Pieniądze szczęścia nie dają. Espanyolowi utrzymania również nie dadzą
08.07.2020

Nie masz pieniędzy na transfery, ale potrafisz stworzyć ekipę, która daje sobie radę w najmocniejszej lidze świata. Marzysz o bogatym inwestorze, który odmieni wszystko i da podstawy ku wielkości. On przychodzi, a po kilku latach spadasz ligi… Scenariusz science-fiction? Zapytajcie się w Barcelonie, gdzie Espanyol lada moment dołączy do hiszpańskich drugoligowców wydając przed, i w trakcie sezonu, prawie 60 milionów euro!

Gdy było biednie, klub był w środku tabeli. Bez większych widoków na europejskie puchary, ale bez strachu o ligowy byt. Gdy Yansheng wraz ze swoją Rastar Group wchodził, mówiło się o Lidze Mistrzów w krótkim czasie. Miniony sezon udany, awans do Ligi Europy i co… Teraz nic specjalnego w pucharach nie pokazali, w krajowym odpadli z drugoligowym Mirandes, a w lidze zaraz będą rozglądać się, jakie podróże mogą ich czekać w Segunda Division. Pięć punktów straty do bezpiecznej strefy to dużo i mało. Kłopot w tym, że Espanyol kompletnie zatracił umiejętność gry na swoim stadionie. Dwie wygrane przez cały sezon to katastrofalny wynik.

Wydawało się, że po powrocie może być nieźle. Wygrana nad Alaves, remis z Getafe zwiastował szansę na utrzymanie. Później jednak przyszły cztery porażki z rzędu i w zasadzie Espanyol może o sobie mówić jako o drugoligowcu. W końcu 10pkt straty do bezpiecznej strefy, dwie ekipy przed sobą i pięć kolejek do końca, to po prostu koniec nadziei dla Papużek.

Biednie, ale godnie

Gdy Chen Yansheng wchodził do klubu z Katalonii, klubowa kasa aż piszczała z biedy. Zewsząd wychodziły nowe długi, a sposobem na ich spłatę była sprzedaż najbardziej uzdolnionych zawodników. Zresztą wówczas szczytem transferowym było wydanie 1,5 miliona euro za Gerarda Moreno, nieco ponad milion europejskiej waluty na Oscara Duarte i ledwie 500 tysięcy na Lucasa Vazqueza. Inne kluby, gdy chciały zrobić tanio zakupy, również nie miały z tym kłopotu. W ten sposób Real pozyskał sobie rezerwowego golkipera – Kiko Casille – za 6 milionów, a Hector Moreno czy Cristhian Stuani odeszli razem za podobną kwotę! Rok wcześniej z promocji skorzystał Villarreal i Napoli płacąc nieco ponad 5 milionów za Erica Bailly’ego oraz Davida Lopeza. Ile Żółta Łódź Podwodna zarobiła na Iworyjczyku, gdy ten odszedł później do Manchesteru United chyba nie trzeba przypominać…

Teraz porównajmy sobie obecną sytuacje, gdy do klubu przychodzi Raul De Tomas za 20 czy Vargas za 10 milionów euro, a odchodzą Mario Hermoso czy Borja Iglesias, za których Papużki otrzymały ponad 50 milionów euro!

Stracone pieniądze

Espanyol bardzo dobrze sobie radzi ze szkoleniem młodzieży, ale efektów w postaci wybitnych wychowanków nie widać. Czasem jednak są winni sami sobie. Tak można powiedzieć choćby w przypadku Joana Jordana. Dość późno przyszedł do Espanyolu, ale do poważnej piłki wchodził przez juniorów starszych(Juvenil) oraz rezerwy klubowe. Jednak miał pod górkę. Najpierw wypożyczenie na rok do Realu Valladolid, a po chwili za milion euro odszedł do Eibar. Taka cena dzisiaj już nie budzi większych emocji w Polsce, a co dopiero w Hiszpanii. Tymczasem Jose Luis Mendilibar zrobił z niego wyróżniającego się środkowego pomocnika, za którego Sevilla zapłaciła… 14 milionów euro po dwóch sezonach gry!

Oczywiście były dobre transfery “z klubu”. Mario Hermoso przyniósł ponad 25 milionów zysku, Borja Iglesias przez rok prawie potroił swoją wartość. Ale taki Aaron Martin poszedł do FSV Mainz łącznie za 9 milionów euro. Niby nieźle, ale ten wychowanek miał być jednym z bardziej utalentowanych hiszpańskich lewych obrońców. Wybór kierunku i łączna kwota jednak na nikim nie robi wrażenia.

