Sezon pełen niewiadomych. Bayern rozpoczyna batalię o ponowny triumf w Lidze Mistrzów
21.10.2020

Obrona tytułu jest znacznie trudniejsza niż jego premierowe wywalczenie. Frazes ten jest używany na potrzeby każdych możliwych rozgrywek. Jednak w obecnym sezonie, naznaczonym piekielnie napiętym terminarzem oraz absencjami piłkarzy związanymi z koronawirusem, wspomniany truizm może być znacznie prawdziwszy niż kiedykolwiek wcześniej. 

Chaos lubi niespodzianki

Początek sezonu 2020/21 dobitnie pokazał, że wszelkie prognozy i dalekosiężne typowania są jeszcze bardziej pozbawione sensu niż dotychczas. Masa niespodzianek i szalonych spotkań w większości topowych lig wynika w dużej mierze z koronawirusowego chaosu, który nawiedził futbol na początku marca. Wywrócony do góry nogami terminarz oraz praktycznie brak okresu przygotowawczego spowodowały kilka sensacyjnych rozstrzygnięć na początku sezonu. 

Prym w niecodziennych wynikach wiedzie Premier League. Wystarczy jedynie spojrzeć na rezultaty osiągane przez finalistów Champions League z 2019 roku. Liverpool po niezłym starcie ligowych rozgrywek został wręcz zmasakrowany przez Aston Villę, przegrywając aż 2:7! Tottenham w jednej kolejce potrafił roznieść w pył Manchester United na Old Trafford (6:1), by w następnej zremisować wygrany mecz, tracąc w dziesięć minut trzy gole z West Hamem. Sierpniowy finalista Ligi Mistrzów rozpoczął ligowy sezon od dwóch porażek. Paris Saint-Germain posiada tak dominującą pozycję we francuskim futbolu, że przegrane mecze z Lens oraz Marsylią były kompletnym szokiem. Również i triumfator najcenniejszego klubowego trofeum w Europie nie uniknął poważnej wpadki. 

Każdemu kto planuje wejść do kasyna lub postawić zakład u bukmachera, radzimy mieć tę książkę pod ręką.

Ofiara przeładowanego terminarza

Negatywny wpływ na formę fizyczną Bayernu Monachium na starcie sezonu miał z pewnością mecz o Superpuchar Europy z Sevillą, rozgrywany na Węgrzech. Bawarczycy ostatecznie pokonali rywali z Andaluzji 2:1. Potrzebowali do tego jednak dogrywki. Trzy dni później wymęczona drużyna poległa z kretesem w ligowym spotkaniu z Hoffenheim. Rywal ten od dawna nie leży Bayernowi, lecz z pewnością podopieczni Hansiego Flicka byliby w stanie nawiązać walkę ze średniakiem Bundesligi. Szkoleniowiec Bawarczyków musiał ratować się rotacjami, zostawiając na ławce m.in. Roberta Lewandowskiego oraz Leona Goretzkę. Spotkanie zakończyło się zwycięstwem Hoffenheim aż 4:1! Gospodarze dwie z czterech bramek zdobyli w ostatnim kwadransie meczu, co może świadczyć o braku sił mistrzów Niemiec w końcowej fazie spotkania. 

Jak ważna jest świeżość i optymalne przygotowanie fizyczne, pokazał sierpniowy turniej finałowy Ligi Mistrzów. Wśród półfinalistów znalazły się dwie drużyny z Niemiec oraz dwie z Francji. Obie te ligi zakończyły zmagania znacznie wcześniej niż pozostałe. Podczas gdy Bayern czy PSG mogły w spokoju przygotować się do rywalizacji w Champions League, w Anglii, Hiszpanii czy we Włoszech kluby ledwo co skończyły sezon w krajowych rozgrywkach. Po wynikach lizbońskiego turnieju najlepiej widać, który wariant okazał się korzystniejszy dla jego uczestników. 

W obecnych rozgrywkach Bayern zostanie pozbawiony tego atutu. O optymalne rozplanowanie sił na całą kampanię będzie zatem zdecydowanie trudniej. 

Transfery last minute

Nietrudno więc wywnioskować, że w tym szalonym sezonie kluczem do sukcesu może okazać się długa i jakościowa ławka rezerwowych. Kibice Bayernu mogli zatem z dużym niepokojem czekać na ostatnie godziny okienka transferowego. Na dwa dni przed jego zamknięciem klub dokonał raptem dwóch wzmocnień. Na Allianz Arenę trafił długo oczekiwany Leroy Sane oraz Tanguy Nianzou, nastoletni stoper z PSG. Jak na triumfatora Ligi Mistrzów takie transfery nie mogły nikogo rzucić na kolana. 

