Trudno być “desperados” przez 90 minut, grając co trzy dni

Reprezentacja Polski w środę zmierzy się w meczu towarzyskim z Ukrainą. Patrząc na obecną sytuację, można stwierdzić, że jest to najbardziej niepotrzebny mecz w roku dla kadrowiczów Jerzego Brzęczka. Bo w tej chwili, parafrazując byłego selekcjonera reprezentacji, nie da się być “desperados” przez 90 minut, szczególnie w sparingu.

Najmniej potrzebny mecz w roku

Listopadowa przerwa na mecze reprezentacyjne pod kilkoma względami zmusza do myślenia. Zresztą podobne myśli nasuwają się nie tylko w Polsce, ale być może również w Portugalii, Słowenii, Bangladeszu i innych krajach, gdzie aktualnie trwają rozgrywki, ale ich piłkarze w środę zagrają mecz towarzyski. Prawdopodobnie najbardziej niepotrzebny mecz w ciągu całego roku.

Inaczej w końcu nie można nazwać sytuacji, gdy piłkarze grający co trzy dni przez miesiąc, muszą grać w drużynie narodowej nie tylko dwa mecze o punkty, ale również jeden nie mający żadnego znaczenia. Piłkarze aktualnie robią co mogą, żeby móc grać na tyle regularnie, żeby nie odbiło się na ich zdrowiu. Obecnie wielu piłkarzy ma przerwę od gry z powodu zakażenia koronawirusem, ale zapewne tyle samo uskarża się na problemy mięśniowe. Owszem, ktoś powie – piłka nożna to ich praca. Tylko jeśli ktoś pracuje, chce być efektywny w tym co robi. Nie robi tego, żeby się wykończyć.

Można mówić o przygotowaniu fizycznym, które oczywiście jest niezwykle ważnym aspektem każdego sportu. Jeśli jednak zawodnik nie ma odpowiedniego czasu na regenerację, może nabawić się urazów i nie trzeba być znawcą w dziedzinie medycyny, żeby tak stwierdzić. Każdy może to zaobserwować na podstawie własnego doświadczenia, bez względu na to, co robi.

Męczą się nawet najlepsi

Spójrzmy chociaż na niedzielny mecz Manchesteru City z Liverpoolem. Dwie najlepsze angielskie drużyny ubiegłego sezonu. Prawdziwe piłkarskie maszyny, naszpikowane gwiazdami, posiadającę szeroką ławkę rezerwowych. Zespoły, z którymi pracują światowej sławy eksperci w dziedzinie nie tylko futbolu, ale również medycyny czy fizjoterapii. Co widzimy w drugiej połowie? Piłkarze wręcz nie mają siły biegać – dają z siebie wszystko, ale oddychają rękawami.

Przyjrzyjmy się choćby Georginio Wijnaldumowi. Holender przed meczem z Manchesterem City miał najdłuższą, bo pięciodniową przerwę od połowy września. Od meczu z Chelsea grał praktycznie co trzy-cztery dni, wliczając w to mecze Liverpoolu i reprezentacji Holandii. Podobnie wyglądała sytuacja w przypadku Kyle’a Walkera z drużyny “Obywateli”, który od 21 września grał regularnie co trzy-cztery dni. Wiele wskazuje, że ta seria u obu zawodników może jeszcze trochę potrwać. Georginio Wijnaldum zagra w środę w wymagającym meczu z Holandią, a Kyle Walker znajdzie się w składzie na mecz z Irlandią, gdzie – ze względu na dość brutalną grę rywali (jak i samego Walkera) – może być łatwo o uraz.

Lech zagrał trzy mecze w tygodniu

Zerknijmy teraz na nasze podwórko. Tutaj nie było tak ekstremalnych sytuacji, bo nie gra u nas zbyt wielu reprezentantów kraju. Lech Poznań gra jednak na kilku frontach, a w ubiegłym tygodniu zagrał łącznie trzy mecze. Najpierw w Pucharze Polski ze Zniczem Pruszków, potem w Lidze Europy ze Standardem i na koniec tygodnia w ekstraklasie z Legią.

Ktoś powiedział, że Lech ma wąską kadrę? Akurat to dość naciągana teza, patrząc, że na prawie każdej pozycji w zespole jest dwóch piłkarzy. Kontuzje są jednak częścią sportu i zawsze jest ryzyko, że ktoś może wypaść. Zresztą Dariusz Żuraw stara się na ile może oszczędzać swoich piłkarzy. Lechici są zmęczeni w drugiej połowie? Jak widać, Manchester City pod reżimem Pepa Guardioli też i nikt nie ma do nich o to pretensji.

Piłkarze nie są cyborgami

Mecze towarzyskie reprezentacji w środę i czwartek byłyby dobrym pomysłem, gdyby rozgrywki odbywały się w normalnym trybie. Przy obecnej sytuacji jest to jednak nie możliwe. Ligi ze względu na zakażenia w zespołach często przekładają mecze. Poza tym mecze w europejskich pucharach odbywają się co tydzień, przez co piłkarze nie mają chwili wytchnienia. Również z powodu nieprzystosowania do takiego trybu, ale nikt nie jest maszyną.

Hansi Flick dał odpocząć Robertowi Lewandowskiemu w “mało ważnym” meczu z Koeln. Może w takim razie należałoby dać odpocząć drużynom narodowym w spotkaniach, które są nieistotne? Piłkarze nie są cyborgami i nie są w stanie grać na wysokim poziomie, występując co dwa dni, co jest powodem wielu sensacyjnych wyników w ostatnim czasie. Czy dokładanie im spotkania, które co najwyżej wpłynąć na punktację w rankingu FIFA, w tej chwili ma sens?

500PLN
GRAMGRUBO
GRAMGRUBO