Paweł Chrupałła: Miałem propozycję z młodzieżowej reprezentacji Norwegii

Paweł Chrupałła wkrótce będzie świętować 18. urodziny. Wcześniej jednak młody piłkarz trafił do pierwszego zespołu najbardziej utytułowanego klubu w historii Norwegii, Rosenborgu Trondheim. Dlaczego piłkarz nie najlepiej wspomina pobyt w Zagłębiu Lubin i Śląsku Wrocław? Czy zagrałby w reprezentacji Norwegii? Paweł Chrupałła wyznał w rozmowie dla “FutbolNews.pl”.

***

W tej chwili jesteś uprawniony do gry zarówno w polskiej, jak i norweskiej reprezentacji. Drugie obywatelstwo wynika z twoich korzeni czy możesz je otrzymać ze względu na lata pobytu w Norwegii?

Mieszkam tutaj już tyle czasu, że mogę się ubiegać o obywatelstwo. Zresztą zaaklimatyzowałem się tutaj i dobrze znam język norweski.

Zanim trafiłeś do Norwegii, występowałeś w Sprotavii Szprotawa. To tam rozpocząłeś swoją przygodę z piłką?

Szprotawa to moje rodzinne miasto i właśnie tam zacząłem grać w piłkę. Od najmłodszych lat dużo trenowałem z tatą, który kiedyś też był piłkarzem – grał między innymi w Zastalu Zielona Góra. Nie miałem już jednak okazji, żeby zobaczyć go na boisku – obecnie ma już sześćdziesiąt lat, więc przygodę z piłką zakończył już dawno temu. A do Sprotavii trafiłem w wieku siedmiu, może ośmiu lat.

Po dziesięciu latach wciąż coś pamiętasz z tego okresu?

To już było dawno temu, ale czasami są takie momenty, że pewne rzeczy się przypominają. Pamiętam turnieje, w których brałem udział – kilka razy otrzymałem nagrodę na najlepszego zawodnika. Oczywiście było też wiele momentów, gdy coś mi nie wychodziło. Jakie ja wtedy fochy stroiłem! Byłem niezadowolony, cały czas chciałem jeszcze więcej.

Zdarzały ci się “spiny” z kolegami?

Akurat z kolegami czy z trenerami nie było żadnych spin. Bardziej patrzyłem na siebie, mówiłem sobie, że mogłem coś zrobić lepiej, dać z siebie więcej. Nie chciałem jednak przy tym coś narzucać kolegom, krytykować ich czy pokazywać, że Bóg wie kim jestem. Po prostu brałem dużo do siebie, ale chciałem grać jak najlepiej. Zamiast poprawiać innych, wolę patrzeć na to, co samemu mogę lepiej zrobić.

Jak to się stało, że jako dziesięciolatek wylądowałeś w Norwegii?

Ten kierunek nie wynikał z gry w piłkę, tylko po prostu podążyłem za rodzicami. Tata już wcześniej przez krótki okres pracował w Norwegii i razem z mamą podjęli decyzję o wyjeździe. Do Szprotawy jednak wiele razy wracałem, nawet kiedyś uczestniczyłem w treningu. Chociaż ostatnio niestety nie mogłem odwiedzić rodzinnych stron, do czego się przyczyniła sytuacja z koronawirusem. Szczerze mówiąc, przez to już nie pamiętam nawet kiedy ostatnio byłem w Polsce.

Miałeś problemy z aklimatyzacją w nowym kraju czy łatwo ci to poszło?

Na pewno było inaczej niż w Polsce, ale w młodym wieku na pewno łatwiej się przystosować. Po przyjeździe trafiłem do szkoły, w której był duży nacisk na naukę języka, co nie zajęło mi dużo czasu. Praktycznie po czterech miesiącach mogłem uczęszczać na lekcje w norweskiej szkole. Oczywiście pomogło mi też przebywanie w piłkarskiej szatni i na boisku.

Wspomniałeś o szkole – już wcześniej słyszałem, że różnice pomiędzy szkołami w krajach skandynawskich – między innymi Szwecji, Danii i właśnie Norwegii są wyraźne. Czym się różni z twojej perspektywy system edukacji w Polsce i Norwegii? 

