5 powodów, dlaczego transfer Boruca nie ma wad!
03.08.2020

Są zawodnicy budzący emocje bez względu na sympatie i antypatie klubowe. Są też tacy, który darzymy szacunkiem, nawet jeśli nasze ukochane barwy nijak się mają do barw zakładanych przez niektórych piłkarzy. Artur Boruc śmiało może zaliczyć się do obu tych grup. Powrót “Króla Artura” do Legii Warszawa to niewątpliwie największy hit letniego okienka transferowego w Polsce i wydaje się, że… tutaj nie ma żadnych minusów. Skorzysta Legia, skorzysta Boruc i skorzysta cała liga! Dlaczego? Ot tak możemy wymienić pięć powodów.

Bo potrzebujemy gwiazd

Nasza liga potrzebuje gwiazd. Ludzie chcą mieć się z kim utożsamiać wśród piłkarzy. Wiele osób narzeka, że w Polsce nie ma przyśpiewek chwalących bohaterów biegających po murawie. Sami zawodnicy nie mają najlepszej prasy wśród fanów, którzy raczej czekają na ich ewentualne potknięcia. Tyle że to nie efekt braku dobrej woli kibiców, tylko po prostu poziomu.

Od czasu do czasu trafi się obcokrajowiec, który zaczaruje ligę i pozostawi po sobie znakomite wrażenie. Zazwyczaj są to jednak zgrane karty i ludzie nie dający efektu “wow” od wejścia. Ostatnim takim stranierim był Danijel Ljuboja. Ktoś się oburzy, że Vadis Odijdja-Ofoe również, ale na Belga początkowo bardzo głośno narzekano. Dopiero później udowodnił, że kompletnie niepotrzebnie. “Ljubo” od początku przychodził jako gwiazda i faktycznie nią był. Na boisku podczas meczów, w trakcie treningów, a także na mieście i przy barze…

Artur Boruc przychodzi jako gwiazda. Oczywiście dzisiaj możemy powiedzieć, że Polska ma lepszych bramkarzy. Jednak mało, który golkiper może sobie do CV wpisać, że był podstawowym zawodnikiem podczas mundialu i Euro. Tak było z Borucem w 2006 roku w Niemczech i dwa lata później w Austrii i Szwajcarii. Boruc był przedstawicielem pokolenia, które nie grało w Bayernach, PSG, Napoli czy Borussii Dortmund. On błyszczał w Celtiku, ale wówczas było naprawdę “coś”.

Zresztą same kluby i jego życiorys to jedno. On miał coś, czego brakowało – i brakuje – wielu innym polskim piłkarzom. Uwielbiają go kibice. Może to nie jest poziom Jakuba Błaszczykowskiego. Wiadomo jak jest z “uwielbieniem” dla Legii w wielu miastach w Polsce, ale przyjście Boruca nie wywołało lawiny hejtu, tylko głosy szacunku dla niego, który zasilił klub budzący skrajne emocje.

Bo ktoś musi być twarzą ligi i Legii

Jedno wiążę się z drugim. Skoro potrzebujemy gwiazdy, potrzebujemy też ambasadora naszego podwórka. Dla Legii to powinien być zastrzyk finansowy pod kątem karnetów i biletów. W końcu wielu kibiców z chęcią sobie obejrzy Artura Boruca po 15 latach w warszawskim klubie. Zyskać powinien też sklep klubowy, gdyż odpowiednio przygotowane koszulki z nazwiskiem idola kibiców, powinny schodzić na pniu.

Do tego wszelkie akcje marketingowe klubu i ligi zyskają rozpoznawalną twarz. Powiedzmy sobie szczerze, nawet najbardziej znane twarze warszawskiego klubu do tej pory, czyli np. Artur Jędrzejczyk, nie miały nawet połowy tego potencjału marketingowo-reklamowego, co Boruc. Podobnie to wyglądało w skali całej Ekstraklasy.

Bo Legia potrzebuje kogoś na tu i teraz

Radosław Majecki w końcu musiał odejść. Legia zarobiła na nim duże pieniądze, ale zwolniło się miejsce w bramce. Pozycja newralgiczna, a od dawna wiadomo, że różnica pomiędzy dobrym a przeciętnym/słabym bramkarzem, to jakieś kilka, kilkanaście punktów na przestrzeni całego sezonu. Radosław Cierzniak jest niezłym bramkarzem, jednak wydaje się, że pewnego poziomu nie przeskoczy. Zwłaszcza, że Legia ma plany nie tylko na krajowym podwórku, ale także w końcu chce coś zrobić w Europie.

