Wstydu z pewnością nie było. Lech Poznań 2:4 Benfica
22.10.2020

Od bardzo wymagającego przeciwnika Lech rozpoczął rywalizację w fazie grupowej Ligi Europy sezonu 2020/2021. Do Poznania przyjechała bowiem Benfica, która z pewnością celuje w pierwsze miejsce w grupie.

Sympatycy “Kolejorza” mogli mieć spore obawy tuż przed startem meczu. Portugalski klub nie zbagatelizował wyjazdowego starcia z Lechem i wyszedł w najmocniejszym składzie. Z kolei w szeregach gospodarzy zabrakło zawieszonego Lubomira Satki, dlatego w pierwszym składzie wyszedł Tomasz Dejewski, który do tej pory rozegrał w tym sezonie raptem dwa mecze.

To właśnie 25-latek miał sporego pecha, gdyż podczas wślizgu zagrał ręką we własnym polu karnym. Sędzia pokazał na wapno, a jedenastkę wykorzystał Pizzi. Trudny początek w ogóle nie wpłynął na nastawienie piłkarzy Dariusza Żurawia. Gospodarze byli zdeterminowani, by zdobyć bramkę.

Ta sztuka udała się Lechowi bardzo szybko. Już sześć minut po rzucie karnym stan meczu wyrównał Mikael Ishak. Szwed wykorzystał dokładne podanie Czerwińskiego, który popisał się świetnym rajdem po prawej stronie boiska.

Obie drużyny miały bardzo podobny plan na to spotkanie. Zarówno Lech, jak i Benfica skupiły się przede wszystkim na ofensywie. To otwierało spore szanse przy groźnych kontratakach. Świetną szansę na gola w 24. minucie miał Jakub Moder, który po rzucie rożnym wykonywanym przez Ramireza, uderzył w poprzeczkę.

Tuż przed zejściem do szatni na prowadzenie ponownie wyszli goście. Benfica stworzyła bardzo składną akcję po prawej stronie murawy, a dokładną piłkę Gilberto wykorzystał Nunez, który wpakował futbolówkę do siatki po strzale głową. Po raz kolejny nie popisał się Dostojewski. To właśnie 25-latek nie upilnował Urugwajczyka.

Druga połowa również nie zawiodła

Przerwa nie wpłynęła negatywnie na poziom widowiska. Tuż po starcie drugiej połowy sporo działo się na boisku w Poznaniu. Najpierw dość kontrowersyjną decyzję podjął arbiter, który nie dopatrzył się przewinienia Vertonghena, a następnie Crnomarkovic wybił piłkę z linii własnej bramki, gdyż błąd popełnił Bednarek.

W 49. minucie mieliśmy 2:2. Bardzo dobrze prezentujący się na murawie Jakub Kamiński wykonał strzał w kierunki bramki Vlachodimosa. Grek wybił futbolówkę prosto na głowę Ishaka, który strzelił drugiego gola w tym spotkaniu.

Cały czas powtarzał się ten sam scenariusz. Gdy Lech zdobywał wyrównującą bramkę, Benfica chwilę później wychodziła na prowadzenie. W 60. minucie kolejne trafienie na swoje konto dopisał Nunez, który wręcz ośmieszył Crnomarkovicia, zakładając siatkę piłkarzowi “Kolejorza”, a następnie pewnym strzałem pokonując Bednarka.

Każdemu kto planuje wejść do kasyna lub postawić zakład u bukmachera, radzimy mieć tę książkę pod ręką.

Mimo przeciwności, Lech Poznań po raz kolejny dążył do zdobycia wyrównującej bramki. Swoje okazje miał Nika Katcharava, jednakże napastnik gospodarzy nie zdołał wykorzystać szans. Ostatnie słowo w tym meczu należało do Benfiki. Nunez wykorzystał piłkę od Silvy i skompletował hat-tricka po strzale głową, ustalając wynik spotkania na 4:2 dla portugalskiej ekipy.

Choć Lech nie zdołał zdobyć punktu na własnym obiekcie, to z pewnością wszyscy sympatycy mogą być zadowoleni z postawy podopiecznych Dariusza Żurawia. Polski zespół w żaden sposób nie odstawał od wyżej notowanego rywala. Jest to z pewnością dobry prognostyk przed kolejnymi spotkaniami w fazie grupowej Ligi Europy.

Lech Poznań 2:4 Benfica

Pizzi 9′; Ishak 15′, 49′ ; Nunez 42′, 60′, 90+3′;

500PLN
GRAMGRUBO
GRAMGRUBO