Asmir Suljić: W wyniku ludobójstwa w Srebrenicy straciłem wielu krewnych
Ostatnia aktualizacja 12 lipca, 2020 o 23:03

11. lipca to data, która zapisała się w europejskiej historii w ostatniej dekadzie XX wieku. Wówczas w bośniackiej Srebrenicy rozpoczął się akt ludobójstwa, który trwał przez jedenaście dni. W tym czasie paramilitarne oddziały Serbów bośniackich dokonały egzekucji na 8373 muzułmańskich mężczyznach i chłopcach. 

W środku tamtych wydarzeń był Asmir Suljić (były piłkarz Zagłębia Lubin), który wówczas miał cztery lata. Chociaż nie pamięta zbyt wiele z tamtego czasu, wie jak to wydarzenie wpłynęło nie tylko na losy jego rodziny (podczas masakry stracił część krewnych), ale również odcisnęło piętno na współczesnej, nie tylko bośniackiej i serbskiej historii. Do dziś piłkarz kilka razy w roku odwiedza cmentarz, na którym pochowano ofiary ludobójstwa.

W rozmowie dla “FutbolNews” Asmir Suljić podzielił się swoimi przeżyciami z tego trudnego okresu. Były piłkarz Zagłębia opowiedział o wdzięczności wobec rodziny, ojczyźnie, swojej drugiej narodowości i o tym, co jest najważniejsze w jego życiu. Oczywiście nie zabrakło w rozmowie również kulisów jego piłkarskiej kariery.

***

W tym roku mija 25. lat od ludobójstwa w Srebrenicy. Wiem, że byłeś naocznym świadkiem tego, co się wówczas działo w twojej rodzinnej miejscowości. Jak to wyglądało z perspektywy czteroletniego dziecka?

Tak, w tę sobotę minie 25. lat od tamtych wydarzeń. Co roku ludobójstwo w Srebrenicy jest upamiętniane, jednak w tym obchody będą wyglądać inaczej ze względu na pandemię koronawirusa. Miałem wtedy cztery lata, wielu rzeczy nie pamiętam, jednak widziałem przez co wówczas przechodziła moja rodzina.

Rodzice próbowali wytłumaczyć ci, dlaczego w Srebrenicy doszło do ludobójstwa?

Pytałem, ale unikali odpowiedzi i zresztą do dzisiaj nie chcą o tym rozmawiać. To wydarzenie było dla nich szczególnie trudne, ponieważ byliśmy w pierwszej linii. W wyniku ludobójstwa straciliśmy wielu krewnych, którzy podobnie jak my, mieszkali w Srebrenicy. Myślę, że to bardzo ważne, żeby ludzie nie zapomnieli o tym, co się wówczas stało.

Powiedziałeś, że nie pamiętasz wiele z tamtych wydarzeń, jednak coś na pewno utkwiło ci w pamięci.

Tak naprawdę do tej pory pamiętam tylko moment, gdy wychodziliśmy z ciężarówek.

Słyszałem historie ludzi, którzy mimo młodego wieku w czasach wojny, mieli potem problemy natury psychologicznej, senne koszmary przez wiele lat. 

Wiele osób po wojnie ma problemy, ponieważ wydarzenia, które widzieli na własne oczy i ich doświadczyli, nie opuszczały ich wszystkie straszne myśli. Niestety państwo i rząd nie potrafiły odpowiedzieć na ich pytania ani im pomóc, zostali pozostawieni samym sobie. Myślę jednak, że ja jeszcze byłem zbyt młody, żeby cokolwiek zapamiętać na dłużej.

W jaki sposób wydarzenia z lipca 1995 roku wpłynęły na twoje dalsze życie?

Wraz z rodziną musieliśmy opuszczać Srebrenicę i szukać nowego miejsca zamieszkania. Najpierw pojechaliśmy do Tuzli, potem przeprowadziliśmy się do Sarajewa. Moją rodzinę dotknęło to, że musiała opuścić swoją małą ojczyznę i zacząć zupełnie nowe życie. Dla moich rodziców przyzwyczajenie się do innego miejsca było bardzo trudne. Patrząc z perspektywy czasu, ta sytuacja nas wzmocniła. Wtedy straciliśmy dom i zaczęliśmy życie od nowa. Zawsze jednak będę pamiętać, skąd pochodzę.

Zdarza się tobie i twojej rodzinie odwiedzić Srebrenicę? Czy tamte wydarzenia sprawiły, że strach przed tym miejscem jest silniejszy?