Przede wszystkim – poziom nauczania jest zupełnie inny. W Polsce jest więcej materiału do nauki, przez co jest trochę trudniej wszystko pogodzić. Wciąż chodzę do szkoły i tam wszystko mam przystosowane – jestem oceniany z tego, co dam radę zrobić. A nie jest tak, że muszę na siłę robić wszystko, co reszta klasy, a nauczyciele są wyrozumiali. Oczywiście staram się uczyć na tyle, ile mogę i myślę, że nadążam za klasą.

Poza tym, jak w Polsce są biologia czy chemia osobno, w Norwegii te przedmioty się łączą. Oczywiście, jest nacisk na to, żeby miał pewną wiedzę z każdego przedmiotu, ale w późniejszych latach możesz wybrać, w jakim kierunku chciałbyś się dalej kształcić.

Chodzisz do szkoły sportowej, jak większość młodych piłkarzy?

Moja szkoła współpracuje z klubem i chodzą do niej wszyscy zawodnicy. Tam są również klasy o innych profilach, ale ja chodzę do klasy sportowej. U nas wszystko praktycznie jest dostosowane do treningów.

Przejdźmy do spraw piłkarskich. Czy gdy jako dziecko rozpocząłeś treningi w Trosviku odczuwałeś przeskok po przyjeździe z Polski?

Prawdę mówiąc, nie widziałem różnicy. Może trochę dlatego, że jeszcze na niektóre rzeczy nie zwracałem uwagi. Myślę jednak, że dużo mi pomogły treningi z tata, który pokazywał mi różne dryblingi czy sposoby na to, jak poprawić szybkość. Same treningi w Polsce i Norwegii jednak szczególnie się nie różniły. Może tylko poza tym, że w Norwegii większą wagę już od najmłodszych lat się przywiązuje do techniki – stawia się ją tutaj nad taktyką czy motoryką gry. Trenerzy zwracają szczególną uwagę na sposób przyjęcia piłki oraz podań.

Można powiedzieć, że zostałeś wychowany przez norweski system szkolenia, jednak na moment wróciłeś do Polski.

Zanim latem trafiłem do Śląska Wrocław, w kwietniu albo maju byłem na testach w Zagłębiu Lubin. Nie chcieli mi tego powiedzieć wprost, ale najwyraźniej stwierdzili, że byłem za słaby. A znaleźli wytłumaczenie i mi powiedzieli, że nie ma dla mnie miejsca. Osobiście wolę, jeśli ktoś jest dla mnie szczery – uważam, że to szczerość, a nie milczenie jest złotem.

I zaraz potem wylądowałeś w Śląsku Wrocław.

Rodzice rozmawiali wtedy z Tadeuszem Pawłowskim i dostałem tydzień, by móc się pokazać. Pan Tadeusz po pierwszym treningu powiedział mi jednak, że mogę zostać w Śląsku i tam pozostałem.

Nie czułem się tam jednak zbyt dobrze. Potem musiałem przejść operację kolana, wypadłem na jakiś czas. Po powrocie było mi bardzo trudno. Tym bardziej, że nie widziałem, żeby ktokolwiek starał się mi pomóc. Chciałem tam grać, ale czułem się tak, jakby nikt tam na mnie nie liczył.

Byłeś traktowany inaczej dlatego, że przyjechałeś z Norwegii?

Może to mi było trochę inaczej – wyjechałem na stałe na kilka lat i trochę się odzwyczaiłem od polskiej kultury. Na początku może trochę trudno mi było przestawić i to był jakiś problem. Z czasem jednak lepiej poznałem chłopaków i mogę powiedzieć, że miałem z nimi dobry kontakt. Oczywiście czasami śmiali się ze mnie, że jestem Norweg. Szczególnie gdy oglądaliśmy skoki narciarskie i Norwegowie rywalizowali z Polakami (śmiech).

Czyli kibicujesz Polakom, a nie Norwegom (śmiech)?

Polakom, nie lubię jak Norwegowie wygrywają.

