Legia o krok od mistrzostwa? Zwycięstwo w meczu na szczycie

Legia Warszawa zrobiła krok milowy w kierunku piętnastego mistrzostwa Polski. Podopieczni Czesława Michniewicza pokonali Pogoń Szczecin 4:2 i mają już przewagę dziesięciu punktów nad resztą stawki.

Gra “Portowców” jak porzekadło

Gdy Pogoń pierwsza traci gola w pierwszej połowie, traci punkty – można powiedzieć, że to stwierdzenie urosło już do miana ekstraklasowego porzekadła w tym sezonie. Podopieczni Kosty Runjaicia w ostatnim czasie nie wygrali bowiem spotkania, w którym to ich rywale zdobywali pierwsi bramkę przed przerwą. Tak samo było w zasadzie i tym razem. Tyle tylko, że do tej pory najlepsza defensywa w lidze pozwoliła się pokonać nie raz, a cztery już na początku spotkania.

Flashbacki z Lubina

Kanonada Legionistów rozpoczęła się już w czwartej minucie. Wtedy Filip Mladenović wykorzystał problemy z ustawieniem obrony “Portowców”. Po dziesięciu minutach było już 2:0 – tym razem w polu karnym w odpowiednim momencie znalazł się Tomas Pekhart. Przy obu trafieniach asystę zanotował Josip Juranović, który był jedną z wyróżniających się postaci w pierwszej połowie meczu.

Na tym jednak nie koniec, gdyż w 14. minucie Tomas Pekhart podwyższył po rzucie karnym na 3:0. Można jednak powiedzieć, że przy tym golu Josip Juranović również miał swój udział. To właśnie w pojedynku z Chorwatem Luis Mata dotknął piłki ręką. Z kolei jeszcze przed 30. minutą Legia prowadziła 4:0. Mateusz Wieteska wykorzystał podanie na głowę w polu karnym od Andre Martinsa.

Pogoń za wynikiem

Pogoń próbowała gonić. Jeszcze przed przerwą swoją sytuację wykorzystał Adam Frączczak. Z kolei w drugiej połowie to “Portowcy” dłużej utrzymywali się przy piłce, czego dowodem jest przewaga 61-39% w jej posiadaniu. Chociaż po przerwie podopieczni Kosty Runjaicia oddali dziewięć strzałów, potrafili tylko minimalnie zniwelować straty. W 83. minucie rzut karny zamienił na gola Kamil Drygas po tym, jak Artem Szabanow sfaulował Jakuba Bartkowskiego podczas rzutu rożnego szczecinian.

Swoją szansę miał też w doliczonym czasie gry Sebastian Kowalczyk. Piłkarz Pogoni zaliczył jednak kiks stojąc tuż przed bramką Artura Boruca. Tym samym “Portowcy” nie wykorzystali ostatniej w tym meczu dogodnej okazji do zdobycia bramki.

Obie drużyny zagrały jak… zwykle

Można powiedzieć, że w tym spotkaniu oglądaliśmy tę samą Legię, co przed reprezentacyjną przerwą. Pogoń jednak w przeciwieństwie do Zagłębia, szukała szans, żeby zadać skuteczne ciosy, grała praktycznie do końca. “Wojskowi” zakończyli ten mecz w pierwszej połowie, a w drugiej skupili się tylko na tym, żeby przeszkadzać rywalom. To odbiło się na kartkach – Szymon Marciniak po przerwie ukarał bowiem Mateusza Wieteskę, Artema Szabanowa i Andre Martinsa.

Z kolei Pogoń przypominała zespół z meczów ze Śląskiem czy Wisłą. W pierwszej połowie podopieczni Kosty Runjaicia szybko dali się zaskoczyć rywalom, a w drugiej szukali wszelkich sposobów, by odmienić losy spotkania, co ostatecznie nie wyszło. “Portowcy” mają problemy z wejściem w mecz, a Legia po prostu wykorzystała to z nawiązką, po prostu nokautując zespół w pierwsze pół godziny starcia.

Legioniści w dobrych nastrojach przed meczem z Lechem

Na siedem meczów przed końcem Legioniści są na zdecydowanym pole position w walce o mistrzostwo Polski. Podopieczni Czesława Michniewicza mają na koncie 51 punktów, o dziesięć więcej niż druga Pogoń. Z kolei “Portowcy” na razie mogą być spokojni o lokatę wicelidera przez jakiś czas. Trzeci Raków, który obecnie pauzuje, zgromadził bowiem cztery punkty mniej niż zespół Kosty Runjaicia, natomiast czwarty Piast traci ich aż siedem.

W następnej kolejce Legia Warszawa zmierzy się w hicie kolejki z Lechem Poznań na wyjeździe. Z kolei Pogoń podejmie w Szczecinie znajdującą się w słabej formie Wisłę Płock.

Legia Warszawa  – Pogoń Szczecin 4:2

Mladenović 4’, Pekhart 10’ 14’k., Wieteska 29’ – Frączczak 45+1’, Drygas 83’k.

Fot. screen Canal+

500PLN
GRAMGRUBO
GRAMGRUBO