Valmiera FC. Młodość, fantazja, konflikty i skandale

Valmiera FC to pierwszy rywal Lecha Poznań w europejskich pucharach w tym sezonie. Powiedzmy sobie szczerze, dla nas – polskich kibiców, jest to drużyna anonimowa. Szczególnie, że dopiero po raz pierwszy gra w europejskich pucharach. Dlatego zapytaliśmy o ten zespół łotewskiego dziennikarza polskiego pochodzenia, Edmundsa Novickisa.

Ratunek ze strony łotewskiej federacji

Można powiedzieć, że Valmiera FC nawet na Łotwie jest dużą niewiadomą. Klub tak naprawdę zaistniał dopiero w ubiegłym roku, gdy sensacyjnie znalazł się w ligowej czołówce. Wcześniej drużyna występowała w najwyższej lidze, aczkolwiek trudno jej dotychczasowe występy w łotewskiej elicie uznać za udane. Szczególnie, że w 2018 roku drużyna utrzymała się w lidze wyłącznie dzięki decyzji federacji.

Na Łotwie nie ma dużo klubów z tradycjami i stabilnymi finansami. Często jest tak, że w pewnym momencie wchodzą nowi ludzie z zapleczem finansowym i mogą szybko zrobić dobry wynik. Ten czynnik również zadecydował w tym przypadku. W 2018 roku drużyna zajęła ostatnie miejsce w lidze, zdobyła tylko kilka punktów i grała miejscowymi piłkarzami. Na ich szczęście, łotewska federacja podjęła decyzję o tym, żeby zespół pozostał w najwyższej lidze. Przed nowym sezonem do klubu przyszli nowi ludzie, zmieniono trenera, doszły pieniądze, a ze starego składu zostało może trzech albo czterech piłkarzy – opowiedział ostatnie losy przeciwnika Lecha w rozmowie dla “Futbol News” Edmunds Novickis z portalu “Sportacentrs.com”.

Można powiedzieć, że klub wykorzystał tę szansę z nawiązką. Oczywiście dzięki zastrzykowi gotówki, nowym piłkarzom i zmianie trenera. Te wszystkie czynniki sprawiły, że w ubiegłym sezonie Valmiera przez praktycznie cały sezon utrzymywała się w czołówce. Co więcej, jeszcze w przedostatniej kolejce zespół był bliski historycznego podium.

Przez cały rok Valmiera walczyła o grę w europejskich pucharach. Byli blisko trzeciego miejsca, ale przegrali w ostatniej kolejce sezonu i spadli o jedno miejsce. Może przed sezonem dobry wynik zespołu byłby niespodzianką, ale w trakcie piłkarze na każdym kroku udowadniali, że zasługują na wyższe lokaty. Awans do kwalifikacji Ligi Europy potraktowano jednak jako duży sukces – przyznał łotewski dziennikarz.

Tamaz Pertia nauczyłby grać w piłkę nawet niedźwiedzia?

Głównym architektem sukcesów Valmiery jest trener Tamaz Pertia. To gruziński szkoleniowiec z dość sporym doświadczeniem piłkarskim, który na Łotwie przebywa od blisko dwóch dekad. Mimo dopiero 45. lat, prowadził już kilka łotewskich zespołów, m.in. Skonto i Liepaję.

Tamaz Pertia nie miał na Łotwie zbyt wielu sukcesów, częściej zajmował drugie miejsce, ale zdobył tu dość spore doświadczenie. Wcześniej prowadził choćby przez cztery lata Skonto Ryga. Jest Gruzinem, ale dobrze zna łotewską piłkę, gdyż mieszka tu od dwudziestu lat. Cieszy się on w kraju dobrą opinią, gdyż już nie raz udowodnił, że może zbudować dobrą drużynę w krótkim czasie. Jak to się u nas mówi, nawet niedźwiedzia nauczyłby grać w piłkę – w taki sposób szkoleniowca Valmiery podsumował Edmunds Novickis.