Wróćmy do twojej piłkarskiej przygody. Po Śląsku wróciłeś do Norwegii, a konkretnie do Fredrikstad. Nie chciałeś zostać w Polsce?

W Polsce było mi ciężko w szkole, były duże różnice w nauczaniu, do których nie mogłem się przystosować. A zależało mi na tym, żeby przejść ją sprawnie. Poza tym klub nie okazał żadnej chęci, żeby mi pomóc, przez co źle się tam czułem. Wtedy razem z rodzicami stwierdziliśmy, że lepiej będzie jak wrócę do Norwegii i nie ma sensu się męczyć, marnować siły. Szkoda zdrowia.

We Fredrikstad było lepiej?

Od samego początku nie miałem problemu, żeby się przystosować do tego klubu. Większość chłopaków już znałem wcześniej, co na pewno mi pomogło. Drużyna mnie wtedy bardzo dobrze przyjęła, a to nie było oczywiste, gdyż przyszedłem w trakcie sezonu. Wystąpiłem w paru meczach i pokazałem się z dobrej strony. Miałem też świadomość, że w kolejnym sezonie moja rola w zespole będzie ważniejsza.

We Fredrikstad jednak ani razu nie trenowałem z pierwszym zespołem pomimo iż grali w drugiej lidze. Myślę, że w Rosenborgu zrobiłem większy progres.

I przed nowym sezonem trafiłeś do pierwszego zespołu.

W listopadzie ubiegłego roku, jeszcze zanim podpisałem nową umowę z Rosenborgiem, już trenowałem z pierwszą drużyną. Wtedy skontaktowali się ze mną przedstawiciele Fredrikstad i zapytali, czy mógłbym wrócić. Powiedziałem, że możemy porozmawiać i poinformowali mi, że miałbym u nich miejsce w juniorach. Oczywiście podziękowałem. Jeśli tutaj mam szansę trenować w pierwszym zespole to przecież do juniorów nie wrócę.

Tym bardziej, że teraz grasz w najbardziej utytułowanym klubie piłkarskim w Norwegii. 

W chwili obecnej naprawdę nie mam na co narzekać. Mam tutaj wszystko, co potrzebne, by się rozwijać. Muszę dalej ciężko pracować, starać się i myślę, żę będzie to szło w dobrym kierunku. Jestem teraz w pierwszym zespole i z wypowiedzi trenera wynika, że nie traktują mnie tu obojętnie. Cały czas otrzymuję wskazówki od sztabu szkoleniowego, analityków i starszych kolegów z zespołu. Czuję, że klub też liczy na mój dalszy rozwój, co na pewno mi pomaga.

A jak cię przyjęli koledzy z pierwszej drużyny Rosenborgu?

Siedmiu zawodników pierwszego zespołu w zeszłym sezonie wystąpiło w meczu rezerw. Akurat wtedy z nimi zagrałem, dzięki czemu kilka osób już znałem jak wszedłem do ich szatni. Wiedzieli też już wiele o mnie – jakim jestem typem piłkarza i człowieka, jak się zachowuję na boisku i poza nim. Można więc powiedzieć, że bezstresowo wszedłem do tej szatni – nikt na mnie krzywo nie patrzył i niczego nie wytykał. Tak jak wspomniałem, starsi piłkarze przede wszystkim starali się mi pomóc.

Który z piłkarzy Rosenborga zrobił na tobie największe wrażenie?

Jedną z tych osób na pewno jest Gjermund Asen, który niedawno odszedł na wypożyczenie do Lillestrom. Też grał w tamtym meczu rezerw i oddał mi rzut wolny, po którym strzeliłem gola. To na pewno przykład piłkarza, który zrobi wszystko dla drużyny. Dostał wypowiedzenie od klubu i informację, że nie będzie otrzymywał szans. Mimo to ciężko pracował i chciał podnosić swoje możliwości. Inny piłkarz opuściłby głowę i po prostu by odszedł.

Poza tym wrażenie na mnie zrobił Per Ciljan Skjelbred. Mega zawodnik i bardzo fajny człowiek, dużo pomaga mi i całemu zespołowi. I zawsze jest szczery, znajduje czas na rozmowy.