Moja babcia potem wróciła do Srebrenicy, żeby w niej ponownie zamieszkać. Dlatego zawsze, gdy tylko mamy czas, udajemy się do tej miejscowości całą rodziną. Jeździmy tam co najmniej raz w miesiącu.

Ostatni raz byłem tam trzy tygodnie temu. Choć odwiedziłem Srebrenicę wiele razy od tamtego strasznego czasu, wciąż czuję tę dziwną atmosferę. Myślę, że trzeba odwiedzić tę miejscowość, żeby to zrozumieć. Trudno wytłumaczyć ludziom z zewnątrz, jakie nastroje tam panują.

Z ogólnodostępnych informacji wynika, że w Srebrenicy mieszka teraz nieco ponad tysiąc osób.

W ostatnim czasie nie jest to już tak pusta miejscowość. Ludzie coraz częściej decydują się na powrót do miasta. Większość mieszkańców Srebrenicy to jednak Serbowie, nie Bośniacy.

Kiedyś przeczytałem, że kilka razy w roku odwiedzasz cmentarz, na którym są pochowane ofiary ludobójstwa. Jakie uczucia ci towarzyszą, gdy tam przychodzisz?

Odwiedzam ten cmentarz za każdym razem, gdy jestem w Bośni, zawsze staram się znaleźć na to czas. Cisza w Potocari jest wyjątkowa, a milczenie podkreśla powagę tego miejsca. Można odczuć obecność tych wszystkich niewinnych ludzi, którzy 25 lat temu stracili życie. Coś takiego nie powinno się zdarzać nigdy ani nigdzie. Niestety wiem, że takie rzeczy działy się w wielu krajach, doświadczyli ich zresztą również Polacy. Nigdy więcej coś takiego nie powinno się powtórzyć.

Jak wyglądała sytuacja twojej rodziny po ucieczce ze Srebrenicy? 

Jak już wspomniałem, najpierw przeprowadziliśmy się do Tuzli, potem do Sarajewa. Wszędzie w Bośni wtedy panowało ubóstwo, w dodatku było wielu ludzi, którzy chcieli dorobić się na czyimś nieszczęściu. Początkowo moja rodzina musiała walczyć o każdy dzień, ale po jakimś czasie nasze życie jakoś się ułożyło. Najważniejsze było to, żeby nie tracić wiary w siebie i wyszliśmy na prostą. Mój ojciec był nauczycielem, a mama wychowywała mnie i mojego brata. Teraz jestem już blisko trzydziestki i kiedy na to patrzę, jestem rodzicom bardzo wdzięczny za to, jak zadbali o nas w tym trudnym czasie.

Wciąż w Bośni są widoczne podziały narodowościowe? 

Bośnia wciąż jest podzielona i myślę, że nigdy się to nie zmieni. Jesteśmy chyba jedynym krajem na świecie, którym rządzi trzech prezydentów – to nie jest normalne. Inni nas traktują jak kraj trzeciego świata i nikt nie bierze nas poważnie. To naprawdę trudne, by kraj uczynić lepszym, gdy zawsze znajdzie się ktoś, kto zawsze postawi weto. Tylko stołki w rządzie zmieniają się co roku. Bośnia jest naprawdę niesamowitym krajem, tylko trzeba zmienić nasze krajowe wytyczne, wtedy będziemy mieć więcej do zaoferowania.

Gdy grałeś w Bośni byłeś świadkiem jakichś incydentów narodowościowych albo religijnych ze strony kibiców albo piłkarzy rywali?

Nigdy nie miałem z tym problemów, nieważne w której części kraju grałem. Czasami można usłyszeć u nas o różnych narodowych prowokacjach na stadionach. Myślę jednak, że ma to bardziej na celu rywalizację. Takie prowokowanie jednej strony przez drugą.

Porozmawiajmy teraz o nieco bardziej przyjemnych sprawach. Zawsze chciałeś zostać piłkarzem, czy może miałeś w życiu nieco inne plany?

Zacząłem grać w piłkę na poważnie dość późno, bo w wieku 17. lat. Przez jakiś czas uczęszczałem na zajęcia w szkółce piłkarskiej, aczkolwiek mój ojciec zawsze stawiał na pierwszym miejscu naukę i musiałem się dostosować, co spowodowało, że grałem tylko okazjonalnie. Zresztą byłem bardzo dobrym uczniem i chciałem zostać w przyszłości inżynierem rolnictwa.

