Trudne początki Andrei Pirlo w Juventusie
31.10.2020

Zatrudnienie Andrei Pirlo na stanowisku trenera Juventusu obarczone było ogromnym ryzykiem. Dla byłego legendarnego pomocnika reprezentacji Włoch jest to bowiem pierwsza samodzielna praca szkoleniowa w karierze. Na ten moment wydaje się, że Andrea Agnelli podjął zbyt pochopną decyzję. 

Czas na ofensywną grę!

Problemy Juventusu zaczęły się jeszcze przed sezonem 2019/20. W klubie ze stolicy Piemontu uznano, że styl gry prezentowany przez zespół Massimiliano Allegriego jest zbyt mało widowiskowy. Globalny klub, znany pod każdą szerokością geograficzną chciał przyciągnąć nowych fanów również dzięki efektownej i porywającej postawie w ofensywie. Między innymi dlatego prezydent Andrea Angelli najchętniej widziałby na stanowisku szkoleniowca Pepa Guardiolę. Hiszpan znany jest z tego, że nawet przy wysokim prowadzeniu, wymaga od swoich piłkarzy dążenia do strzelenia kolejnej bramki. Allegri, wygrywając 2:0 z drużynami pokroju Crotone czy Chievo, kazał raczej zdejmować nogę z gazu i oszczędzać siły na kolejne mecze. Między innymi dlatego Juventus w kryzysowych sytuacjach potrafił odwracać losy spotkań w samych końcówkach. 

Guardioli rzecz jasna nie udało się wyciągnąć z Manchesteru, więc zwrócono się do trenera sprawdzonego na Półwyspie Apenińskim. Nowym szkoleniowcem “Starej Damy” został Maurizio Sarri, który mimo średniego sezonu na ławce trenerskiej Chelsea zdołał sięgnąć z “The Blues” po trofeum Ligi Europy, czym w końcu zmazał łatkę trenera posiadającego w CV “zero tituli”. 

Lepsze jest wrogiem dobrego

W Turnie liczono, że Sarri wprowadzi na Juventus Stadium widowiskowy styl gry dobrze znany z czasów prowadzenia Napoli. Piłkarze z San Paolo trenowani przez włoskiego szkoleniowca byli jedną z najefektowniej grających drużyn w Europie. Ciężko jednak w krótkim czasie wyplenić defensywne nawyki, zakorzenione w piłkarzach Juve od lat. Co gorsza dla 61-latka, wyniki również nie porywały. Co prawda udało się wywalczyć mistrzostwo Włoch, lecz Sarri został sprowadzony z myślą o sukcesie w Europie. W Lidze Mistrzów Juventus odpadł jednak już w 1/8 finału w rywalizacji teoretycznie dużo słabszym Lyonem. Nie udało się triumfować nawet w Coppa Italia, gdzie “Stara Dama” musiała uznać wyższość Napoli, co dla Sarriego musiało być szczególnie bolesne. 

Nic zatem dziwnego, że tuż po wpadce z Lyonem Sarri został zwolniony. Kibice Juventusu przyjęli to z ogromną ulgą. Zatrudnienie w Turynie byłego szkoleniowca Napoli okazało się klapą na wielu płaszczyznach. Zapowiadano widowiskowy styl gry, a wyszło chyba nawet gorzej niż za Allegriego. Miał być sukces w Europie, a skończyło się odpadnięciem z siódmą drużyną francuskiej ligi. 

Poza tym wizerunek trenera nie był w środowisku związanym z Juventusem odbierany zbyt przychylnie. O skłonnościach do tytoniu nie trzeba nawet wspominać, gdyż jest to znak rozpoznawczy Sarriego. Jednak nawet tak wydawałoby się błaha sprawa jak ubiór była również kwestią często podnoszoną we włoskich mediach. “Bianconeri” słyną z szyku i elegancji. Warto zwrócić uwagę, jak ubrani są piłkarze Juventusu, gdy przed meczem przyjeżdżają na stadion. Garnitury to absolutny standard. Tymczasem Sarri preferował zdecydowanie swobodniejszy styl ubierania. Jeśli dzień meczowy, to tylko dres! 