Co ci mówili koledzy i trenerzy po tym jak dołączyłeś do pierwszego zespołu?

Koledzy mówili mi przede wszystkim, jak zachowywać się na boisku. Dostałem już sporo dobrych rad, które wprowadziłem w życie. Z kolei od trenerów słyszałem przede wszystkim, żebym robił swoje, bo jestem dobry. Na początku były to proste rady, na przykład, żebym szybciej szedł do przodu. Z czasem ich wskazówki stały się coraz bardziej rozbudowane i dotyczą taktyki. Tym bardziej, że ostatnio gram na nowej pozycji.

Widziałem, że w poprzednich latach grałeś jako napastnik albo skrzydłowy. Gdzie grasz teraz?

Trener najczęściej mnie ustawia, poza lewym skrzydłem, także na lewej obronie. Na początku miałem problemy z tym, żeby w odpowiednim momencie wrócić na własną połowę, ale cały czas nad tym pracujemy. Dobrze się czuję, jako taki ofensywny obrońca – chciałbym się angażować w grę z przodu i z tyłu oraz uczestniczyć w wyprowadzaniu akcji zespołu.

Codziennie się czegoś uczę i staram się wyciągnąć jak najwięcej wniosków ze swoich błędów, żeby potem wszystko dopracować.

Na początku powiedziałeś, że już jako dziecko przywiązywałeś wagę do błędów popełnianych na boisku. To ci zostało?

Kiedyś tak było, że zawsze za dużo myślałem o tym złym, a za mało o tym dobrym. Teraz jednak staram się bardziej dostrzegać i doceniać to, co dobre robię. A to, co nie wychodzi po prostu chcę poprawiać.

Chciałbym cię teraz zapytać o twoje reprezentacyjne przygody. Zagrałeś w reprezentacji Polski do lat siedemnastu – jak wspominasz tamte występy?

Bardzo się cieszyłem przed wyjazdem na turniej w La Mandze. Ale już po zgrupowaniu czułem niedosyt. Nie byłem zadowolony, bo liczyłem na to, że dostanę więcej szans, a w trzech meczach zaliczyłem tylko dwa wejścia z ławki w końcówkach. Spędziłem tam tydzień, a nie miałem nawet okazji, żeby dłużej pograć. Tak naprawdę czułem się, że podczas tego turnieju więcej straciłem niż zyskałem.

To rzadka opinia, gdyż piłkarze po takich zgrupowaniach raczej są zadowoleni, nawet jeśli nie zagrali w żadnym meczu.

Chcę grać z orzełkiem na piersi, ale jak już powiedziałem – we wszystkim, co robię, chciałbym być szczery. Nie chcę jednak tutaj nikomu czegoś wytykać, ale po prostu uważam, że zgrupowanie w La Mandze okazało się dla mnie nieprzydatne.

Wiem że masz też możliwość gry w reprezentacji Norwegii. Rozważyłbyś taką opcję, gdyby się pojawiła?

Już miałem taką propozycję. Rozmawiałem z selekcjonerem kadry do lat dziewiętnastu i byłem gotowy na to, żeby zagrać w eliminacjach do Mistrzostw Europy. 5 marca miała być ogłoszona ostateczna kadra, ale mecze zostały odwołane.

Czyli na razie nie jesteś zdecydowany co do wyboru reprezentacji, w której chciałbyś zagrać?

Myślę, że w moim wieku każdy rozegrany mecz to nowe ważne doświadczenie i rozwój. Chce łapać jak najwięcej spotkań, póki jestem młodzieżowcem i mam komfort wyboru.

Myślisz czasem o tym, co będzie za kilka lat?

Na razie na tym się nie skupiam. Chciałbym się rozwijać i pokazywać swoje umiejętności. Jestem dumny z tego, że trafiłem do pierwszej drużyny Rosenborgu, ale na tym nie chcę kończyć.

ROZMAWIAŁ: PRZEMYSŁAW CHLEBICKI

500PLN
GRAMGRUBO
GRAMGRUBO