Dejan Drazić: Chciałbym awansować z Zagłębiem do europejskich pucharów

Dejan Drazić po kilku miesiącach wrócił do Zagłębia Lubin. Serbski piłkarz w rozmowie dla “Futbol News” opowiedział nam o piłkarskich początkach, przygodzie z ligą hiszpańską oraz pracy z trenerem Martinem Sevelą, pod którego wodzą pracuje trzeci raz w swojej karierze.

Zanim porozmawiamy o twojej piłkarskiej karierze – wiem, że urodziłeś się w Somborze – miejscowości w Vojvodinie, która jest wielonarodowościowa. 

Mój ojciec pochodzi z Chorwacji, jednak w tamtym czasie musiał wyemigrować, gdyż w jego okolicach toczyła się wojna. Urodziłem się w 1995 roku w Somborze, aczkolwiek niemal natychmiast po moim urodzeniu przenieśliśmy się do Vladimirovac, wsi położonej niedaleko tego miasta. Spędziłem tam kolejne lata.

Masz jakieś wspomnienia z dzieciństwa związane z piłką?

Do dziś dobrze pamiętam, od czego zaczęło się moje zainteresowanie tym sportem. Gdy byłem dzieckiem, otrzymałem piłkę od dziadka i od tamtej pory nie mogłem się z nią rozstać. Z kolei w wieku sześciu lat poszedłem na swój pierwszy trening, na który przyprowadziła mnie babcia.

Można powiedzieć, że dzięki rodzinie zdecydowałeś się na to, by na stałe związać się z piłkę?

Moi bliscy od kiedy byłem dzieckiem dostrzegali u mnie silną wolę i talent. Poza tym widzieli, jak byłem szczęśliwy, gdy grałem w piłkę. Naprawdę, mogłem przez cały dzień grać w piłkę na ulicy, nawet nie jedząc.

Kiedy trafiłeś do Partizana?

Miałem wtedy dwanaście lat i od tamtej pory mieszkałem w Belgradzie, z dala od domu. Moja rodzina bardzo mnie jednak wtedy wspierała – zaufali mi i pozwolili na to, żebym żył samemu w dużym mieście z powodu gry w piłkę. Bardzo to doceniam.

Później przeniosłeś się do OFK Belgrad, gdzie zanotowałeś swój pierwszy występ w dorosłym futbolu. W dodatku przeciwko Partizanowi.

Wcześniej nie otrzymałem szans od Partizana na to, by się pokazać. Klub wtedy po prostu rozstał się ze mną, chociaż zależało mi na tym, by być jego częścią. W meczu przeciwko Partizanowi chciałem udowodnić, jak bardzo się mylili, rozstając się wcześniej ze mną.

Twoje dobre występy z czasem zostały zauważone przez skautów Celty Vigo. To był jedyny klub, który wyrażał tobą zainteresowanie, czy może dostałeś jakieś propozycje od innych?

Poza Celtą mogłem wtedy trafić do Crveny zvezdy, która była mną poważnie zainteresowana. Poza tym słyszałem o zainteresowaniu z Belgii i Holandii, ale ostatecznie uznałem, że oferta z Vigo jest dla mnie najlepsza.

Treningi w lidze hiszpańskiej były dla ciebie zdecydowanie trudniejsze niż te w Serbii?

Wysiłek w Celcie był nieporównywalny do tego, jaki podejmowałem w OFK. Treningi były cięższe, wszystko musieliśmy wykonywać szybciej. Duży nacisk kładziono również na aspekty techniczne. Liga hiszpańska jest na najwyższym poziomie i podczas pobytu w Celcie przekonałem się o tym na własnej skórze.

Jak widać, ciężka praca się opłaciła, bo otrzymałeś kilka szans gry w pierwszym zespole. Wystąpiłeś choćby w spotkaniu z Barceloną.

Można powiedzieć, że w ten sposób spełniłem jedno ze swoich największych marzeń. Zagrałem na Camp Nou przeciwko tak wspaniałej drużynie, jaką jest Barcelona! Wysoko wtedy przegraliśmy, aczkolwiek gra przeciwko Messiemu, Neymarowi i Suarezowi to było niesamowite przeżycie. Wciąż pamiętam swój pojedynek z Messim.

