Kriss Karklins: “Kibice Lecha na pewno stworzyliby świetną atmosferę”

Kriss Karklins jest kapitanem zespołu Valmiera FC, z którym Lech Poznań zmierzy się w walce o awans do Ligi Europy. W rozmowie dla “Futbol News” piłkarz opowiedział o szansach i problemach łotewskiego futbolu, ofertach z ekstraklasy oraz przygotowaniach do starcia z wicemistrzem Polski (rozmowa z 21.08.2020).

Jak wyglądały twoje pierwsze kroki w futbolu?

Jako dziecko próbowałem różnych sportów! Trenowałem karate, tenis, hokej na lodzie, pływanie. Można powiedzieć, że wszystko zmieniło się podczas moich ósmych urodzin. Wtedy miałem w domu przyjęcie i przyszedł syn najlepszej przyjaciółki mojej mamy, który grał w piłkę nożną. Zapytał mnie wtedy, czy może pójdę z nim na trening. I poszedłem dzień po urodzinach.

Była zima, więc trenowaliśmy na szkolnej sali gimnastycznej. Pamiętam z tamtego treningu tyle, że pod koniec musiałem stanąć na bramce, bo mieliśmy tylko jednego bramkarza. Ku mojemu zdziwieniu, nie wpuściłem ani jednego gola.

Nie chciałeś być bramkarzem?

Nie, zawsze byłem za niski! Poza tym to wariaci (śmiech).

Kto był twoim idolem w dzieciństwie? Zgaduję, że wśród ulubionych piłkarzy znalazł się ktoś z reprezentacji Łotwy, która sensacyjnie awansowała na Euro 2004.

Moim największym idolem był zawsze Thierry Henry, a Arsenal moją ulubioną drużyną. Dlatego, że w 2002 roku widziałem ich mecz w Lidze Mistrzów i spodobały mi się ich stroje – grali wtedy w niebieskich wyjazdowych. Tak zaczęła się moja obsesja na punkcie Kanonierów (śmiech).

A z Łotwy moim idolem był Maris Verpakovskis. Co ciekawe, gdy miałem dziesięć lat, zrobiłem sobie z nim zdjęcie, a osiem lat później spotkaliśmy się w Liepaja FK jako koledzy z drużyny. To był dla mnie wręcz surrealistyczny moment.

Poruszyłem temat reprezentacji, żeby cię zapytać, co według ciebie jest powodem, że od lat ta kadra nawet nie otarła się o wielki turniej?

Problemów było naprawdę sporo. Głównym z nich było to, że piłkarze z kadry z 2004 roku potem mieli dużo problemów z kontuzjami. Przez to mijali się w reprezentacji, nie grali w niej przez kilka lat. Myślę, że jeszcze podczas kwalifikacji do Mistrzostw Świata w 2010 roku mieliśmy całkiem dobry czas. Ostatnia udana passa miała jednak miejsce już dziesięć lat temu. Miejmy nadzieję, że teraz już mamy podstawy do tego, żeby coś budować. Na Łotwie zawsze było trochę utalentowanych piłkarzy. Myślę, że chłopaki są głodni sukcesu, w końcu nikt nie lubi przegrywać.

Niedawno rozmawiałem z Valerijsem Sabalą i powiedział mi, że dużo wynika z tego, że Łotysze coraz rzadziej grają w zagranicznych ligach i wszyscy wracają do kraju.

Kilka lat temu to faktycznie był problem, jednak na każdy transfer trzeba spojrzeć z osobna. Wszystko zależy od ambicji zawodnika, psychiki, zdolności do gry, ale również otoczenia, rodziny.

Od początku swojej kariery na razie występowałeś jedynie w lidze łotewskiej. Co uważasz za swoje największe osiągnięcie do tej pory?

W ubiegłym roku z Valmierą stworzyliśmy historię razem z naszymi, najlepszymi w kraju, kibicami! Sprawiliśmy, że rywale zaczęli się nas bać i po raz pierwszy otrzymaliśmy możliwość gry w europejskich pucharach.

Ze sportowego punktu widzenia, największym moim osiągnięciem jest udział w mistrzostwie dla Riga FC w 2018 roku. Pamiętam, że przez chwilę traciliśmy już dziewięć albo dziesięć punktów do lidera. Potem jednak nie przegraliśmy dziewiętnastu spotkań z rzędu i zdobyliśmy tytuł. Zresztą wtedy sięgnęliśmy po podwójną koronę.

Puchar zdobyliśmy jednak w dramatycznych okolicznościach. Nasi rywale mogli wygrać po czwartej i piątej serii rzutów karnych. Ostatecznie doszło do siedmiu serii, które zakończyły się naszym zwycięstwem. Tamte emocje było niepowtarzalne! I mieliśmy fajną ekipę. Naszym trenerem był Viktor Skripnik, który obecnie prowadzi ukraińską Zorii Ługańsk. Ten mecz do dziś sprawia, że się uśmiecham, więc to było moje największe sportowe osiągnięcie.

Dlaczego po tamtym sezonie odszedłeś z Rygi?

Przyszedł nowy trener, który nie widział dla mnie roli w pierwszym składzie. Miałem wtedy 22 lata i uznałem, że lepiej zmienić klub na taki, gdzie mógłbym pokazać swój potencjał na boisku. Nie chciałem siedzieć na ławce, dlatego postanowiłem odejść i nie żałuję tej decyzji.

