Czy to jeszcze „mes que un club”? Przed FC Barceloną najważniejsze wybory prezydenckie w historii
06.03.2021

Najsłabsze od lat wyniki sportowe, gigantyczne długi, odejście możliwie jak najdalej od maksymy „Mes que un club”, a ostatnio także aresztowania byłych władz klubu. To nędzny obraz FC Barcelony tuż przed wyborami na nowego prezydenta. – To bez wątpienia najważniejsze wybory w najnowszej historii „Dumy Katalonii” – przekonuje w rozmowie z „FutbolNews.pl”, Michał Gajdek, socio 98107.

Już w niedzielę tysiące socios ruszą do urn, aby wybrać nowego prezydenta „Blaugrany”. W katalońskiej grze o tron bierze udział trójka kandydatów: Victor Font, Toni Freixa oraz Joan Laporta.

Debaty nic nie wniosły

Aby przekonać jeszcze niezdecydowanych, ułatwić im wybór bądź nakłonić do zmiany zdania, w minionym tygodniu odbyły się jeszcze dwie debaty kandydatów na prezydenta. Nie sądzę, żeby one wiele zmieniły. To tak jak z polityką, ludzie są już zdecydowani na kogo zagłosują, więc jeśli w debacie nie padłby nagle jakiś rewolucyjny pomysł, to raczej nikt już zdania nie zmieni. Wyborcy Laporty są przekonani, że to on wygrał debatę, zwolennicy Fonta zaś uważają, że on wypadł lepiej uważa Michał Gajdek. – Niczego nowego od kandydatów się nie dowiedzieliśmy. Nie padło tam nic, czego nie mówili już wcześniej.

Sytuacja na Camp Nou ostatnimi czasy jest dramatyczna. W kwestii doboru zawodników, katalońscy włodarze podejmowali irracjonalne decyzje, zarówno jeśli chodzi o transfery do klubu, jak i z klubu. Efektem tych działań były zatem rozczarowujące wyniki sportowe, zwłaszcza w Lidze Mistrzów, której „Blaugrana” nie wygrała od 2015 roku i po pierwszym meczu 1/8 finału z PSG, nie zanosi się również, aby uczyniła to w tym sezonie, jak i gigantyczne problemy finansowe. Jak doniosły w styczniu „Marca” i Cadena SER, długi 26-krotnych mistrzów Hiszpanii na chwilę obecną wynoszą 1 173 mln euro, z czego 730 mln to zobowiązania krótkoterminowe. Barca nie jawi się dziś już jako wymarzone miejsce pracy dla każdego futbolisty, skoro nawet sam Leo Messi w niedługim czasie pewnie z niej zrejteruje.

Laporta, czyli faworyt numer jeden

Bałagan, który pozostawił po sobie Josep Maria Bartomeu sprawia, że nowy prezydent w zasadzie musi ratować ten 122-letni klub przed upadkiem. – To z pewnością najważniejsze wybory od lat – mówi Gajdek. Przy okazji elekcji w ostatnich latach, najistotniejsze było utrzymanie zespołu, który wcześniej istniał. Chodziło o niezepsucie niczego, bo wszystko działało dobrze. Dziś to wybór kogoś, kto będzie w stanie naprawić, wszystko to, co w ostatnim czasie zostało zniszczone.

Wszystkie znaki na niebie i na ziemi, wskazują na to, że tym człowiekiem będzie Joan Laporta. Jest to zdecydowany faworyt. Jeżeli nie wydarzy się nic nadzwyczajnego, do czego jednak jest jakieś pole manewru, biorąc pod uwagę, że duża część głosów została oddana korespondencyjnie, ale będzie zliczana razem z głosami oddanymi osobiście, to moim zdaniem właśnie Laporta powinien wygrać uważa Gajdek.

