Luka Susnjara: Moim marzeniem jest gra w Milanie

Luka Susnjara w dobrym stylu rozpoczął swoją przygodę z Wisłą Płock. Słoweniec w meczu z Lechem Poznań wszedł na boisko w 71. minucie, a już trzy minuty później strzelił swojego pierwszego gola w zespole, dając trzy punkty swojej drużynie. W rozmowie dla “FutbolNews.pl” piłkarz opowiedział o treningach w Atalancie, nieudanym pobycie we Francji oraz początku aklimatyzacji w Wiśle Płock.

***

Chyba nie mogłeś sobie wymarzyć lepszego początku przygody z ekstraklasą.

Jestem szczęśliwy, że już właściwie na starcie mogłem dać coś z siebie drużynie. Po to trafiłem do Płocka, żeby kreować sytuacje i mieć wpływ na wyniki. Ciężko pracowałem nad tym, żeby w Polsce zaprezentować się najlepiej, jak tylko potrafię. Ten gol w ostatnim meczu będzie dla mnie motywacją do tego, żeby wciąż nad sobą pracować i czuć się pewnie na boisku.

Co jeszcze cię motywuje?

Mogę powiedzieć, że najbardziej mnie motywują moje marzenia. Chciałbym grać w silnym zespole i być jego ważną postacią. Do spełniania marzeń potrzebne są jednak pojedyncze zdarzenia, które cieszą mnie jako piłkarza, jak choćby ta bramka z Lechem. To wszystko jest ze sobą połączone – teraz strzeliłem gola i wierzę, że od tej pory będzie trochę łatwiej. A Wisła Płock będzie dla mnie dobrym miejscem.

Opowiedz mi o swoich piłkarskich początkach. Widziałem, że pochodzisz ze stolicy Słowenii – Ljubljany, ale swoją karierę piłkarską rozpocząłeś w Domżale.

To prawda, to właśnie tam się wszystko zaczęło. Od samego początku musiałem ciężko pracować na treningach – mieliśmy mocny rocznik. Dowodem na to są nasze wyniki – zdobyliśmy trzy mistrzostwa kraju w swojej kategorii. Zawsze będę dobrze wspominać tamten okres.

Zanim trafiłem do Domżale, grał tam mój tata. Jeszcze gdy miałem kilka lat, każdego dnia rozmawialiśmy o piłce. Potem zacząłem grać, wtedy tata mi pomagał, udzielał rad. Mówił mi, co mi idzie dobrze, a z czym mam problem na boisku. Zresztą był ofensywnym piłkarzem i chyba to po nim odziedziczyłem. Przyznam, że to on był moim pierwszym idolem. A drugim był Kaka.

Dlaczego Kaka?

Zawsze kibicowałem Milanowi i gdy byłem dzieckiem, podziwiałem jego występy w tym zespole. I zakochałem się w jego grze! Nie miało to przełożenia na mojej przygodzie z piłką – gram na innych pozycjach. Ale bardzo lubiłem oglądać go w Serie A.

Koniec końców, jeszcze jako szesnastolatek też trafiłeś do Włoch.

Skauci Atalanty dostrzegli mnie podczas meczu reprezentacji do lat 16. Zagrałem wtedy bardzo dobrze i otrzymałem zaproszenie na tygodniowe testy. Chciałem je wykorzystać jak najlepiej, żeby zostać tam na stałe i się udało. Jeśli jesteś młodym piłkarzem, ten klub jest dla ciebie idealny. Pod warunkiem, że nie boisz się pracy i chcesz grać w przyszłości na najwyższym poziomie.

Jak wspominasz pobyt w Atalancie?