Wojciech Muzyk dostał kilka szans na wiosnę i również nie zrobił na nikim pozytywnego wrażenia. Następnym w kolejności jest Cezary Miszta. Ten był wypożyczony do Radomiaka i w dalszej perspektywie ma być numerem jeden w bramce warszawian. Na ten moment jego dorobek to 19 meczów w III-ligowych rezerwach oraz 13 w barwach radomskiego klubu na zapleczu Ekstraklasy. Może by wystarczyło, może nie, jednak w Legii są zdania, że Miszta powinien jeszcze jeden sezon spędzić ogrywając się poza Warszawą i dopiero wtedy będzie gotowy do gry.

Boruc gwarantuje tutaj i teraz. Wiele osób martwi się, że Boruc ostatnio nie grał, więc może być bez formy. Jednak po to będzie okres przygotowawczy, by do niej doszedł. Trzeba pamiętać, że Boruc nie był od rozgrzewania podstawowego golkipera Boornemouth, ale był jego zmiennikiem. Zasiadał w każdym meczu na ławce, więc musiał być przygotowany, by w każdej chwili wejść do bramki. Koniec końców mówimy o rezerwowym bramkarzu w jednym z klubów najbogatszej i najlepszej lidze świata. Jeśli ktoś nie gwarantuje odpowiedniego poziomu, zaraz go nie ma. Skoro Boruc był na miejscu, musiał dawać nadzieję swojemu trenerowi, że w razie kłopotów, nie zawiedzie go.

Zresztą wiek nie powinien być tutaj przeszkodą. Zobaczmy na skończony sezon w Polsce. Igor Angulo w Górniku Zabrze, Flavio Paixao w Lechii czy Marcin Robak w Widzewie. Każdy z nich był gwiazdą swojego zespołu, mimo że razem wzięci mają rocznikowo 110 lat!

Bo to kibic Legii

Coraz rzadziej zdarza się, by kibic danego klubu w nim pracował w roli piłkarza. Tymczasem Legia nie dość, że ma trenera, który bardzo mocno jest związany z “eLką”, od teraz będzie miała również zawodnika. Krótko mówiąc taki duet nie pozwoli na jakąkolwiek bylejakość w szatni. Boruc powinien być także gwarantem, że nie powtórzą się sytuacje z Jose Kante rzucającym koszulką. No i dla kolegów z drużyny będzie też pomocny przy kontaktach na linii gracze-kibice, gdyż były golkiper Celtiku cieszy się wśród fanów z Żylety wielkim szacunkiem. W końcu razem z nimi stał na sektorze gości podczas meczu z Glasgow Rangers czy kilkanaście lat temu prowadził doping na wyjeździe w Płocku.

Bo to Artur Boruc!

Nie jest Robertem Lewandowskim, który jest topowym piłkarzem na świecie, ale poza boiskiem nie wywołuje emocji. Nie udziela kontrowersyjnych wywiadów. Jednak ma w sobie coś takiego, czego brakuje zdecydowanej większości naszych piłkarzy. Ma charyzmę. Jeśli ktoś uważnie słuchał naszych reprezentantów, ten wie, że Artur Boruc może nie często odzywał się w szatni. Jednak, gdy to robił, słuchali go wszyscy. W Legii będzie to coś więcej. Nikt nie może pochwalić się takim CV, nikt nie ma takiego doświadczenia, tylu meczów w europejskich pucharach i gry przed największymi trybunami w Europie.

W dobie, gdy piłkarze pilnują się na każdym kroku, by nie popełnić jakiejś gafy i nie dać pożywki mediom, Boruc jest “jakiś”. Były skandale w Celtiku, gdy przeżegnał się przed kibicami Rangersów, poszarpał się z Lee Naylorem w trakcie walki o Ligę Mistrzów ze Spartakiem, by kilkadziesiąt minut później zostać bohaterem. Były również inne “afery”, ale chyba nigdy nie spotkał się z ostracyzmem wśród kibiców, tylko ze zrozumieniem. Jest kimś, komu wybacza się więcej.

Powiedzmy sobie szczerze, każdy młody bramkarz w Polsce będzie teraz zazdrościł golkiperom z rezerw i juniorów, który dostaną szansy trenowania z seniorami Legii. Okazja do treningu z jednym z najlepszych naszych bramkarzy w XXI wieku to będzie gigantyczna motywacja do wytężonej pracy, co tylko będzie na plus dla klubu i jego akademii.

500PLN
GRAMGRUBO
GRAMGRUBO