Włosi po przebudowie i najmocniejsi od Euro 2012! [Eksperci analizują]
11.10.2020

Łatwe i wysokie zwycięstwo nad Finlandią to już historia. Teraz pojawia się element stawki, czyli mecz w Lidze Narodów. Przede wszystkim zamiast przetrzebionych Finów, naprzeciw kadry Jerzego Brzęczka wyjdą Włosi. Ta ekipa nie ma nic wspólnego z tą, która nie awansowała na mundial do Rosji. Dzisiaj mają spore możliwości i bardzo mocnych piłkarzy praktycznie na każdej pozycji. Jak mocnych? Zapytaliśmy kilka osób, które Serie A oglądają od deski do deski w każdy weekend.

Kto taki? Bartosz Szulga z Polsatu Sport, Aleksander Bernard współtwórca Calcio Merito i twórca Calcio Primavera, Jan Rusinek z Calcio Merito, Dominik Mucha ekspert Eleven Sports i Patryk Kubik sympatyk włoskiej piłki, bardzo aktywny na Twitterze.

Patrząc po powołaniach można podzielić zawodników na kilka grup. Weteranów reprezentacyjnych, nieco młodszych, ale pewniaków oraz bardzo liczną – dwucyfrową – ekipę graczy, którzy nie zaliczyli jeszcze nawet dziesięciu gier w kadrze. Czy można powiedzieć, że Włosi są w trakcie przebudowy?

Patryk Kubik: Wydaje mi się, że po odejściu Giampiero Ventury i wyrwaniu czarnej karty z ksiąg historii reprezentacji Włoch, jaką był brak awansu na mundial w Rosji, jesteśmy coraz bliżej gotowego produktu, który zaproponował Mancini. Przebudowa sama w sobie oczywiście miała miejsce i rozpoczęła się meczem z Polską w Lidze Narodów, gdzie wszyscy pamiętamy jak przeciętnie wyglądała reprezentacja Włoch. Dzisiaj ta drużyna jest w zupełnie innym punkcie niż wtedy – Mancini skutecznie zainstalował w drużynie szereg młodych i zdolnych piłkarzy, których w ostatnich latach w dużej liczbie wyprodukowała Italia. Zdumiewające jak szybko udało się przekonwertować styl gry z archaicznego na nowoczesny. Dzisiaj Włosi jadą na teren Holendrów i dominują w każdym aspekcie gry, strzelając widowiskową bramkę. Tak więc przebudowa moim zdaniem już się zakończyła. Dzisiaj Mancini dokręca już ostatnie śrubki przed Euro. Pytanie na które nie znamy odpowiedzi brzmi – jak daleko jesteśmy od sufitu tej drużyny?

Jan Rusinek: Reprezentacja Włoch w 2017 odniosła największą klęskę w swojej nowożytnej historii – nie dostali się oni na mundial w Rosji i związek musiał podjąć nowe kroki. Obejmujący kadrę Roberto Mancini miał za zadanie na barkach doświadczonych zawodników, wprowadzić do reprezentacji zdolną młodzież, która ma przez najbliższą dekadę stanowić o sile tej kadry. Czy można to nazwać przebudową? I tak i nie. Ten zespół od dwóch lat jest budowany niemal od podstaw i Roberto Mancini szuka najlepszego zestawu zawodników, z którymi będzie walczył na przyszłorocznym Euro.

Dominik Mucha: Trochę tak jest. Tak jak w piłce klubowej covid utrudnił normalną pracę, tak uważam, że jednocześnie przeorał piłkę reprezentacyjną. Włosi żałowali, że Euro nie odbyło się w czasie. Kadra była w najlepszym momencie od Prandellego z 2012 roku. Grali najładniejszą piłkę, tuż po nieudanych eliminacjach do mundialu. Oni naprawdę prezentują się efektownie, chcą grać ofensywnie, nie tak jak kiedyś. Do tego potrzebują nowych zawodników i pod tym kątem szuka ich Mancini. Teraz Włosi mieli – podobnie jak my – trzy mecze, więc ten z Mołdawią był przetarciem. W dodatku nikogo on nie interesował.

