Zagłębie Lubin w meczu z Lechem grało inaczej niż w poprzednim sezonie?

Zagłębie Lubin pokonało Lecha Poznań 2:1 w pierwszym meczu sezonu PKO Ekstraklasy. Jakie wnioski można wyciągnąć z gry gospodarzy w odniesieniu do poprzedniego sezonu.

Wspomnienia z ubiegłego sezonu

Czy spotkanie Zagłębia z Lechem było przeciwieństwem ostatniego starcia zespołów w Lubinie. Wówczas zakończyło się remisem 3:3, choć do przerwy do “Miedziowi” prowadzili 3:1 i wydawało się, że to oni wywalczą trzy punkty. Tak się jednak nie stało, gdyż podopieczni Dariusza Żurawia wykorzystali luki w ustawieniu zespołu oraz jego niekonsekwencję w grze. Czy w piątkowym pojedynku Zagłębie faktycznie grało lepiej niż wtedy, że zdobyło trzy punkty?

W czerwcu losy spotkania przede wszystkim układały się inaczej. “Miedziowi” szybko objęli prowadzenie na początku pierwszej połowy po rzucie karnym Filipa Starzyńskiego. Później wyrównał Christian Gytkjaer, aczkolwiek Zagłębie do przerwy zadało Lechitom jeszcze dwa ciosy.

Przypomnijmy sobie jednak, że wówczas “Kolejorz” atakował częściej. Podopieczni Dariusza Żurawia oddali łącznie sześć strzałów na bramkę w pierwszej połowie, aczkolwiek Dominik Hładun obronił aż pięć z nich. Mimo wyraźnego prowadzenia gospodarzy, można było się spodziewać, że boiskowa postawa może się na nich odbić. Zagłębie miało problemy w środku pola oraz w ustawieniu się przy wejściach rywali na ich połowę. Czy nie było podobnie w miniony piątek?

Dużo szczęścia w pierwszej połowie

Zdecydowanie, w pierwszej połowie kolejnego meczu w Lubinie było wręcz identycznie. Jewgienij Baszkirow czy Jakub Żubrowski może i szukali miejsca do tworzenia akcji. Ich starania blokowały się jednak na Filipie Starzyńskim. Uczestnik Euro 2016 miał problemy, żeby wkomponować się w ten mecz. Może to trochę zasługa Lechitów, którzy byli na niego uczuleni – piłkarz w końcu zdobył w meczach z “Kolejorzem” pięć bramek. Jedno jest pewne – Starzyński miał tutaj problemy z kreowaniem akcji i przesunięciem ciężaru gry na połowę rywala.

Postawa defensywy “Miedziowych” w pierwszej połowie też nie była idealna. Owszem, każdy z obrońców Zagłębia z osobna spisywał się przyzwoicie, aczkolwiek wciąż zespół miał problemy z ustawianiem się. Gdyby nie nieskuteczność piłkarzy Lecha do przerwy i znakomita postawa Dominika Hładuna, mecz mógłby zakończyć się inaczej.

Nowa obrona Zagłębia

Czy w drugiej połowie oglądaliśmy inne Zagłębie? Na pewno zespół Martina Seveli różnił się w grze na własnej połowie. Ofensywie Lecha było trudniej się przedostać pod bramkę “Miedziowych”. Bardzo dobry mecz rozegrał Dominik Jończy, który zaliczył dwie kluczowe interwencje, a także udanie dośrodkował do Samuela Mraza.

Można powiedzieć, że odkryciem tego spotkania był młodzieżowiec Zagłębia, Kacper Chodyna. Do tej pory Martin Sevela dość asekuracyjnie stawiał na tego piłkarza i dał mu szansę gry tylko w meczu z Piastem na początku rundy wiosennej ubiegłego sezonu. Tam jednak było widać, że piłkarz potrzebuje jeszcze czasu i ogrania, by móc na stałe zastąpić odchodzącego do Lecha Alana Czerwińskiego. Szczególnie, że do czasu włączenia do pierwszej drużyny, grał nieco wyżej.

Tym razem Kacprowi Chodynie nie można było wiele zarzucić. Owszem, w pierwszej połowie kilka razy dał się ograć rywalom, jednak gra przeciwko duetowi Puchacz-Jóźwiak na jednej stronie nie jest łatwa, o czym przekonało się już kilku prawych obrońców w minionym sezonie. Im bliżej było końca meczu, tym lepiej spisywał się piłkarz Zagłębia, czego dowodem było zablokowanie Jakuba Kamińskiego, który chciał dobić strzał.

Mocniejszy środek pola pomógł w zdobyciu trzech punktów

Co z atakiem Zagłębia? Słoweński duet był skutecznie powstrzymywany przez defensywę “Kolejorza”. Tymczasem Samuel Mraz pokazał, że potrzebuje jeszcze czasu, by się zgrać, aczkolwiek widać, że umie się odpowiednio ustawiać na boisku. Zmiana piłkarza na Roka Sirka nie przyniosła jednak efektów, gdyż piłkarz zaistniał tylko atakiem na nogi Djordje Crnomarkowicia.

Tymczasem środek pola “Miedziowych” wyglądał zdecydowanie lepiej po wejściu Łukasza Poręby, który w 67. minucie zastąpił Jakuba Żubrowskiego. Można powiedzieć, że piłkarz wziął na siebie nie tylko zadania piłkarza, którego zmienił, ale również Filipa Starzyńskiego. Dzięki temu gra w ofensywie oraz środku pola lubinian wyglądała zdecydowanie lepiej. Może w meczu z Wartą piłkarz powinien zagrać od pierwszej minuty? Taka decyzja Martina Seveli byłaby jak najbardziej uzasadniona.

Na koniec trzeba podkreślić, że tym razem Zagłębie się nie poddawało i walczyło do ostatnich minut. Po zdobyciu pierwszego gola wszystko wręcz wskazywało, że “Miedziowi” będą szukać okazji do drugiego i to im się udało. Można powiedzieć, że Lech rozluźnił się wtedy w obronie – złe ustawienie bramkarza i obrońców, a także skuteczne dośrodkowania Damjana Bohara z rzutów rożnych doprowadziły do tego, że lubinianie zadali dwa decydujące ciosy w końcówce.

Konsekwencja kluczem do kolejnych punktów

Można powiedzieć, że wygrana Zagłębia wynikała z błędów Lecha? Trochę tak, gdyż “Miedziowi” też trochę ich popełnili, szczególnie w pierwszej połowie. Niewątpliwie ten mecz pokazał, że po odejściu Alana Czerwińskiego, Bartosza Kopacza czy Bartosza Białka, drużyna wciąż jest w stanie walczyć z najlepszymi. Jeśli piłkarzom nie zabraknie konsekwencji, a zespół będzie bardziej skuteczny w środku, Zagłębie powinno zakończyć ten sezon wyżej niż poprzedni.

500PLN
GRAMGRUBO
GRAMGRUBO