Trener Valmiery ma swój specyficzny styl gry. Drużyna stosuje pressing średnio przez 70-80 minut meczu i jest nastawiona na agresywny odbiór piłki. To działa w lidze łotewskiej, gdyż tam nie wszystkie zespoły dobrze rozumieją taktykę. Osobiście uważam, że strategia Pertii nie zadziała w meczu z Lechem Poznań – to zupełnie inny poziom – dodał redaktor portalu “Sportacentrs.com”.

Swoje zdanie Edmunds Novickis opiera na dotychczasowych wynikach drużyn Tamaza Pertii w europejskich pucharach. Raz się bowiem zdarzyło, że szkoleniowiec zbyt optymistycznie podszedł do starcia z silniejszym rywalem, co zakończyło się totalnym pogromem jego podopiecznych.

Pamiętam, gdy prowadził Skonto i jego zespół grał w pucharach z węgierskim Debrecenem. Było wtedy około trzydzieści stopni, a drużyna przez większość meczu stosowała silny pressing. To skończyło się porażką 2:9. Pertia przed meczem był optymistą i liczył na to, że takie podejście wystarczy. Myślę, że trener wyciągnął wnioski i w meczu z Lechem nieco lepiej ustawi obronę. Valmiera na ogół gra jednak dość agresywnie do przodu, a w Poznaniu będzie musiała grać bardziej cierpliwie. W tej kwestii jestem pesymistą, myślę że ta drużyna tego nie potrafi. Szczególnie że dobrze znam polską piłkę nożną i wiem, jak gra Lech Poznań – przyznał łotewski dziennikarz.

Ekipa dwudziestolatków

Valmiera FC to drużyna składająca się głównie z młodych zawodników. Większość piłkarzy, nawet pierwszego składu, ma bowiem około dwudziestu lat. Struktura zespołu jest związana z polityką klubową. Zarząd od jakiegoś czasu pozyskuje młodych zawodników z myślą o ich przyszłej sprzedaży za duże, jak na łotewskie realia, pieniądze.

Valmiera to nie jest doświadczony zespół, a większość piłkarzy ma około dwudziestu lat. Można powiedzieć, że wynika to z klubowej strategii. Po ostatnim meczu trener nawet opowiadał, że zarząd nie wymaga od niego wygrywania wszystkiego po kolei, a tego, żeby dobrze przygotował do gry młodych piłkarzy. Władze klubu liczą na to, że w przyszłości dojdzie do dużych transferów z Valmiery. Zresztą w drużynie jest piłkarz młodzieżowej reprezentacji Ukrainy oraz kilka innych talentów. Klub chce ich najpierw rozwinąć, a następnie sprzedać za jak najwyższą kwotę – stwierdził Edmunds Novickis.

Tacy młodzi piłkarze nie potrafią grać cierpliwie i uważnie w defensywie. Uważam, że środkowi obrońcy Valmiery – Francuz Celestine i Nigeryjczyk Badmus nie są zbyt pewni. Mecz z Lechem będzie dla nich bardzo trudny – dodał dziennikarz.

Z filozofią klubu nie do końca zgadza się jednak Tamaz Pertia, który jest nastawiony przede wszystkim na dobre wyniki swoich podopiecznych.

Tamaz Pertia jest bardzo ambitny i nie lubi przegrywać. Chociaż władze klubu nie kładą nacisk na wyniki, on ma swój plan na tę drużynę. Dla Valmiery jest to pierwszy w historii klubu występ w pucharach, dlatego trener liczy na to, że zespół coś pokaże – dodał redaktor portalu “Sportacentrs.com”.

Skandal z udziałem gwiazdy zespołu

Bez wątpienia obecnie największą gwiazdą zespołu jest nigeryjski napastnik Tolu Arokodare. Piłkarz w tym sezonie jest najlepszym strzelcem łotewskiej ekstraklasy, z 14 golami na koncie. Nic dziwnego, że zainteresowanie nim przejawiają kluby z całej Europy. Na razie jednak zarząd Valmiery nie chce go sprzedawać, co doprowadziło do dużego skandalu w klubie.

