Ricky van Haaren: – Ronald Koeman był najlepszym trenerem, u którego mogłem trenować
Ostatnia aktualizacja 27 czerwca, 2020 o 02:13

Ricky van Haaren to były młodzieżowy reprezentant Holandii, który zanotował równe 100 występów w Eredivisie. Trenował z Georginio Wijnaldumem, uczył się futbolu od Ronalda Koemana i zderzył się z rumuńskim stylem zarządzania klubami piłkarskimi. W ubiegłym roku jego piłkarska droga zaprowadziła go do Olimpii Grudziądz, dla której zdobył dwie bramki po wznowieniu rozgrywek Fortuna 1. Ligi.

Ile miałeś lat, gdy zacząłeś grać w piłkę? 

Pamiętam, że już w wieku pięciu lat trafiłem do jednego z klubów z sąsiedztwa. To dość standardowy wiek w Holandii, ponieważ młodzi chłopcy szybko zaczynają grać w piłkę w klubach.

Kto był twoim pierwszym idolem?

Mój idol… (chwila zastanowienia) trudno mi właściwie powiedzieć. Myślę, że najbardziej podziwiałem Zinedine’a Zidane’a. Lubiłem go najbardziej, gdy jeszcze byłem dzieckiem.

Kiedy trafiłeś do Feyenoordu i jak to wyglądało?

Zanim trafiłem do akademii Feyenoordu, występowałem w juniorskich drużynach innego zespołu z Rotterdamu, Excelsioru. Dołączyłem do Feyenoordu jako piętnastolatek. Na początku grałem w drużynie młodzieżowej, w której spędziłem trzy i pół roku zanim awansowali mnie do pierwszego zespołu.

Jaką osobą był Cor Adriaanse (przyp. red. nie należy mylić z innym holenderskim trenerem Co Adriaanse), twój trener z juniorów Feyenoordu? Wiem, że pracował w klubie wiele lat i wyszkolił wielu zawodników, którzy trafili na wyższy poziom.

Cor Adriaanse był moim pierwszym trenerem, gdy trafiłem do akademii Feyenoordu. To dobry trener, czasami był bardzo wymagający, jednak wciąż darzę go szacunkiem. Trenowanie pod jego wodzą uważam za dobre doświadczenie i miło wspominam ten czas.

W zespole młodzieżowym Feyenoordu, w którym grałeś, było w nim wiele utalentowanych zawodników. Leroy Fer, Luc Castaignos, Stefan De Vrij i inni. Który z was był najlepszy na treningach?

Według mnie najlepszym piłkarzem, z którym miałem przyjemność trenować, był Gini Wijnaldum. Już wtedy mogliśmy się spodziewać, że zajdzie daleko.

A Michał Janota? Jak wspominasz wspólne występy z zawodnikiem, który wówczas w Polsce był uważany za wielki talent?

Przede wszystkim zapamiętałem go jako niezwykle utalentowanego piłkarza, od samego początku gdy przyjechał do akademii Feyenoordu. Od samego początku się wyróżniał, był lewonożny i korzystał ze swoich atutów.

Jak wyglądało twoje wejście do pierwszego zespołu? W Polsce mówi się, że młodzi piłkarze, przynajmniej kiedyś, nie mieli życia wśród bardziej doświadczonych zawodników. A jak było w Feyenoordzie?

Naprawdę nie mogę powiedzieć złego słowa o starszych piłkarzach Feyenoordu z tamtego czasu. Wszyscy byli dla mnie naprawdę bardzo mili. Wtedy w szatni zespołu rządzili doświadczeni piłkarze, którzy zrobili wielkie kariery w światowym futbolu – Gio van Bronckhorst i Roy Makaay. Muszę powiedzieć, że od samego początku pomagali mi zaaklimatyzować się w zespole. Czułem się przez nich bardzo dobrze przyjęty.

W czasach, gdy grałeś w Feyenoordzie, dyrektorami sportowymi w klubie były dwie uznane osoby – Peter Bosz i Leo Beenhakker. Czytałem, że ani jeden ani drugi nie pozwolił na to, żebyś trafił do innego klubu.

Tak, to prawda. Nigdy nie chcieli, żebym opuścił Feyenoord. Wtedy jednak byłem młody, chciałem grać częściej, a drugi zespół nie był tym, czego chciałem. Pragnąłem trafić na wypożyczenie, ale oni tego nie chcieli. Bardziej zależało mi jednak na tym, żeby otrzymywać więcej minut, w którymś z mniejszych klubów Eredivisie.

Gdy byłeś piłkarzem pierwszej drużyny Feyenoordu, przez jakiś czas twoim trenerem był Ronald Koeman. Jak oceniasz współpracę z tym szkoleniowcem?

Bez wątpienia mogę powiedzieć, że Ronald Koeman był najlepszym trenerem, u którego mogłem trenować. W całej mojej karierze nie trafiłem do tej pory na nikogo lepszego. To prawda, treningi u niego bywały ciężkie. Zawsze zwracał uwagę na nawet najmniejsze szczegóły. Jeśli jesteś młodym piłkarzem i trafiasz do Koemana, możesz u niego ukształtować się piłkarsko i bardzo wiele nauczyć.