Kampanię miał bardzo powściągliwą, przypominała bardzo tą z 2015 roku. Wtedy jednak za specjalnie się nie wysilił, co skończyło się jego porażką z Bartomeu, teraz to powinno wystarczyć. Mam zresztą wrażenie, że sześć lat temu, Laporta zgłosił się do wyborów, na zasadzie „a nuż się uda”. Ta prezydentura nie do końca była mu potrzebna, bo marzył wtedy jeszcze o wielkiej karierze politycznej w Hiszpanii. Teraz z kolei uważam, że ta jego powściągliwość, to nie jest brak chęci, a raczej strategia wyborcza. Widać, że Laporta tym razem naprawdę chce coś w tym klubie zmienić. Faktem jest, że jedzie trochę na nazwisko, ale w tej kampanii powinno być to wystarczające – dodaje socio 98107 katalońskiego klubu.

Font, czyli brak siły przebicia

W szranki z Laportą staje Victor Font, który za swoją misję uczynił ściągnięcie jako trenera na Camp Nou Xaviego Hernandeza i uczynienie z niego katalońskiego sir Aleksa Fergusona. Czy to jednak wystarczy, aby przekonać socios? Problem Fonta moim zdaniem polega na tym, że nie jest on takim politykiem jak Laporta Nie ma też charyzmy jak jego konkurent. Sam projekt Fonta w pewnych aspektach jest jednak projektem bardzo przemyślanym. Sporo mówi o wprowadzaniu klubu w XXI wieku, wymyślaniu go na nowo. Tak bym tego nie określił, ale jego pomysły koncentrują się wokół wielu sfer: kibicowskich, ekonomicznych czy sportowych. To miałoby być kompletnie przebudowanie FC Barcelony przyznaje nasz rozmówca.

Zdecydowanie brakuje mu więc siły przebicia. Problemem jest jednak to, że ta kampania jest niesamowicie długa. Zgodnie ze statutem Barcelony, powinna ona trwać tydzień. Tymczasem trwa od październikowej dymisji Bartomeu, a w praktyce od momentu rozpoczęcia procedury votum nieufności w sierpniu. Ludzie są więc zmęczeni zarówno kampanią, jak i samym Fontem, który nie ma wyczucia tłumu, który cały czas powtarza się z Xavim, przez co kibice nie chcą słuchać, co innego ma do powiedzenia dodaje Michał Gajdek.

Freixa, czyli człowiek Rosella i Bartomeu

Ostatni kandydat to Toni Freixa, a więc człowiek ściśle związany ze skompromitowanym poprzednim zarządem „Blaugrany”. Jako jedyny też głośno zapowiadał, kogo to nie ściągnie na Camp Nou (wspominał o Erlingu Haalandzie i Kylianie Mbappe), w razie ewentualnego zwycięstwa. Powiem szczerze, że jak bym powiedział co naprawdę o nim sądzę, to nic nie nadawałoby się do publikacji – nie ukrywa. – Nie mam za grosz zaufania do człowieka. To jest osoba, która była rzecznikiem zarządu Sandro Rosella, później była przez chwilę w zarządzie Josepa Marii Bartomeu. Ma liczne procesy cywilne, w związku z tym, że firmy, które założył po odejściu z Barcelony, okazały się być, przynajmniej według ich klientów, oszustwami – stwierdził socio “Dumy Katalonii”

Wszystko co ten człowiek mówi, podzieliłbym przez 20, a nie przez 2. To co powiedział o Haalandzie i Mbappe, to jest rozpaczliwa próba pozyskania głosów. Sam zresztą, w momencie gdy nie zdobył jeszcze wymaganej liczby podpisów do wzięcia udziału w wyborach, stwierdził że jeżeli jakiś kandydat będzie obiecywał wielkie nazwiska, to sprowadzi go chyba z własnej kieszeni, bo w klubie nie ma na to środków. Teraz, po 1,5 miesiąca od tych słów, nagle okazuje się, że w Barcelonie magicznie znalazły się pieniądze. I to mówi samo za siebie podsumowuje Michał Gajdek.

200PLN
GRAMGRUBO
GRAMGRUBO