Na początku miałem trochę pod górkę. Klub nie mógł mnie zarejestrować do rozgrywek, ze względu na ograniczenia liczby obcokrajowców w młodym wieku. Dlatego nie grałem praktycznie przez osiem miesięcy i przez to, że nie mogłem grać w meczach, czułem się zniecierpliwiony i z drugiej strony – samotny, gdyż przebywałem w obcym kraju, z dala od mojej rodziny i słoweńskich kolegów. W końcu jednak klubowi udało się mnie zarejestrować. Nadszedł debiut, potem drugi mecz, w którym strzeliłem dwa gole…

Mogłeś tam zostać na stałe?

Tak, ale po dwóch latach musiałem podjąć decyzję, co dalej. Klub chciał mnie zatrzymać, ale miałem wtedy trafić na wypożyczenie do trzeciej ligi. Dlatego uznałem, że lepszym rozwiązaniem dla mnie będzie powrót do Słowenii, gdzie grałbym w najwyższej lidze. Wróciłem wtedy do Domżale, gdzie podpisałem roczny kontrakt i nie żałuję podjęcia tej decyzji.

Zanim przejdziemy do twojego powrotu, chciałbym się jeszcze zatrzymać przy Atalancie. Widziałem, że grałeś w zespole z Franckiem Kessie, który już jako nastolatek uchodził za wielki talent. 

Prawdę mówiąc to za dużo z nim w Primaverze nie pograłem, bo szybko trafił do pierwszej drużyny, choć jeszcze w międzyczasie trafił do Ceseny grającej w Serie B. Wyróżniał się już wtedy pod względem siłowym i nie dziwię się, że jego kariera się rozwinęła.

W twoim zespole grali też Alessandro Bastoni i Dejan Kulusevski.

Obaj byli jeszcze młodzi i grali w niższych kategoriach, ale czasami z nami trenowali, zdarzało się, że otrzymywali szanse w naszym zespole.

W takim razie, kogo z zespołu wyróżniłbyś jako najlepszego piłkarza w tamtym czasie? Jeśli chcesz, możesz wyróżnić siebie.

Nie, ja nie byłem tam najlepszy (śmiech). Najlepiej w zespole spisywał się wtedy chorwacki środkowy pomocnik Anton Kresić. Razem z Kessiem tworzyli fantastyczny duet. Anton na razie jednak jeszcze się nie przebił. Zdecydował się zostać w Atalancie, ale co roku trafia na wypożyczenia do kolejnych zespołów. Z tego co wiem, teraz przebywa w jednym z zespołów Serie C.

Ty zdecydowałeś się na inną drogę – powrót do Słowenii. Widziałem, że miałeś okazję występować w jednym zespole z kilkoma piłkarzami znanymi z polskich boisk.

To prawda, kilku piłkarzy z którymi grałem wcześniej lub później trafili do Polski. Najwięcej grałem z Rokiem Sirkiem, gdy obaj występowaliśmy w Murze. W Słowenii potrafił strzelić 15-16 goli i wydawało się, że poradzi sobie w Polsce, a z tego co widziałem, w Zagłębiu zwykle wchodzi z ławki i ma problemy ze skutecznością Szkoda, bo gdy graliśmy razem w zespole, zawsze mogłem liczyć na jego pomoc, zresztą nie tylko na boisku.

Z kolei w młodzieżowej reprezentacji miałem okazję poznać Davida Tijanicia. Przyznam, że jest jednym z najlepiej wyszkolonych technicznie piłkarzy, z jakimi grałem. To gwarancja jakości!

Wróćmy do twojej kariery. Wspomniałeś przed chwilą o tym, że grałeś w Murze z Rokiem Sirkiem. Można powiedzieć, że to właśnie w tym zespole się wypromowałeś, gdyż dobrze spisywałeś się w poprzednim sezonie.

Wpływ na to miał tak naprawdę cały zespół. Byliśmy nie tylko pojedynczymi piłkarzami, ale także przyjaciółmi, którzy dla reszty drużyny zrobią wszystko. Prowadził nas zresztą Ante Simundza, który jest jednym z najlepszych trenerów w kraju i myślę, że miał duży wpływ na mnie. Może w pierwszym sezonie moja praca nie wpłynęła na statystyki, ale już w drugim czułem się lepiej i lepiej grałem. Uznałem, że to dobry czas na to, żeby się wypromować, wejść na wyższy poziom i spróbować swoich sił w zagranicznej lidze.

