Postawić ostatni krok w walce o Ligę Mistrzów. Czy Paris Saint-Germain jest w stanie tego dokonać? [OPINIA EKSPERTA]
16.10.2020

Po latach niemożności sforsowania bariery ćwierćfinału Ligi Mistrzów, Paris Saint-Germain wreszcie zaliczyło naprawdę udany sezon na arenie międzynarodowej. Co prawda ostatecznie nie udało się zdobyć trofeum Champions League, lecz Paryżanie przegonili demony przeszłości nękające ich co sezon. Bieżącą kampania da nam odpowiedź, czy klub dojrzał do wykonania ostatniego, kluczowego kroku i sięgnięcia po najważniejszy puchar w klubowej piłce. 

Podążają drogą Chelsea

Analizując najświeższą historię startów PSG w Lidze Mistrzów, podobną drogę do  znalezienia się na europejskim szczycie musiała pokonać londyńska Chelsea. Bogaty właściciel wchodzi do futbolowego biznesu z drzwiami i futryną, pompując w klub niekończący się strumień pieniędzy. Ściąga do siebie czołowych piłkarzy świata, płacąc im gigantyczne tygodniówki, budząc przy tym odrazę kibiców oraz włodarzy rywali. Brzmi znajomo, prawda? Podobieństw jest jednak więcej. Dla Chelsea szklanym sufitem w Lidze Mistrzów była przez pewien czas faza półfinałowa. Zanim w 2008 roku awansowali do decydującego starcia (przegrana w finale z Manchesterem United i słynne poślizgnięcie Johna Terry’ego), zatrzymywali się na niej trzykrotnie. W końcu jednak Roman Abramowicz dopiął swego i cztery lata po naznaczonym pechem finale na Łużnikach, mógł wznieść trofeum i poczuć się spełniony jako właściciel klubu. 

W tamtej edycji Ligi Mistrzów los oddał Chelsea to, co notorycznie zabierał we wcześniejszych latach. Wydaje się, że podobnie jest obecnie w przypadku Paris Saint-Germain, które po serii absurdalnych wręcz odpadnięć w samych końcówkach spotkań, wreszcie samo potrafiło odwrócić losy meczu i wypunktować w doliczonym czasie gry ćwierćfinałowej rywalizacji Atalantę Bergamo. 

Każdemu kto planuje wejść do kasyna lub postawić zakład u bukmachera, radzimy mieć tę książkę pod ręką.

Klęska nawozem sukcesu?

Czy można zatem stwierdzić, iż wcześniejsze porażki na wczesnym etapie fazy pucharowej Ligi Mistrzów pozwoliły Paryżanom na zebranie niezbędnych doświadczeń i były nawozem sukcesu z ubiegłego sezonu? 

Nie do końca bym się z tym zgodził – uważa Michał Bojanowski, redaktor portalu “Le Ballon” oraz współpracownik tygodnika “Piłka Nożna”. – Paris Saint-Germain miało już bowiem kilka okazji – choćby po słynnym odpadnięciu z Barceloną – aby pokazać, że wyciągnęło wnioski z poprzednich niepowodzeń. Tak się jednak nie stało. Być może doświadczenia z przeszłości narzucały na piłkarzy niezdrową presję. Sukces PSG można natomiast łączyć z wcześniejszym zakończeniem rozgrywek ligowych, czego potwierdzeniem jest również bardzo dobra dyspozycja Lyonu, który niespodziewanie dotarł do półfinału Ligi Mistrzów. Na pewno zawodnicy z Paryża z każdym rokiem byli bardziej doświadczeni. Przed ubiegłym sezonem poczyniono odpowiednie wzmocnienia na pozycjach, które najbardziej tego wymagały. Do klubu trafił Idrissa Gueye, Ander Herrera, Pablo Sarabia czy Keylor Navas. PSG nigdy wcześniej nie było tak dobrze przygotowane do sezonu. Na sukces z minionych rozgrywek złożyło się więc kilka czynników. Z perspektywy czasu można ocenić, że świetnie trafiono z transferami. Teraz pozyskano piłkarzy “z łapanki”. Ciężko oczekiwać, że wzniosą PSG na wyższy poziom.

Brak wielkich transferów

Rzeczywiście, do Paryża nie trafił żaden piłkarz, który z miejsca podniósłby jakość gry zespołu. Trzeba rzecz jasna pamiętać o kryzysie związanym z pandemią koronawirusa, lecz mimo wszystko chyba nie takich transferów oczekuje się od finalisty poprzedniej edycji Ligi Mistrzów, którego aspirację sięgają ponownego udziału w decydującym starciu najważniejszych klubowych rozgrywek. 

Pamiętamy, jak w meczu z Bayernem Monachium Kingsley Coman bez problemu radził sobie z Thilo Kehrerem. Postarano się zatem o wzmocnienie prawej strony defensywy. Do klubu przyszedł Alessandro Florenzi, który na razie wydaje się bardzo dobrym transferem. Pokazuje to choćby fantastyczna bramka zdobyta strzałem z woleja w ligowym meczu przeciwko Angers. Włoch przypomina nieco Thomasa Meuniera, który odszedł przed sezonem do Borussii Dortmund. Niestety jest to jedyne większe wzmocnienie. Co prawda wykupiony został Mauro Icardi, ale jeśli chodzi o nowe twarze, ciężko mówić o poważnych zakupach. Ściągnięcie Rafinhii czy Moise Keana to niezłe uzupełnienia. Ciężko jednak oczekiwać, że tacy zawodnicy pociągną drużynę. Powodem, dla którego ostatnie mercato wyglądało tak, a nie inaczej, był otwarty konflikt pomiędzy Thomasem Tuchelem a dyrektorem sportowym Leonardo. Niemiec nie był zadowolony z ruchów transferowych klubu. Chciał pozyskać lepszych zawodników. Leonardo odbijał piłeczkę, mówiąc, że poza drużynami z Anglii żaden klub nie jest w stanie przeznaczać dużych pieniędzy na zakupy – stwierdza Bojanowski.