Pewnego razu FK Sarajewo zorganizowało testy, na których wypadłem bardzo dobrze. Trener zespołu, Mirza Varesanović dał mi szansę na to, żebym mógł spełnić swoje marzenie! Gdy gram, naprawdę czuję się jak w niebie!

Opowiedz o swoich testach w klubie. Jak wyglądały? Trener odkrył w tobie talent, choć jak sam wspomniałeś nie miałeś poważnego doświadczenia.

Pamiętam, jak przyszedłem na testy do Sarajewa. Ważyłem wtedy 55 kilogramów i przy niskim wzroście szybko stałem się obiektem żartów. Trener Mirza Varesanović wierzył jednak we mnie, otrzymałem od niego wielką szansę. Było ciężko, rzuciłem szkołę, postawiłem na piłkę. Wówczas grałem za 250 euro, a wypłaty otrzymywaliśmy dwa razy w ciągu pół roku. Spodobał mi się futbol. Z pełnym przekonaniem mogę jednak powiedzieć, że piłkarzem zostałem z pasji, a nie z powodu pieniędzy.

Słyszałem, że kilka lat po rozstaniu z Sarajewem, wsparłeś klub finansowo.

Tak, to prawda, przeznaczyłem na pomoc temu klubowi trochę pieniędzy. To jednak nic przy tym, co ja otrzymałem w wieku 17. lat, zostając piłkarzem Sarajewa. Właśnie dzięki tym ludziom stałem się tym, kim jestem teraz. Gdybym nie otrzymał szansy, dziś raczej byśmy nie rozmawiali, a ja pracowałbym w biurze.

Poza obywatelstwem Bośni i Hercegowiny, masz również węgierskie. 

Naprawdę czuję się doceniony z powodu otrzymania węgierskiego obywatelstwa. Pod koniec przygody z Videotonem mogłem starać się o obywatelstwo, gdyż przebywałem w kraju już pięć lat. Postanowiłem skorzystać z takiej możliwości.

Co sprawiło, że zadomowiłeś się na Węgrzech? Coś szczególnie spodobało ci się w tym kraju?

Węgry są moim drugim domem, choć oczywiście nie mogę zapominać o swoim rodzinnym kraju. Na Węgrzech spędziłem jednak swoje najlepsze lata, mam tam wielu przyjaciół. Co najważniejsze, zawsze mogłem czuć się tam jak w domu. Bardzo się cieszę, że mogłem poznać ten kraj i polubiłem tam naprawdę wszystko. Budapeszt jest niesamowity i mam nadzieję, że osiedlę się w nim na stałe po zakończeniu kariery.

Miałeś możliwość występów w reprezentacji Węgier? Powiedz szczerze, którą kadrę byś wybrał – z rodzinnej Bośni i Hercegowiny czy z twojego drugiego kraju?

Zdecydowałem się na węgierski paszport głównie dlatego, by zagrać w tamtejszej drużynie narodowej. Zagraniczny piłkarz, żeby zadebiutować w reprezentacji, musi jednak spędzić w kraju minimum pięć lat, a mi trochę zabrakło.

Gdybym jednak miał wybierać, Węgry będą moim pierwszym wyborem. Niestety zawiodłem się na Bośniakach – przez jakiś czas byłem jednym z najlepszych piłkarzy z tego kraju. W Bośni niestety to normalne, że nie zawsze grają ci, którzy na to zasługują.

Po opuszczeniu Videotonu mogłeś trafić do Wisły Kraków, z którą nawet podpisałeś kontrakt. Dlaczego zmieniłeś zdanie?

Zanim miałem podpisać kontrakt, kontaktował się ze mną trener zespołu, Joan Carillo. Powiedział mi, że Wisła Kraków to największy klub w Polsce. Zaakceptowałem warunki, aczkolwiek dowiedziałem się o jego trudnej sytuacji. Przemyślałem tę decyzję i zdecydowałem się na rozwiązanie umowy. Od tamtej pory śledziłem jednak sytuację Wisły i wiem, że ostatnio trochę się poprawiła. Może wkrótce rzeczywiście powalczy o tytuł…

Ostatecznie jednak wylądowałeś w Polsce, konkretnie w Lubinie. Zasiliłeś zespół dopiero pod koniec sierpnia, ale rozmowy z Zagłębiem trwały trochę dłużej?

