Okres ochronny dobiega końca. Pora na pierwsze punkty w Europie
30.10.2020

Pierwsza połowa w wykonaniu Lecha Poznań pokazała, że “Kolejorz” potrafi zmienić styl gry w porównaniu do ostatniego meczu z Benficą. Zdecydowanie spokojniejsza i cierpliwa postawa przyniosła jednak ten sam efekt co przed tygodniem – momentami niezły występ oraz zero zdobytych punktów. 

Cierpliwość nie zawsze popłaca

Jeżeli ktoś liczył na szaleńcze wymiany i sporą liczbę bramek w dzisiejszym spotkaniu, musiał czuć się rozczarowany. Pierwsza część gry stała pod znakiem spokojnego rozgrywania piłki przez Lecha i szukania luk w defensywie rywali. Imponować mógł wysoki pressing, który starali się stosować podopieczni Dariusza Żurawia. Kilka razy potrafili tym zaskoczyć Szkotów, którzy w teoretycznie prostych sytuacjach oddawali piłkę poznaniakom lub wybijali ją na aut. Wobec presji piłkarzy Lecha 38-letni Allan McGregor dwukrotnie popełniał proste błędy w wyprowadzeniu piłki. Doświadczony golkiper w jednej z sytuacji o mały włos nie wyłożył piłki wprost pod nogi Mikaela Ishaka.

Aby zaskoczyć tak dobrą defensywę, trzeba było zaproponować z przodu coś więcej. Lech niby próbował, ale można było odnieść wrażenie, że atakom “Kolejorza” czegoś brakuje. Najbardziej brakowało rzecz jasna celnych strzałów. Bez nich ciężko myśleć o pokonaniu rywali. Banał stary jak świat, ale jakże prawdziwy.

Każdemu kto planuje wejść do kasyna lub postawić zakład u bukmachera, radzimy mieć tę książkę pod ręką.

Utrata sił w newralgicznym momencie

Gdyby z meczu wyciąć fragment między 55 a 70 minutą, można stwierdzić, że remis byłby jak najbardziej zasłużonym wynikiem. Kłopot w tym, że wspomniany kwadrans stał po absolutną dominacją gospodarzy. Wyglądało to tak, jakby stary wyga dał się wyszumieć młodemu, niedoświadczonemu pięściarzowi, a potem bezlitośnie go punktował, raz posyłając na deski i ustawiając sobie dzięki temu dalszą walkę. Terminologii bokserskiej użył również Radosław Nawrot w rozmowie, którą opublikowaliśmy przed dzisiejszym spotkaniem. Dziennikarz “Gazety Wyborczej” zwrócił uwagę na to, że przez większą część meczu z Benficą, Lech potrafił postawić się silniejszemu rywalowi.

Jeśli ten pojedynek byłby zakontraktowany na dwanaście rund, to powiedzmy, że dziewięć z nich Lech wytrzymał i dopiero w ostatnich sobie nie poradził – ocenił Nawrot. Przekładając to na dzisiejsze spotkanie – Lechowi odcięło prąd między szóstym a dziewiątym starciem. Utrata sił kosztowała “Kolejorza” poniesienie strat, których nie można już było nadrobić w końcówce.

Rangersi wygrali ławką

Radosław Nawrot przed spotkaniem zwrócił również uwagę na różnice w szerokości oraz jakości ławek rezerwowych obu drużyn.

To jest pojedynek nie tylko na umiejętności piłkarskie, ale również na szerokość kadr. W tym aspekcie Lech musi ustąpić Benfice czy Rangersom […] “Kolejorz” nie ma tak szerokiej, wyrównanej kadry na wysokim poziomie, jak wymienione kluby. Benfica czy Rangersi mają około dwudziestu pięciu, trzydziestu takowych piłkarzy. Lech posiada ich kilkunastu – oceniał nasz rozmówca.

Powyższa diagnoza znalazła potwierdzenie w dzisiejszym spotkaniu. Podczas gdy Steven Gerrard wprowadził z ławki Alfredo Morelosa, który został bohaterem spotkania, strzelając jedyną bramkę w meczu oraz niezwykle aktywnego Joe Aribo, Dariusz Żuraw nie miał takiego bogactwa na ławce rezerwowych. Muhamad Awad czy Nika Kaczarawa nie pomogli Lechowi w końcówce meczu, gdy trzeba było gonić wynik.

Czekając na konkretną nagrodę

Za pewne fragmenty meczu można chwalić Lecha, lecz nie należy przesadzać z komplementami. W porównaniu do meczu z Benficą, można mieć więcej zastrzeżeń do gry zespołu. Należy też jednak pamiętać, że na Ibrox Stadium zabrakło dzisiaj Pedro Tiby oraz Jakuba Kamińskiego, a więc niezwykle ważnych piłkarzy w układance Dariusza Żurawia.

Wydaje się, że okres ochronny dla Lecha właśnie się skończył. Chwalenie za dobre sześćdziesiąt czy też trzydzieści minut można zaakceptować, kiedy przez lata czeka się z utęsknieniem na awans polskiej drużyny do fazy grupowej europejskich pucharach. Powoli jednak przyzwyczajamy się do jesiennych czwartków spędzanych w towarzystwie piłkarzy Lecha. Warto więc w końcu zapracować na realną nagrodę w postaci punktów, a nie tylko zbierać pochwały za ambitną walkę.

Fot: Twitter Lech Poznań

 

500PLN
GRAMGRUBO
GRAMGRUBO