Wreszcie Bayern zachował się jak nie Bayern i dokonał kilku ruchów tuż przed deadlinem. Wydawać by się mogło, że najbardziej poukładany i najrozsądniej zarządzany klub z europejskiej czołówki, niczym wytrawny szachista będzie przewidywał kilka posunięć do przodu i w razie transferowych niepowodzeń ma opracowany nie tylko plan B, ale też C, D i E. Aby poszerzyć kadrę, włodarze Bayernu skusili się na pozyskanie zawodników, których w normalnych warunkach najprawdopodobniej by nie sprowadzili. Z drugiej jednak strony, jak już zostało wspomniane, obecnie żaden klub w Europie nie funkcjonuje w normalnych warunkach. 

Zastanawiające ruchy

Rezerwowy skrzydłowy Juventusu, który w Serie A przez dwa lata zdobył dwie bramki. Napastnik PSG, który w dwóch sezonach rozegrał nieco ponad dwa tysiące minut i zostanie najbardziej zapamiętany przez absurdalne pudło w rozgrywkach Ligue 1. Środkowy pomocnik czerwonej latarnii La Ligi z ubiegłego sezonu. 28-letni prawy obrońca Marsylii, który jeszcze nigdy nie zagrał w europejskich pucharach. Przyznacie, że powyższy opis nie robi specjalnego wrażenia i wręcz nie pasuje do wzmocnień dokonywanych przez taki klub jak Bayern. Być może jednak Hansi Flick ponownie zaskoczy wszystkich kibiców i ekspertów, sprawiając, że Douglas Costa, Eric Maxim Choupo-Moting, Marc Roca oraz Bouna Sarr odegrają istotne role w sezonie 2020/21. 

Mówimy tutaj jednak raczej o uzupełnieniach szerokiej kadry, a nie graczach, którzy staną się jej ważnymi postaciami. Te są raczej niezmienne wobec poprzedniej, okraszonej licznymi sukcesami kampanii. Potencjał na bardzo ważnego gracza w tej ekipie ma rzecz jasna Leroy Sane. Jeśli walczysz o jakiegoś piłkarza tak długo, to wręcz nie może być inaczej. Pytanie, czy zawodnik, który w zeszłym sezonie rozegrał łącznie ledwie 81 minut, będzie w stanie wytrzymać trudy sezonu bez większych wahnięć formy. 

W kontekście walki o obronę trofeum Ligi Mistrzów warto dodać, że niezbyt imponujące okienko transferowe w wykonaniu Bayernu nie jest niczym niespodziewanym. Klub, który raczej stroni od wydawania pieniędzy, nie zacznie szastać gotówką w dobie kryzysu. Co ważne, rywale Bawarczyków do końcowego triumfu w Champions League, notorycznie wydający gigantyczne sumy na nowych zawodników, tym razem znacznie rozsądniej gospodarowali funduszami. Paradoksalnie więc obecna sytuacja może nawet sprzyjać Bayernowi w misji ponownego sięgnięcia po Ligę Mistrzów. 

Jedno się nie zmienia

W tym całym zamieszaniu jednego możemy być akurat pewni – wysokiej formy Roberta Lewandowskiego. Dla Polaka nie ma znaczenia, czy jest wypoczęty, czy też przemęczony. Lewy sieknął na dzień dobry siedem bramek w czterech meczach Bundesligi. Co ciekawe, zaczął również częściej asystować kolegom. Jak widać polski napastnik poszerza swój boiskowy repertuar o kolejne elementy. Ogromne doświadczenie Lewandowskiego oraz takich graczy jak Thomas Muller, Manuel Neuer, David Alaba czy Joshua Kimmich będzie teraz jeszcze istotniejsze niż we wcześniejszych sezonach. W razie komplikacji to właśnie na nich będą zwrócone oczy kolegów z zespołu oraz kibiców. 

Brać przykład z Kimmicha

W finałowym meczu o Superpuchar Niemiec z Borussią Dortmund, Joshua Kimmich strzelił decydującego gola, kiedy leżał już na murawie. Niemiec pociągnął akcję przez połowę boiska i w kluczowym momencie padł jak długi przez interweniującym bramkarzem. Zdołał jednak jakimś sposobem wpakować piłkę do siatki. Triumfatorowi poprzedniej edycji Ligi Mistrzów inne czołowe drużyny w Europie z pewnością będą starały się podkładać nogi i spowodować bolesną wywrotkę Bayernu. Bawarczycy mają jednak wszystkie narzędzia, aby niezależnie od okoliczności zakończyć swoją misję powodzeniem. Tak jak Kimmich.

500PLN
GRAMGRUBO
GRAMGRUBO