Bartek Szulga: Wydaje się, że aktualna mieszanka jest idealna. Roberto Mancini długo szukał pomysłu na zbudowanie kadry i wreszcie go znalazł. Doświadczonych wyjadaczy uzupełniają młodzi i ambitni piłkarze, którzy stawiają pierwsze kroki w kadrze. Gdybym miał określić, czy Italia wciąż jest w przebudowie, stwierdziłbym, że nie. Budowa została zakończona. Jest pomysł, jest styl, są wykonawcy. Kibice reprezentacji Włoch, po serii niepowodzeń w ostatnich latach, znowu z dużym optymizmem podchodzą do przyszłości drużyny narodowej.

Aleksander Bernard: W przebudowie to raczej zbyt duże określenie. Tak nazwałbym kadrę Italii w momencie przyjścia Roberto Manciniego. Teraz twarz tej kadry przechodzi mały lifting, a selekcjoner szuka kolejnych pasujących puzzli do swojej układanki.

W środę zadebiutował Ciccio Caputo. Historia tego zawodnika jest kapitalna, bo wystrzelił dopiero po 30. To jednak nie jedyny przypadek, wszak Acerbi swoją życiowa formę też osiągnął już po 30., chociaż wcześniej tez dostał powołanie do kadry. Czy takich Acerbich i Caputo będzie więcej, czy to jednak wyjątki?

Patryk Kubik: Historia Ciccio Caputo, który w Serie A stanowi dobro narodowe jest wspaniała i świetnie się stało, że została nagrodzona powołaniem do reprezentacji (niedawno w podobny sposób został uhonorowany Fabio Quagliarella po kilku latach przerwy w kadrze). Wracając do Caputo, to też nie jest do końca tak, że został powołany jedynie by w jakiś sposób ukoronować jego karierę. Gdybym miał wskazać jedyny słaby punkt reprezentacji Włoch, to byłaby to pozycja numer “9”. Ciro Immobile i Andrea Belotti to oczywiście mocne nazwiska, natomiast pełnię swojego potencjału z różnych względów pokazują w klubie. Kadra to dla nich zupełnie inna bajka. Caputo jest więc na dzisiaj realną alternatywą do ataku, którą trzeba poważnie rozpatrywać w kontekście Euro.

Jeżeli chodzi o Acerbiego, mamy tutaj klasyczny przykład włoskiego obrońcy, który dojrzewa piłkarsko, gdy na liczniku wybije mu trzydziestka. To jeden z najlepszych stoperów w Serie A, który najprawdopodobniej z Romagnolim będzie stanowił alternatywę dla podstawowej pary środkowych obrońców w kadrze. O sile reprezentacji Włoch często stanowili weterani, więc nie zdziwiłbym się, gdyby takich powołań było więcej. Z drugiej strony Mancini zdaje się być człowiekiem ukierunkowanym na dawanie szansy piłkarzom rozwojowym i przyszłościowym.

Jan Rusinek: Jeżeli chodzi o Francesco Caputo, moja ocena tego piłkarza nigdy nie będzie obiektywna, ponieważ mam do niego słabość, a jego historia faktycznie jest zawiła. Powiem więcej – gdyby nie roczne zawieszenie w Serie B, już dawno zdobywałby gole na poziomie włoskiej ekstraklasy. Z Francesco Acerbim sprawa ma się inaczej, ponieważ dwukrotnie w swoim życiu mierzył się z nowotworem i ta sytuacja spowodowała, że dużo później wszedł na określony poziom, który pozwala mu regularnie grać w Serie A. Włosi mają jeden punkt wspólny z Polakami. U nich zawodnik, który ma 26-27 lat dalej jest traktowany jako „giovane”, czyli młody. Ze względu na to, że włoscy zawodnicy często późno dojrzewają i osiągają peak formy po 30. roku życia, możemy doczekać się podobnych historii jak Acerbi czy Caputo

Dominik Mucha: Wiele mówiło się, że tacy zawodnicy jak Caputo, Acerbi dojrzewają później i mają duży wpływ na to, że grają tak w kadrze. To jest też efekt tego, że Włosi nie boją się powoływać takich zawodników. Niegdyś Di Natale, niedawno Quagliarella, a teraz oni. To są jedną kwestie indywidualne, rozpatrywane przy każdym zawodniku.

