Czas na ekstraklasę: Wojciech Jagoda o największych wygranych i przegranych zimowego okna transferowego

Zimowe okno transferowe w PKO BP Ekstraklasie już za nami. Kto może się okazać hitem transferowym? Który klub jest największym wygranym tegorocznego okienka, a kto nie wzmocnił się na miarę możliwości? Więcej w rozmowie z cyklu “Czas na ekstraklasę” – tym razem z dziennikarzem i komentatorem Canal+ Sport, Wojciechem Jagodą.

***

Właśnie zakończyło się zimowe okno transferowe. Który ze wszystkich zimowych ruchów w ekstraklasie uważa pan za najbardziej obiecujący?

Moją uwagę najmocniej przykuł transfer Rafała Kurzawy do Pogoni Szczecin. Myślę, że jego powrót to duże wydarzenie nie tylko dla klubu, ale również dla całej ekstraklasy. Do Szczecina trafił piłkarz, który swego czasu – jako rozgrywający, choć grający na lewej stronie pomocy – został najlepszym pomocnikiem sezonu. Później trochę pobłądził – nie trafił z wyborem klubów i wrócił po kilku latach – można powiedzieć, że z podkulonym ogonem.

Zastanawiam się, co się w Szczecinie z nim wydarzy. Czy eksploduje tak jak Bartek Kapustka w Legii, który przeszedł podobną drogę, czy może kompletnie się zatraci? Dziś nie mam na to odpowiedzi. Wiem jednak, że jeśli zacznie grać na miarę możliwości, Pogoń absolutnie będzie jeszcze mocniejsza niż jesienią. Z tego ruchu mogą się na pewno cieszyć napastnicy, i to bez względu na to, kto będzie występował na “dziewiątce”. Wciąż pamiętamy, jak wyglądała współpraca Kurzawy w Górniku z Igorem Angulo. Będą się cieszyli również ci, którzy w Pogoni dobrze radzą sobie w powietrzu i potrafią grać głową. Dobrze wiemy, jak Rafał potrafi wykonywać stałe fragmenty gry.

Pod względem dośrodkowań, boczni pomocnicy Pogoni mieli w tym sezonie trochę problemów.

Pomocnicy Pogoni rzeczywiście byli nieskuteczni w wykonywaniu dośrodkowań. Lepsi pod tym względem byli jednak boczni obrońcy Pogoni – swoje asysty zaliczyli Jakub Bartkowski i Hubert Matynia. Z kolei skrzydłowym zespołu faktycznie brakuje asyst i tutaj Kurzawa zdecydowanie może pomóc, ale musi odpalić. Kosta Runjaić jest jednak mądrym trenerem i gdyby nie miał planu na Kurzawę, ten na pewno w Szczecinie by się nie pojawił.

Trzymam kciuki za Rafała i całą Pogoń. Wiadomo, że przez ostatnie lata w ligowej czwórce zazwyczaj byli ci sami, dlatego dobrze, że pojawił się w niej kto nowy. Poza Pogonią jest jeszcze Raków, a im więcej zespołów włączy się do walki o najwyższe miejsca, tym ciekawsza będzie końcówka ligi i na to liczę.

Kto według pana jest największym wygranym zimowego okna transferowego?

W tym pozytywnym aspekcie na pewno wyróżnia się Podbeskidzie. Gdyby porównać ten zespół z grudnia z tym ze stycznia i lutego, ktoś mógłby powiedzieć, że to nie miało prawa się wydarzyć. A jednak się wydarzyło – zespół, który był dla większości rywali workiem treningowym, w 2021 roku jest zupełnie inną drużyną.

Uważam, że najlepszym zimowym transferem Podbeskidzia był trener. Robert Kasperczyk to właściwy człowiek na właściwym miejscu. To facet, który był już legendą w Bielsku-Białej. Myślę, że gdyby zrobić eksperyment i Robert Kasperczyk musiał przeżyć miesiąc w Bielsku-Białej bez grosza przy duszy, to i tak mógłby pożyć, bo wielu ludzi przygarnęłoby go pod swój dach. Tam nie zapomina się o tym, co trener zrobił w przeszłości dla zespołu, gdyż wcześniej wywalczył historyczny awans do ekstraklasy. A teraz w pierwszych meczach nie tylko dobrze wprowadził nowych piłkarzy, ale także wyciągnął maksimum z tych, którzy grali w zespole w rundzie jesiennej.