Jak oceniasz pracę z Enrique Berizzo?

Był naprawdę dobrym trenerem i bez względu na wszystko, trzymał cały zespół pod kontrolą. Zresztą dowodem było to, gdzie znaleźliśmy się na końcu sezonu. Szóste miejsce w lidze, półfinał Ligi Europy. To był bardzo udany sezon w wykonaniu Celty i jest to w dużej mierze zasługa trenera.

Po sezonie odszedłeś na wypożyczenie do Realu Valladolid. Uważasz, że była to słuszna decyzja w tamtym momencie?

Trener Berizzo nalegał, żebym został w Celcie. A ja byłem młody, ambitny, chciałem grać częściej. Z perspektywy czasu uważam, że wyszedłbym lepiej, gdybym zdecydował się zostać i powalczyć o więcej występów niż w poprzednim sezonie.

Chociaż od strony sportowej nie był to dobry ruch, było jednak kilka zalet tego pobytu. Poznałem tam swojego obecnie najlepszego przyjaciela, z którym mam stały kontakt. Obecnie co jakiś czas spotykamy się wraz z naszymi rodzinami.

Dzięki temu, że miałem tam lepszy kontakt z ludźmi, nauczyłem się języka hiszpańskiego, którym obecnie dość dobrze się posługuję. Pod tym względem uważam, że mogę być zadowolony z pobytu w Valladolid.

Gdy wróciłeś z wypożyczenia, trafiłeś do rezerw. Nie miałeś możliwości, by grać w pierwszej drużynie?

Celta zarobiła dużo pieniędzy po występach w Europie i dużo przeznaczyła na transfery. Zamiast transferów za jeden czy dwa miliony, zaczęto wydawać więcej. Pione Sisto trafił za siedem milionów, a Emre Mor za czternaście. Wiesz, jak to wygląda w takiej sytuacji.

Następnym twoim przystankiem w piłkarskiej karierze okazał się Slovan Bratysława. Dlaczego zamieniłeś Hiszpanię na Słowację?

Wtedy w Slovanie pracował serbski trener, który pełnił rolę trzeciego szkoleniowca pierwszej drużyny. Zanim tam przyszedłem, właśnie on opowiedział mi o projekcie, który powstawał w stolicy Słowacji.

I tam poznałeś trenera Martina Sevelę, z którym później spotkałeś się w Zagłębiu.

Tak, to zresztą dzięki niemu zdecydowałem się trafić do Polski. Trener Sevela powiedział mi wszystko o Zagłębiu i uznałem, że ekstraklasa jest ligą z większymi perspektywami niż słowacka.

Jak się czujesz w Lubinie i drużynie Zagłębia? Na początku roku to wyglądało tak, jakbyś od razu się zaaklimatyzował w drużynie.

W Lubinie podoba mi się to, że jest tu spokojnie, a także tanio (śmiech). A w drużynie czuję się jak w domu, co sprawia, że po prostu lepiej mi się w niej gra.

Od początku sezonu wiedziałeś, że wrócisz do Zagłębia?

Tak, czekałem tylko na zielone światło od Slovana. Jeszcze zagrałem w meczu ligi słowackiej, ale wiedziałem, że chcę wrócić.

Co chciałbyś osiągnąć w drużynie “Miedziowych”?

Krótko mówiąc, zależy mi na tym, żeby przyczynić się do awansu Zagłębia do europejskich pucharów. Wierzę w to, że nam się uda.

Masz jakieś sportowe marzenia?

Marzę o tym, żeby za jakiś czas otrzymać powołanie do reprezentacji Serbii. Chciałbym również za jakiś czas znowu zagrać w Hiszpanii.

A pozasportowe?

Chciałbym być dobrym ojcem dla swoich dzieci. Tak dobrym, jak moi rodzice zawsze byli dla mnie.

ROZMAWIAŁ: PRZEMYSŁAW CHLEBICKI

500PLN
GRAMGRUBO
GRAMGRUBO