Ekstraklasa 2020: Legia w potrójnej koronie, Lech najskuteczniejszy, ŁKS najgorszy
24.12.2020

Latem Legia, jesienią Legia, więc kto mógł sięgnąć po wirtualny tytuł za rok 2020? Oczywiście Legia! Warszawski klub wielokrotnie zawodził, ale w lidze nadal nie ma sobie równych na dłuższym dystansie. Ciekawie się robi za jego plecami, gdzie trwała zażarta walka o kolejne miejsca na podium. Jak wyglądała tabela Ekstraklasy w 2020 roku? Przekonajcie się sami!

Trzeba pamiętać, że wiosną – po lockdownie – był jeszcze podział na grupę mistrzowską i spadkową, dlatego niektóre wyniki mogą być nieco wypaczone, skoro o punkty było łatwiej. Nie zmienia to jednak faktu, że w perspektywie całego roku wyniki powinny być miarodajne. Jednak, żeby jakiekolwiek szansę na normalne pozycje zachowały drużyny, które spadły z ligi oraz beniaminkowie, pozycje rozdzielamy wg średniej punktów zdobytych przez wszystkich 19. uczestników Ekstraklasy w roku kalendarzowym. Niewiele to zmienia, gdyż szóstka, która wymieniła się latem nadal okupują dolne rejony tabeli.

Mistrz kraju, mistrzem roku

Bez niespodzianki mistrzem Legia Warszawa, która jako jedyna miała szansę osiągnięcia średniej punktowej powyżej 2 na mecz. Jednak porażka ze Stalą Mielec wszystko zniweczyła.  Czy to dobry wynik globalnie? Zważywszy na to, że najlepsze mecze za kadencji Aleksandara Vukovicia rozgrywała jesienią 2019 roku, to sukces. Tym bardziej, że warszawianie mistrza przyklepali trochę wcześniej, a w ostatnich kolejkach szansę gry dostało wielu młodych graczy. Dodatkowo nie mogło zabraknąć zawirowań w lidze przy okazji europejskich pucharów i corocznej zmiany trenera. Co ciekawe wynik Legii za rok 2020, dwanaście miesięcy wcześniej nie dałby nawet podium! Wówczas Piast zwyciężył z 72 “oczkami”, a za nimi była Legia i Cracovia – 67 i 66.

Na drugim miejscu ex-aequo Górnik Zabrze i Raków Częstochowa. Złożyły się na to dwie rzeczy. Po pierwsze obecność w grupie spadkowej ubiegłego sezonu, która była bardzo obfita w punkty. W końcu mowa o dwunastu punktach jakie jedni i drudzy zdobyli. Jeszcze bardziej na tym skorzystało Zagłębie Lubin, które zgarnęło aż 15 punktów, czyli de facto w 7 z 31 meczów zgarnęło prawie 1/3 dorobku! Ponadto bardzo dobra jesień zakończona w czołówce ligowej.

Tuż za podium Lech Poznań, który był jednocześnie zespołem najbardziej bramkostrzelnym. Legia miała szansę na średnią punktów powyżej dwóch, tak jak Lech ze strzelonymi golami. Warszawianie zaprzepaścili jedną szansę ze Stalą, a Kolejorz aż dwie. W ostatnim tygodniu nie zdobył bramki ani z Pogonią, ani Wisłą Kraków, choć wystarczyłyby zaledwie dwie sztuki! Strzelane gole nie przełożyły się ani na tytuł, ani na wyniki jesienią. Straty jakie Kolejorz poniósł w trakcie przygody w europejskich pucharach były i są duże. Wydaje się, że maksem będzie zgarnięcie jakiegoś medalu w tym sezonie.

Jedna runda słaba i lecisz…

Dość daleko w klasyfikacji Piast Gliwice. Różnica jednak pomiędzy wiosennymi meczami, a jesiennymi kolosalna. Wiosną sezonu 2019/20 punktowali na poziomie 1,76/mecz, a w obecnym 1,0/mecz! Gdyby utrzymali dyspozycje w ubiegłych rozgrywek byliby na podium, tak jak to było na początku lipca, gdy świętowali brązowy medal mistrzostw Polski. Jednocześnie Piast był drugą – obok Legii – ekipą, która traciła średnio mniej niż jednego gola na mecz – 0,96

Niżej ekipy, które zawdzięczały dobry wynik w ubiegłym sezonie, rundzie jesiennej z 2019 roku. Takim przykładem może być Śląsk Wrocław. W obecnym sezonie zdobyli 23 punktów w 13. meczach, a więc o trzy więcej, niż w 17. spotkaniach ubiegłego sezonu w tym roku. Oczywiście wrocławianom było nieco trudniej niż wyżej wymienionej trójce ze względu na grę w grupie mistrzowskiej, ale nie zmienia to faktu, że wiosna była naprawdę słaba we Wrocławiu.