Z tych nowych piłkarzy Podbeskidzia wyróżniłbym Rafała Janickiego, Jakuba Horę, ale także Petera Wilsona. Można powiedzieć, że prawie jak “nowego” zawodnika można też traktować Milana Rundicia, za którego jesienią nikt nie dałby złamanego grosza, bo wyglądał katastrofalnie. A wiosną widzimy zupełnie nowego zawodnika. Podobnie jest zresztą z Michałem Rzuchowskim, który jesienią był jednym z wielu, a w 2021 jest kluczowym piłkarzem Podbeskidzia i potrafi wskoczył do jedenastki kolejki Canal+. To na pewno kolejny plus na korzyść Roberta Kasperczyka, który potrafił z Rzuchowskiego zrobić dobrego piłkarza.

Widzimy także, że Podbeskidzie nie powinno mieć w najbliższym czasie problemów z obsadą młodzieżowca. Dominik Frelek naprawdę daję radę.

Wybrał pan już wygranego, w takim razie – kto najbardziej pana rozczarował?

Absolutną jedynką jest tutaj dla mnie Zagłębie Lubin. Myślę, że w klubie byli świadomi, że jest potrzebny piłkarz, który wypełni lukę do Damjanie Boharze i myślę, że teraz to się uda. Miroslav Stoch powinien odpalić – ma fantastyczne CV, a w ekstraklasie na razie pokazywał przebłyski, ale widać u niego jakość. Pod tym względem jest szansa, że Słowak okaże się dobrym transferem.

Głównym problemem Zagłębia pozostaje środek ataku. Mówiło się, że w ostatnich dniach okna transferowego do zespołu może trafić na tę pozycję ktoś na miarę Stocha. Pojawił się w Lubinie Karol Podliński – piłkarz z fajnym potencjałem, świetnymi warunkami fizycznymi. Dla Zagłębia, które korzysta z dośrodkowań i gra skrzydłami może to być dobry ruch. Tylko na pewno nie jest to rozmiar kapelusza, którego spodziewali się fani “Miedziowych”. Za niego do Radomiaka trafił Rok Sirk, ale po nim w Lubinie raczej nikt nie będzie płakał, nawet jeśli zacznie strzelać gole. Pomiędzy ekstraklasą a pierwszą ligą jest jednak spora różnica.

Zostając przy luce w środku ataku Zagłębia, ostatnio szansę gry na tej pozycji dostał Patryk Szysz. Pamiętam jednak moment, gdy w zespole pojawił się Bartosz Białek, który zastępował Szysza w środku ataku. Wtedy Sevela logicznie wszystkim tłumaczył, skąd ta zmiana. Mówił, że potrzebuje na tej pozycji typowego środkowego napastnika, a Szysz takim nie jest. Jeśli więc mówi tak trener, który wcześniej z sukcesami prowadził zespoły, to ja mu wierzę. Gdy teraz widzę Szysza na środku ataku, mam jednak świadomość, że to nie jest to, czego oczekiwał trener.

W Zagłębiu pojawił się też nowy problem – w środku obrony. Zastąpienie Lubomira Guldana w tak krótkim czasie jest niemożliwe. Prędzej czy później się to uda, bo nie ma piłkarzy niezastąpionych w dłuższej perspektywie. Guldan przez te wszystkie lata w drużynie Zagłębia był jednak kimś więcej niż tylko środkowym obrońcą. To był facet, który przez lata tak budował swoją pozycję, że pod koniec była ona niezniszczalna. Gdy był na boisku, wszyscy czuli się pewniej – i dotyczy to młodszych i starszych zawodników. Guldan potrafił dyrygować zespołem nie tylko w obronie, ale trzeba powiedzieć, że nie było akcji, w której nie dotknąłby choćby raz piłki. Poza tym, pod względem podań był w czołówce ekstraklasy. Jego prostopadłe piłki potrafiły siać zamieszanie w szeregach rywali. Zastąpienie Guldana Crnomarkoviciem to próba ratowania sytuacji, ale skazana na samym początku na niepowodzenie. I nie ze względu na samego Crnomarkovicia, ale na to, jak dobry był Guldan.

ROZMAWIAŁ: PRZEMYSŁAW CHLEBICKI

200PLN
GRAMGRUBO
GRAMGRUBO