Legia-Pogoń – mecz ostatniej szansy “Portowców”, jeśli chcą zdobyć tytuł

Jeszcze zanim usiądziemy przy wigilijnym stole, czekają nas emocje związane z PKO BP Ekstraklasą. Legia Warszawa w spotkaniu z Pogonią może się wyraźnie przybliżyć do zdobycia mistrzostwa, a ich rywale mogą utrzymać szanse na trofeum. Dlaczego pierwsza opcja jest bardziej prawdopodobna i jakie są szanse na drugą?

Wielka Sobota najważniejszym dniem tego sezonu?

W Wielką Sobotę największe emocje czekają nas bez wątpienia w Warszawa. Legia, która ma po 22. kolejce przewagę już siedmiu punktów nad resztą stawki, zmierzy się z drugą Pogonią. Można powiedzieć, że to spotkanie może się okazać kluczowe, jeśli chodzi o końcowe rozstrzygnięcie. Wydaje się, że Legia już teraz dumnie zmierza po mistrzostwo i nikt nie jest w stanie jej zatrzymać. Teoretycznie jednak “Portowcy” wciąż mogą im w tym przeszkodzić. Na początku rundy wiosennej przez moment to właśnie drużyna ze Szczecina była bowiem na fotelu lidera. Chociaż potem przydarzyła im się niechlubna seria, wciąż nie stracili szans. Nie da się jednak ukryć, że znacząco one zmalały.

Każdy z Legionistów potrafi odmienić losy meczu

Spójrzmy na ostatnie ligowe starcia – już wyniki mówią wiele, a co dopiero postawa obu zespołów. Legioniści wygrali pięć kolejnych meczów w ekstraklasie. Warto też tutaj dodać, że za każdym razem w meczach zespołu Czesława Michniewicza ktoś inny odgrywa główną rolę. Przeciwko Śląskowi gra skupiła się na Kapustce, mecz z Wartą zdominował Mladenović, natomiast ostatnio w Lubinie to Tomas Pekhart rozbił bank, zdobywając cztery bramki, z czego hat-trick w pierwszych 19 minutach. W każdym meczu Legii ktoś inny jest “środkiem ciężkości”.

Oczywiście można mieć też do zespołu kilka zarzutów. Na jego niekorzyść można dopisać błędy w środku pola szczególnie w drugich połowach meczów z Zagłębiem i Śląskiem. Poza tym brak straconych goli często wynika nie z dobrej postawy defensywy, a fatalnego ataku rywali. Również ławka rezerwowych Legionistów nie rzuca na kolana, a trener – poza Artemem Szabanowem – nie mógł zbytnio skorzystać z nowych nabytków.

Legia nie strzeli w pierwszej połowie? Pogoń to wykorzysta

Trudno jednak powiedzieć, czy “Portowcy” będą w stanie wykorzystać jakiekolwiek błędy Legii w obronie, tak jak choćby Piast w Pucharze Polski. Podopieczni Kosty Runjaicia nie słyną bowiem z ofensywnej gry. Czasami poprawnie rozgrywają akcje, ale brakuje im wykończenia. Ktoś śledzący tylko wyniki mógłby powiedzieć, że ich meczami często rządzi przypadek. Czy jest to prawda? Nie do końca – po prostu ważniejsza jest tutaj dyscyplina w obronie niż w ataku. Powiedzmy jednak sobie szczerze – Luka Zahović niezbyt pasuje do profilu napastnika, który mógłby działać cuda w drużynie ze Szczecina.

Lubi atakować na wolnej przestrzeni, jest dobry, gdy dostaje asysty z dośrodkowań bezpośrednio pod bramkę i sam asystuje w polu karnym – stwierdził na początku sezonu w rozmowie dla “FutbolNews.pl” słoweński dziennikarz Miha Penko. W Pogoni jednak Zahović rzadko znajduje się na wolnej przestrzeni pod własną bramką. W wykańczaniu akcji po dośrodkowaniach lepiej jednak radzi sobie Kamil Drygas. A co do asyst – patrząc na jego rolę na boisku, jest mu raczej o nie trudno.

Jaka jest najsilniejsza broń, jaką mogą wykorzystywać rywale “Portowców”? To gole w pierwszej połowie. W każdym spotkaniu, poza meczem pierwszej kolejki z Cracovią, Pogoń Szczecin traciła bramki przed przerwą, co wpływało na losy spotkania. Nawet jeśli zespół dominował w drugiej części pojedynku, nie potrafił się po prostu przełamać. A wtedy, gdy remisował, był w stanie zadać decydujący cios, czego dowodem są bramki Michała Kucharczyka przeciwko Jagiellonii i Lechii.

“Wojskowi” bez zwycięstwa od pięciu meczów z Pogonią

Patrząc na ostatnie starcia zespołów, można powiedzieć, że Legioniści nie mają szczęścia do Pogoni. Szczecinianie nie przegrali już bowiem pięciu poprzednich pojedynków, a ich bilans to trzy zwycięstwa i dwa remisy. Każde z tych spotkań układało się inaczej. Ale klucz jest jeden – Pogoń nie traciła w nich goli w pierwszej połowie. Chociaż zazwyczaj obie drużyny znajdowały drogę do bramki, pomijając bezbramkowy remis w ósmej kolejce tego sezonu.

Z kolei od ostatniej wygranej “Wojskowych” minęły dwa lata. Bramki dla stołecznej drużyny zdobywali Carlitos, Iuri Medeiros i – po samobójczym trafieniu – Jarosław Fojut, a dla “Portowców” Adam Buksa. Żaden z tych piłkarzy nie gra już w ówczesnym klubie, co tylko pokazuje, że trochę w szeregach jednych i drugich się zmieniło.

Krok milowy w stronę mistrzostwa?

Teraz faworytami meczu są Legioniści, ale z drugiej strony tak samo było i w tamtych przypadkach. Patrząc jednak na zespół Czesława Michniewicza, brakuje mu czasami takiej dyscypliny w obronie, jak rywalom. Jeśli “Portowcy” zabarykadują się w pierwszej części meczu, w drugiej – podobnie jak w dwóch ostatnich ligowych pojedynkach – mogą postarać się o “złotego gola” w drugiej połowie. Legia ma jednak więcej argumentów w ofensywie niż Jagiellonia czy Pogoń. Na Tomasa Pekharta defensywnej konsekwencji drużynie gości może wystarczyć, ale co z Bartoszem Kapustką, Luqinhasem czy Filipem Mladenoviciem? Może być trudniej.

Czy Legia zrobi krok milowy w celu piętnastego mistrzostwa w historii? To dość prawdopodobne, jeśli pokona swojego głównego i tak naprawdę jedynego obecnie przeciwnika w walce o trofeum. 10 punktów w siedmiu ostatnich kolejkach może się już okazać nie do odrobienia, a trudno się spodziewać, żeby Legia potem zaczęła przegrywać. Jeśli coś się może w stołecznym zespole popsuć, to właśnie teraz jest na to ostatni moment. Legioniści wydają się jednak pewni siebie na tyle, że nawet punkt w sobotnim pojedynku może ich przybliżyć do końcowego triumfu.

200PLN
GRAMGRUBO
GRAMGRUBO