Włosi inaczej też patrzą na kadrę. Dla nich reprezentacja to przerywnik od meczów ligowych. Liczy się wyłącznie turniej. Dlatego dochodzi do sytuacji, w który Toto Schillaci był rezerwowym tuż przed mundialem 1990, a na nim został absolutną gwiazdą. Mancini chce mieć szeroką kadrę, a w niej mieszankę rutyny z młodością. Jest dobra atmosfera, której jakiś czas temu wyraźnie brakowało. Wydaje się, że Manini jest pierwszym trenerem od Conte mocno stawiającym też na team spirit.

Bartek Szulga: Mancini pokazał, że nie boi się postawić również na bardzo doświadczonych piłkarzy, którzy wcześniej nie mieli okazji zaistnieć w kadrze czy na poważniej nawet na wysokim poziomie klubowym. Jesteś w dobrej formie – dostajesz powołanie do kadry. Nie ma marudzenia, że ktoś jest za stary. Wcześniej szansę dostał Fabio Quagliarella, który również jest grubo po 30. Biorąc pod uwagę fakt, że w kadrze mimo wszystko zawodzą Ciro Immobile czy Andrea Belotti, kto wie, czy właśnie Caputo nie będzie kluczowym piłkarzem w ataku w najbliższych miesiącach. Jak pokazał w debiucie, nie ma dla niego znaczenia, czy gra w Sassuolo, w reprezentacji Włoch, czy wcześniej w niższych ligach. Gra, to strzela gole, a o to przecież w tej całej zabawie chodzi.

Aleksander Bernard: Ciężko jednoznacznie stwierdzić, czy większa liczba włoskich piłkarzy wystrzeli z formą po trzydziestce. Aczkolwiek przykłady Caputo i Acerbiego są niezwykle inspirujące. Po tym, jak Francesco w barwach Empoli, w sezonie 17/18 na poziomie Serie B zdobył 27 bramek, nie było takiego przekonania, że utrzyma tak wysoką poprzeczkę w najwyższej klasie rozgrywkowej. Acerbi z kolei zanim trafił do Lazio, stopniowo pokonywał kolejne schodki w Sassuolo. Na pewno życzyłbym sobie, aby takich przypadków było zdecydowanie więcej. Mam nadzieję, że na radarze Roberto Manciniego znajduje się Marco Mancosu z Lecce i Samuel Di Carmine z Hellasu. Obaj mają za sobą dobrą kampanię ligową. Szczególnie wrażenie robił na mnie Mancosu, który w układance Fabio Liveraniego zdecydowanie się wyróżniał. Marco wchodził do poważnej gry w Cagliari razem z Radją Nainggolanem, a w poprzednim sezonie pokazywał trochę boiskowej magii, niczym jego idol – Kaka.

Jest dużo oczywistych powołań, ale dla przeciętnego kibica nazwiska Grifo, Lasagna czy El Shaarawy grający w Chinach dziwnie wyglądają wokół gwiazd. Czy tacy zawodnicy powinni dostawać szansę? Zwłaszcza, że nie są już młodzi.

Patryk Kubik: Szczerze mówiąc nie jestem i nigdy nie byłem fanem żadnego z wymienionych. El Shaarawy to oczywiście w przeszłości był piłkarz na poziomie reprezentacji Włoch, ale transferem do Chin postanowił wylogować się z poważnej piłki. Manciniemu w przeszłości zdarzało się powoływać już Sebastiana Giovinco będącego w analogicznej sytuacji. Szansę dla nich upatruję w dwóch powodach – pierwszy to trzy mecze, które Włosi muszą rozegrać w krótkim czasie i do tego potrzeba nieco szerszej kadry. Drugim są kontuzje, przez które kilku znaczących piłkarzy w ofensywie nie pojawiło się na zgrupowaniu.