Zabraknie doświadczenia?

Wraz z końcem sezonu 2019/20 z klubu odeszło dwóch niezwykle doświadczonych piłkarzy – Edinson Cavani oraz Thiago Silva. Urugwajczyk pełnił coraz bardziej marginalną rolę w drużynie, więc jego strata nie będzie tak bolesna. Inaczej może być w przypadku brazylijskiego stopera, który wystąpił łącznie w 35 meczach PSG w ostatnim sezonie. Co jednak istotniejsze, Silva pełnił funkcję kapitana zespołu. Jego strata może mieć więc również inny wymiar, niż tylko ten boiskowy. 

Odejście Thiago Silvy to przede wszystkim utrata charakteru. Mówimy przecież o kapitanie drużyny, który zarządzał nią od środka. Sportowo Brazylijczyk przez ostatnie kilka lat prezentował dobry poziom, był wręcz kluczowym zawodnikiem, lecz raczej na spotkania ligowe. Wielokrotnie w rozgrywkach Ligi Mistrzów było widać, że trochę nie dojeżdża już poziomem, zaczyna brakować mu szybkości. W obecnym sezonie podstawową parę stoperów tworzyć będą Marquinhos oraz Presnel Kimpembe. Po odpowiednich wzmocnieniach środka pola nie będzie już konieczności, aby przesuwać Brazylijczyka na pozycję środkowego pomocnika. 

– Tak naprawdę cofnięcie Marquinhosa na swoją nominalną pozycję uważam za lepszą decyzję niż ewentualne pozostawienie w drużynie Thiago Silvy. Moim zdaniem środek obrony Kimpembe – Marquinhos będzie jednym z lepszych duetów w Europie – ocenia nasz rozmówca. 

Pozytywne nastawienie Neymara

Przez długi czas wydawało się, że PSG straci swoją największą gwiazdę. Saga z powrotem Neymara do Barcelony męczyła pewnie nawet kibiców “Dumy Katalonii”. Ostatecznie nic z tego nie wyszło. Brazylijczyk po narzekaniach na swojego obecnego pracodawcę wydaje się być wreszcie szczęśliwy na Parc des Princes. 

Sprawa z Neymarem przypomina tę związaną z Kylianem Mbappe. Dlaczego Francuz został w PSG? Ponieważ nikogo nie stać, aby go wykupić. Dopóki sytuacja na rynku się nie ustabilizuje lub piłkarzom nie skończą się kontrakty, to ciężko mi sobie wyobrazić, że ktoś wyda na Neymara lub Mbappe sto kilkadziesiąt milionów. Brazylijczyk zmienił swoje nastawienie do gry dla PSG dzięki sukcesowi na arenie międzynarodowej. Co prawda drużyna przegrała finał z Bayernem, lecz to, że do niego doszła w głównej mierze dzięki Neymarowi sprawia, że ten czuje się potrzebny w zespole. Świetnie dogaduje się z Thomasem Tuchelem i uważam, że jego przyszłość jest powiązana z trenerem. Póki Niemiec będzie pracować w Paryżu, Neymar nie będzie skory do opuszczenia klubu. Wszystko bowiem, czego potrzebuje jako piłkarz ma zagwarantowane przez PSG – tłumaczy Bojanowski. 

Tuchel przekonał wynikami

Wydaje się zatem, że Neymar powinien na dłużej zagrzać miejsce w drużynie z Paryża. Przyszłość Thomasa Tuchela w klubie rysuje się powiem w jasnych barwach. Niemiec w zeszłym sezonie w końcu udowodnił, że potrafi wprowadzić zespół do finału najważniejszych klubowych rozgrywek w Europie. A przecież po to został ściągnięty na Parc des Princes. 

PSG ligi francuskiej czy krajowego pucharu nie traktuje jako wyzwanie. Tym jest dla nich walka w Lidze Mistrzów. Kiedy Thomas Tuchel kontynuował serię Unaia Emery’ego i nie potrafił awansować choćby do półfinału, ciężko było uznawać, że jest to trener, który zbawi PSG. To przecież Champions League jest celem klubu. Liga jest tak naprawdę z góry wygrana. Ostatni sezon dał szkoleniowcowi sporo pewności siebie. Jednak tak jak wspominałem, musimy pamiętać o problemach na linii Tuchel-Leonardo. Kiedy gra zespołu wygląda dobrze, konflikt może zostać wygaszony, ale w momencie, kiedy PSG rozpoczęło sezon od dwóch porażek, zaczęły się publiczne przepychanki. Póki będą wyniki, nie ma potrzeby, aby kończyć współpracę. Pozycja Tuchela będzie jednak silna do pierwszego poważniejszego kryzysu – przewiduje Bojanowski. 

500PLN
GRAMGRUBO
GRAMGRUBO