Samuel Mraz: W piłce nie chodzi o to, żeby było łatwo

Samuel Mraz przed rozpoczęciem sezonu trafił do Zagłębia Lubin. Słowacki piłkarz już jako młodzieżowiec zdobył koronę króla strzelców najwyższej ligi swojego kraju, a także ma na koncie występy i bramki w Serie A. Jego początki w zespole “Miedziowych” nie są jednak szczególnie udane, choć ostatnio przełamał niemoc strzelecką, zdobywając dwa gole – pierwszego w Pucharze Polski, a drugiego w lidze. W rozmowie dla “FutbolNews.pl” piłkarz zdradził kilka sekretów swojej dotychczasowej piłkarskiej kariery.

***

Twoim kuzynem jest Branislav Mraz, były piłkarz, a obecnie trener piłkarski. Czy miał on wpływ na wybór twojej życiowej drogi?

Tak naprawdę Branislav Mraz jest kuzynem mojego ojca. Gdy byłem młody, nie miałem okazji do tego, by go poznać. Zresztą dopiero po kilku latach piłkarskiej kariery dowiedziałem się o tym, że jest moim dalekim krewnym. Mieliśmy okazję parę razy się spotkać, gdy był trenerem przeciwnej drużyny i zawsze wtedy rozmawialiśmy. Dowiedziałem się również, że jego rodzice byli sąsiadami moich dziadków.

Wyróżniałeś się na boisku od czasów dzieciństwa?

Gdy byłem dzieckiem, nie widziałem świata poza piłką, grze na boisku poświęcałem całe dni. Można powiedzieć, że piłka nożna zawsze była u mnie na pierwszym miejscu. Wszystkie moje inne plany i aktywności były podporządkowane temu, ile czasu spędzałem z kolegami na boisku.

Jak uważasz – czego nauczyłeś się w Senicy?

Byłem tam łącznie osiem lat i klub był moim drugim domem. Wiem, że dużo piłkarzy tak mówi, ale w moim przypadku jest to szczera prawda. Spędziłem tam dużo czasu i poznałem przyjaciół, z którymi do dziś mam kontakt. Miałem styczność zresztą z wieloma fantastycznymi ludźmi – czy to na boisku, czy poza nim. Można powiedzieć, że dorastałem w Senicy, ponieważ grałem tam od szkoły podstawowej. Zawsze byłem szczęśliwy, że mogę tam być.

Trenerem, który wprowadził cię do pierwszego zespołu był Pavel Hapal, który w przeszłości prowadził również Zagłębie Lubin. Jak wspominasz tę współpracę?

Współpraca między mną i Pavlem Hapalem była bardzo dobra. Po kilku miesiącach w Senicy dał mi możliwość gry w pierwszej drużyny i otrzymałem od niego potem wiele szans. Jestem mu niezwykle wdzięczny za te wszystkie chwile na boisku. Tym bardziej że byłem wtedy młodym piłkarzem i myślę, iż to doświadczenie już wtedy miało wpływ na moje kolejne lata kariery.

Z tego, co widziałem na początku kariery grałeś na różnych pozycjach. Było to dla ciebie czasem niewygodne?

To prawda, gdy wchodziłem do dorosłego futbolu, szukano dla mnie miejsca na różnych pozycjach w zespole. Byłem “ósemką” i “dziesiątką” w młodzieżowych zespołach i najlepiej czułem się w ofensywie. Tak naprawdę w Senicy ostatecznie nie dostrzegli optymalnej dla mnie pozycji, jaką jest środek ataku. Cieszyłem się jednak ze wszystkich szans, które dostawałem i z zebranego doświadczenia.

Twoim kolejnym piłkarskim przystankiem była Żilina. Czy zanim tam trafiłeś, miałeś jakieś oferty z zagranicznych lig?

Nic mi nie było wiadomo o innych ofertach. Gdy się dowiedziałem o zainteresowaniu z Żiliny byłem jednak bardzo zadowolony, mój menedżer również. Wiedziałem, że w tym klubie stawia się na młodych piłkarzy, dlatego nie zastanawiałem się długo nad przyjęciem tej propozycji.

Jak wspominasz czas spędzony w Żilinie?