Słaba Cracovia

Nieco wyżej było o trzecim miejscu Cracovii w 2019, a teraz Pasy uplasowały się na… 12. miejscu! Gdyby nie zdobyty Puchar Polski byłoby katastrofalnie. Drużyna Michała Probierza jednak wiosną oraz jesienią w lidze spisywała się przeciętnie, by nie powiedzieć słabo. Dość powiedzieć, że byli na przedostatnim miejscu wśród drużyn, które nie spadły/awansowały. Te liczby powinny dać do myślenia trenerowi Probierzowi oraz profesorowi Januszowi Filipiakowi. Cracovie krytykujemy często w cyklu “Polska vs Reszta Świata” za jej międzynarodowy charakter i marginalizowanie Polaków, a jak widać przekłada się to także na wyniki osiągane na ligowych boiskach.

Bez niespodzianki na końcu

Już przed ostatnią ligową kolejką w 2020 roku było wiadomo, że tytuł najgorszej drużyny Ekstraklasy za ten rok zgarnie ŁKS. Łodzianie średnio zdobywali niecałe 0,6 punktu na spotkanie, co trudno było przebić, choć trzeba przyznać, że zarówno Podbeskidzie do końca próbowało. W ostatniej chwili Stal Mielec zwiała z przedostatniego miejsca zwycięstwem w Warszawie. Jednak nadal jest w gronie drużyn zdobywających mniej niż jeden punkt na mecz. Do tego grona dołączamy także Koronę oraz Wartę Poznań. Kwintet niezbyt wyborowy, gdyż te ekipy nie potrafiły przebić granicy jednego punktu na spotkanie. Blisko była Warta, która jeszcze przed ostatnią kolejką w roku miała średnią 1,0, ale porażka we Wrocławiu obniżyła ich wynik.

Czeski król strzelców

Wiele osób narzekało, że Tomas Pekhart to zawodnik skrojony wyłącznie pod naszą ligę. Być może, ale fakty są takie, że Czech strzelił najwięcej goli w 2020 roku na boiskach Ekstraklasy. Jemu przyznajemy wirtualną koronę króla strzelców za minione 12 miesięcy. Dorobek 18 goli to naprawdę dobre liczby. Przede wszystkim dlatego, że Czech rozegrał 25 mecze, więc średnia wyszła więcej niż przyzwoita. Ponadto jego gole miały dużą wagę. Gdyby odjąć trafienia Pekharta od końcowych wyników Legii, warszawianie mieliby 14 punktów mniej tylko za rundę jesienną! Dorzucamy kolejne cztery z wiosny i wcale nie byłoby tak różowo dla ekip Vukovicia i Michniewicza.

Na drugim miejscu Flavio Paixao, który nadal jest mężem opatrznościowym dla Lechii Gdańsk. Oczywiście, że ma swoje lata i wiele goli strzela po karnych, ale bez nich Lechia miałaby w tej rundzie pięć trafień mniej. Z kolei Portugalczyk właśnie wydał książkę motywacyjną i wypada każdemu 36-latkowi mieć taki zapał do gry, skoro w tym sezonie brakuje mu ledwie trzech trafień do dwucyfrówki. Dodajmy, że może to być dla niego siódmy sezon z rzędu, gdy strzela, co najmniej 10 goli w naszej lidze!

Podium zamykają Christian Gytkjaer i Jakov Puljić. Duńczyk swoje gole strzelał tylko w ubiegłym sezonie, a od lata trafił do Monzy. Z kolei Puljić jest bardzo nieregularny, ale potrafi zrobić show. Dwa hat-tricki jesienią zrobiły swoje i praktycznie podwoiły dorobek z całego roku meldując go na podium.

Rodzynek

Niestety na naszej liście po zimowych wyjazdach na przełomie 2019 i 2020 roku, bardzo brakuje Polaków. Wtedy Jarosław Niezgoda, Adam Buksa i Patryk Klimala wyjechali z Ekstraklasy, a ich następców brakuje. Dobrą rundę ma za sobą Jakub Świerczok, ale on już swoje lata ma, a nam bardziej chodzi o następców tych, którzy wybrali podróż na inny kontynent albo Wyspy. Paradoksem jest to, że jedynym reprezentantem Polaków w tym gronie został środkowy pomocnik. Jakub Moder pokazał swój ciąg na bramkę i rok kończy z 9 golami.

200PLN
GRAMGRUBO
GRAMGRUBO