Puchar Polski wraca na małe stadiony. Przypominamy ostatnie finały poza Narodowym
24.07.2020

W ostatnich latach przywykliśmy do tego, że finał Totolotek Pucharu Polski odbywał się na Stadionie Narodowym. Warszawa gościła najlepsze drużyny oraz tysiące kibiców z całego kraju. Teraz jednak wracamy – na rok – na znacznie mniejszy obiekt. Wielu może nie pamiętać, ale jeszcze osiem lat temu właśnie tej wielkości stadion gościł najlepszych finalistów pucharu.

Tak było właśnie w 2012 roku, gdy do Kielc przyjechała Legia Warszawa z Ruchem Chorzów. Wówczas warszawianie ograli Niebieskich 3:0. Rok później odbył się dwumecz Legii ze Śląskiem, a od 2014 roku PZPN przeniósł imprezę na Narodowy. Jednak wcześniej różne, dzisiaj wydawać się mogą dziwne, stadiony były gospodarzami finału.

Dwukrotnie, w 2010 i 2011 roku, była to Bydgoszcz. Wówczas na stadionie Zawiszy triumfowały Jagiellonia, a rok później Legia, pokonując odpowiednio Pogoń i Lecha. Pierwszy z finałów był triumfem, jedynym zresztą w karierze trenerskiej, dla Michała Probierza. Drugi został zapamiętany przez serie rzutów karnych oraz wydarzenia po zwycięskim strzale Jakuba Wawrzyniaka.

2007 i 2008 to finały w Bełchatowie, w których lepsza okazała się Dyskobolia Grodzisk oraz Legia, które pokonały Koronę i Wisłę Kraków. W pamięci zapadł szczególnie ten drugi mecz, który był przerwany na wymianę ciosów pomiędzy kibicami dwóch klubów. Trzeba przyznać, że inteligencją nie popisali się wówczas organizatorzy, którzy pomiędzy sektorami Legii a Wisły postawili samochód dla najlepszego zawodnika finału…

Trzeba pamiętać jednocześnie, że 2007 rok był pierwszym finałem w XXI wieku, który był jednym meczem na neutralnym gruncie. Wcześniej bowiem dochodziło do dwumeczów. Dlatego gospodarzami było wiele obiektów, takich jak: Płock, Lubin, Grodzisk Wielkopolski, Wronki, Zabrze czy stadion Polonii Warszawa.

Finał Pucharu Polski zakończy się zwycięstwem jednej z drużyn po dogrywce? W Totolotku takie zdarzenie możecie zagrać po kursie 5,90

Dla kogo Lublin okaże się szczęśliwy

Teoretycznie jedni i drudzy nie mieliby prawa zagrać na Arenie Lublin wcześniej, gdyż Motor dopiero teraz wraca na poziom centralny. Jednak pamiętamy, że był taki sezon 2016/17, gdy Górnik Łęczna rozgrywał swoje domowe mecze właśnie w stolicy województwa lubelskiego. I właśnie Lechia Gdańsk była pierwszym klubem, który przyjechał w roli gościa do Lublina. Wtedy gdańszczanie wygrali 2:1 po golach Milosa Krasicia i Grzegorza Kuświka. Tamtą wizytę pamięta jedynie Flavio Paixao.

To było w drugiej kolejce, a kilka dni później do Lublina zawitała Cracovia. Wtedy padł bezbramkowy remis, a w składzie Pasów grali Mateusz Wdowiak i Tomas Vestenicky. Tyle że nie była to jedyna wizyta krakowskiego klubu w tamtym sezonie w Lublinie. W fazie finałowej polegli aż 0:3. Wdowiaka zabrakło w składzie, ale był Vestenicky, a także Diego Ferraresso oraz Milan Dimun.

Rok wcześniej dwa mecze na Arenie rozegrała Lechia w ramach towarzyskiego turnieju Lotto Lubelskie Cup. Wtedy Lechia dwukrotnie kończyła mecze rzutami karnymi. W półfinale ograła Szachtar z Taisonem czy Alexem Teixeirą w składzie 15:14 w serii jedenastek, a dzień później poległa z Hannoverem.

Drugi finał

Dla Lublina to będzie drugi finał pucharu w historii. Pierwszy raz miał miejsce 9 maja 1979. Na stadionie przy Alejach Zygmuntowskich, który dzisiaj głównie służy żużlowcom Motoru Lublin, Arka Gdynia pokonała 2:1 Wisłę Kraków. Ekipa znad morza triumfowała po bramkach Janusza Kupcewicza oraz Tadeusza Krystyniaka, zaś dla Białej Gwiazdy trafił Kazimierz Kmiecik. Dla młodszych kibiców i mniej zaznajomionych z historią polskiej piłki, bardziej znane nazwiska były wtedy po stronie krakowian. W składzie był Adam Nawałka, a na ławce trenerskiej Orest Lenczyk. Tyle że po trofeum sięgnęła Arka. Teraz czas na drugi mecz ekipy z Trójmiasta z “krakusami”, ale w zupełnie innym składzie.

500PLN
GRAMGRUBO
GRAMGRUBO