Byłem tam przez półtora roku, ale wystarczyło, żebym zrobił niewiarygodne postępy. Graliśmy na naprawdę wysokim poziomie, nasz styl gry był nowoczesny. Poza tym, mieliśmy bardzo zgrany zespół i przychodząc na każdy trening czułem się jak najszczęśliwszy człowiek na świecie. Szczerze mówiąc, był to najlepszy czas w mojej karierze.

Z tego, co widziałem, potrzebowałeś trochę czasu, żeby się zaaklimatyzować w pierwszej drużynie Żiliny. Twój ostatni sezon w jej barwach okazał się jednak fantastyczny – zostałeś królem strzelców ligi w wieku 20 lat, czym niewielu piłkarzy może się pochwalić. 

To prawda, zanim dobrze się zaadoptowałem w Żilinie, potrzebowałem tak naprawdę kilku miesięcy. Musiałem się przyzwyczaić do nowego systemu gry, kolegów, bo jak wcześniej wspomniałem, w Senicy przebywałem od moich najmłodszych lat. Pół roku później nie miałem już jednak z tym problemów, zacząłem grać regularnie.

Na początku sezonu nie wystąpiłem w pierwszych trzech meczach, które przegraliśmy. Trener po tych spotkaniach postanowił dać mi szansę gry od początku, a ja się odwdzięczyłem dwoma golami. Zagrałem perfekcyjnie i już zostałem w zespole, a zaufanie spłaciłem bramkami, które dały mi koronę króla strzelców. Myślę, że najważniejszą rzeczą dla mnie w tamtym czasie było to, że skoncentrowałem się wyłącznie na piłce, nie na żadnych innych rzeczach. Trenowałem ciężko, żeby móc prezentować odpowiednią jakość. Mogłem jednak zawsze liczyć na moich kolegów z zespołu i to im zawdzięczam mój końcowy sukces.

Czy jeszcze przed końcem tamtego sezonu byłeś pewny tego, że zmienisz klub?

To było oczywiste – byłem dwudziestolatkiem, który dobrze spisywał się w lidze, dlatego wszyscy spodziewali się mojego wyjazdu. Sam zresztą też zacząłem o tym myśleć. Poza tym z klubu odeszło kilku moich kolegów, również trener opuścił Żilinę po pięciu latach. Dużo się zmieniło i trochę się obawiałem, co będzie dalej. Chciałem się dalej rozwijać, dlatego decyzja o zagranicznym wyjeździe wydawała się nieunikniona w tamtym momencie.

Oprócz Empoli, otrzymałeś jeszcze jakieś oferty w tamtym czasie?

Z tego, co pamiętam, miałem oferty z innych krajów. Kilka z nich było z Holandii, lecz dokładnie już nie pamiętam nazw klubów, które chciały mnie wtedy pozyskać. Gdy jednak usłyszeliśmy o zainteresowaniu z Włoch, wraz z moim menedżerem chcieliśmy zrobić wszystko, żebym trafił właśnie tam. Ofertę z Empoli traktowałem jako spełnienie marzeń oraz wielką szansę. Wiedziałem, że w ten sposób mogę wskoczyć na wyższy poziom. Zależało mi na tym, żeby trochę podnieść sobie poprzeczkę poprzez nowe cele, jakie czekałyby mnie w Serie A. Byłem bardzo podekscytowany tym, że będę mógł zagrać przeciwko Juventusowi, Interowi, Milanowi i najlepszym piłkarzom na świecie.

Twoje początki we Włoszech były dość udane – otrzymałeś kilka szans, nawet zdobyłeś gola w Serie A. Dlaczego później nie otrzymałeś szans?

Pojawiłem się w końcówce meczu z Genoą i natychmiast strzeliłem gola, co było dla mnie wręcz niewiarygodne. Niestety ten mecz przegraliśmy, ale ta bramka podniosła mnie na duchu i czułem się gotowy do tego, żeby grać w kolejnych meczach i spędzać więcej minut na boisku. Po pierwszych kolejkach mieliśmy jednak niewiele punktów, a klub chciał wygrywać tak często, jak było to możliwe, żeby pozostać w lidze. Chciałem udowodnić trenerowi, że zasługuję na szansę, ale ostatecznie trochę mnie to przerosło.

W drużynie grałeś wtedy z Francesco Caputo, którego kariera rozkręciła się dość późno. Jak go zapamiętałeś, jako kolegę z zespołu?

