Lech miał poważne problemy w obronie, a w środku pola brakowało kogoś, kto w razie problemów, mógłby ją asekurować. Takim piłkarzem nie był Maciej Gajos, a Łukasz Trałka udowodnił w Warcie, że po prostu potrzebował zmiany otoczenia.

Chorwat był takim zawodnikiem, jakiego potrzebował Dariusz Żuraw do uzupełnienia składu przed sezonem, dlatego doszło do transferu. O tamtej pory Muhar zagrał w 29 meczach we wszystkich rozgrywkach, zdobył bramkę i zaliczył dwie asysty. Na początku zresztą spisywał się dość nieźle. Pierwszym spotkaniem, które trochę obnażyły jego braki, było starcie ze Śląskiem, a potem przyszły słabsze występy z Rakowem, Cracovią, Lechią i dalej już poszło…

Kozioł ofiarny?

Jeszcze w ubiegłym roku kibice licznie protestowali za wystawianiem Karlo Muhara w wyjściowej jedenastce. Przed każdym meczem Lecha, na Twitterze pojawiały się nawet setki komentarzy pod adresem Chorwata z zapytaniami do trenera, dlaczego właśnie on gra, a nie na przykład Jakub Moder. Akcje #BiletDlaMuhara czy #BiletDlaModera nie są tak naprawdę niczym nowym – po prostu frustracja fanów (nie tylko zresztą Lecha) skumulowała się przeciwko temu jednemu piłkarzowi.

Czy Karlo Muhar nie stał się trochę kozłem ofiarnym postawy Lecha w grze w środku pola? Chorwat ma trochę pecha, bo obok niego w pomocy występuje Pedro Tiba, który wyróżnia się często nie tylko na tle zespołu, ale również całej ligi. Portugalczyk jednak ma niewiele zadań defensywnych, choć i czasem pojawia się na własnej połowie. Tymczasem Muhar popełnia błąd za błędem, aczkolwiek nie jest to zawsze jego wina.

Spójrzmy choćby na ostatni przykład ustawienia Lecha Poznań w polu podczas pierwszej połowy meczu z Zagłębiem. Sześciu piłkarzy w środku pola, którzy niekoniecznie sobie pomagali na boisku. Dejan Drażić czy Jewgienij Baszkirow potrafili przedrzeć się przez środek “Kolejorza” kilka razy, co mogło mieć negatywne konsekwencje. Już nawet pomijając to, że skrzydła zespołu nie były wystarczająco zabezpieczone. Słabość Muhara wynikała tutaj trochę z samej roli na boisku – był ostatnim zawodnikiem Lecha w środku.

Czy piłkarza zweryfikowało wejście w jego miejsce Jakuba Modera? Nie można tak powiedzieć, gdyż młody Lechita miał więcej zadań ofensywnych. Co więcej, podczas meczu trudno było doszukiwać się uczestnictwa Modera w grze z tyłu. Oczywiście wynikało to też ze słabości Zagłębia w defensywie w drugiej połowie, przez co pomocnik nie miał konieczności, by zastąpić jeden do jednego Karlo Muhara.

Będzie grać do końca sezonu? To raczej nieuniknione

Umówmy się, Karlo Muhar nigdy nie będzie drugim Ivanem Rakiticiem. Jego ciągłe występy w pierwszej jedenastce wynikają niekoniecznie z jego umiejętności, a z braku innych piłkarzy w Lechu o podobnej charakterystyce. Chorwat ma zupełnie inny styl gry niż Jakub Moder. 21-latek rzadko wychodzi w pierwszej jedenastce w meczach, gdy zespół Dariusza Żurawia musi liczyć na większą konsekwencję w grze obronnej. Zdecydowanie bardziej podobnym piłkarzem do byłego zawodnika Dinama Zagrzeb jest Mateusz Skrzypczak. 20-latek jest jednak dopiero wprowadzany do zespołu i zagrał tylko dwa mecze w pierwszej drużynie.

Raczej do końca tego sezonu wciąż będziemy oglądać poczynania Karlo Muhara. Można się założyć o to, że zagra w większości, jak nie we wszystkich meczach. Piłkarz ma na boisku jednak określone zadania i jest w tej chwili jedyną osobą, która może je (przynajmniej w teorii) spełnić.

(fot. YouTube)

500PLN
GRAMGRUBO
GRAMGRUBO