Tolu Arokodare ma dziewiętnaście lat i dwa metry wzrostu, silny fizycznie, jednak wyróżnia się techniką. Ostatnio jednak był bohaterem skandalu, ponieważ chciał odejść, a klub nie wyraził na to zgody. Władze wyrażały swoje niezadowolenie i zagroziły piłkarzowi, że zgłoszą sprawę do FIFA – nie chciał grać, chociaż ma ważny pięcioletni kontrakt. Teraz jednak wrócił do zespołu i powinien zagrać w Poznaniu. Piłkarze Lecha powinni na pewno zwrócić na niego uwagę – w tym sezonie zdobył już 14 goli. Można mówić, że liga łotewska nie jest taka mocna, ale inne drużyny nie mają tak dobrego strzelca, jak Arokodare – powiedział łotewski dziennikarz.

Jak się okazuje, latem Valmiera otrzymała za piłkarza ofertę z Anderlechtu. Propozycja jednak nie spełniała warunków narzuconych przez klub.

Na Łotwie mówi się, że Anderlecht położył na stół za Arokodare ponad milion euro. Piłkarz potwierdził, że była taka propozycja, klub również. Valmiera jednak odrzuciła ofertę, gdyż zarząd chce zatrzymać zawodnika, żeby później otrzymać za niego jeszcze więcej. Poza tym liczą na to, że Arokodare przyczyni się do dobrych wyników zespołu w lidze oraz europejskich pucharach. Zresztą Anderlecht nie jest jedynym zainteresowanym, piłkarza obserwuje dziesięć klubów z całej Europy – opowiedział redaktor portalu “Sportacentrs.com”.

Arokodare to nie wszystko

Tolu Arokodare nie jest jednak jedyną postacią, na którą Lech musi zwrócić uwagę. Co więcej, Edmunds Novickis zwraca uwagę na to, że z Nigeryjczykiem na boisku taktyka zespołu wygląda zupełnie inaczej.

Bez Arokodare Valmiera grała bardziej kombinacyjnie, więcej było podań po ziemi. Gdy jednak ten piłkarz jest na boisku, drużyna szuka okazji do długich piłek do niego – pod nogi czy na głowę. Nie można też powiedzieć, że drużyna opiera się wyłącznie na Arokodare. Żeby napastnik strzelał, trzeba mu jakoś dograć piłkę – stwierdził łotewski dziennikarz.

Kapitanem drużyny jest Kriss Karklins, który jest najbardziej doświadczonym piłkarzem w szeregach Valmiery. Warto jednak podkreślić, że w tym roku skończył dopiero 24. lata. Ma jednak na koncie mistrzostwo Łotwy w barwach Riga FC.

Kriss Karklins to jeden z najbardziej doświadczonych piłkarzy. Wcześniej zdobył mistrzostwo Łotwy z Rigą, ale nie okazał się zawodnikiem na takim poziomie, żeby regularnie grać w tym zespole. To piłkarz, który w Valmierze stał się liderem i potrafi pociągnąć drużynę za sobą. Zazwyczaj gra na prawej obronie, ale lubi podłączać się do ataku. Potrafi dobrze podać – to właśnie po jego podaniach Arokodare często zdobywa bramki. Poza tym odpowiada za stałe fragmenty gry. W obronie nie jest jednak tak mocny – jest niskiego wzrostu i nie jest zbyt szybki. Dlatego może mieć problemy z dobrze zbudowanym napastnikiem – przyznał Edmunds Novickis.

Wąska ławka rezerwowych

Należy zauważyć, że Valmiera ma kilka problemów przed rozpoczęciem walki o europejskie puchary. Jak wcześniej wspomniał Edmunds Novickis, głównym z nich jest brak doświadczenia zawodników. Trzeba także zwrócić uwagę na to, że kadra zespołu nie jest zbyt szeroka.

