Bartosz Bosacki: Coś musiało się wydarzyć, że trenera Żurawia już nie ma w Poznaniu

Bartosz Bosacki zna bardzo dobrze klimat pojedynków Lecha z Legią. Były piłkarz pochodzi z Poznania, a w ostatnich latach kariery był kapitanem “Kolejorza”. W rozmowie “FutbolNews.pl” Bartosz Bosacki opowiedział o wspomnieniach związanych z meczami przeciwko Legii oraz zdradził swoje odczucia dotyczące najbliższego roku w wykonaniu zespołu, w którym występował wiele lat.

***

Pochodzi pan z Poznania, więc rywalizacja Lecha z Legią nigdy nie była panu obca. 

Wiadomo, jakie od zawsze są relacje między kibicami Lecha i Legii czy między Poznaniem a Warszawą. Jak pan wspomniał, pochodzę z Poznania. Dlatego moje spojrzenie na te mecze jest nieco skrzywione z racji tego, że nie tylko kibicowałem, ale także grałem na boisku. Dlatego moje odczucia obecnie są zupełnie inne niż kibiców. Oczywiście, jest to ważny mecz dla każdego poznaniaka – czy grającego, czy nie. Media się nim interesowały już kilkanaście dni przed nim, chociaż po drodze mieliśmy jeszcze dwa spotkania. Jako kapitan zespołu zawsze jednak podchodziłem w ten sposób, że nie jest to jedyny mecz o mistrzostwo Polski i żeby coś zdobyć, musimy także wygrywać z innymi rywalami. Moje spojrzenie jest więc nieco inne – nigdy nie byłem radykalny w swoim kibicowaniu.

Znalazłem informację o tym, że Legia jest zespołem, przeciwko któremu grał pan najczęściej w oficjalnych meczach. Które pojedynki zapamiętał pan najlepiej?

Wielkim wydarzeniem, które do dziś pamiętam, był finał Pucharu Polski, gdy po meczu na Legii sięgnęliśmy po trofeum. Nie ukrywam, że była to dla mnie ogromna radość, większa niż z innych Pucharów Polski, które zdobyłem.

Przychodzi mi na myśl też otoczka meczów z lat dziewięćdziesiątych. Wtedy na pełnych trybunach bywało bardzo groźnie, co wynikało z relacji kibiców obu drużyn. Pamiętam mecz z sezonu 1997/1998, gdy Legia walczyła o mistrzostwo, a my o utrzymanie. Wygraliśmy wtedy 3:0, a wszystkie bramki zdobył Reiss.

Dobrze wspominam te spotkania, bo zawsze – bez względu na to, w którym miejscu była Legia, a w którym Lech – były one ciekawe i towarzyszyła im szczególna atmosfera. Myślę, że poziom tych meczów podobał się też kibicom.

Jako kapitanowi Lecha, zdarzały się panu na pewno jakieś incydenty ze strony kibiców Legii. Miał pan jakieś szczególnie nieprzyjemne sytuacje?

Nigdy nie da się nie zwrócić uwagi na to, co krzyczą czy śpiewają kibice, nawet podczas rozgrzewki. Wiele się nasłuchałem – nie tylko na swój temat, ale także mojej rodziny i innych. Te okrzyki nie były miłe, ale wiadomo, że to działa w dwie strony. Piłkarze Legii ze strony kibiców Lecha też mogli na pewno wiele usłyszeć.

Miałem też  jeden przypadek, gdy w Warszawie już po zakończeniu kariery ktoś niecenzuralnie zwrócił uwagę na to, skąd jestem. Częściej jednak spotkałem się z kibicami, którzy nawet z szalikami Legii na szyi, którzy zachowywali się w stosunku do mnie pozytywnie.

Chciałbym teraz cofnąć się do meczu z Legią, którego na pewno dobrze pan nie wspomina. Mam tutaj na myśli pana ostatnie spotkanie przeciwko tej drużynie, czyli finał Pucharu Polski, podczas którego nie wykorzystał pan rzutu karnego. Dla kibiców Lecha był to spory zawód, a jak pan to odczuwał?

