Kristopher Vida – czy chodzące pół miliona euro Piasta wreszcie odpali?

Kristopher Vida dołączył do Piasta rok temu jako klubowy rekord transferowy. Chociaż zdarza się, że piłkarz gra efektownie, rzadko się to przekłada na końcowe wyniki. Czy w dotychczasowym pobycie Węgra w Gliwicach można doszukiwać się pozytywów?

Rekord transferowy Piasta

Kristopher Vida dołączył do Piasta Gliwice podczas zimowego okna transferowego w ubiegłym roku jako ktoś, kto od razu miałby wpływ na grę zespołu. Węgier kosztował bowiem pół miliona euro, czyli pieniądze jakich nigdy wcześniej klub nie wydawał. Co więcej, tylko dwa razy w historii przekroczył połowę tej kwoty.

Na papierze ten transfer mógł wyglądać naprawdę obiecująco. Piłkarz miał za sobą bardzo udaną rundę w lidze Słowackiej – w barwach Dunajskiej Stredy strzelił siedem goli i zaliczył trzy asysty. Trudno jednak powiedzieć, czy w Piaście miał sam atakować, czy może pomagać Parzyszkowi i Felixowi w zdobywaniu goli. Wydawało się jednak, że uniwersalny zawodnik, który grał w swojej karierze na wielu pozycjach – od obrony po szpicę, przyda się zespołowi będącemu wówczas mistrzem Polski.

Bez efektów

Okazało się, że Kristopher Vida potrzebuje czasu, żeby wejść do zespołu Waldemara Fornalika. Przed przerwą wymuszoną z powodu pandemii, Węgier pojawiał się jedynie w ostatnich minutach. Zarówno przeciwko Arce, jak i Legii próbował rozpocząć ataki skrzydłem i było widać jego dobre wyszkolenie techniczne. Braki można było dostrzec z kolei w ustawieniu, ale tłumaczyliśmy, że to dopiero jego początki.

Po wznowieniu rozgrywek Vida grał już jednak w wyjściowej jedenastce. 25-latek zagrał w dziesięciu spotkaniach od pierwszej minuty, ale ani razu nie miał wpływu na wynik. Waldemar Fornalik szukał dla niego miejsca wszędzie – w ataku, na obu skrzydłach i prawym wahadle. Gdziekolwiek jednak nie pojawił się Węgier, nigdzie jego gra nie przynosiła efektów. I w zasadzie wciąż nie przynosi, tak naprawdę poza jedną sytuacją.

W tym sezonie Kristopher Vida nie znajduje jednak uznania Waldemara Fornalika. Węgier grał na początku sezonu w pierwszym składzie, aczkolwiek można wręcz powiedzieć, że odbiło się to na zespole. Trudno było w zasadzie wywnioskować, czego od niego wymagać. Piłkarz Piasta miał problemy ze wszystkim – rozegraniem, dośrodkowaniami, przeglądem pola. Zresztą nawet rzadko kiedy oddawał strzały. Nie wpisał się więc nawet w statystyki. Może poza faulami – zarówno faulował, jak i był faulowany. Piast grał jednak bezbarwnie, dlatego nie było wiadomo, czy postawa 25-latka to wynik słabych występów całego zespołu, czy samego piłkarza. Teraz już w zasadzie wszystko jasne.

Waldemar Fornalik wyciągnął wnioski z gry piłkarza. Węgier nie pojawił się w pierwszym składzie Piasta praktycznie od października. To w zasadzie ciekawostka, ale to właśnie podczas absencji Vidy rozpoczęła się seria meczów bez porażki zespołu, która trwa już dziesięć spotkań.

Jedna jaskółka wiosny nie czyni?

Niedawno były piłkarz Dunajskiej Stredy wrócił jednak do gry. W meczu z Wisłą Kraków 25-latek błysnął, zdobywając gola na 4:3 w szalonym meczu. Węgier w odpowiednim momencie znalazł się w polu karnym.

Naprawdę długo czekałem na swojego pierwszego gola, ale wreszcie się doczekałem. Czas wyczekiwania był długi, ale myślę, że nie mogło być lepszego momentu na to trafienie – przyznał piłkarz w rozmowie ze “Sportem”.

Od tamtej pory Kristopher Vida grał w pierwszym składzie, ale wciąż trudno dopatrzyć się pozytywów w jego grze. Może i piłkarz oddał 19 strzałów, ale tylko cztery celne. Poza tym wykreował tylko trzy sytuacje. To trochę za mało na piłkarza, który kosztował pół miliona euro i jest klubowym rekordem Piasta.

Synonim nieporadności

Liczymy, że jeszcze bardziej wzmocni konkurencję w naszym zespole i pomoże nam w osiąganiu jak najlepszych rezultatów – powiedział po podpisaniu kontraktu z piłkarzem dyrektor sportowy Piasta, Bogdan Wilk. Czy Vida wzmocnił konkurencję? Szczerze mówiąc, głównie pod względem personalnym. Pod względem sportowym w ostatnich meczach lepiej się spisywał 18-letni Arkadiusz Pyrka, który latem trafił do Piasta. Wychowanek Broni Radom zdobył w tym sezonie dwa gole i zaliczył asystę. To niewiele, ale wciąż więcej niż jego kolega z drużyny.

Po roku pobytu w Gliwicach, można na razie stawiać Vidę w kategorii transferowych niewypałów. Nie jest oczywiście powiedziane, że Węgier nie odpali, bo już takie historie się zdarzały w ekstraklasie. Pytanie tylko, czy Waldemar Fornalik wciąż będzie darzył swojego podopiecznego kredytem zaufania. Szkoleniowiec Piasta jest cierpliwy, aczkolwiek już wcześniej odsunął piłkarza od składu. Dlatego teraz Kristopher Vida powinien wręcz grać o “być albo nie być” w zespole z Gliwic. Kibicom Piasta piłkarz na razie kojarzy się jednak z nieskutecznością i nieporadnością. Ale kto wie, może kilka szczęśliwych zbiegów okoliczności, jak choćby mecz z Wisłą, pomoże mu się odbudować.

Fot. YouTube

200PLN
GRAMGRUBO
GRAMGRUBO