Jan Rusinek: Postać Stephana El Shaarawy’ego ma za zadanie pokazać, że gra w Chinach nie powinna być traktowana jako piętno na zawodniku, który bardzo często po powrocie nie odstaje od kolegów i zdarza się, że ciągnie swój zespół; przykład: Gervinho w Parmie. Poza tym przed wyjazdem do Chin, był podstawowym zawodnikiem u Manciniego, więc jego powołanie nie dziwi. Podobnie powoływany wcześniej bywał Kevin Lasagna, który na ten moment po Immobile, Belottim i Caputo jest napastnikiem nr 4 w całych Włoszech i prawdopodobnie najszybszym napastnikiem na pierwszych metrach, gdy opanuje piłkę. Z kolei Grifo zbiera pozytywne noty we Freiburgu i coś Mancini musi wiedzieć więcej od nas skoro go powołał.

Dominik Mucha: Mancini już wcześniej stawiał na Lasagne, więc akurat jego powołanie nie dziwi. On jest w szerokiej kadrze, a poza tym wspominałem o dobrej atmosferze w drużynie, którą ceni sobie Mancini, a Lasagna jest takim dobrym duchem w ekipie.

Bartek Szulga: Obecność takich piłkarzy, jak Grifo, Lasagna czy El Shaarawy nie powinna szczególnie dziwić, gdyż mieli oni miejsce w kadrze już wcześniej. Mancini ewidentnie im ufa i pasują do jego koncepcji.

Aleksander Bernard: Co do Grifo i Lasagni jestem w stanie się zgodzić, bo w ostatnim czasie formą raczej nie zasłużyli na powołanie. Natomiast gdyby transfer Stephana do Romy doszedł do skutku, mówilibyśmy o kolejnym zawodniku z rodzimego podwórka. El Shaarawy zniknął większości kibiców z radarów przez transfer do Chin, ale nie mam wątpliwości, że ten piłkarz ma sporo jakości. Wracając do wspomnianej dwójki na początku, nie rozumiem także powołania Bryana Cristante. Grą w lidze zupełnie nie przekonywał. Momentami pada w społeczności kibicowskiej taka refleksja, że selekcjoner powołując piłkarzy, bardziej patrzy na relację i lojalność, niż na aktualną formę. Być może coś w tym jest.

Kogo brakuje Twoim zdaniem?

Patryk Kubik: Pomijając kontuzjowanych jak Insigne, Bernardeschi, Zaniolo czy Romagnoli, osobiście nie męczyłbym już Sandro Tonalego powołaniami do reprezentacji młodzieżowej. Nagrodziłbym także powołaniem Davide Faraoniego. To już nieco zapomniany piłkarz, ale miał świetny sezon w Veronie, a nigdy nie zadebiutował w pierwszej reprezentacji. Zwłaszcza w obliczu absencji Giovanniego Di Lorenzo.

Jan Rusinek: Na pierwszy rzut oka brakuje kapitana AC Milan – Alessio Romagnolego. Ten jednak od końcówki lipca leczył kontuzję i Mancini nie ryzykował. W jego miejsce powołany został Angelo Ogbonna, który włoskim kibicom dawno zniknął z radaru, a jego powołanie można traktować jako ciekawostkę, bo drugi raz nie powinno się wydarzyć. Bardziej rażą dwa inne nazwiska: Bryan Cristante i Moise Kean. Ten pierwszy jest jednym z najsłabszych zawodników AS Romy, którego kibice najchętniej by pożegnali. Natomiast Kean ma za sobą fatalny sezon w Evertonie i postara się odbudować formę w Paris Saint-Germain. Na powołanie dużo bardziej zasługuje Sandro Tonali, który już wcześniej stawiał się na kadrze Manciniego, ale na najbliższe mecze go zabraknie.