Reasumując – nikt w Turynie nie zamierzał płakać po Sarrim.

Ryzykowna decyzja

Juventus po zwolnieniu doświadczonego trenera postanowił pójść na całość i zatrudnić kompletnego nowicjusza. Andrea Pirlo do momentu objęcia schedy w ekipie “Starej Damy”, jako samodzielny szkoleniowiec pracował bowiem całe…dziewięć dni. 41-latek pierwotnie miał prowadzić drużynę Juventusu do lat 23., lecz wobec wtopy w Lidze Mistrzów z Lyonem został szybko przeniesiony na zdecydowanie bardziej prestiżowe i odpowiedzialne stanowisko. 

Andrea Agnelli chciał mieć w Turynie swojego Zinedine’a Zidane’a. Różnica jest jednak taka, że Francuz był przez wiele lat szykowany na przejęcie pierwszej drużyny Realu Madryt. Pirlo nie dość, że nie miał kompletnie żadnego doświadczenia w trenerce, to jeszcze został ściągnięty w trybie awaryjnym. Musiało to rodzić pytania, czy w związku z tym od ręki zacznie osiągać z drużyną odpowiednie wyniki. W takim klubie jak Juventus nie funkcjonuje bowiem taki zwrot jak “okres przejściowy”. 

Miłe złego początki

Debiut Andrei Pirlo na ławce trenerskiej wypadł nad wyraz okazale. Juventus gładko pokonał Sampdorię 3:0, pokazując przy tym ciekawą dla oka piłkę. Warto zaznaczyć, że w ekipie “Starej Damy” zabrakło wówczas kilku ważnych postaci, takich jak Paulo Dybala czy Alex Sandro. Na boisku pojawił się za to np. Gianluca Frabotta, który dotychczas zaledwie raz wystąpił w drużynie “Bianconerich” na poziomie Serie A. Patrząc na wszystkie okoliczności, można było chwalić Juve, zwłaszcza za szybkie i bezproblemowe wprowadzenie do zespołu nowych postaci. W debiucie w nowych barwach błysnął Dejan Kulusevski. Świetną pracę w środku pola wykonywał Weston McKennie, a i wspomniany Frabotta nie zaliczył wcale złego występu. Mecz przeciwko Sampdorii dawał nadzieje na jeszcze lepszą grę w następnych spotkaniach. 

Nic takiego nie miało jednak miejsca. Remis z Romą można jeszcze jakoś usprawiedliwić, gdyż grające w dziesiątkę Juve potrafiło doprowadzić do wyrównania i w końcówce dążyło do strzelenia decydującej bramki. Jednak strata punktów z Crotone oraz Hellasem nie powinna mieć miejsca. Patrząc na przebieg obu spotkań, Juventus Allegriego w cuglach zdobyłby w nich sześć punktów. Pirlo zdołał wywalczyć dwa.

Sytuację w tabeli Serie A sztucznie polepsza “wygrana” z Napoli. Pamiętamy dobrze, że klub z Neapolu został ukarany walkowerem, gdy nie stawił się w Turynie na spotkanie drugiej kolejki. Zakładając, że Juventus poniósłby w tym meczu porażkę (co przecież nie jest tak nieprawdopodobne, patrząc na wysoką formę piłkarzy Gennaro Gattuso), “Bianconeri” mieliby na koncie obecnie sześć punktów, czyli dokładnie tyle samo co Benevento! W tabeli zajmowaliby natomiast odległe, trzynaste miejsce, za Cagliari, Fiorentiną czy Hellasem. Strata do Napoli wynosiłaby już na starcie sezonu dziewięć punktów, a do Milanu siedem! Na początku tygodnia, w tekście poświęconym Interowi analizowaliśmy przyczyny słabego startu sezonu w wykonaniu “Nerazzurrich”. Owszem, mediolańczycy zaliczyli dużo słabszy początek rozgrywek Serie A niż choćby przed rokiem. Jednak po pięciu kolejkach mają o punkt więcej niż Juventus. Świadczy to o dużych problemach Pirlo na początku swojej przygody z trenerką. 