To samo można powiedzieć o Marcu Navarro czy Pau Lopezie. Pierwszy poszedł za 2 miliony euro do Watfordu, co jak na angielskie warunki jest frytkami. Drugiemu skończył się kontrakt i trafił do Realu Betis. Tam wystarczył rok i obecnie kończy pierwszy sezon w AS Romie, do której trafił za… 23,5 miliona euro. Krótko mówiąc kolejny słaby interes Espanyolu.

Kolejny przykład to Sergi Darder. W 2012 roku Espanyol nie przedłużył z ówczesnym piłkarzem rezerw kontraktu. Trafił do rezerw Malagi, później do pierwszego zespołu, w którym zrobił na tyle dobrą robotę, że trafił do Olympique Lyon. We Francji długo miejsca nie zagrzał i po wypożyczeniu, dwa lata temu, Espanyol ściągnął swojego wychowanka za 8 milionów euro. Niby nie jest to wielka kwota, ale zdecydowanie lepiej byłoby na wychowankach zarabiać, niż płacić za ich powroty…

Były i dobre strzały

Najlepszym przykładem, sprzed kilku lat, jest transfer Gerarda Moreno. Ledwie 1,5 miliona euro kosztowało jego przyjście na El Prat, a Villarreal swojego wychowanka ściągnął za prawie czternaście razy tyle! W międzyczasie nastrzelał mnóstwo goli, dostał szansę w reprezentacji i był przykładem, że da się zrobić dobry interes.

Teraz też potrafili w niedługim czasie nieźle zarobić na wyróżniających się zawodnikach. Mario Hermoso w dwa lata podwoił swoją wartość, zaś Borja Iglesias, przez rok, prawie ją potroił. Jednak to tylko pojedyncze przykłady pośród nie najlepszych decyzji.

Derby pieczętujące spadek?

Pod względem liczby strzelonych goli gorsze jest tylko Leganes, w traconych gorzej wygląda Mallorca i Real Betis. Jednak gdyby zobaczyć liczby pod kątem statystyk oddawanych strzałów, posiadania piłki czy celności podań, wcale nie są na szarym końcu. Oczywiście nie są to liczby dające prawo marzyć o górnej połowie tabeli, ale uśredniając, powinni być gdzieś w okolicach 13-15 miejsca. Pokazuje to choćby expected goals. Obecnie bilans bramkowy to 27:54, a wg xGoals powinni mieć – zaokrąglając – 34:49. Niby nieduża różnica, ale mimo wszystko dwanaście goli mogłoby się, na przestrzeni całego sezonu, przełożyć na kilka, kilkanaście punktów więcej.

Na cztery kolejki przed końcem strata do bezpiecznej strefy to jedenaście punktów. Z prostej matematyki wiadomo, że utrzymanie w takich okolicznościach byłoby cudem. Zwłaszcza, że już dzisiaj czekają ich wyjazdowe derby z Barceloną. Kto śledzi ligę hiszpańską, ten wie, że w ostatnich latach te mecze dostarczają sporo emocji. Kłopot w tym, że głównie tych niezdrowych, związanych z nieprzepisowymi wejściami i sporą dawką ostrej, czasem wręcz brutalnej gry.

Tak czy siak lada moment Espanyol obudzi się w nowej rzeczywistości. Nie będzie już tylu milionów euro z tytułu praw do transmisji. Nie będzie gry – przynajmniej na jakiś czas – w europejskich pucharach. Zostanie wielu ciekawych zawodników, którzy jednak kompletnie się nie spisali i spuścili kataloński klub z elity.

Jeszcze rok temu Katalonia cieszyła się trzema klubami w LaLiga, a za chwilę może mieć już tylko jeden. Ten najmocniejszy, ale mimo wszystko to będzie ogromny policzek dla najbogatszego regionu. W końcu stolica nadal będzie reprezentowana przez, co najmniej, trzy ekipy. Zaś numerem jeden pozostanie Kraj Basków, który w przypadku utrzymania Eibar, nadal będzie miał oficjalnie cztery, a nieoficjalnie nawet pięć ekip, licząc Osasunę z Nawarry.

500PLN
GRAMGRUBO
GRAMGRUBO