Nie wykorzystałem rzutu karnego, co spowodowało, że nie zdobyliśmy wtedy Pucharu Polski, co bardzo przeżywałem. Tym bardziej, że to był chyba jedyny karny, którego nie strzeliłem w oficjalnym meczu, więc to jeszcze bardziej bolało. Taki jest sport, ktoś musi wygrać, a ktoś przegrać. Ale chociaż było to już ładnych parę lat temu, moi koledzy wciąż mi to żartobliwie wytykają. Poza tym śmieją się ze mnie, że nad polskie morze zazwyczaj nie jeżdżę przez Bydgoszcz, tylko przez Toruń, bo właśnie tamten finał odbył się w Bydgoszczy.

To na pewno nieprzyjemne uczucie – doszliśmy tak daleko i w pewnym sensie zmarnowałem dorobek naszej drużyny. Z drugiej strony jednak mogliśmy rozstrzygnąć ten mecz dużo wcześniej.

A niedługo po tym meczu zakończył pan karierę.

Nie było to wtedy spowodowane moją decyzją, tylko decyzją klubu. Byłem już dogadany na przedłużenie kontraktu. Potem w Lechu wydarzyły się różne rzeczy, po których ten kontrakt nie został podpisany. A ja wcześniej wracając do Polski, mówiłem, że Lech będzie moim ostatnim klubem w kraju. Miałem kilka propozycji, ale nie chciałem się tułać do Krakowa czy Białegostoku.

Czyli Lech albo nic.

Można tak powiedzieć. Zawsze szedłem pod prąd i tak też postąpiłem podejmując tę decyzję.

***

Przejdźmy teraz do spraw bieżących związanych z Lechem Poznań. Jak pan sądzi, czy decyzja o zwolnieniu Dariusza Żurawia została podjęta w odpowiednim momencie, patrząc również na to, że nie tylko trener odpowiada za to, jak wygląda zespół?

Na obecną postawę Lecha trzeba spojrzeć trochę szerzej. Trudno mi oceniać, czy to była decyzja dobra już w tej chwili, bo na zwolnienie trenera nie składa się tylko to, co widzimy na boisku. Wiele zależy też od relacji między trenerem a zawodnikami czy zarządem. Na pewno był nakreślony jakiś plan, który miał być realizowany. Ale czy był realizowany czy nie? Tego nie wiem, bo nie ma mnie w klubie, w środku całej sytuacji.

Osobiście wydawało mi się jednak, że trener Żuraw dokończy ten sezon. Także patrząc na to, że w grudniu przedłużył kontrakt. Na pewno strategia i plan na budowanie drużyny, czy potem na wyjście z kryzysu, był zaakceptowany przez zarząd. Jak jednak widzimy – coś tam musiało się wydarzyć, że trenera Żurawia już nie ma w Poznaniu.

W niedawnym wywiadzie dla “Super Expressu” powiedział pan, że problemem Lecha ostatnio jest niepostawienie na młodych piłkarzy w miejsce Jakuba Modera czy Kamila Jóźwiaka. I faktycznie – w zespole jest sporo młodzieży, ale rzadko ostatnio ktoś nowy otrzymuje szansę na dłużej niż kilka ostatnich minut.

Jeżeli klub żyje z transferów, a ostatnie transfery dotyczą zawodników, którzy urodzili się w Polsce. Warto to kontynuować, nawet z biznesowego punktu widzenia. W ekstraklasie jest to widoczny problem, nie tylko w Lechu, ale też na przykład Cracovii, gdzie gra w składzie dwóch Polaków. To się po prostu nie sprawdza. Żeby kogoś sprzedać za dużą kwotę, trzeba na niego stawiać, bo nikt nie kupi piłkarza, który tylko siedzi na ławce. Dlatego brakuje mi tutaj tej konsekwencji w działaniu. W Lechu byli Moder, Jóżwiak, Gumny, wcześniej Kownacki czy Linetty, którzy trafili potem za granicę, ale tylko dlatego, że grali. Myślę, że jeśli Lech chce wciąż iść tą drogą, powinien dawać szansę tym chłopakom.