Nie poznałem go za dobrze w czasach gry w Empoli, ale kilka razy graliśmy razem w meczach i czuliśmy się dobrze obok siebie w ataku. Mogę powiedzieć, że trochę go podziwiałem ze względu na skuteczność. Jego kariera rozkwitła tak naprawdę dopiero w ostatnim czasie, lecz zasłużył na to, żeby świat poznał go jako niesamowitego “bombera”.

Grałeś tam również z Ismaelem Bennacerem – czy wyróżniał się na treningach?

Z nim miałem akurat bardzo dobry kontakt i mogę przyznać, że na treningach był niesamowity. Chociaż był rok młodszy ode mnie, często dostawał szansę gry, ale miał określone podstawy, które pozwalały mu regularnie występować i prezentować się na określonym poziomie. Mimo że był niewielkiej budowy ciała, trudno było komukolwiek odebrać mu piłkę. Nic dziwnego, że trafił do Milanu.

Później byłeś w Crotone i Broendby – myślisz, że to były dobre decyzje?

Czas Broendby wspominam bardzo dobrze – mieliśmy tam świetną atmosferę i naprawdę szybko złapałem dobry kontakt z drużyną. Tymczasem decyzję o wypożyczeniu do Crotone podjąłem bardzo szybko – z perspektywy czasu, za szybko. Dużo o tym myślałem i myślę, że lepiej zrobiłbym, gdybym został w Empoli – myślę, że dzięki ciężkiej pracy mógłbym wywalczyć tam miejsce w składzie.

A sam transfer do Włoch uważasz za dobry ruch?

Bez względu na to, że nie zagrałem tam zbyt wielu meczów, uważam ten ruch za dobrą decyzję. Może gdybym trafił do Holandii, miałbym łatwiej – tam częściej stawia się na młodych piłkarzy, styl gry jest też bardziej ofensywny. W piłce jednak nie chodzi o to, żeby było łatwo. Podjąłem wtedy decyzję o tym, żeby spróbować swoich sił we Włoszech, żeby zasmakować jednej z najsilniejszych lig na świecie.

Uważam też, że dzięki pobytowi we Włoszech zmieniło się wiele w mojej głowie i moim podejściu do różnych spraw. Mogłem doświadczyć ciężkiej pracy i nauczyć się żyć w innym otoczeniu. Myślę, że teraz jestem silniejszy i potrafię walczyć, z czym kiedyś miałem problem.

Zanim porozmawiamy o twojej przygodzie w Zagłębiu, zapytam się, z czym kojarzyło ci się wcześniej polska piłka nożna? Widziałem, że grałeś we Włoszech z Michałem Marcjanikiem, a w Danii z Kamilem Wilczkiem.

Z Kamilem Wilczkiem rozmawialiśmy kilka razy podczas wspólnego pobytu w Broendby. Rozmawialiśmy wtedy o polskiej lidzie i dowiedziałem się, że grając w niej można zwrócić na siebie uwagę i doprowadzić do transferu do którejś z czołowych lig albo silniejszych zespołów. Kamil Wilczek jest zresztą tego dowodem – grał w Polsce wiele lat i odszedł stamtąd dopiero jako doświadczony zawodnik. Można powiedzieć, że sobie poradził – wyrobił sobie w Danii solidną markę.

Co przekonało cię do przyjazdu do Zagłębia Lubin?

Duży wpływ na to, że tu jestem miała osoba trenera Martina Seveli. To on do mnie zadzwonił i namówił mnie, żebym spróbował sił w jego zespole. Od razu powiedział mi, czego ode mnie oczekuje, w jakim stylu gra drużyna. Jeszcze przed transferem do Zagłębia zobaczyłem kilka spotkań i zobaczyłem, w jaki sposób mogę pomóc, ale też jak mogę się tutaj rozwinąć.

Co ci się podoba w Lubinie?

To zdecydowanie mniejsze miasto od Kopenhagi, w której grałem wcześniej. Od samego początku mogłem jednak tutaj poczuć rodzinną atmosferę, a ludzie bardzo kochają piłkę. Kilka razy na mieście byłem zaczepiany przez nieznajomych, mówili mi “cześć”, to było dla mnie bardzo miłe.

Z kim od razu nawiązałeś najlepszy kontakt?