Obecnie problemem Valmiery jest wąska ławka rezerwowych. Cały czas gra praktycznie ten sam skład. Ostatnio w ataku zaczął występować Daniils Skopenko, który był daleko od składu, a jeszcze w zeszłym sezonie występował w trzeciej lidze. Zresztą niedawno strzelił gola, co pokazuje, że Tamaz Pertia potrafi szybko z kogoś zrobić dobrego piłkarza, ale z drugiej strony pokazuje problemy klubu – stwierdził redaktor portalu “Sportacentrs.com”.

Tuż przed spotkaniem z Lechem do klubu dołączył jednak nowy napastnik. Kontrakt z klubem podpisał Senegalczyk Djibril Gueye, co oznacza, że w pucharach prawdopodobnie nie zobaczymy wcześniej wspomnianego Skopenki.

“Nie widać po nich, żeby byli jedną rodziną”

O niektórych, nawet słabszych zespołach, można powiedzieć, że stanowią rodzinę. Tak jednak nie jest w przypadku Valmiery, o czym świadczy niedawny skandal z udziałem piłkarzy. Większość zespołu napisała list do władz klubu z prośbą o… zwolnienie trenera, co odbiło się na składzie.

Skład Valmiery trochę się zmienił od ubiegłego sezonu, w zeszłym roku średnia wieku była trochę wyższa, natomiast od jakiegoś czasu bardziej się stawia na młodzież. W poprzednim sezonie w drużynie było widać jednak wspólnotę, a obecnie tak nie jest. Dowodem na to był naprawdę wielki skandal – większa część drużyny, około dwudziestu zawodników, napisała list do władz klubu, że nie chcą pracować z trenerem Pertią. Dodali, że są niezadowoleni zarówno ze sztabu szkoleniowego, jak i medycznego. W dodatku wcześniej trener wyrzucił jednego piłkarza z drużyny, co trochę przyczyniło się do tego protestu. Władze klubu postanowiły jednak, że trener zostaje. Piłkarze na to przystali, ale nie widać po nich, żeby byli jedną rodziną. To jest dla mnie zaskakujące, że mimo tej afery, drużyna utrzymuje się na trzecim miejscu – powiedział Edmunds Novicskis.

Mecz z Lechem przejdzie bez echa?

Łotewskie media bez wątpienia nie żyją spotkaniem Valmiery z Lechem. Nie dość, że piłka nożna nie cieszy się tam szczególną popularnością, większe zaufanie budzą zespoły ze stolicy kraju. Valmiera to miasto, które zamieszkuje niecałe 30 tysięcy mieszkańców i nawet łotewscy fani futbolu nie wiedzą o drużynie specjalnie dużo.

Na Łotwie nie ma zbyt wielu dziennikarzy zajmujących się piłką. Zresztą nawet ludzie, którzy się interesują nie zdają sobie sprawy z tego, jak bardzo wyraźnym faworytem w tym pojedynku jest Lech. Można powiedzieć, że tylko jeden klub – Riga FC, która rok temu wygrała z Piastem Gliwice – wyróżnia się pod względem marketingowym. To klub ze stolicy, dużo się o nim mówiło, ludzie śledzili jego występy w pucharach. A Valmiera to drużyna z małego miasta, poza którym mało kto śledzi jej poczynania. Myślę, że ten mecz nie odbije się szerokim echem na Łotwie – stwierdził łotewski dziennikarz.

Władzom Valmiery nie zależy na rozgłosie. Może trochę przez to, że medialne zamieszanie wokół zespołu mogłoby się na nim niekorzystnie odbić? Z polskiej perspektywy wydaje się to być wyolbrzymieniem, jednak w kraju, gdzie futbol nie jest najpopularniejszym sportem, w dodatku w niewielkim mieście, spokój czasem może być na wagę złota.

Riga celuje w to, żeby za jakiś czas zagrać w fazie grupowej europejskich pucharów. Valmiera nie jest aż tak ambitna, po prostu wszyscy tam cicho i spokojnie, z dala od większego zainteresowania – podsumował Edmunds Novickis.

500PLN
GRAMGRUBO
GRAMGRUBO