Bartosz Bosacki: “Lech zasługuje na więcej, niż do tej pory osiągnął”
30.10.2020

O wczorajszym spotkaniu Lecha Poznań z Glasgow Rangers porozmawialiśmy z Bartoszem Bosackim. Były środkowy obrońca “Kolejorza” ocenił postawę drużyny w dotychczasowych meczach Ligi Europy oraz pochwalił młodych piłkarzy za wczorajszy występ. 

Jak ocenia Pan wczorajszy mecz w wykonaniu Lecha? Wydaje się, że powodów do chwalenia piłkarzy “Kolejorza” jest mniej niż za spotkanie z Benficą. 

Ciężko powiedzieć, czy gra w meczu z Benficą wyglądała lepiej. Ekipa z Portugalii oraz Glasgow Rangers to są dwa różne zespoły, prezentujące odmienne style gry. Ciężko zatem porównywać oba spotkania. Bardziej skupiłbym się na dyspozycji prezentowanej przez polski zespół. Abstrahując od końcowych wyników uważam, że Lech w dotychczasowych starciach w Lidze Europy zaprezentował się z dobrej strony. Piłka jest jednak taka, że to wyniki idą w świat. Patrząc jedynie na styl gry, Lech zasługuje na więcej, niż do tej pory osiągnął w fazie grupowej. “Kolejorzowi” zostało jeszcze kilka spotkań, które mogą mieć wpływ na to, że sytuacja drużyny mocno się zmieni. 

Najbliższa taka szansa już za niespełna tydzień w meczu ze Standardem Liege. Wydaje się, że na papierze jest to najsłabszy z grupowych rywali Lecha Poznań. Uważa Pan, że “Kolejorz” w rywalizacji z Belgami jest w stanie sięgnąć po pierwsze punkty w fazie grupowej Ligi Europy? 

Tak jak pan wspomniał, jest to tylko teoretycznie najsłabsza drużyna. W mojej ocenie zespoły, które znalazły się na tym etapie rozgrywek nie są prostymi rywalami. Tutaj każdy może wygrać z każdym. Patrząc na grę Lecha w meczach z Benficą oraz Rangersami uważam, że piłkarze z Poznania mają szansę na osiągnięcie korzystnych rezultatów nie tylko w najbliższym meczu, ale również w kolejnych. Podopieczni Dariusza Żurawia pokazali, że mają umiejętności, aby grać na poziomie wspomnianych ekip z Portugalii oraz Szkocji. Przegrywają te potyczki doświadczeniem. Wczoraj w niektórych momentach go zabrakło. Najbliższe spotkanie ze Standardem Liege może być meczem na przełamanie, ale absolutnie nie uważam, że Belgowie są zespołem słabym czy też najsłabszym w grupie spośród naszych rywali. 

Każdemu kto planuje wejść do kasyna lub postawić zakład u bukmachera, radzimy mieć tę książkę pod ręką.

Z jednej strony możemy powiedzieć, że Lech nie zagrał w Glasgow złego spotkania. Trzeba jednak pamiętać, że polski zespół nie oddał ani jednego celnego strzału na bramkę rywali. Taka statystyka może budzić niepokój przed następnymi meczami w Lidze Europy. 

Zgadza się. Czasami są jednak takie mecze, kiedy gra wygląda w miarę dobrze, a sytuacji z przodu nie ma. W przypadku wczorajszego meczu trzeba też spojrzeć, z jakim zespołem mierzył się Lech. Zarówno defensywa Rangersów, jak i formacje ofensywne spisywały się naprawdę dobrze, co miało również odzwierciedlenie w statystykach.  

Niepokojący mógł być również przestój w grze Lecha pomiędzy 55 a 70 minutą spotkania. Czy był on spowodowany problemami kondycyjnymi? 