Dominik Mucha: Nie patrzyłbym kogo brakuje. Kadra jest na tyle bogata, że trudno takie nazwiska wskazać. Oczywiście nie ma tego, którego być nie mogło – Nicolo Zaniolo. Chłopak, który skład umysły kibiców w całej Italii. Zawodnik, o którym się mówi, że mógłby być kimś w rodzaju Roberto Baggio obecnych czasów. Jeśli doszukiwano się pozytywów, że Euro odbędzie się w 2021 rok, to jedynym był fakt, że Zaniolo będzie miał szansę na nim się pokazać.

Bartek Szulga: Trzeba pamiętać, że koronawirus nie ułatwił pracy selekcjonerowi. W kadrze nie znaleźli się między innymi Giovanni Di Lorenzo czy Lorenzo Insigne, czyli piłkarze Napoli, którzy z pewnością mieliby miejsce w drużynie Manciniego. Zwłaszcza brak Insigne jest sporym osłabieniem. Kapitan Napoli w ostatnich spotkaniach drużyny narodowej wreszcie grał tak, jak w klubach i miał spory wpływ na grę.

Aleksander Bernard: Może mimo braku bardzo dobrego rozpoczęcia sezonu, brakuje mi na tej liście Sandro Tonaliego. To chyba najgłośniejsze nazwisko.

Kogo dzisiaj uważasz za najważniejsze ogniwa kadry Włoch, a kto będzie nim za chwilę? Zwłaszcza ta druga część mnie interesuje, bo jest kilka nazwisk robiących wrażenie w Serie A, ale jeszcze przeciętny kibic mógł ich nie poznać zbyt dobrze.

Patryk Kubik: Na dzień dzisiejszy, pomimo odejścia od defensywnego trendu ogólnie we włoskiej piłce, ciągle uważam, że para Bonucci-Chiellini mająca za sobą Donnarummę w bramce to największa siła reprezentacji Włoch i kręgosłup tej drużyny. Klockami między nimi można rotować w dowolny sposób bez znaczącej zmiany jakości, ale zastąpić tę parę w obronie będzie w przyszłości piekielnie trudno.

Za chwilę możemy się spodziewać, że środek ciężkości w tej drużynie zostanie przerzucony do drugiej linii, biorąc pod uwagę nazwiska jakie mamy w tym zestawieniu. Już dzisiaj wiadomo, że ktoś z zestawu środkowych pomocników: Verratti, Jorginho, Barella, Sensi, Locatelli, Pellegrini, Tonali, Castrovilli nie pojedzie na turniej i będzie to decyzja podjęta przez selekcjonera z ciężkim sercem. Tak naprawdę sam nie wiem, kiedy Włochom aż tak bardzo obrodziło w jakościowych piłkarzy środka pola. Z tego zestawu wystawiasz dowolną trójkę i masz zagwarantowaną jakość. W przeszłości, by uzyskać taki efekt musielibyśmy się cofnąć chyba do 2006 roku. Tak jak Włosi przez lata byli kojarzeni z hurtowego produkowania znakomitych środkowych obrońców, tak w przyszłości uważam, że towarem eksportowym będą świetne “szóstki” i “ósemki”. Osobom niezaznajomionym z włoską piłką polecam bacznie śledzić rozwój Manuela Locatellego, który w trakcie ostatniego sezonu dokonał ogromnego skoku jakościowego. Jestem przekonany, że w przyszłym sezonie trafi do wielkiego klubu. Zwłaszcza, że już w minionym okienku Sassuolo zablokowało mu możliwość odejścia do Juventusu.