Mam dobry kontakt ze wszystkimi kolegami. Na samym początku w Zagłębiu najbardziej pomagał mi jednak nasz kapitan, Lubomir Guldan. Podobnie jak ja jest Słowakiem, dlatego pomagał mi w kilku codziennych sprawach gdy przyszedłem do klubu.

Początek twojej przygody z Zagłębiem nie był najlepszy. Potrzebowałeś czasu, aby zacząć strzelać. Jaki był powód nieskuteczności?

To prawda, początek sezonu w moim wykonaniu był bardzo nieudany. Przyszedłem tutaj, żeby zdobywać bramki i w taki sposób pomagać drużynie, a przez długi czas nie mogłem się przełamać. Musiałem nieco lepiej zgrać się z drużyną – teraz czuję się na boisku już zdecydowanie lepiej i myślę, że koledzy też czują się lepiej ze mną.

Jeśli grasz coraz więcej i coraz ciężej trenujesz, w końcu zaczyna ci wychodzić. Nie jestem zadowolony z moich występów w pierwszej części sezonu, aczkolwiek wierzę, że runda wiosenna będzie bardziej udana w moim wykonaniu.

Czy byłeś zdemotywowany przez swoją nieskuteczność?

Zawsze staram się ciężko pracować i mimo trudności wierzyć w siebie. Kocham piłkę i to dla mnie wręcz niemożliwe, żeby wybiec na boisko będąc zdemotywowanym. Można być rozczarowanym swoją postawą, ale trzeba się wciąż starać, żeby naprawiać błędy i pracować dla dobra całej drużyny.

Niedawno jednak się przełamałeś – zdobyłeś dwie bramki, najpierw w Pucharze Polski, potem w lidze. Czy był to skutek aklimatyzacji, czy coś innego wpłynęło na ciebie? 

Byłem bardzo szczęśliwy, że wreszcie mi się to udało. Jestem zadowolony z tego, że mogę dać więcej z siebie i swoją grą mogłem bardziej pomóc kolegom niż do tej pory. Teraz czuję się już bardziej pewny siebie i wierzę, że będzie to widoczne na boisku.

Strona mentalna zawsze jest dla mnie ważna, od kiedy tak naprawdę rozpocząłem przygodę z piłką. Nigdy się nie poddaję – nie tracę cierpliwości i motywacji.

Masz jakiś konkretny sposób na to, żeby się motywować każdego dnia?

Od zawsze mogłem liczyć na wsparcie ze strony rodziny i bliskich przyjaciół. Myślę, że to oni mają duży wpływ na to, kim jestem oraz na to, że nigdy się nie poddaję, mimo różnych momentów w mojej piłkarskiej karierze.

Miniony miesiąc okazał się dla ciebie dobry także z innego powodu – z reprezentacją awansowałeś do mistrzostw Europy. Jak się zapatrujesz na ten turniej i występy z Polską, Hiszpanią i Szwecją?

Mecz z Irlandią Północną był dla nas najważniejszy w tym roku i cieszę się, że mogłem w nim wystąpić – czułem się wyróżniony. A co do samych mistrzostw – najważniejsze, żeby wszyscy byli zdrowi. Mierzymy się w grupie z bardzo silnymi przeciwnikami, ale mam nadzieję, że to nas zmotywuje do tego, żeby zanotować udany występ podczas tego turnieju.

Jaki jest twój cel na ten sezon?

Moim głównym celem jest przede wszystkim być zdrowym, w pełni gotowym do gry i robić to, co umiem najlepiej na boisku. Chciałbym wygrywać z Zagłębiem jak najwięcej i mam nadzieję, że moja praca nad swoją formą w końcu sprawi, że kibice nie będą musieli długo czekać na moje trafienia.

Jak widzisz swoją dalszą przyszłość? Wrócisz do Empoli, czy raczej opuścisz je na stałe?

Szczerze mówiąc, nie wiem co dalej z moją przyszłością. Tak jak powiedziałem, teraz najważniejsze dla mnie, żeby być zdrowym, gotowym do gry i ciężko trenować, żeby być w formie. A co będzie dalej – zobaczymy.

ROZMAWIAŁ: PRZEMYSŁAW CHLEBICKI

200PLN
GRAMGRUBO
GRAMGRUBO