Włoskie media wyliczyły już, że Pirlo zanotował najgorszy start, jeśli chodzi o trenerów zatrudnionych w prezydenckiej erze Andrei Agnellego. Nawet Luigi Del Neri zdobył więcej punktów na starcie sezonu 2010/11 niż były legendarny pomocnik. Przypomnijmy, że to ten sam Juventus, który w Lidze Europy dwukrotnie zremisował z Lechem Poznań i nie potrafił wyjść z grupy. 

Główne grzechy

Pirlo szuka optymalnej taktyki, lecz na razie można odnieść wrażenie, że są to zmiany dla samych zmian. W ostatnim tygodniu Włoch ustawił zespół najpierw w systemie 3-4-1-2 (mecz z Dynamem Kijów), następnie w 3-5-2 (Hellas Verona), by w środę postawić na system 4-2-3-1 (FC Barcelona). Tylko jedno z tych spotkań udało się zakończyć zwycięstwem. 

Krytycy zarzucają również Andrei Pirlo wystawianie piłkarzy na nienaturalnej dla siebie pozycji. Na pierwszy rzut oka widać, że Kulusevski nie nadaje się do gry na wahadle. Sezon ledwo ruszył, a Szwed występował już na trzech pozycjach. Dla nowego zawodnika jest to z pewnością sporym utrudnieniem w procesie aklimatyzacji. Zwłaszcza, że mówimy o zaledwie 20-letnim piłkarzu. 

Poza tym wynalazki typu wspomniany już Frabotta czy też Manolo Portanova są odpowiednie w sytuacji, kiedy Juventus ma już zapewniony tytuł mistrzowski. To właśnie wtedy tacy zawodnicy mogą otrzymać szansę od szkoleniowca. Jak kosztowne jest wystawianie graczy, którzy nie mają wystarczających umiejętności do gry w Juventusie, Pirlo przekonał się w meczu z Crotone. Portanova zmarnował wtedy dogodną sytuację, kiedy na tablicy widniał wynik 1:1. 

Allegri wróć!

Sezon 2020/21 będzie zupełnie inny niż dotychczasowe kampanie. Poniesione na wczesnym etapie straty odrobić będzie niezwykle trudno. Należy pamiętać, że w jednej chwili koronawirus może przetrzebić połowę składu przed niezwykle ważnym spotkaniem. Co nieco wie o tym już Lazio, które na starcie Ligi Mistrzów z Bruggią poleciało bez kilkunastu piłkarzy. Juventus zaliczył rzecz jasna największą stratę, gdyż od dłuższego czasu z powodu koronawirusa pauzuje Cristiano Ronaldo. Statystki pokazują, że bez Portugalczyka “Stara Dama” radzi sobie dużo gorzej. Nie można jednak wszystkiego zwalać na nieobecność CR7. Byłoby to sporym uproszczeniem. 

Zwolnienie Massimiliano Allegriego miało być krokiem w przód w rozwoju klubu. Cel nadrzędny oczywiście się nie zmienił – Juventus miał wygrywać zarówno na krajowym podwórku, jak i w Europie. Kluczem do sukcesu miała być jednak ofensywna i przyjemna dla oka gra. Okazało się, że wprowadzenie takiej zmiany to żmudny proces. Kibice Juventusu mogą się poważnie martwić, gdyż atrakcyjnej boiskowej postawy jak nie było, tak nie ma. Z wynikami również jest coraz gorzej. 

500PLN
GRAMGRUBO
GRAMGRUBO