Jan Rusinek: Siłą kadry Manciniego ma być kolektyw i fantazja. Co prawda stara gwardia w postaci Bonucciego i Chielliniego będzie wszystko trzymać obronę w ryzach według starego włoskiego stylu, natomiast w ataku będzie dominowała kreatywność piłkarzy. Ten zespół dopiero za rok na Euro będzie miał poważne przetarcie i zawodnicy chcą pokazać, że to właśnie oni będą się liczyć na mapie piłkarskiego świata w najbliższych latach. Poza tym – Roberto Mancini ma do dyspozycji naprawdę zdolnych zawodników z wielkim potencjałem, na co mogli narzekać Antonio Conte czy Giampiero Ventura. Zdecydowana większość zawodników, nawet ci mniej znani przeciętnemu kibicowi jak: Lazzari, Barella, Castrovilli, Locatelli czy Caputo – odgrywają w swoich klubach ważne bądź kluczowe role. W reprezentacji Włoch po blamażu jaki ich spotkał trzy lata temu, w tym momencie może być tylko lepiej.

Dominik Mucha: Trudno powiedzieć, ale ja bym powiedział, że Alessandro Bastoni czy Sebastian Esposito z Interu. Sandro Tonali też, chociaż on jest już znany. Poza tym Riccardo Sotil czy Andrea Pinamonti.

Bartek Szulga: Trudno wskazać najważniejsze ogniwa kadry Włoch, gdyż Italia po prostu gra dobrze jako drużyna, a to jest najważniejsze. Zawodnicy doskonale znają swoje zadania na boisku i “kupili” pomysł Manciniego. Obrońcy skutecznie się uzupełniają, pomocnicy ciężko pracują, a napastnicy robią swoje. Jeśli już trzeba się do czegoś przyczepić, wciąż poziomu z klubu na kadrę nie potrafią przenieść Immobile i Belotti. Można pokusić się o stwierdzenie, że gra odpowiednio Lazio i Torino jest podporządkowana właśnie pod nich, a kadra gra dobrze jako kolektyw. Może właśnie Caputo będzie tym brakującym elementem układanki?

Jeśli chodzi o piłkarzy, którzy niedługo mogą mieć duży wpływ na grę Italii, z pewnością są to dwaj środkowi pomocnicy wchodzący właśnie do kadry – Manuel Locatelli z Sassuolo i Gaetano Castrovilli z Fiorentiny. Zarówno jeden, jak i drugi byli objawieniami poprzedniego sezonu Serie A i na dobre dali się poznać szerszej publiczności. Jeśli będą potrafili przenieść formę z klubu do kadry, reprezentacja Włoch będzie jeszcze mocniejsza. Środek pola już jest bardzo mocno obsadzony i gra trójki pomocników do tej pory funkcjonowała dobrze, ale Locatelli i Castrovilli z pewnością mogą dać coś “ekstra”.

Aleksander Bernard: Z pewnością jest to duet środkowych obrońców Bonucci-Chiellini, także Marco Verratti, Lorenzo Insigne czy Gianluigi Donnarumma. Stopniowo swoją pozycję w kadrze buduje Nicolo Zaniolo, Manuel Locatelli, Nicolo Barella, Federico Chiesa, Gaetano Castrovilli oraz Lorenzo Pellegrini. Utalentowanych piłkarzy we Włoszech jest sporo i jeśli ich kariera dobrze się ułoży, mogą być wartością dodaną „Squadra Azzurra”.

W ostatnich latach Włosi zmagają się z brakiem skutecznego środkowego napastnika. Teraz jest Immobile, Belotti czy Caputo, ale teraz nie ma jednej postaci, która zdobywałaby wiele bramek. Na pewno jest wielu zdolnych napastników – i tu można wymienić Moise Keana, Andreę Pinamontiego, Lorenzo Colombo, Sebastiano Esposito, Gianlukę Scamaccę. Ja szczególnie liczę na tego ostatniego. Gianluca buduje swoją pozycję w kraju harmonijnie, ma wiele cech ważnych dla środkowego napastnika. To taka włoska wersja Zlatana Ibrahimovicia. Podsumowując – jest na kim budować reprezentację.

500PLN
GRAMGRUBO
GRAMGRUBO