Potem z Feyenoordu trafiłeś do Venlo. Grałeś może z Filipem Kurto?

Nie, wtedy Filip nie grał w Venlo, ale za to spotkaliśmy się potem w Dordrechcie. Czas w Venlo uważam na pewno za bardzo udany. Głównie z tego powodu, że rozegrałem tam swój pierwszy pełny sezon w dorosłej piłce. Wystąpiłem wtedy w ponad 30 meczach na najwyższym poziomie ligowym.

Po spadku Venlo zostałeś piłkarzem ADO Den Haag, gdzie grałeś często, a jednak klub wypożyczył cię do Dordrechtu. Dlaczego?

Zanim trafiłem do Dordrechtu, miałem trudny czas w moim życiu prywatnym. Przed startem sezonu zmarł mój ojciec, a trener powiedział mi, że nie jestem jego pierwszym wyborem w składzie. Poprosiłem go wtedy, żeby nie zwracał uwagi na moją prywatną sytuację i zapytałem go wprost o wypożyczenie do klubu, w którym grałbym regularnie. Na początku klub nie pozwalał mi odejść, ale ostatecznie mnie puścili.

Dlaczego potem zdecydowałeś się na tak zaskakujący kierunek transferu, jak Rumunia?

Dlaczego Rumunia? Miałem wtedy taki czas, że chciałem opuścić Holandię i przy okazji zobaczyć inne ligi, piłkę w innych państwach. Otrzymałem propozycję od tamtejszego dyrektora i uznałem, że to dobry wybór. Dlatego zdecydowałem się na spróbowanie swoich sił w Dinamie Bukareszt.

Czytałem, że nie miałeś dobrych relacji z trenerem Dinama, Mirceą Rednicem. Mógłbyś opowiedzieć, jak wyglądało twoje rozstanie z tym klubem?

Tak, to prawda, moja sytuacja w klubie nie była za dobra. Po dwóch miesiącach Dinamo zwolniło dyrektora sportowego, który ściągnął mnie do Rumunii. Pewnego razu trener powiedział mi prosto w twarz, że nie będzie ze mnie korzystał i zamierza sprowadzić do klubu swoich piłkarzy, dlatego muszę odejść, żeby mu zrobić więcej miejsca do działania.

To był mój pierwszy klub poza Holandią i naprawdę nie chciałem go opuszczać. Wtedy zaczęto mnie i kilku innych piłkarzy traktować gorzej. Mówili mi, że tak wygląda piłkarski biznes i musiałem się z tym pogodzić…

A jak wspominasz Martina Sevelę, u którego grałeś w Trencinie i Slovanie? W zasadzie trafiliście do Polski w jednym czasie.

Zawsze będę go dobrze wspominać, miałem z nim same pozytywne doświadczenia. Najpierw trenowałem u niego w Trencinie, a potem zabrał mnie ze sobą do Slovana.

Dlaczego stamtąd odszedłeś po pół roku?

Prezes i dyrektor sportowy klubu zaprosili mnie na rozmowę i powiedzieli, że nie mają dla mnie perspektyw dalszej gry. Mogę jednak powiedzieć, że rozstaliśmy się w zgodzie.

I po jakimś czasie trafiłeś do Grudziądza. Co cię najbardziej zaskoczyło w Polsce?

Przede wszystkim dalekie podróże na mecze wyjazdowe, z którymi nie spotkałem się nigdy wcześniej. Oczywiście, wiedziałem że Polska to duży kraj, ale na niektóre mecze do tej pory jechaliśmy nawet osiem, dziewięć godzin. Dla porównania, w Holandii najdalsze wyjazdy zajmowały nam dwie, trzy godziny.

A co ci się tutaj najbardziej podoba?

Co mi się podoba w Polsce… Wiem, dziewczyny! (śmiech) A tak poważnie, trudno mi wymienić coś konkretnego, co mi się podoba. Muszę jednak przyznać, że czuję się tutaj dobrze.

Jesteś zadowolony ze swojej kariery piłkarskiej?

Jest mi trochę żal, że nie wszystko potoczyło się po mojej myśli. Chociaż, żal to chyba za duże słowo, ponieważ każda sytuacja nauczyła mnie czegoś nowego i we wszystkim mogłem dostrzec jakieś pozytywne strony. Myślę tylko, że czas spędzony w Turcji okazał się dla niezbyt udany, delikatnie mówiąc.

Co jest teraz dla ciebie najważniejsze?

Moje priorytety w życiu to być zdrowym, wciąż się uczyć i cieszyć się z każdego momentu życia.

ROZMAWIAŁ: PRZEMYSŁAW CHLEBICKI

Fot. YouTube/Olimpia Grudziądz

500PLN
GRAMGRUBO
GRAMGRUBO