Myślę, że gdyby rzeczywiście były to problemy kondycyjne, trwałyby już do końca spotkania i nie byłoby czasu, aby się zregenerować. W kryzysowych momentach zabrakło typowego boiskowego cwaniactwa, przetrzymania piłki i wybicia z rytmu Rangersów. We wspomnianym okresie Szkoci złapali wiatr w żagle. Sam początek drugiej połowy należał jednak do Lecha. Gdyby “Kolejorz” na samym jej starcie strzelił bramkę, druga część gry wyglądałaby zupełnie inaczej. Pomiędzy 55 a 70 minutą Lechowi było ciężko. W takich sytuacjach potrzeba chłodnej głowy, a one niestety nieco się zagotowały. “Kolejorz” wielokrotnie pokazywał, że potrafi rozgrywać piłkę, grać spokojnie. Tego mi właśnie zabrakło. Ci piłkarze mają jeszcze czas, aby złapać cenne doświadczenie. Rozgrywki Ligi Europy dają ku temu możliwości. Dzięki nim młodzież Lecha posiada przewagę nad rówieśnikami z innych drużyn. 

Problemem Lecha we wczorajszym meczu była również wąska ławka rezerwowych. Podczas gdy Steven Gerrard wprowadził na boisko choćby Alfredo Morelosa, który strzelił jedyną bramkę w meczu, Dariusz Żuraw posłał do boju piłkarzy, którzy nie zmienili specjalnie obrazu gry “Kolejorza”. 

Musimy pamiętać, w którym miejscu znajduje się polska piłka. Bezpośrednio po meczu trener Dariusz Żuraw zadał pytanie jednemu z dziennikarzy, czy wie, ile Steven Gerrard wydał pieniędzy na zakup nowych zawodników. Nie możemy się porównywać pod tym względem z taką drużyną jak Glasgow Rangers. Szkoci mają głębszą kadrę, a co za tym idzie większe możliwości. 

Trzeba też pamiętać, że do Glasgow nie poleciało kilku ważnych piłkarzy Lecha. 

Największą stratą była absencja Pedro Tiby oraz Jakuba Kamińskiego. Tych zawodników bardzo brakowało. Nie zgadzam się z tym, że gracze rezerwowi nie byli realnym wzmocnieniem, gdyż wchodzili w trudnym momencie. Tutaj również mogło zabraknąć doświadczenia. Były sytuacje, gdzie niepotrzebnie wybijaliśmy piłkę gdzieś daleko. Jednak młodzi zawodnicy złapią doświadczenie, które zaprocentuje w przyszłości. Patrząc na linię pomocy, wystawiliśmy samych młodych piłkarzy.  

Skoro jesteśmy już przy młodych piłkarzach. Jak ocenia Pan występ Filipa Marchwińskiego? Dla nastolatka, który wyszedł wczoraj w pierwszym składzie był to najpoważniejszy test w dotychczasowej karierze. 

Wydaje mi się, że wszyscy młodzi piłkarze zdali wczorajszy test. Tak jak już wspomniałem, dzisiaj oceniamy Lecha na bazie tego, że przegrał dwa mecze, ale jego gra pokazuje, jak duży potencjał ma ten zespół. Głęboko wierzę, że za rok nie będziemy mówili jedynie o tym, że Lech sprzedał za duże pieniądze Jakuba Modera. To by znaczyło, że młodzi piłkarze nie zrobili oczekiwanego progresu. Myślę, że otrzymają oni ciekawe propozycje transferowe. Pytanie, czy ci piłkarze będą odchodzili czy też zostaną w Lechu, żeby klub mógł walczyć w rozgrywkach, na które wszyscy czekają. Szkoda, że tylko jeden zespół z polskiej ekstraklasy gra w Lidze Europy, ale jako poznaniak i były Lechita cieszę się, że jest to właśnie “Kolejorz”. 

ROZMAWIAŁ: MARCIN KOWARA

500PLN
GRAMGRUBO
GRAMGRUBO