Co sprawiło, że wybrałeś Chambly, występujące we francuskiej Ligue 2?

Słowenia to dobre miejsce dla młodego piłkarza, ale przestałem być już młodzieżowcem i trzeba było zrobić kolejny krok. Liczyłem, że jeśli sobie poradzę w drugiej lidze francuskiej, to trafię do jeszcze lepszego zespołu. Chciałem się sprawdzić jako skrzydłowy w nowym otoczeniu.

Miałeś inne oferty?

Słyszałem o zainteresowaniu z różnych klubów, mój menedżer prowadził rozmowy. Do konkretów jednak nie dochodziło – niektóre kluby tłumaczyły, że ze względu na covid nie mogą podejmować ruchów, a musiałyby zapłacić za mnie Murze.

Słowenia to dość popularny rynek dla polskich klubów w ostatnim czasie. Interesował się wtedy tobą ktoś z Polski?

Słyszałem od menedżera, że polskie kluby o mnie pytały, podobnie zresztą jak belgijskie. Ale na zapytaniach się kończyło. Nie wiem, o które kluby konkretnie chodziło.

Ostatecznie wybrałeś Chambly, ale spędziłeś tam tylko jedną rundę. Dlaczego zdecydowałeś się odejść po tak krótkim czasie?

Przede wszystkim liga francuska jest bardziej siłowa, szybsza i miałem problemy, żeby się przebić. Poza tym – gdy grałem we Francji, wystawiano mnie na środku ataku, ale nie do końca mi to odpowiadało. Zawsze – czy w juniorach, czy później w lidze słoweńskiej, byłem skrzydłowym, dlatego zdecydowałem się stamtąd odejść.

A jak oceniasz współpracę z trenerem Bruno Luzim, który prowadzi zespół od 20 lat i można powiedzieć, że już jest legendą klubu?

To dobry człowiek – od początku mojego pobytu w Słowenii starał się, żebym czuł się jak w domu. O Chambly można powiedzieć, że to przyjazny, wręcz rodzinny klub i Bruno Luzi dobrze się wpisuje w całą jego atmosferę. Zresztą widać po nim miłość do klubu. Chociaż ten czas nie był dla mnie udany, na trenera nie mogę powiedzieć złego słowa.

Żałujesz transferu do Francji?

Nie, nauczyłem się dużo przez te miesiące. Wiem więcej o futbolu, o życiu, poznałem inny świat.

Co sprawiło, że zdecydowałeś się przyjść do Wisły Płock?

Mój menedżer miał kontakt z polskim agentem, który szukał dla mnie klubu w Polsce. Sprawy szybko poszły do przodu i uznałem, że jest to odpowiedni kierunek. Wiem, że w ostatnich latach dobrze się tu spisywał Damjan Bohar. Potem dowiedziałem się więcej o Wiśle Płock – obejrzałem powtórki meczów oraz boiskowych sytuacji i stwierdziłem, że to bardzo dobry klub dla mnie. Chciałbym się dobrze zaaklimatyzować w zespole, by móc w nim pokazywać swoją jakość.

Powiedziałeś wcześniej, że twoim ulubionym zespołem jest Milan, więc domyślam się, czego mógłbym ci życzyć na koniec.

Gra w Milanie byłaby dla mnie spełnieniem marzeń! Oczywiście na tym etapie przede mną jeszcze dużo pracy, ale za parę lat? Zobaczymy, jak to wszystko się potoczy.

ROZMAWIAŁ: PRZEMYSŁAW CHLEBICKI

Fot. Wisła Płock

200PLN
GRAMGRUBO
GRAMGRUBO