Przez moment wydawało się, że tak jest. Trener Żuraw na nich stawiał, ale widocznie coś się zmieniło i wróciliśmy do schematu w podstawowym składzie trzech Polaków – ośmiu obcokrajowców.

Miejsce Dariusza Żurawia zajmie Maciej Skorża. Ze zmianami trenerskimi w trakcie sezonu bywa różnie – niektórzy trenerzy muszą przygotować zespół przynajmniej do rundy, żeby uzyskać efekty. Czy trener Skorża będzie tutaj odpowiednią osobą?

Słusznie pan wcześniej zauważył, że postawa Lecha nie jest tylko wynikiem pracy trenera Żurawia, ale należałoby poszukać problemów także głębiej. I tutaj może być taka sama sytuacja. Jeśli trener, nie dostanie wsparcia z wewnątrz klubu i wszystkie obszary wpływające na postawę drużyny nie będą dobrze działać, ktokolwiek przyjdzie, może mieć kłopot. W ten sposób poległ choćby Ivan Djurdjević, ale również nieco bardziej doświadczeni trenerzy, jak trener Nawałka. Albo zresztą trener Skorża, którego zespół po zdobyciu mistrzostwa zaczął grać gorzej właśnie przez problemy wewnętrzne.

W moim odczuciu w Lechu problemem nie jest pierwszy trener, a jest to szersze zagadnienie. Może trener Skorża będzie mógł wyegzekwować pewne rzeczy, które wcześniej nie działały, gdyż już ma doświadczenie w negocjacjach z zarządem Lecha. Oby to wszystko zadziałało teraz, bo Poznań zasługuje na drużynę, która będzie walczyć o puchary. A myślę, że obecni piłkarze mają potencjał, żeby bić się o najwyższe miejsca.

W przyszłym roku Lech będzie świętować stulecie powstania klubu i kibice już teraz zapewniają, że będą oczekiwać od drużyny mistrzostwa. Czy na ten moment walka o “majstra” to realny scenariusz czy tylko sfera marzeń kibiców?

Marzyć należy i trzeba, ale jaka będzie sytuacja Lecha – trudno powiedzieć co się wydarzy. Jeśli wszystko zostanie poukładane, na pewno Lech może być drużyną, która może się bić o mistrzostwo Polski.

Na koniec – pytanie o najbliższy mecz. Jakie Lech ma argumenty w spotkaniu z Legią?

Wszystko zależy od tego, jak będzie wykorzystany potencjał piłkarzy i od planu na mecz. Wiele czynników musi się na pewno poskładać, żeby Lech ten mecz wygrał, ale w drugą stronę działa to tak samo. W Legii dodatkowo dochodzi aspekt trenera Michniewicza, który na pewno chciałby się w Poznaniu pokazać z jak najlepszej strony, bo właśnie tutaj rozpoczął karierę trenerską. Zresztą grałem w tej drużynie…

Myślę, że to spotkanie będzie ciekawie i pokaże, na jakim etapie są obie drużyny. Tak jak wcześniej jednak wspomniałem, bez względu na cele obu drużyn, mecze Lecha z Legią zawsze były ciekawe. Wierzę w to, że Lechitów stać na to, by rozegrać dobre spotkanie. Legia jest co prawda zdecydowanym liderem, ale to nie znaczy, że chłopacy z Lecha nie mogą o coś powalczyć. Wręcz przeciwnie – mają pokazać, że stać ich na efektywną grę.

ROZMAWIAŁ: PRZEMYSŁAW CHLEBICKI

200PLN
GRAMGRUBO
GRAMGRUBO