Wspomniałeś już o świetnym wyniku z Valmierą w ubiegłym sezonie. Co według ciebie sprawiło, że zespół sprawił niespodziankę i zajął miejsce gwarantujące udział w pucharach?

Łączyło nas głównie to, że każdy chciał udowodnić wszystkim, że potrafi dobrze grać. Nasz trener codziennie nas popychał do tego, żebyśmy dawali z siebie maksimum. Mieliśmy też trudne momenty, ale w nich pomagali nam kibice. Inne zespoły nie spodziewały się tego, że możemy coś ugrać, a my przez jakiś czas graliśmy najlepszą piłkę w lidze. Kiedy zrozumieli, że z nami nie ma tak łatwo, było już dla nich za późno.

Obecnie jesteś kapitanem zespołu. Jak myślisz, które cechy sprawiły, że nim zostałeś?

Wydaje mi się, że trener oraz cała drużyna wiedzą, iż mogą mi zaufać, także dzięki temu co pokazuję na boisku. Poza tym, mimo 24. lat, jestem jednym z najbardziej doświadczonych zawodników w zespole.

Kriss Karklins

A co jest twoim najsilniejszym punktem na boisku, może stałe fragmenty gry? Widziałem twojego gola z rzutu wolnego w meczu z Ventspils. Klasa sama w sobie!

Dzięki, jednak nie powiedziałbym, że właśnie stałe fragmenty są moim największym atutem. Myślę, że moje najlepsze cechy to wizja gry, podania oraz wszechstronność na boisku. Ale o konkrety to już pytaj lepiej mojego trenera (śmiech).

Wspomniałeś o wszechstronności. Widziałem, że w całej swojej karierze grałeś na wielu pozycjach – w środku pola, na bokach obrony oraz na pozycji stopera. Gdzie czujesz się najlepiej?

Najbardziej lubię grać na szóstce albo ósemce. Z grą na flankach jednak też nie mam problemu i mogę tam grać. A co do środka obrony – grałem tam w młodzieżowej reprezentacji Łotwy. Wówczas nie było zawodników na tę pozycję, dlatego tam grałem przez jakiś czas.

Niedługo Valmiera zmierzy się w Lidze Europy z Lechem Poznań. Zanim zapytam o przygotowania – co wiesz o Polsce i tutejszej piłce?

Wiem, że Polska ma jednych z najlepszych kibiców na świecie. Dlatego trochę jest mi smutno, że zagramy za zamkniętymi drzwiami, bo kibice Lecha na pewno stworzyliby świetną atmosferę. Wiem też, że ostatnio polskie drużyny nie radziły sobie dobrze w Europie, co może wynikać z ich budżetów i fani chcieliby większych sukcesów w pucharach. Nie oglądałem jednak zbyt wiele polskiego futbolu, żeby coś więcej powiedzieć.

Przygotowujecie się jakoś szczególnie do spotkania z Lechem?

Nie, ponieważ na razie musimy się skoncentrować na naszym meczu ligowym. Planuję jednak obejrzeć mecz Lecha z Zagłębiem, żeby przyjrzeć się dobrze stylowi gry oraz liderom tego zespołu. Myślę, że po obejrzeniu tego spotkania będę wiedział nieco więcej na ich temat.

Jakiego meczu się spodziewasz?

Myślę, że będzie nam ciężko. Podobnie jak wtedy, gdy grając w Liepai podejmowaliśmy Red Bull Salzburg. Teraz jednak różnica polega na tym, że gramy tylko jeden mecz. Mam nadzieję, że powalczymy o kolejną rundę – nie chcemy, żeby ten mecz był naszym ostatnim w europejskich pucharach w tym roku.

A myślisz, że gdyby Valmiera grała u siebie, miałaby trochę większe szanse w pojedynku z Lechem?

Myślę, że przy całej tej sytuacji związanej z pandemią, nie ma znaczenia, gdzie gramy. I tak bylibyśmy uważani za drużynę słabszą. Jedyne, co możemy teraz zrobić to po prostu wyjść na boisko i walczyć.

Wielu reprezentantów Łotwy miało na koncie epizody w polskiej lidze. Przyjąłbyś ofertę z Polski?

Oczywiście, chciałbym grać w Polsce. Na pewno byłby to krok do przodu, bliżej wielkich lig. Myślę, że byłby to dla mnie ruch we właściwym kierunku. Może wtedy miałbym nowe największe osiągnięcie.

Zresztą kilka polskich ekip wyrażało mną zainteresowanie. Nie doszło jednak do żadnych konkretów.

Co jest teraz twoim piłkarskim marzeniem?

Mam kilka mniejszych i większych marzeń. Przede wszystkim chciałbym zadebiutować w reprezentacji Łotwy. Myślę, że każdy dzieciak, gdy zaczyna grać w piłkę, marzy o tym, żeby dumnie reprezentować swój kraj. Poza tym, chciałbym grać na swoim jak najlepszym możliwym poziomie – nieważne, czy będzie to liga łotewska czy Bundesliga. Jedyne, co mogę zrobić teraz to każdego dnia dawać z siebie wszystko. Ważne w tym wszystkim jest szczęście. Bez niego nie ma zwycięstw zarówno na boisku, jak i w życiu.

Jestem pewien, że jeszcze nie osiągnąłem swoje najwyższego pułapu, dlatego będę się dalej starał i kiedyś zagram w lepszej lidze!

ROZMAWIAŁ: PRZEMYSŁAW CHLEBICKI

500PLN
GRAMGRUBO
GRAMGRUBO