Tak, Zagłębie chciało mnie pozyskać jeszcze na początku okna transferowego. Wtedy było dla mnie za wcześnie na decyzję. Otrzymałem w międzyczasie jeszcze inne oferty, ale zdecydowałem się na przejście do Zagłębia.

Sprawy jednak nie potoczyły się tak, jak planowałem. Dużo wtedy w Zagłębiu się zmieniło – doszło do zmiany trenera, prezesa, przyszedł nowy szkoleniowiec. Niestety nie poszło to wszystko po mojej myśli.

Co według ciebie sprawiło, że nie mogłeś wywalczyć miejsca w składzie Zagłębia?

Nie wiem, co tak naprawdę się stało, ale nawet nie otrzymałem szansy na to, by pokazać, co potrafię. Jeśli zapytasz pozostałych piłkarzy, jak spisywałem się na treningach, raczej usłyszysz o mnie pozytywne słowa. Trener miał jednak swoje pomysły i widocznie nie widział mnie w swoich planach.

Cały czas akceptowałem jego zdanie, ale czułem się źle z tym, że zarabiałem pieniądze za samo siedzenie na ławce. Gdy rozwiązałem umowę z Zagłębiem, nie chciałem od klubu żadnych pieniędzy.

Żałujesz tego, że odszedłeś z Olimpiji do Zagłębia?

Nie żałuję. To było dla mnie na pewno nowe doświadczenie, choć moja przygoda z klubem nie zakończyła się dobrze. W Lubinie poznałem jednak nowych ludzi, z którymi wciąż jestem w kontakcie. Nie trzasnąłem za sobą drzwiami i będę dobrze wspominać ten czas właśnie ze względu na ludzi, bo niestety za dużo tam nie pograłem.

Od stycznia nie masz umowy z żadnym klubem. Otrzymałeś od tamtej pory jakieś oferty?

Miałem dużo propozycji, jednak były one bardziej atrakcyjne pod względem finansowym niż sportowym. A ja chciałbym przede wszystkim grać w piłkę i wrócić na boisko jak najszybciej. Wierzę w Boga i jego decyzje, więc wciąż jestem wolnym zawodnikiem i rozglądam się za klubem najlepszym dla mojej piłkarskiej przyszłości.

A gdyby pojawiła się oferta z Serbii, przyjąłbyś ją?

Zeszłego lata miałem propozycję z Partizana, ale pojawiła się wtedy także oferta z Maccabi, dlatego postanowiłem odrzucić tę ofertę. Myślę jednak, że nie miałbym problemu z grą w Serbii. Mam zresztą wielu przyjaciół stamtąd, poza tym uważam, że Belgrad jest niesamowitym miastem.

Gdzie przebywałeś w trakcie pandemii? Jak ta sytuacja wpłynęła na ciebie?

Podczas pandemii koronawirusa przebywałem w Sarajewie z rodziną. Na szczęście moi bliscy nie mieli żadnych problemów zdrowotnych, z czego bardzo się cieszę. Myślę, że jako piłkarz nie straciłem na tym, gdyż inni piłkarze podobnie jak ja mieli przerwę. Mam jednak nadzieję, że to wszystko się wkrótce skończy i zacznie się normalne życie, ludzie będą częściej wychodzić. Trzeba również zwrócić uwagę na to, że w tym czasie wiele osób straciło pracę – brak stałego utrzymania jest gorszy niż pandemia. Chciałbym, żeby wszyscy wrócili do pracy.

Co jest dla ciebie najważniejsze w życiu?

Najważniejsze to mieć obok siebie uczciwych przyjaciół oraz mieć możliwość pomocy innym ludziom. W Krakowie byłem tylko cztery tygodnie i chociaż od tamtego czasu minęły dwa lata, wciąż mam przyjaciół w ludziach, których wtedy poznałem.

Oczywiście zdrowie również jest bardzo ważne.

Wspomniałeś o pomaganiu. Możesz w takim razie powiedzieć, że jako piłkarz masz do spełnienia swoją misję?

Tak, jest nią uszczęśliwianie innych ludzi. Moją misją na pewno nie jest to, żeby być bogatym, choć to ważne, żeby mieć za co się utrzymać. Bardziej liczy się dla mnie to, żebym został dobrze zapamiętany przez innych.

ROZMAWIAŁ: PRZEMYSŁAW CHLEBICKI

Fot. YouTube/Zagłębie Channel

500PLN
GRAMGRUBO
GRAMGRUBO