Leszek Orłowski: – Nie ma mowy, żeby Barcelona teraz wydała 111 milionów na Martineza

Po trzech miesiącach fani La Liga mogą odetchnąć! Ich ulubione rozgrywki wracają, w dodatku z mocnym uderzeniem w postaci Gran Derbi. Czy już teraz można przewidzieć, co nas czeka w nadchodzących kolejkach? Na którym klubie pandemia koronawirusa odbije się najbardziej? Przed powrotem rozgrywek rozmawialiśmy z Leszkiem Orłowskim, komentatorem Canal+Sport, dziennikarzem tygodnika “Piłka Nożna” i autorem książek o hiszpańskim futbolu.

***

W Hiszpanii, w przeciwieństwie do Anglii i Włoch, od początku zakładano, że sezon zostanie dokończony, nawet gdyby miało dojść do tego w sierpniu. Ostatecznie La Liga wraca szybciej niż zakładano. Uważa pan, że Hiszpania jest już przygotowana na powrót piłki?

Niewiele minęło czasu od wznowienia w pełni wartościowych treningów zespołowych do wznowienia sezonu. Z drugiej strony, wszystkie zespoły miały jednak tyle samo czasu na przygotowanie, więc narzekaniami nie należy się przejmować. Bardziej gotowe na powrót powinny być drużyny o większym potencjale kadrowym. Myślę, że przez dwa tygodnie zespoły mogą popracować nad mechanizmami, które pomogą się przeciwstawiać rywalom, nawet mając gorszy skład.

Pandemia mocno odbiła się finansowo na hiszpańskich klubach. Kto według pana odczuje najbardziej tę sytuację?

Teraz okaże się, ile kluby odłożyły na kontach. Oczywiście wszyscy dążą do tego, żeby teraz te straty minimalizować. Jeszcze większe straty poniosłyby kluby, gdyby rozgrywki odwołano, jednak wszyscy niemal jednomyślnie, choć były też głosy, aby anulować sezon bądź zakończyć w bieżącym stanie, chcieli powrotu ligi.

Najgorzej tę sytuację znosi Barcelona, która w ostatnim czasie miała duże wydatki i, jak teraz widać, nie miała rezerw finansowych. To już pewne, że konsekwencje tego poniosą piłkarze. Przez ostatnie trzy miesiące zawodnicy zrzekli się 70% pensji, a klub oczekuje od nich tego również po powrocie rozgrywek. Może to się odbić na atmosferze wewnątrz zespołu.

Tymczasem kluby, które starały się funkcjonować oszczędnie, mogą patrzeć na przyszłość z większym optymizmem.

Chciałbym teraz poruszyć temat transferów. Czy wielomilionowe transakcje w wykonaniu Barcelony są możliwe w najbliższym czasie? Takie ruchy byłyby odpowiedzialne w kontekście działania klubów?

Myślę, że nie ma mowy, żeby Barcelona teraz wydała ot tak 111 milionów euro na Lautaro Martineza, szczególnie że wzrosło zadłużenie klubu. Nie oznacza to jednak, że do transferu na pewno nie dojdzie. Teraz powszechne będą transfery na zasadzie wymiany zawodników.

A w Realu widzi pan szanse na wielomilionowe transfery?

Real wymaga przebudowy składu, ale na razie może się wstrzymać na rok z dużymi wzmocnieniami. Zespół musi liczyć teraz choćby na Valverde czy Rodrygo. W końcówce sezonu wszyscy będą uważnie obserwować, jak oni sobie radzą.

Real może sobie pozwolić na duże transfery. Poza tym piłkarze, którzy byli do tej pory wyceniani na 100 milionów, teraz będą kosztować pięćdziesiąt. Myślę jednak, że teraz wydawanie większych pieniędzy nawet przez kluby stabilne finansowo, może okazać się ryzykowne.

Przed zawieszeniem sezonu Barcelona wyprzedziła Real Madryt i awansowała na fotel lidera. Który zespół według pana ma większe szanse na mistrzostwo? Oczywiście jeśli krajobraz obu drużyn będzie wyglądał tak, jak przed pandemią, bo po powrocie może to wyglądać różnie.

Właśnie, na razie nie ma co spekulować, ponieważ formę sportową obu zespołów zobaczymy dopiero po pierwszych trzech kolejkach po powrocie. Wszystko zależy od tego, jak piłkarze trenowali w domach. Na razie nie możemy ocenić tego, czy forma sportowa Barcelony czy Realu jest lepsza.

Można się tylko zastanawiać nad tym, czy atmosfera – kiepska w Barcelonie, a dobra w Realu – przełoży się na wyniki. Można co najwyżej postawić tezę, że Real ma większe szanse, gdyż piłkarze są bardziej zjednoczeni wokół tego projektu. Poza tym większym zaufaniem obdarzają włodarzy klubu niż w Barcelonie.

O formie na razie trudno cokolwiek powiedzieć, to teraz należy tylko do trenerów. To co się działo przed przerwą, teraz jest bez znaczenia.

Jak widzi pan dalszą przyszłość Quique Setiena w Barcelonie?

Taktyka Setiena dobrze pasuje do Barcelony i zresztą taki styl przynosił jej sukcesy. Na razie jednak trudno stwierdzić, czy jest to optymalny trener dla tego zespołu. Jeśli Barcelona nie zdobędzie mistrzostwa, myślę że Barcelona postawi na Xaviego i to będzie dla niej nowe otwarcie. Setiena zawsze traktowałem bardziej jako trenera tymczasowego.

A jak widzi pan najbliższą przyszłość Atletico, które przed przerwą zajmowało dopiero piąte miejsce w lidze?

Nie ma powodów, żeby stawiać Atletico w lepszej pozycji, również finansowej. Jest szansa, że teraz wygra jedenaście najbliższych meczów i że je wszystkie przegra. Myślę, że wszystko zależy od przygotowania fizycznego, a spekulowanie teraz o tym, gdzie Atletico zakończy sezon możemy zacząć najwcześniej za kilka dni. Teraz to jest tylko wróżenie z fusów.

To prawda, może nas czekać po przerwie wiele niespodzianek, patrząc na to, ile kolejek zostało do końca. Choćby patrząc na małe różnice zespołów walczących o Ligę Mistrzów.

Przerwa była dla zespołów nie tylko czasem na przygotowanie, ale także pozwoliła niektórym wypocząć. Myślę, że teraz nawet drużyny, które były skreślane z walki o grę w europejskich pucharach, mogą do nich dobić. To, co było przed przerwą nie będzie mieć teraz żadnego znaczenia.

Tak samo jest z zespołami, walczącymi o utrzymanie w lidze. Mogę postawić tezę, że zdobędą więcej punktów ci, co mają lepszych piłkarzy, czy Espanyol i Celta, które przewyższają Leganes i Mallorcę. A te, który bazują tylko na przygotowaniu fizycznym i organizacji taktycznej, mogą mieć większe kłopoty.

ROZMAWIAŁ: PRZEMYSŁAW CHLEBICKI

Fot. YouTube/Wydawnictwo SQN

500PLN
GRAMGRUBO
GRAMGRUBO